Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEVIL'S CHAIR

DEVIL'S CHAIR

Krzesło diabła

ocena:5
Rok prod.:2006
Reżyser:Adam Mason
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Andrew Howard, Elize du Toit, David Gant, Louise Griffiths, Matt Berry, Polly Brown, Polly Brown
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5.25
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

[UWAGA! TEKST ZAWIERA SPOILERY]

Zastanawiałem się, co powinno wyróżniać kino niezależne, niskobudżetowe i doszedłem do wniosku, iż powinny być to przede wszystkim niebanalne i oryginalne scenariusze. Producenci wolą angażować się w coś, co już znalazło swoich zwolenników, jakiś pomysł fabularny, który rzadko gości na naszych ekranach, związany jest z ryzykiem finansowej klapy. Twórcy niezależni mniej ryzykują, mogą zatem być odważniejsi w swych twórczych dokonaniach albo kierować przekaz tworzonych przez siebie filmów do wąskiego grona odbiorców. Kino niezależne może więc być oazą wolności twórczej, przestrzenią, w której artyści nie muszą przejmować się ani dyrektywami producenta ani presją komercyjnego sukcesu.

Horror nie jest w tej materii wyjątkiem. Z nowszych obrazów będących niskobudżetowymi produkcjami wymienić można filmy „Joshua” Travisa Betza oraz „Salvage” braci Crook, w których forma i aktorstwo co prawda dalekie było od hollywoodzkiego rzemiosła, jednak zawarte w nich pomysły szokowały („Joshua”) albo wprawiały w zdumienie precyzją konstrukcji scenariusza („Salvage”).

Pochodzący z 2006 roku film Adama Masona „Devil's Chair” również zaliczyć można do kina niezależnego, które powstało za stosunkowo niewielkie pieniądze. Już z pierwszych ujęć wynika, iż reżyser postanowił zszokować widza okrucieństwem oraz wizjami tego, jakie tortury zadać można ludzkiemu ciału. Nie należy to może do oryginalnych tematów, jednak Mason na początku seansu pokazując nam atrakcyjne zmontowane fragmenty zakończenia, zasugerował również, iż film nie będzie miał linearnej fabuły i liczyć się należy z równymi introspekcjami i przeskokami czasowymi.

„Devil's Chair” opowiada historię mężczyzny, który był świadkiem śmierci swojej dziewczyny w opuszczonym zakładzie psychiatrycznym. Konanie przyjaciółki było dla niego tak ogromnym szokiem, iż kolejne cztery lata przesiedział w zakładzie dla psychicznie chorych. Punktem zwrotnym w jego życiu okazało się zainteresowanie doktora Willarda, który postanowił opisać w swojej pracy tragiczne wydarzenia sprzed czterech lat. Zorganizował niewielką grupę badawczą, której zadaniem była rekonstrukcja wydarzeń, jakich uczestnikiem był bohater, Nick West. Wizja lokalna okazała się fatalna w skutkach, bowiem w równie tragiczny sposób co dziewczyna Westa, zaczęli ginać członkowie ekspedycji. Śmierć jednak okazała się dla nich tylko początkiem gehenny. Uczestnicy eksperymentu znaleźli się bowiem w miejscu, które należy nazwać nie inaczej jak piekło, chronione na dodatek przez wzbudzające przerażenie, żywiące się ludzką krwią demony.

Wspomniałem na początku mojego tekstu o inwencji, zaskoczeniu oraz oryginalności, na jakie mogą sobie pozwolić twórcy niezależni w swoich niskobudżetowych produkcjach. Niewątpliwie kręcąc „Devil's Chair” Adam Mason czuł wolność i swobodę twórczą. Podczas projekcji miałem jednak nieodparte wrażenie, iż reżyser swój indywidualizm artystyczny pomylił z dezynwolturą. Postanowił on bowiem zaskoczyć widza niespodziankami dwojakiego rodzaju – komentarzami głównego bohatera czynionymi na stop klatkach oraz niesamowitymi, całkowicie wywracającymi do góry nogami treść filmu zwrotami akcji. Moim skromnym zdaniem obie niespodzianki okazały się bombą z siłą rażenia mokrego kapiszona. Dlaczego?

Nawet kiedy mamy do czynienia z dziełem charakteryzującym się fantastyką i cudownością, a tak niewątpliwie rzecz się ma z horrorem, świat przedstawiony utworu filmowego czy literackiego musi być wewnętrznie spójny i logiczny. Inaczej bowiem nie dokonuje się w nas, odbiorcach, akt „zawieszenia niewiary” przez co dane dzieło całkowicie traci na wiarygodności. A od powyższego stanu jest już tylko krok do kpiny z widza i przekonania autora, iż adresat dzieła kochający jakąś konwencję „łyknie” wszystko, byle tylko było efektownie i zaskakująco. Wydaje mi się, że Adam Mason w „Devil's Chair” poszedł właśnie tą drogą.

Główną cześć filmu, dziejącą się w zaświatach strzeżonych przez demona żądnego krwi i ludzkiego cierpienia, reżyser „pożyczył” sobie do Clive’a Barkera. To w „Hellraiserze” bohaterowie za pomocą mechanicznego artefaktu mogli nie tylko wędrować między wymiarami, lecz także spotykać ich piekielnych mieszkańców. W „Devil's Chair” zamiast magicznej kostki mamy krzesło-pułapkę nafaszerowane przemyślnymi urządzeniami zadającymi ból siedzącemu na nim człowiekowi (dałbym głowę, że ideę takiego urządzenia także zapożyczono, tym razem od pomysłodawców postaci Jigsawa). Na skutek wielopoziomowej i perfekcyjne skonstruowanej intrygi doktora Willarda wszyscy bohaterowie przenoszą się w inny wymiar, aby zaspokoić głód zamieszkującej tam bestii. Jednak kiedy akcja w dotkniętych entropią czeluściach piekielnych dochodzi do punktu kulminacyjnego, przenosimy się nagle z powrotem do opuszczonego zakładu Blackwater, w którym widzimy Westa pastwiącego się nad wszystkimi uczestnikami wyprawy. Okazuje się bowiem, że zarówno inferno jak i pozwalające dostać się do niego krzesło było tylko i wyłącznie wymysłem naszego bohatera. To on bowiem zaciągnął do psychiatryka swą śliczną narzeczoną, by ją zabić. Kiedy pojawiła się okazja w postaci projektu doktora Willarda, Nick West zaraz po przyjeździe do zakładu wymordował całą ekspedycję. Zwrotów akcji, albo jeśli ktoś woli twistów, mamy co nie miara, szkoda tylko, że nie mają one większego sensu. Bo chyba nikt, nawet średnio rozgarnięty, nie uwierzy, iż mężczyźnie podejrzewanemu o popełnienie brutalnego morderstwa przez cztery lata będzie udawało się zwodzić pozornym szaleństwem zarówno organy ścigania jak i pracujących tam specjalistów. Skąd również wzięła się historia pamiętnika psychiatry Blackwatera, którą odkrył doktor Willard? Wreszcie jaki status ontologiczny ma owa infernalna przestrzeń, do której dostali się bohaterowie dzięki mocy piekielnego krzesła? Wszystko to wymyślił Nick West?

Ktoś może słusznie wskazać, iż „Devil's Chair” jest tylko zabawą konwencją, mozaiką zapożyczeń podlaną cynicznymi monologami głównego bohatera. Może i tak jest. Ale każdy film, nawet jeśli jest to tylko zgrywa z gatunku, musi zawierać jakąś wewnętrzną logikę. To nie może wyglądać tak, iż reżyser proponując nam trochę jump scenek, hektolitry krwi, niezłego demona wypruwającego flaki oraz kilka niezłych scen gore z cwaniackim uśmiechem poprosi o niezwracanie uwagi na sens filmu. Ja w taki układ nie wchodzę, panie Mason, mnie kilkoma krwawymi błyskotkami pan nie przekupisz.

Screeny

HO, DEVIL'S CHAIR HO, DEVIL'S CHAIR HO, DEVIL'S CHAIR HO, DEVIL'S CHAIR HO, DEVIL'S CHAIR HO, DEVIL'S CHAIR HO, DEVIL'S CHAIR HO, DEVIL'S CHAIR

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ scenografia
+ motyw z artefaktem – krzesłem
+ kilka scen gore
+ postać demona

Minusy:

- sens i logika filmu
- drewniane aktorstwo
- dialogi
- bezsensowne zwroty akcji

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -