Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SIX

SIX

Sześć

ocena:4
Rok prod.:2004
Reżyser:Nasorn Panungkasiri
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada: Pipat Arphirakchonnakarn, Intira Jaroenpura, Ray MacDonald, Watcharachai Sataphitak
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Polubiłem tajlandzkie horrory, lecz jest to sympatia, niestety nieodwzajemniona. Owszem jak większość miłośników filmowej grozy skutecznie (choć tylko jednorazowo) wystraszył mnie „The Shutter”. Wiele dobrych horrorowych emocji dostarczyły mi także wprawdzie dalekie od doskonałości, jednak przyjemnie się oglądające, „The House” oraz „Art. of the Devil”. Najwięcej pozytywnych wrażeń dostarczył jednak obraz, w którym horroru jako takiego jest bardzo niewiele, za to bardzo wiele przejmującego znakomitego dramatu. To „13 Beloved”. Jednak cała, pokaźna reszta tajlandzkich filmów grozy pozostawiła we mnie uczucie głębokiego rozczarowania, którego nawet piękne tajlandzkie aktorki nie były w stanie złagodzić. Niestety „Six” Nasorna Panungkasiriego to przykre uczucie tylko jeszcze bardziej pogłębia.

Fai, młoda dziewczyna, której życie jest naznaczone niepokojącą obecnością liczby „sześć” obchodzi ze swoimi przyjaciółmi swe 24 (2+4=6) urodziny. Podczas nich dochodzi do ostrej wymiany zdań między Ongiem, znawcą magii i spraw paranormalnych a twardo stąpającym po ziemi Khanem. Spór jest tyle uzasadniony, ponieważ Khan wyciągnął kartę, która zapowiada śmierć wszystkich zgromadzonych. Żeby się przekonać o rzeczywistym zagrożeniu oraz udowodnić, że wszelkie złe omeny, o których opowiada Ong, to zwyczajne zabobony, grupa na czele z Fai udaje się do opuszczonego pałacu. Pałac cieszy się w okolicy złą sławą nawiedzonego miejsca, jest więc idealny na rozstrzygnięcie kwestii wiary w nadprzyrodzone istoty i zjawiska. Wkrótce młodzi bohaterowie będą musieli się zmierzyć z mroczną tajemnicą i widmowymi mieszkańcami nawiedzonego pałacu.

Wiele dobrego słyszałem o tym tajlandzkim horrorze, zachętą była również obecność w jednej z głównych ról pięknej Intiry Jaroenpury, aktorki znanej z występów m.in. w „Nang Nak”, „Unborn”, czy „The House”. Niestety tylko tajlandzka gwiazda nie rozczarowała, choć gdyby mniej łaskawym okiem przyjrzeć się jej grze, to okazałoby się, że także i ona nie spisała się na miarę swych możliwości. Nie spisał się także, choć nie wiem czy na miarę swych możliwości, scenarzysta filmu Suphaporn Prichavongwaikul, który miał prosty, lecz obiecujący pomysł na....nowele filmową lub odcinek serialu grozy, lecz nie na pełnometrażowy film. O czym bowiem jest „Six”? O przeznaczeniu przed, którym nie można uciec. A warstwie czysto fabularnej o grupie młodych osób, które postanawiając udowodnić, że nie można przepowiedzieć śmierci, że to my decydujemy o końcu naszego ziemskiego życia. Jest to też, rzecz jasna, historia o tym, że mędrca szkiełko jest bezużytecznym narzędziem poznawania świata wobec faktu, że prawdziwa natura świata ukryta jest przed ludzkimi zmysłami. Tego rodzaju opowieść o zderzeniu racjonalnego z irracjonalnym, a także o tym, że daremne nasze trudy - to nie my decydujemy o naszym istnieniu, więc tym bardziej nie decydujemy o jego końcu, świetnie sprawdziłaby się w krótszej formie. A tak otrzymujemy niemiłosiernie przegadany film, bo jakoś trzeba zapełnić te 92 minuty czasu trwania obrazu. Co gorsza tak naprawdę poza mniej lub bardziej „doniosłymi” dysputami między bohaterami, nie dzieje się wiele więcej. Niby powinna być jakaś emocja w wyzwaniu rzuconym przez Fai i jej przyjaciół przeznaczeniu, ale tak naprawdę nie ma żadnej. Snują się bohaterowie po pałacu, który stanowi efektowną, lecz kompletnie nie wykorzystaną scenerię, częściej jednak między się sobą kłócą i wdają w miałkie dyskusje. Na „coś strasznego” twórcy filmu każą nam długo czekać, a gdy w końcu jesteśmy świadkami sceny grozy, to okazuje się ona porażką na całej linii. Głównie za sprawą uwielbianych przez tajlandzkich filmowców efektów komputerowych, które przywodzą skojarzenia z disnejowską bajką o sympatycznym duszku Casparze. Nie jest też krwawo i brutalnie, choć akurat pod tym względem kino grozy z Tajlandii potrafi miło zaskoczyć wszystkich maniaków hektolitrów krwi.

Nie na tym jednak nieszczęść, które przydarzyły się „Six” (spieszę wyjaśnić, że nie mają one nic wspólnego z klątwą liczby „sześć”, lecz raczej z nieudolnością twórców). Wraz z przybyciem grupy przyjaciół w historii pojawia się wątek tajemniczego związku Fai ze zmarłymi mieszkańcami nawiedzonego pałacu, a zwłaszcza siostrami bliźniaczkami. Nie zdradzę żadnej tajemnicy jeśli dodam, że jedna siostra była zła (oczywiście brunetka), druga dobra. Wątek ten znajduje banalne rozwiązanie, które wbrew intencjom twórcom filmu wcale nie zaskakuje, a raczej irytuje. Tak jak finalny twist, który mógłby sprawić wrażenie, gdyby pięć lat wcześniej światowym sukcesem nie stał się „Szósty zmysł”.

Czyżby było zatem aż tak źle? Na szczęście - nie. Na uwagę zasługuje sprawność realizacji, stylowa mroczna sceneria pałacu, przyzwoita, choć niewyróżniająca się gra aktorów oraz ambicja twórców, którzy nie poszli na łatwiznę strasząc prymitywnymi „jump scenami”, lecz próbując czynić grozę bardziej subtelnymi metodami: nastrojem, muzyką, grą świateł. Na nieszczęście bez większego powodzenia i talentu. Mimo iż „Six” jest kolejnym rozczarowaniem, nie tracę sympatii dla tajlandzkiego kina grozy i daję „cztery czaszki”. Z nadzieją, że najlepszy horror z Tajlandii wciąż przede mną.

Screeny

HO, SIX HO, SIX HO, SIX HO, SIX

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawna realizacja
+ sceneria
+ przyzwoita gra aktorów
+ Intira Jaroenpura, choć tym razem bardziej za urodę
+ ambicje

Minusy:

- przegadany
- niestraszny
- efekty komputerowe
- niewykorzystana sceneria
- banalny wątek bliźniaczek
- finał

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -