Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER

JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER

Jack Brooks: Pogromca potworów

ocena:5
Rok prod.:2007
Reżyser:Jon Knautz
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Robert Englund, Trevor Matthews, Daniel Kash, Rachel Skarsten, David Fox
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:6.67
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

„Jack Brooks: the Monster Slayer” to jeden z wielkich nieobecnych tegorocznego Festiwalu Horroru. Film młodziutkiego Jona Knautza, ku niezadowoleniu wielu widzów, nieoczekiwanie wypadł z programu festiwalu. Po seansie tej produkcji już wiem, że określenie „wielki nieobecny” jest nadto na wyrost.

Jack Brooks to młody mężczyzna, który w dzieciństwie był świadkiem niewyobrażalnych wydarzeń. Na własne oczy widział, jak ohydny potwór porywa jego małą siostrzyczkę. Oczywiście nikt nie dał wówczas wiary opowieściom chłopca o wybujałej wyobraźni. Teraz, jako dorosły mężczyzna, Jack ma problemy z opanowaniem agresji. Chodzi nawet na specjalne terapie, które mają mu pomóc w samokontroli. Pewnego dnia, zupełnie nieświadomie, Brooks uwalnia prastare zło. Teraz zrobi wszystko, aby naprawić swój błąd i stawić czoła koszmarom z przeszłości.

Obraz ten to w gruncie rzeczy wielka zgrywa i zabawa konwencją. Potwory są tak przerysowane, że aż groteskowe. Sam profesor Crowley (Robert Englund) i etapy jego metamorfozy wprost atakują widza śmiechem. W zasadzie „Jack Brooks: the Monster Slayer” to takie skrzyżowanie “Evil Dead” i “Buffy” w krzywym zwierciadle. Reżyser, Jon Knautz, pewnie postawił sobie za wzór Petera Jacksona, jednak jego „Jack Brooks” to zupełnie inna liga i nie ma się tutaj co czarować. Film utrzymany jest w starym stylu horrorów z lat 80-tych. Już sam fakt pojawienia się na ekranie całej armii różnego rodzaju odrażających monstrów, powinien dać widzowi do myślenia. Oglądając tą produkcję trudno obejść się bez odniesień do innych dzieł grozy. Roi się tu od zapożyczeń i nawiązań, które sprawiają, że „Jack Brooks: the Monster Slayer” można potraktować jako obraz typowo fanowski. Już sama obecność na ekranie ikony kina grozy, Roberta Englunda, który swego czasu straszył nas jako demoniczny Freddy Krueger, jest nie lada gratką dla miłośników gatunku. Dodajmy do tego scenerię rodem z „Buffy: Postrach Wampirów” i motyw przewodni z „Martwego Zła” plus kilka innych elementów, które serwują nam twórcy filmu i oto mamy „Jack Brooks: the Monster Slayer”.

Przy czym trzeba sobie powiedzieć wprost, że jako horror, mający wywołać ciarki na plecach, obraz ten się zupełnie nie sprawdza. To nie ta kategoria filmowa. Produkcja Jona Knautza wykorzystuje całą rekwizytornię kina grozy, ale stawia przed sobą nieco inne zadanie. Jakie? Epatowanie kiczem, stylistyką gore, humorem i bombardowanie groteską. Nie jest to zatem horror w pełnym tego słowa znaczeniu, co pewnie zniechęci lub po prostu rozczaruje część widzów.

Największy zarzut, jaki ciśnie mi się na usta pod adresem tego obrazu, to poprowadzenie całej akcji w dość bezpłciowy sposób. Fabuła przypomina jeden wielki zlepek filmowy, który pewnie niejeden raz mignął każdemu z nas przed oczami. Oczywiście, taki był zamysł twórców, ale zrobione jest to bez życia i „powera”, który byłby w stanie przykuć naszą uwagę do ekranu. I nawet jako jedna wielka zgrywa, „Jack Brooks: the Monster Slayer” wypada bardzo przeciętnie. Można wręcz powiedzieć, ze to typowy „beermovie”, w sam raz na jeden wieczór, tak, by na drugi dzień z czystym sumieniem o nim zapomnieć. Wygląda zatem na to, że poziomem wpisuje się w średnią tegorocznego Festiwalu Horroru. Wobec tego, nie ma co wylewać łez nad brakiem tego filmu w repertuarze Festiwalu, bo i nie ma nad czym płakać.

„Jack Brooks: the Monster Slayer” jest na swój sposób filmem urokliwym i sympatycznym, ale poziom absurdu, groteski, a nawet zwykłej głupoty chwilami sięga tutaj zenitu. Obraz Jona Knautza, mimo tych wszystkich nawiązań i odniesień do kultury grozy, sprawdza się tylko jako jednorazowa rozrywka, a pewnie i to, dla niektórych będzie stwierdzeniem znacznie na wyrost. W zasadzie sam tytuł tej produkcji mówi wszystko. Idę o zakład, że film wywoła falę mieszanych uczuć. Dla jednych będzie prawdziwym objawieniem na miarę nowej „Martwicy mózgu”, a dla drugich zwyczajnym kocmołuchem, który od kuchni usilnie stara się wedrzeć na salony filmowej grozy.

Screeny

HO, JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER HO, JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER HO, JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER HO, JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER HO, JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER HO, JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER HO, JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER HO, JACK BROOKS: THE MONSTER SLAYER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klimat epoki ‘80s
+ Robert Englund
+ sporo nawiązań do kultury grozy

Minusy:

- mało elementów własnych
- połączenie komedii i horroru nie każdemu może się podobać
- akcja prowadzona w bezpłciowy sposób

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -