Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WARNING SIGN

WARNING SIGN

Sygnał ostrzegawczy

ocena:7
Rok prod.:1985
Reżyser:Hal Barwood
Kraj prod.:USA
Obsada:Sam Waterston, Kathleen Quinlan, Yaphet Kotto, Jeffrey DeMunn, Richard Dysart
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Niektóre filmy mają status kultowych, choć tak naprawdę niewiele osób je widziało. Owiane legendą, która niesie się przez sieć internetową i w przekazach ustnych, urastają do rangi horrorów idealnych. Związane z nimi sentymenty, sprawiają, że te złote przeboje kina grozy wychwalane są pod same niebiosa. „Warning Sign” to wypisz wymaluj taki właśnie obraz.

W laboratoriach „Bioteku” grupa amerykańskich naukowców pracuje nad bronią biologiczną. Pewnego dnia, dochodzi do groźnego skażenia. Wirus, powodujący niekontrolowaną agresję wydostaje się na wolność. Cały „Biotek” zostaje objęty kwarantanną i odcięty od świata zewnętrznego. Na miejsce przybywa wojsko, zamierzając przywrócić porządek, jednak szybko okazuje się, że są zupełnie bezradni. Lokalny stróż prawa, Cal Morse (w tej roli świetny Sam Waterston), porzuca odznakę i wyrusza na ratunek żonie, która została zamknięta w „Bioteku”. Na drodze staną mu hordy zainfekowanych ludzi, którzy złaknieni są krwi niewinnych.

Naukowcy wtłoczeni w szczelne kombinezony, dzierżący w dłoniach fiolki z kolorowym płynem, owrzodzone twarze, ociekające krwią i łypiące złowieszczo na każdego oraz dźwięki alarmu, informującego o skali zagrożenia to melodia grozy, płynąca z filmu „Warning Sign”.
O tym, że nauka potrafi dać porządnego klapsa opowiadano już wcześniej. Ot, wystarczy przywołać obrazki z amerykańskiego kina lat 50-tych, kiedy to z ekranu wylewały się gigantyczne pająki, koniki polne, pijawki, kraby, modliszki i Bóg wie, co jeszcze. Sam George Romero groził palcem ludzkości w swojej „Nocy żywych trupów” i „The Crazies”. Prawdziwą perełką do dziś pozostaje „Tajemnica Andromedy” Roberta Wisea i „Outbreak” Wolfganga Petersena, które utrzymane są w podobnym klimacie. We wszystkich tych filmach chodzi mniej więcej o to samo. Ludzkość musi powstrzymać apokalipsę, człapiącą w siedmiomilowych butach.

W filmie Hala Barwooda najbardziej zostaje obciążony tym problemem Cal Morse, miejscowy stróż prawa, który do tej pory musiał interweniować co najwyżej w sprawach drobnych pijaczków i awanturników. Ale trzeba też dodać, że facet nie pakuje się w objęcia wirusa zupełnie bezinteresownie, bo jak to zwykle bywa, za wszystkim stoi kobieta. A żeby mu było raźniej, to zabiera jeszcze ze sobą doktorka, który kiedyś dłubał przy wirusach w „Bioteku”. Co mi się najbardziej rzuciło tu w oczy, to zjadająca wszystkich panika i jakby jakiś klaustrofobiczny lęk, dobywający się z ekranu. Gdy budynek „Bioteku” zostaje opleciony żelaznymi ścianami, wszyscy dostają jakby kręćka. Nawet ci zdrowi zaczynają się zachowywać, jakby przemawiał przez nich wirus. Cały ten racjonalizm i kult nauki, który unosi się początkowo nad laboratoriami, zostaje gdzieś wessany, niczym niechciany śmieć przez rurkę odkurzacza. W jego miejsce pojawia się szaleństwo i działania powodowane zwierzęcym instynktem. Ów instynkt udziela się nie tylko tym zakażonym, ale również i tym zupełnie zdrowym. Ci pierwsi chcą rozszarpać na kawałki każdego, kto wpadnie im w łapy, a Ci drudzy zrobią wszystko, aby się im nie dać. Duża siła „Warning Sign” tkwi w kreślonej ambiwalencji ludzkich zachowań. Do teraz mam przed oczami scenę, w której młody żołnierz, a w zasadzie jeszcze chłopiec, musi w ułamku sekundy podjąć decyzję, czy strzelić do szarżującego w jego kierunku naukowca, czy też nie. To samo tyczy się osoby Cala. Widać to szczególnie wyraźnie, gdy ma już wskoczyć do szybu, który prowadzi bezpośrednio do laboratoriów. Biadoli przy tym, że nie może tego zrobić, że niby nie on, mając jednocześnie szczelny kombinezon na sobie. Cal Morse, stróż prawa, musi sam złamać prawo i przydeptać wyznawane ideały, by ratować żonę. Takie drobne smaczki, a przy tym kąśliwe niczym jadowity wąż, cegiełka po cegiełce sprawiają, że chce się wierzyć tej opowiastce. I już pal licho, że wirus robi ludziom pranie mózgu, przekształcając ich w krwiożercze bestie, a nad tym wszystkim wisi widmo rządowego spisku, niczym w „Archiwum X”. Najważniejsi są tu ludzie, którzy swym realizmem pchają ten wózek o nazwie „Warning Sign”.

Żeby jednak nie było tak miło i serdecznie, dorzucę również łyżkę dziegdziu do tej beczki miodu. Otóż tym, co najbardziej mnie wytrąciło z drogi „ochów i achów”, jest dość naiwny finał, który nawet mi, człowiekowi obdarzonemu sporą tolerancją na różne filmowe absurdy, dał do myślenia. Chodzi mianowicie o przygotowanie antidotum. Niby w jaki sposób małomiasteczkowy szeryf, który w dodatku studiuje prawo i jego żona-ochroniarka potrafią obsłużyć tą karuzelę urządzeń dla jajogłowych, a do tego własnoręcznie przygotować skuteczną szczepionkę. No way! Ja tego niestety nie kupuję.

„Warning Sign”, mimo tego finałowego mankamentu to jednak dobry film. Taki swoisty miszmasz s-f, dramatu i horroru, który swoimi zdjęciami potrafi dosłownie powalić na kolana. Nie dość, że filmowcom świetnie udało się uchwycić grozę sytuacji, wypisaną na twarzach osób zaangażowanych, to jeszcze krajobrazy Utah wyglądają wprost baśniowo. Prawdziwy horror ma tu jednak miejsce w umysłach bohaterów. I o to w tym wszystkim chodzi.

Screeny

HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN HO, WARNING SIGN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ Sam Waterston
+ zdjęcia
+ klaustrofobiczny klimat
+ nieźle naszkicowani bohaterowi

Minusy:

- mało wiarygodny finał

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -