Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:AUTOPSY: A LOVE STORY

AUTOPSY: A LOVE STORY

Autopsja

ocena:3
Rok prod.:2002
Reżyser:Guy Crawford
Kraj prod.:USA
Obsada:John Scott Mills, Dina Osmussen, Ginny Harman, Joe Estevez, Wendy Crawford
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Trudno o lepszą scenerią dla horroru jak kostnica. Specyficzna ponura atmosfera tego miejsca przesiąkniętego śmiercią, rozkładem i fizyczną destrukcją ludzkiego ciała niewątpliwie posiada liczne walory. Ale niewielu twórcom udało się ja przenieść na ekran i twórczo wykorzystać (np. „Aftermatch” Nacho Cerdy ). O wiele częściej stanowi ona efektowny, makabryczny ornament historii jak choćby w koreańskim „The Cut”. W niskobudżetowym „romansie grozy”, „Autopsja” Guya Crawforda, którego akcja w większości toczy się w kostnicy, turpistyczna atmosfera z pewnością też miała być. Ale ostatecznie otrzymujemy jej namiastkę, tak jak widz otrzymuje namiastkę dobrego filmu.

Nieśmiały, małomówny Charlie jest pracownikiem miejskiej kostnicy. Jego szef Dale uczynił sobie z tego szczególnego miejsca dochodowy interes - handluje ludzkimi organami pobieranymi od zmarłych bezdomnych lub innych osób, których losem nikt się nie interesuje. Charlie jeździ po mieście zwozi martwe ciała. Pewnego razu otrzymuje zgłoszenie, ze w pokoju jednego motelu znaleziono zwłoki samobójczyni. Mężczyzna ulega zauroczeniu samobójczynią: zajmuje się swoim obowiązkami mając w pobliżu ciało nieznajomej, nieustannie z nią rozmawia, a nawet wywozi do parku. Coraz bardziej zaniedbuje swoją dziewczynę, Mariie, która po wypadku samochodowym potrzebuje opieki Charliego. Dziwne zachowanie mężczyzny budzi też podejrzenia chytrego szefa, który przypuszcza, że Charlie próbuje go wykiwać w interesach. Tymczasem romans mężczyzny i coraz bardziej nadgniłej samobójczyni trwa nadal, aż pewnego dnia w kostnicy zjawia się Jill –siostra bliźniaczka nieżyjącej ukochanej Charliego. Co teraz ma począć biedny bohater, tym bardziej, że jego gnijąca dziewczyna staje się zaborcza i zazdrosna?

Streszczenie obrazu Guya Crawforda brzmi znacznie lepiej na papierze niż na filmowym ekranie. Nie da się ukryć: w historii nieśmiałego, niezbyt bystrego i kompletnie nie przebojowego Charliego, któremu łatwiej nawiązać kontakt ze zmarłymi niż z żywymi ludźmi, tkwił potencjał. Można było przejmująco opowiedzieć o samotności zagubionego i nie przystosowanego do życia outsidera we współczesnym zmaterializowanym społeczeństwie nastawionym wyłącznie na zysk, obojętnym i bardziej martwym (przynajmniej moralnie) niż zamieszkujący w chłodnych metalowych pudłach zmarli. Można też było wzruszająco opowiedzieć o oczyszczającej mocy miłości w świecie, w którym fizyczny rozkładu ukochanej bohatera wydaje się być niczym nadzwyczajnym wobec moralnej degrengolady pozostałych bohaterów (szefa Charliego, skorumpowanych policjantów i klientów „złotego interesu” Dale`a). Można było i Crawford w zasadzie o tym wszystkim opowiada. Ale czyni to w sposób tak irytujący, toporny i nudny, że skojarzenia z popularnymi serialami telewizyjnymi w rodzaju „Mody na sukces” czy latynoskich telenowel jest w tym przypadku jak najbardziej na miejscu. Irytuje w tym obrazie zmarnowanej fabuły – by pozostać w „turpistycznej” stylistyce - dogorywające tempo, rozkładająca się logika (kostnica zostaje zamknięta, lecz dziewczyna Charliego bez trudu wchodzi do niej frontowymi drzwiami), drętwa gra aktorów, z których Joe Estevez – syn słynnego Martina Sheena osiąga szczyty aktorskiej karykatury, gadający bez przerwy bohater i wygłaszający „złote myśli”, które swą głupotą zjeżą włosy na głowie każdego przeciętnie inteligentnego widza, kiepska charakteryzacja i poza kilka ujęciami wnętrzności – kompletny brak horrorowych emocji. Tak, tak, ci którzy zwietrzyli w tej historii sensacyjny wątek o nekrofilskim zabarwieniu srodze się zawiodą licząc na coś w rodzaju łagodniejszej wersji „Nekromantika”. I jakby tego było mało nie ma w tym filmie ani jednej ładnej twarzy, która choćby w niewielkiej części wynagrodziła prawie półtoragodzinne obcowanie z mało apetyczną aktorką-anorektyczka.

„Autopsja” to film tak martwy jak jego gnijąca bohaterka. Tylko dla największych maniaków kina niskobudżetowego, których raduje sam fakt nieoświetlonych zdjęć, fatalnej gry aktorskiej i montażowych wpadek. Lecz ostrzegam – nie liczcie na zniewalający urok kiczu, bo w tym filmie nawet kicz jest śmiertelnie, a raczej trupio poważny.

Screeny

HO, AUTOPSY: A LOVE STORY HO, AUTOPSY: A LOVE STORY HO, AUTOPSY: A LOVE STORY HO, AUTOPSY: A LOVE STORY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ był potencjał

Minusy:

- ale kompletnie zmarnoway
- nudny, irytujący, niestraszny
- gra aktorów a zwłaszcza Joe Esteveza
- dialogi
- logika
- zero emocji
- brzydkie aktorki

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -