Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WIZARD OF GORE (2007)

WIZARD OF GORE (2007)

Czarodziej gore

ocena:6
Rok prod.:2007
Reżyser:Jeremy Kasten
Kraj prod.:USA
Obsada: Kip Pardue, , Bijou Phillips, , Crispin Glover,, Jeffrey Combs, , Brad Dourif, , Joshua John Miller,, Kenneth Moskow, , Tim Chiou
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:5
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

„Film jest sztuką duchowych Kafrów i Hotentotów, jarmarczną sztuką mętów przedmiejskich”.
Korniej Czukowski

Wypowiadając te słowa na początku XX wieku rosyjski krytyk, historyk i teoretyk literatury nie próbował ani wskazać wyższości słowa pisanego nad ruchomymi obrazkami, ani deprecjonować ich odbiorców. Opisał pewien fakt, nic więcej. Niedługo bowiem po pierwszych pokazach filmowych (grudzień 1895 rok) kino zamiast na salony artystyczne, trafiło na jarmarki i targowiska, bowiem wynalazek kinematografu stał się źródłem zarobku przekupniów i straganiarzy. Film przez długi czas był tanią, wręcz ordynarną rozrywką celującą w najbardziej prostackie ludzkie gusta. Dopiero sztukmistrz i dyrektor sztuk magicznych w jednej osobie, Georges Mélies, sprawił, iż film zaczął być postrzegany jako atrakcyjny wizualnie trick, lecz także jako skłaniająca do refleksji sztuka. Obecnie nikt nie ujmuje filmowi rangi takiej, jaką posiada choćby literatura czy teatr, zaś reżyserom nie odmawia się miana artysty. Ci ostatni zresztą nie uciekają od jarmarcznej proweniencji kina i chętnie wskazują na ten aspekt jego genezy. Z mistrzów robili to zarówno Fellini jak i Bergman, tym bardziej więc kino popularne, gatunkowe nierozerwalnie związane jest ze swoją kuglarską przeszłością. Sam Mélies kręcąc „Podróż na księżyc” czy „Zdobycie bieguna” nie tylko dał początek filmom fantastyczno-naukowym, lecz także jako pierwszy świadomie stosował w swoich działach efekty specjalne.

Nic więc dziwnego, iż twórcy wszelakiego kina fantastycznego, często pogardzanego przez krytyków i fachowców, odwołują się do wspólnych korzeni filmu, jakby w swoich fabułach, mimochodem, chcieli pokazać, iż sztuka filmowa jako całość bierze początek z jednego źródła. Niewątpliwe trop ten podjął również Jeremy Kasten w horrorze „Wizard of Gore” czyniąc jednego z bohaterów magikiem, który nie tylko ku uciesze gawiedzi pokazuje potworne sztuczki, lecz także próbuje oczarować widza i wskazać w swojej sztuce ukryty sens.

Jednak głównym bohaterem filmu jest właściciel, wydawca i redaktor tajnej gazety "The Cacophony Gazette", Ed Bigelow. Jako smakosz i znawca wszystkiego, co dziwaczne oraz makabryczne czuje się coraz bardziej znudzony pustką i bufonadą libertyńskich praktyk, jakim oddają się wszelakiego rodzaju undergrundowi artyści czy wieczni kontestatorzy. Szukając nowych inspiracji i podniet, trafia na występ niesamowitego magika Montaga Wspaniałego, którego pasją jest odkrywanie przed zgromadzonymi widzami tajemnic ludzkiego ciała. Wybiera z publiczności „ofiarę”, którą na scenie poddaje najbardziej wymyślnym i krwawym torturom. Kiedy uczestnicy widowiska z przerażeniem w oczach zaczynają uciekać z sali, sprytny prestidigitator w ostatniej chwili odkrywa swoje karty pokazując, iż wszystko, co widzieli, było iluzją. Bigelow nie daje się ponieść do końca fascynacji krwawym czarom. Sceptycyzm, a później strach biorą w nim górę tym bardziej, iż dzięki przyjacielowi w policji dowiaduje się, że dziewczyny asystujące Montagowi podczas spektaklu, zostają później znalezione martwe. Dziennikarz wpada na trop nie tylko okrutnych zbrodni dokonywanych przez szczególnie zdeprawowanego maniaka, lecz także zaczyna odkrywać tajemnice ze swojej przeszłości, które nie wiadomo z jakiego powodu dotychczas były przed nim ukryte.

„Wizard of Gore” to nie tylko opowieść o ludziach, którzy żyjąc w duchowej pustce szukają coraz silniejszych podniet nadających ich życiu iluzoryczny sens. Jest to przede wszystkim historia człowieka, który rozpaczliwym działaniem próbuje zapobiec rozpadowi własnej osobowości. Ed Bigelow nagle i boleśnie uświadamia bowiem sobie, iż stał się marionetką w rękach nieznanych, lecz bardzo potężnych sił, mogących nie tylko zmusić go do jakiegoś konkretnego działania, lecz także potrafiących znieść barierę między iluzją a rzeczywistością, między rzeczywistością obiektywną, a tą narzuconą sugestią i perswazją.

Mężczyzna, prowadząc śledztwo, nie tylko odkrywa coraz mroczniejsze szczegóły własnego życia, ale również pogrąża się w piekle krwawej makabry, która z coraz większą intensywnością wypełnia jego egzystencję. Ed Bigelow przypomina wiecznie poszukujących bohaterów twórczości Philipa K. Dicka, którzy odkrywając prawdę o sobie i o świecie popadają w szaleństwo lub stają się bezwolnymi automatami w rękach różnego autoramentu pozbawionych skrupułów władców umysłów. Inną cechą łączącą bohatera „Wizard of Gore” z dziełami autora „Ubika” to konstrukcja protagonisty walczącego nie tylko z otaczającymi go zewsząd wrogami, lecz także, i co ważniejsze, z samym sobą, ze swoimi demonami, paranojami i wewnętrzną destrukcją niweczącą w zarodku każdy konstruktywny zamysł.

Pomimo niezłego pomysłu i drzemiącego w nim potencjału, film Jeremy’ego Kastena nie wzbudza jakichś szczególnie godnych zapamiętania emocji. Jest co prawda efektowny wizualnie, zamknięty zgrabną klamrą i okraszony przyciągającymi uwagę efektami gore, ale wydaje mi się, że jego wpływ na odbiorcę jest znikomy. A czy to nie jest największa porażka horroru? Co jako co, ale film grozy dopiero wtedy może być doceniony, jeśli przede wszystkim nie pozostawia widza obojętnym. Istota porażki „Wizard of Gore” tkwi w konstrukcji dwóch głównych bohaterów filmu. Trudno mi sobie wyobrazić obraz filmowy działający na emocje bez jakiejkolwiek identyfikacji z występującymi w nim bohaterami. W kinie grozy dystans i chłód obiektywizmu wobec osaczonych przez horror postaci dezawuuje istotę tego gatunku, a więc wywołanie w widzu strachu, lęku albo chociażby chwilowego zagubienia. W filmie Kastena nie ma ani jednego bohatera, który byłby wiarygodny i którego losami moglibyśmy się przejąć. Dziennikarz Ed Bigelow to bowiem zblazowany, a przede wszystkim pretensjonalny bufon mający niezwykle wysokie mienianie o sobie. Niesmak budzi zarówno pozerski styl bycia (teatralne ubiory, „artystowskie” mieszkanie pozbawione jakichkolwiek elektronicznych udogodnień, samochód rodem z jakiegoś gotyckiego komiksu), jak i sztuczne oraz manieryczne zachowanie człowieka, który jakoby nieustannie wchodzi w posiadanie wiedzy niedostępnej dla większości ludzi. Nie inaczej jest z iluzjonistą Montagiem Wspaniałym, który pomimo swoich fascynujących i budzących grozę pokazów, jest postacią budzącą raczej szyderczy uśmiech niż ciekawość. Bo jak można traktować faceta, który na jednej nucie dramatycznej zbudowanej na emfazie wygłasza ze sceny pseudofilozoficzne gadki mające nadać krwawym przedstawieniom jakiś szczególny, intelektualny wymiar? Takie a nie inne postacie to wina aktorów, którzy po prostu nie poradzili sobie ze swoimi rolami. Kip Pardue grający Eda Bigelow stworzył figurę jednowymiarową, o której więcej mogła powiedzieć dziwaczna scenografia niż sam aktor. Dziennikarz przypomina postać żywcem wyjętą z komiksu, bez kontekstu fabularnego sprawiającą wrażenie papierowej i jednoznacznej, jakby była pośpiesznie nakreślona za pomocą kilku raptem kresek. Znowu Montag Wspaniały w kreacji Crispina Glovera to karykatura kogoś, kto swoją mocą nad ludzkim życiem ma budzić strach i szacunek. Jego gesty oraz histeryczny momentami sposób ekspresji to nieustająca szarża będąca parodią mrocznego, tajemniczego, więcej skrywającego niż odsłaniającego przed publicznością iluzjonisty. Dla porównania proponuję zobaczyć fantastyczne role magików i prestidigitatorów w wykonaniu Edwarda Nortona („Illusionist”) oraz Hugh Jackmana i Christiana Bale’a („Prestige”).

Jeremy Kasten niewątpliwie miał pomysł na film, który mógł być jednym z lepszych obrazów grozy w ostatnich latach. Zabrakło w nim jednak atmosfery zagrożenia, która nieustannie otaczałaby bohaterów, piętna prawdziwego cierpienia odciśniętego na ich twarzach. „Wizard of Gore” to zgrabna, lecz płaska i komiksowa historyjka, zrobiona jednak przez człowieka, który zna się na kinie i próbuje szukać w nim niebanalnych opowieści. Tym razem wyszło bardzo przeciętnie. Może więc następny film Kastena okaże się ciekawszy?

Screeny

HO, WIZARD OF GORE (2007) HO, WIZARD OF GORE (2007) HO, WIZARD OF GORE (2007) HO, WIZARD OF GORE (2007) HO, WIZARD OF GORE (2007) HO, WIZARD OF GORE (2007)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ interesująca historia

+ scenografia

+ montaż

+ efekty gore

+ nawiązania do historii kina

Minusy:

- miał straszyć, ale nie straszy

- papierowe i mało ciekawe postacie

- bardzo słabe aktorstwo

- brak jakiegokolwiek dramatu i napięcia

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -