Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STEPFATHER

STEPFATHER

Ojczym

ocena:7
Rok prod.:1987
Reżyser:Joseph Ruben
Kraj prod.:USA
Obsada:Terry O'Quinn, , Stephen Shellen,, Charles Lanyer, , Shelley Hack, , Jill Schoelen, , Don S. Williams
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:7.4
Głosów:5
Inne oceny redakcji:
Adach - 4

W latach 70-tych, a przede wszystkim w drugiej połowie lat 80-tych XX wieku, kiedy pękała już żelazna obręcz komunizmu, a do naszych kurnych chat docierały obrazy z Zachodu, mit „american dream” był marzeniem milionów Polaków. Wielu z nich próbowało go urzeczywistnić, wyjeżdżając do Stanów i wykonując tam prace, od jakich każdy Amerykanin trzymał się z daleka. Dolary jednak, przez Polaków w kraju traktowane z nabożną wręcz czcią, były tak wielką pokusą, iż nawet śmiercionośny azbest, którego utylizacją zajmowali się Polacy w USA, był traktowany tylko jako małego rozmiaru przeszkoda w realizacji amerykańskiego snu Polaka mieszkającego na Greenpoincie. Ale to przecież nie Polacy mieli być beneficjentami owego sloganu, a Amerykanie wierzący gorąco w ideały jakimi kierowali się ojcowie-założyciele Stanów Zjednoczonych. Dla nich „amerykański sen” w pewnym momencie stał się niedościgłym wzorem, według jakiego wieść swoje życie powinien każdy porządny Amerykanin.

Nie inaczej myśli Jerry Blake, wzorowy mąż, znakomity pracownik biura nieruchomości, wreszcie ojczym dla nastoletniej Stephanie. Jego marzeniem jest stworzenie idealnej rodziny, kochającej się, w szczęśliwości żyjącej w pięknym, przestronnym, wypełnionym śmiechem domu. Dla Jerry’ego ważna jest również przyjaźń sąsiedzka oraz atmosfera akceptacji i zrozumienia w miejscy pracy. Dla sąsiadów organizuje wystawne garden-party, zaś wobec współpracowników stara się być niezwykle uprzejmym i szarmanckim. Ale oczkiem w głowie Jerry’ego jest rodzina. Susan, jego nowa żona, bardzo szybko, właściwie bezkrytycznie, zaakceptowała ideały, w które święcie wierzy Jerry. Jednak Stephanie, pomimo braku obiektywnych przesłanek, nie wierzy swojemu ojczymowi. Widzi w nim fałsz, jakby pod maską fantastycznego faceta, krył się zimny, wyrachowany i na zimno planujący każdy swój czyn człowiek. Dziewczyna nie myli się, bowiem my, widzowie, już od pierwszych scen filmu doskonale znamy naturę naszego familianta. Mężczyzna podający się za Jerry’ego Blake’a to seryjny morderca, który dzięki niesamowitemu urokowi osobistemu i wręcz niespotykanej zdolności zmieniania własnego wizerunku wkrada się w łaski matek samotnie wychowujących dzieci. Początkowo jako oddany rodzinie ojciec i mąż układa życie familijne według własnego widzimisię, po czym kiedy występują pierwsze oznaki jakichkolwiek kłopotów czy problemów, w niezwykle okrutny i brutalny sposób pozbywa się wszystkich członków rodziny, a sam znika niczym cień, by za jakiś czas pojawić się w innej mieścinie otoczony miłością żony i jej dzieci.

Nie da się ukryć, iż „Stepfather” Josepha Rubena ogląda się naprawdę dobrze. Przyczyn wpływających na taki stan rzeczy jest kilka. Pierwszą z nich jest wiarygodnie stworzona i świetnie zagrana przez Terry’ego O'Quinna postać Jerry’ego Blake’a. Jej specyfika polega na tym, iż pomimo schematów z jakich jest zbudowana, trudno ją do końca rozgryźć. Nie wiemy bowiem, jaka motywacja kieruje bohaterem. Czy kolejne związki to cyniczna i w każdym calu wyrachowana gra mająca na celu zaspokoić jego mordercze instynkty ? A może każda osobowość Jerry’ego to jak najbardziej szczera próba znalezienia idealnego miejsca na ziemi. Tyle, że bohater nie rozumie tego, iż ideału nigdy nie da się osiągnąć, bo rodzina to nie tylko chwile szczęścia i radosnych uniesień, lecz także traumatyczne dramaty i osobiste niepowodzenia. Najbardziej przejmują grozą te sceny, w których Terry O'Quinn odgrywa mężczyznę będącego wzorem cnót rodzinnych – a więc ciepłego, uprzejmego i pełnego wyrozumiałości dla swej nastoletniej pasierbicy. Wiemy bowiem, kim jest i z coraz większym napięciem czekamy na jego wybuch.

Innymi czynnikiem wzbudzającym zainteresowanie akcją filmu „Stepfather” jest bardzo umiejętne budowanie klimatu wzrastającego zagrożenia. Sceny sielanki rodzinnej, w której tak uwielbia pławić się Jerry Blake przeplatane są albo jego chwilowymi, zachodzącymi zawsze w samotności wybuchami, albo scenami śledztwa prowadzonymi przez Stephanie, jej przyjaciela – psychologa oraz Jima Ogilvie, brata zamordowanej rok wcześniej matki wychowującej trójkę dzieci. Dzięki takiemu formalnemu zabiegowi nie tylko lepiej poznajemy przeszłość głównego bohatera, lecz także coraz mocniej odczuwamy atmosferę zbrodni, jaka za chwilę wydarzy się w domu zamieszkiwanym przez Susan i Stephanie. Warto także zwrócić uwagę na klamrę w jaką zamknięta została akcja filmu. Chodzi tu o długie ujęcie ulicy z amerykańskich przedmieść, przy której stoją dwa rzędy prawie identycznych domów z niewielkimi podjazdami oraz jeszcze mniejszymi, najczęściej bardzo zadbanymi trawnikami. Myślę, że za tym powtórzeniem kryje się myśl twórców, iż ogromne, wypełnione cierpieniem, trwające nieraz latami tragedie rodzinne mogą wydarzyć się w każdym, na pozór zwyczajnym domu. Dowodem na to może być chociażby trudny do wyobrażenia horror, jaki zgotował swojej rodzinie w Austrii Josef Fritzl, a także przerażające historie z innych europejskich krajów nie wyłączając naszego.

Nie będę tu wyliczał niedoskonałości scenariuszowych ani błędów czy zbyt daleko idących skrótów logicznych w filmie Josepha Rubena. Myślę, iż twórcy wybierając taką a nie inną konwencję filmu, zbliżającą go raczej do produkcji klasy B, doskonale zdawali sobie sprawę ze wszystkich jego niedociągnięć. Mnie szczególnie zirytował inny mankament tego obrazu, mianowicie wybranie do roli kilkunastoletniej licealistki 24-letniej aktorki, Jill Schoelen. Moim zdaniem nie ma w takim przypadku mowy o stworzeniu wiarygodnej postaci, tak przecież niezbędnego elementu w gatunku, jakim jest horror. Aby czuć lęk przed wydarzeniami czy postaciami widzianymi na ekranie, musimy bezkrytycznie uwierzyć w świat przedstawiony (a jego najważniejszym elementem są przecież bohaterowie) wykreowany przez twórców filmu. A jak mamy przejąć się losem kilkunastoletniego, trochę zbuntowanego, a na pewno wrażliwego dzieciaka granego przez „starą babę”? Sytuacja całkowicie nie do przyjęcia.

„Stepfather” to momentami trzymający w napięciu film, który usatysfakcjonuje przede wszystkim widzów lubujących się w kinie przedstawiającym seryjnych czy psychopatycznych morderców. Jerry Blake w kreacji Terry’ego O'Quinna to postać nie tylko wiarygodna, spójna i konsekwentna, lecz przede wszystkim, przez sugestywne odegranie licznych metamorfoz, fascynująca w swym wymykającym się łatwym analizom szaleństwie.

Screeny

HO, STEPFATHER HO, STEPFATHER HO, STEPFATHER HO, STEPFATHER HO, STEPFATHER HO, STEPFATHER HO, STEPFATHER HO, STEPFATHER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ trzymający w napięciu film

+ bardzo umiejętnie rozłożone akcenty podkreślające atmosferę zagrożenia

+ klimat Ameryki lat 80-tych

+ pomysł na postać Jerry’ego Blake’a

+ rola Terry’ego O'Quinna

Minusy:

- 24-letnia aktorka w roli nastolatki

- kilka zbyt naiwnych rozwiązań fabularnych

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -