Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SERUM

SERUM

Serum

ocena:4
Rok prod.:2006
Reżyser:Steve Franke
Kraj prod.:USA
Obsada:Derek Philips, , David H. Hickey,, Bill Sebastian, , Lizbeth Cardenas, , Dennis O'Neil
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:2
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Oryginalność w kinie grozy jest wyraźnie w odwrocie. Horror od wielu lat uprawia gatunkowy autokanibalizm, żywiąc się sprawdzonymi schematami, popularnymi konwencjami i głośnymi filmami. Można drzeć szaty, ale fakty są niepodważalne: brak oryginalności coraz rzadziej traktowany jest jako zarzut. Może dlatego, uginający się pod ciężarem zgranych do cna fabularnych schematów, hiszpański „[Rec]” stał się, dzięki kilku prostym sztuczkom (filmowanie z ręki, ograniczona przestrzeń), jednym z najbardziej chwalonych horrorów ostatnich lat. Ważniejsze bowiem od oryginalnego potraktowania fabuły staje się sprawne jej opowiedzenie, tak by widz nie miał czasu zastanawiać z jakiego filmu jego twórcy pożyczyli sobie scenę A albo ujęcie B czy postać X. To przykre, że rzemieślnicza sprawność znaczy więcej niż dbałość o artystyczny poziom i zaskakujące rozwiązania fabularne. Ale jeszcze bardziej jest przykro, gdy twórcy horroru nie mogą popisać się nawet tę rzemieślniczą biegłością. Tego rodzaju nieszczęście przytrafiło się filmowcom odpowiedzialnym za realizację „Serum”.

Dr Kanapolous prowadzi eksperymenty, których celem jest wynalezienie leku na najstraszniejsze choroby na świecie. Do eksperymentu używa zwłok, lecz wkrótce orientuje się, że wynalezione przez niego serum będzie skuteczniejsze, jeśli uda się przeprowadzić eksperymenty na żywych ludziach. Nieszczęśliwy wypadek jego siostrzeńca, Eddie`go stwarza lekarzowi niepowtarzalną okazję. Wstrzykuje serum chłopakowi. Wkrótce okazuje się, że „cudowny lek” dr Kanapolousa posiada straszliwe skutki uboczne. Eddie przemienia się w żądną ludzkiej krwi bestię. Ucieka ze szpitala, ruszając na łowy…

Prawda, że fabuła nie brzmi zbyt oryginalnie? Toć przecież już w pochodzącym z 1910 r., pierwszej filmowej wersji o Frankensteinie, pojawiał się podobny schemat. Stworzone przez hrabiego Frankensteina monstrum uciekało stwórcy, zagrażając ukochanej uczonego. Ale jako się rzekło, nie oryginalność we współczesnym horrorze liczy się najbardziej. Niestety wspomniana we wstępie „rzemieślnicza sprawność” nie dotyczy „Serum”. Obraz Steve`a Franke (reżysera, który ma w dorobku tylko omawiany horror) wyprodukowany został przez dwie małe i nieznane wytwórnie: Hungry Bear Productions i Big Headz Entertainment. Pierwsza z nich poszczyć się może produkcją jedynie obrazu Franke, druga natomiast zajmowała się jedynie produkowaniem filmów telewizyjnych. Czy to dlatego „Serum” przypomina telewizyjną dramę? Nie wiadomo, wiadomo natomiast, że film amerykańskiego reżysera wymaga od widzów mnóstwa wyrozumiałości i cierpliwości. Niemrawa, pełna dłużyzn, i przegadanych scen akcja „Serum” nieznacznie przyspiesza dopiero pod koniec filmu. Wcześniej widz zmuszony będzie nasłuchać się dialogów, których poziom przemilczę oraz pouczestniczyć w śmiertelnie nudnych perypetiach rodziny Kanapolous. Choć aktorzy grający w „Serum” mają doświadczenie w występowaniu na dużym i małym ekranie ( Dennis O`Niell, grający postać Richarda pojawił się nawet we „Wściekłym Byku”, lecz nie załapał się na napisy końcowe), to można odnieść wrażenie jakby zawędrowali na plan ze szkolnego teatrzyku.

Mimo tych krytycznych uwag, obraz Franke bije na głowę oglądaną przez mnie niedawno „Różę śmierci” (ten filmowy koszmarek chyba jeszcze długo będzie mnie prześladował). Przede wszystkim Serum – jak na horror niskobudżetowy – jest całkiem przyzwoicie zmontowany i sfilmowany. Kamera nie stoi w jednym miejscu, lecz kiedy trzeba porusza się za bohaterami lub wskazuje istotne rekwizyty lub postaci. Montażysta (zapewne wraz z reżyserem) natomiast pokusili się nawet o włączenie ujęć, które można uznać za ich autorski wkład w film. Chodzi o te kadry, które zostają zatrzymane w stop klatce, lub zabarwione czerwony filtrem, lub stylizowane na wypłowiałe fotografie. Fakt, że nie bardzo wiadomo czemu te techniczne sztuczki mają służyć, nie umniejsza inwencji twórców filmu. Wypada również pochwalić scenarzystę (jest nim reżyser filmu), że choć o żadnych fabularnych fajerwerkach nie ma mowy, to przynajmniej fabuła nie przynosi obciachu jej autorowi. Zakończenie, mimo że wtórne do bólu, przypadło mi nawet do gustu. Dodajmy na koniec listy zalet, że nieliczne sceny typowe dla krwawego horroru nie rażą zbytnio tandetą efektów gore. Jedno z ujęć, kiedy przemieniony Eddie wita swa macochę uderzeniem młotka, ma w sobie nawet zaskakującą gwałtowność. Niestety, nie należy wierzyć informacji zamieszczonej na okładce „Serum” jakoby film był „niezwykle krwawy i trzymał w napięciu”. Leje się trochę krwi pod koniec filmu, lecz tylko na przypadkowych widzach sceny z jej udziałem mogą sprawić wrażenie. Napięcie zaś ma moc baterii-paluszków i wyczuć je można dopiero pod koniec obrazu Franke. Mimo wszystkich niedoskonałości wyrozumiały miłośnik niskobużdżetowych horrorów może w miarę bezboleśnie przebrnąć przez „Serum”.

Screeny

HO, SERUM HO, SERUM HO, SERUM HO, SERUM HO, SERUM HO, SERUM

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jak na bardzo ograniczony budżet, przyzwoicie sfilmowany i zmontowany
+ fabuła choć wtórna nie przynosi jego twórcom obciachu
+ efekty gore wprawdzie nieliczne, ale nie rażą sztucznością
+ zakończenie

Minusy:

- wtórny
- nudny, przegadany
- dialogi
- trochę napięcia dopiero pod koniec filmu
- gra aktorów
- niezbyt krwawy

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -