Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HARLEQUIN

HARLEQUIN

Arlekin

ocena:6
Rok prod.:1980
Reżyser:Simon Wincer
Kraj prod.:Australia
Obsada:Robert Powell, , David Hemmings, , Carmen Duncan, , Mark Spain, , Broderick Crawford
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Ilekroć sięgam po kolejny australijski film, tym bardziej jestem zauroczony kinem kraju kangurów. Nie dość, że można nacieszyć oko cudownymi pejzażami, to niemal za każdym razem kończę seans z poczuciem wyjątkowości oglądanego obrazu. Tym razem na warsztat poszedł „Harlequin” z genialną rolą Roberta Powella. Zapraszam zatem do świata iluzji, ludzkiej zawiści… i śmierci.

Pewnego dnia, w posiadłości wpływowego senatora Rasta (David Hemmings) nieoczekiwanie zjawia się tajemniczy Gregory Wolfe (Robert Powell), sztukmistrz, uzdrawiacz, magik i iluzjonista w jednym. Gdy ciężko chory syn Rastów, Alex (Mark Spain), zaczyna pluć krwią, Wolfe jakimś cudem wtłacza w niego życiodajną energię. Od tej pory, Alex i Gregory zostają prawdziwymi przyjaciółmi. Co więcej, iluzjonista Wolfe bardzo zbliża się do Sandry (Carmen Duncan), żony senatora. Otoczenie polityka zaczyna węszyć jakiś podstęp.

„Harlequin” (znany również jako: "Arlekin", "Dark Forces", "The Minister") to współczesna australijska wariacja na temat historii o rosyjskim mnichu Grigoriju Jefimowiczu Rasputinie. Przyjrzyjmy się temu bliżej. Gregory Wolfe to przecież przybłęda, człowiek znikąd, który dosłownie z dnia na dzień staje się szarą eminencją w luksusowej willi senatora Rasta, wzbudzając powszechne zainteresowanie i zdziwienie. Facet z pomalowanymi paznokciami, z zaznaczonymi, krzaczastymi brwiami i w iście błazeńskim stroju, pasuje do towarzystwa ze świecznika, wbitego w drogie garnitury, jak pięść do nosa. Ale co ciekawe, Wolfe staje się taką salonową małpką. Wszyscy chcą go zobaczyć, wszyscy chcą go dotknąć, a najlepiej, żeby pokazał jakieś sztuczki. Początkowa rezerwa do umiejętności przybysza, zamienia się w zwykły strach, gdy obcy zaczyna pokazywać rzeczy, które nie mają nic wspólnego z cyrkowymi wygłupami.

Poczynania magika zaburzają zastany status quo. Ludzie lądują w szponach lęku, a wokół rodziny Rastów zaczyna unosić się widmo nieufności. Niejaki Rene Girard, francuski antropolog kulturowy, nakreślił kiedyś tzw. instytucję kozła ofiarnego. W skrócie, polega to na tym, że gdy w danej społeczności, pojawia się sytuacja, wymykająca się wszelkim regulacjom, trzeba dokonać rodzaj obrzędu, który oczyści atmosferę i przywróci dawny ład. A do tego potrzebna jest ofiara lub jak kto woli, kozioł ofiarny. Takim kozłem, staje się właśnie Wolfe. Początkowe zainteresowanie wobec jego osoby, zamienia się w niechęć, a następnie we wrogość. Jego związek z synem Rastów, Alexem, zaczyna obracać się przeciwko niemu, a towarzystwo senatora zaczyna prawdziwą krucjatę przeciwko sztukmistrzowi. Przez cały czas trwania filmu, w jego tle powiewa zagadka, dotycząca tożsamości Gregory’ego Wolfe’a. Kim jest ów przybłęda i czy to, co robi, dzieje się naprawdę, czy to tylko kolejna dobrze zagrana iluzja? Odpowiedź na to pytanie kryje się w finalnym spojrzeniu Alexa, które dosłownie elektryzuje i mrozi krew w żyłach.

Sam „Harlequin” to produkcja co najmniej dziwna. Zaczyna się jak zwykły, wyciskający łzy dramat, by później przybrać szaty thrillera politycznego, a w końcu wyszczerzyć do widza zęby w obłąkańczym uśmiechu, pełnym grozy, lęku i mroku. Konia z rzędem temu, kto jednoznacznie jest w stanie zakwalifikować „Dark Forces” do jednego gatunku filmowego. W gruncie rzeczy „Arlekin” to utrwalona na taśmie filmowej opowieść niesamowita. Tak chyba będzie najprościej i najuczciwiej rozwiązać kwestię przynależności gatunkowej omawianego obrazu. Amerykański wydźwięk filmu jest namacalny na każdym kroku, począwszy od akcentu, a skończywszy na kreślonej sytuacji politycznej. W ten bowiem sposób, twórcy chcieli wypłynąć „Harlequinem” na szerokie wody, co poniekąd im się udało. Paradoks polega jednak na tym, że australijscy krytycy właśnie za to nie zostawili na nich suchej nitki, równocześnie szastając oskarżeniami o kulturową bezpłciowość. Sukces filmu kryje się z pewnością w osobie brytyjskiego aktora, Roberta Powella („Asylum”, „Jezus z Nazaretu”), który wcielił się w główną rolę. To jego charyzma i hipnotyzujący wzrok, rzucają czar nie tylko na filmowych bohaterów, ale również i na widza, siejąc w nim niepewność i jednocześnie ciekawość.

„Harlequin” to całkiem zgrabna australijska filmowa ciekawostka, która jednak niewiele ma wspólnego z soczystym, wyuzdanym horrorem. Dlatego lojalnie uprzedzam: kto potrafi zaakceptować niecodzienne połączenie klimatu mystery z dramatem i thrillerem politycznym, ten niech sięga po to filmidło w ciemno. Pozostali niech się lepiej zastanowią dwa razy, żeby później nie odbijało im się to czkawką.

Screeny

HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN HO, HARLEQUIN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niecodzienna mieszanka gatunkowa
+ Robert Powell
+ efekty specjalne
+ oryginalność

Minusy:

- nieco zbyt przegadany
- mało horroru

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -