Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DELICATESSEN

DELICATESSEN

Delikatesy

ocena:8
Rok prod.:1991
Reżyser:Jean-Pierre Jeunet / Marc Caro
Kraj prod.:Francja
Obsada:Dominique Pinon, Jean-Claude Dreyfus, Marie-Laure Dougnac, Karin Viard, Anne-Marie Pisani
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:8.8
Głosów:5
Inne oceny redakcji:

Jean Pierre Jeunet chyba musi kochać ekscentryków. Nie tylko umieszcza ich w każdym swoim filmie, lecz na dodatek tworzy dla nich ekscentryczne filmy. Nawet najpoważniejsze w reżyserskim dorobku francuskiego twórcy, „Bardzo długie zaręczyny” swą genezę zawdzięczały głównej, niepełnosprawnej bohaterce - postaci szczególnej nie tylko przez swą fizyczną ułomność, lecz także przez swą determinację i wytrwałość. W debiucie Jeuneta, współwyreżyserowanym razem z Marc`iem Caro, od ekscentryków, dziwaków i różnej maści oryginałów aż się roi. Można wręcz odnieść wrażenie, ze fabułę „Delicatessen” wymyślno po to by mogli zaprezentować swe charakterystyczne fizjonomie i dziwaczne zwyczaje. A skoro nietypowi bohaterowie filmu Jeuneta i Caro są tak ważni, to „Delicatessen” nie może być niczym innym, jak jednym z najbardziej ekscentrycznych filmów lat 90. Dodajmy, że także jednym z najlepszych.

Akcja filmu rozgrywa się w post-apokaliptycznej przyszłości (wyglądającej jak lata 40 XX wieku). Louison, młody mężczyzna, który na co dzień jest klownem w cyrku, wprowadza się do pewnej kamienicy. Nowy lokator jest zupełnie nieświadom, że kamienicą rządzi rzeźnik Clapet. Nie wiem też, że nowoprzybyli giną w tajemniczych okolicznościach. Czasy są bowiem wyjątkowo ciężkie, brakuje wszystkiego, lecz najbardziej dokuczliwy jest brak jedzenia. Rzeźnik wpadł jednak na prosty pomysł, jak poradzić sobie z tym problemem. Zabija lokatorów, następnie fachowo oporządza, a potem uzyskane w ten sposób mięso wymienia z pozostałymi lokatorami na kukurydze, soczewicę, pszenicę i inne rarytasy. Louison nie ma pojęcia o grożącym mu niebezpieczeństwie. Na dodatek zakochuje się z wzajemnością w córce, Clapeta, dając mu jeszcze jeden powód, by zapolować na niesfornego lokatora, a następnie poczęstować nim coraz bardziej głodnych mieszkańców kamienicy.

Wedle popularnej anegdoty pomysł na „Delicatessen” zrodził się w głowie Jeuneta, podczas wakacji, które w 1989 r. spędzał w Ameryce. Reżyser stołował się w jednym z tamtejszych hoteli, gdzie podawano tak wstrętne posiłki, że ich smak można było porównać do ludzkiego mięsa. Skąd Jeunet wiedział jak smakuje ludzkie mięso? Akurat w przypadku twórcy „Amelii” nie czepiałbym się szczególnie. Artyście z tak imponującą wyobraźnią z pewnością nie byłoby trudno wyobrazić sobie smak ludzkiego mięsa. Druga anegdota dotyczy genezy postaci rzeźnika – jednej z najważniejszych w filmie. Jeunet przez jakiś czas mieszkał naprzeciw sklepu mięsnego. Codziennie o siódmej rano słyszał metaliczny dźwięk ostrzonych noży i odgłos zarzynania. Dziewczyna reżysera zażartowała, że rzeźnik najpewniej kroi swoich sąsiadów. Jeunet podchwycił pomysł i tak powstała demoniczna postać Clapeta. Sądzę jednak, że Jeunet i Caro inspirowali się nie tylko ohydnym amerykańskim jedzeniem i odgłosami dochodzącymi ze sklepu mięsnego. „Delicatessen” bowiem to groteskowa wersja „Lokatora” Romana Polańskiego

Zważywszy, że film twórcy „Wstrętu” bliski jest tej formie artystycznego wyrazu, robienie groteski z groteski było ryzykownym zamierzeniem. W pełni jednak udanym, ponieważ Jeunet i Caro zaufali swojej surrealistycznej wyobraźni i wisielczemu poczuciu humoru, którego obu panom nie można odmówić. Dlaczego jednak „Lokator”? Już sytuacja wyjściowa bohatera „Delicatessen” przypomina tę, w której znalazł się Trelkovsky, bohater obrazu Polańskiego. Obydwaj wprowadzają się do typowej mieszczańskiej kamienicy (tyle, że u francuskich twórców ukazanej w krzywym zwierciadle) i obydwaj – co ważniejsze – pojawiają się w niej w roli nieświadomej przyszłej ofiary. W „Lokatorze” ofiary ksenofobii, sadystycznej dominacji nad słabszymi, w „Delicatessen” – ofiary głodu lokatorów. Idąc dalej, i Trelkovsky i Louison nieświadomie wyróżniają się spośród mieszkańców kamienicy – bohater Polańskiego nieśmiałością i uległością, bohater Jeuneta i Caro, trudnym do zniesienia w czasach powszechnego głodu, optymizmem i ludzkimi odruchami (wykorzystując tę cechę nowego lokatora, Caplet chce zwabić go w pułapkę). Nikt nie lubi, gdy ktoś jest inny od niego, więc mieszkańcy kamienicy „zjedzą” Trelkovskyego, a lokatorzy z „Delicatessen” ….Choć film Francuzów jest doskonale znany, pozostanę wierny zasadom recenzji i nie zdradzę czym skończy się pobyt Louisona pośród wygłodniałych mieszkańców. Jest jeszcze jeden wspólny mianownik dla obu porównywanych przez mnie filmów. I Polański i Jeunet do spółki z Caro zrealizowali filmy, które są zjadliwą satyrą na mieszczuchów (u Francuzów nieco zubożałych), ale w szerszym kontekście zarówno „Lokator”, jak i „Delicatessen” są wołaniem (o różnej głośności, to prawda) o tolerancję, a także zachowanie ludzkiej godności, nawet – a raczej – szczególnie w skrajnych sytuacjach. Zasadnicza różnica polega na tym, że głos Polańskiego pobrzmiewa goryczą, a Jeuneta i Caro – uroczą ironią. Jest jeszcze jedna różnica: „Lokator” jest o wiele bardziej horrorem niż jest nim „Delicatessen.”

Rzeczywiście, wedle powszechnych kryteriów gatunkowych (element nadprzyrodzony, ewentualnie szokująca przemoc), obraz Jeuneta i Caro nie może być uznany za przedstawiciela tego gatunku. Kanibalistyczny wątek – jeden z najistotniejszych w filmie obywa się bez kropli krwi scen, które zahaczałby o gore, naliczyłem dwie, a o„elementach nadprzyrodzonych” nie ma nawet co wspominać. Nie od dziś jednak wiadomo, że gatunkowe granice dawno uległy zatarciu i nie wystarczy już mściwa zjawa czy szaleniec z piłą, aby dany film uznać za horror. W przypadku „Delicatessen”, który jest mieszanką kina science-fiction, komedii, romansu, filmu akcji oraz horroru, elementami które decydują o przynależności do kina grozy są: makabryczne poczucie humoru, wątek kanibalistyczny, poetyka surrealizmu, bohater-outsider oraz tych kilka nielicznych „mocniejszych” scen. W gruncie rzeczy jednak dywagacje, czy obraz Jeuneta i Caro jest horrorem czy też nie są drugorzędne wobec faktu, że „Deliactessen” to znakomite kino.

Ten film zaskakuje świeżością, werwą, oryginalnymi pomysłami (np. wątek żony introligatora, starającej się bezskutecznie popełnić kolejne coraz bardziej wymyślne samobójstwo), wspaniale sfotografowanej przez Dariusa Khondji`ego ( wszystkie filmy Jeuneta, a także „Siedem” Finchera), zmontowanej (słynna scena ze skrzypiącymi sprężynami w łóżku) oraz pomysłowo zilustrowanej (m.in melodie z lat przedwojennych). O rewelacyjnej scenografii Miljeny Kreki Kljakovic („Underground” E.Kusturicy) można by napisać oddzielny artykuł. Słowem cała ekipa realizacyjna pod dyrekcją Jeuneta i Caro (który zagrał również jednego z Troglodytów) spisała się znakomicie. To dzięki ich wysiłkom i talentom „Delicatessen”, bez względu na groteskową fabułę, ogląda się z przyjemnością.

Nie, nie, zapomniałem o aktorach bez których nie ma porządnego filmu. Aktorzy, wśród których znajdziemy kilku ulubieńców reżysera – Dominque`a Pinona (wszystkie filmy Jeuneta), Jean-Claude`a Dreyfusa („Bardzo długie zaręczyny”), Rufusa („Amelia”) - doskonale wpasowali się w groteskową konwencję. Zdeformowane przez użycie szerokokątnego obiektywu oblicza: wściekłego Capleta, pełnej szaleństwa (ale karykaturalnego) żony introligatora, nieobecne teściowej jednego z lokatorów, czy nie potrzebujące filmowej magii charakterystyczne fizjonomie Dominique`a Pinona oraz Marie-Laure Dougnac (Julie) – wszystkie te ekscentryczne twarze zapadają w pamięci. Świadczą również o specyficznej wyobraźni Jeuneta i Caro. „Delicatessen” bowiem to popis nieskrępowanej szalonej imaginacji obu panów, którą mogliśmy podziwiać jeszcze i w „Mieście zaginionych dzieci”, i w„Amelii” (już bez Caro), i w„Bardzo długich zaręczynach”, a nawet w „Obcym. Przebudzenie”. Francuskie wróbelki ćwierkają, że na tym nie koniec. Jean Pierre Jeunet bowiem szykuje już kolejny tytuł - „Micmacs à tire-larigot”. Wszyscy miłośnicy francuskiego maga od sfilmowanych snów zacierają z radości ręce. Moje są już bardzo ciepłe.

Screeny

HO, DELICATESSEN HO, DELICATESSEN HO, DELICATESSEN HO, DELICATESSEN HO, DELICATESSEN HO, DELICATESSEN HO, DELICATESSEN HO, DELICATESSEN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ekstrawagancki film w najlepszym tych słów znaczeniu
+ groteska
+ wisielczy humor
+ świeżość
+ twórcza inwencja
+ zdjęcia
+ scenografia
+ montaż, muzyka (właściwie sposób jej dobrania)
+ aktorzy
+ zapadający w pamięć bohaterowie
+ groteskowa wersja „Lokatora”?

Minusy:

- niewiele horroru
- nie dla ponuraków, którym nie odpowiada specyficzna wyobraźnia i humor twórców

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -