Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir

TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir

…i umrzeć z rozkoszy

ocena:7
Rok prod.:1960
Reżyser:Roger Vadim
Kraj prod.:Francja
Obsada:Annette Vadim, Elsa Martinelli, Mel Ferrer, René-Jean Chauffard, Marc Allégret, Alberto Bonucci
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Roger Vadim, a właściwie Roger Vladimir Plemiannikov, urodzony w Paryżu w 1928 r., syn ukraińskich emigrantów, zapisał się w historii kina w z dwóch najważniejszych powodów. To on stworzył (a nie Bóg) Brigitte Bardot oraz był jednym z nielicznych szczęśliwców, któremu dane było poznać bliżej najpiękniejsze blondynki lat 50. i 60. – Brigitte Bardot, Annette Susanne Strøyberg, Catherine Deneuve oraz Jane Fondę. Nie bądźmy jednak aż tak surowi wobec jednego z najbardziej znanych francuskich reżyserów drugiej połowy XX w. – Vadim ma w swym dorobku też kilka filmów, o których wciąż się pamięta. Ale jednym z najlepszych filmów Francuza nie jest głośne swego czasu, a dziś raczej naiwne i niewinne „I Bóg stworzył kobietę” (1956), w którym Brigitte Bardot pokazywała nieco swego dekoltu, ani bardziej śmiała pod tym względem (słynna scena „kosmicznego” striptizu) „Barabarella” (1968) z Jane Fondą, lecz dziś zapomniane, pochodzące z 1960 r. „To Die With Pleasure”(inny tytuł „Blood and Roses”; tytuł polski: „…i umrzeć z rozkoszy”). Ten niezwykły obraz, którego gwiazdą była duńska piękność Annette Susanne Strøyberg (Anette Vadim), nie tylko drastycznie nie zestarzał się jak inne filmy Francuza, lecz w czasach szalejącego postmodernizmu, swobodnie mieszającego sztukę wysoką z niską, jeszcze bardziej cieszy oko współczesnego widza.

Akcja filmu rozgrywa się w latach 50. Do znajdującej się w Rzymie posiadłości rodu Karnstein`ów przybywają goście by wziąć udział w karnawałowej zabawie. Na miejscu przyjmowani są przez Carmille oraz jej kuzyna Leopolda. Dziewczyna skrycie kocha się w mężczyźnie, toteż z zazdrością przyjmuje wiadomość o zaręczynach ukochanego z Georgią – piękną Włoszką. Podczas zabawy fajerwerki doprowadzają do eksplozji bomby pozostałej z czasu II wojny światowej. Część zamku wraz z kryptą ulega uszkodzeniu. Tymczasem Carmilla przekonana, że jest w tajemniczy sposób związana z Mircalla – kobietą, której portret znajduje się w salonie rezydencji, odnajduje w odsłoniętej, na skutek wybuchu, krypcie grób Mircalli – kobiety wampirzycy. Kontakt z grobem powoduje, że duch zmarłej przed wiekami kobiety, przejmuje w posiadanie ciało Carmilli. Od tej pory, ubrana w białą suknię dziewczyna, krąży po okolicy i nikt nie może czuć się bezpiecznie. Głód krwi szybko daje o sobie znać…

Fabuła może wydać się znajoma. I nic w tym niepokojącego. „…i umrzeć z rozkoszy” jest drugą w historii kina, po arcydziele Carla Th. Dryera, „Vampyr” (1932), adaptacją wampirzej klasyki, czyli „Carmilli” Sheridana Le Fanu. Rzecz jasna, nie ma mowy w przypadku obrazu Vadima o wiernym przekładzie, ale zarys powieści, a zwłaszcza emanujący z niej lesbijski erotyzm, odnajdziemy w filmie. Po drugie niektóre elementy fabuły ( przebudzenie zła o kobiecych kształtach, opętanie głównej bohaterki itp.) do złudzenia przypominają historię przedstawioną w słynnym gotyckim horrorze. „Maska Szatana” Maria Bavy, pochodzącego również z 1960 r. Premiery jednak obu filmów dzieli miesiąc, więc nie sądzę, żeby Vadim „pożyczył” sobie cokolwiek z filmu Włocha. Niemniej to „Maska Szatana” zyskała o wiele większy rozgłos, stąd porównywanie francuskiego horroru z włoskim (a nie na odwrót). Można się dopatrzyć także mniej oczywistych wpływów: „Oczy bez twarzy” Georges Franju (szczególny rodzaj poetyckiej wrażliwości obecny w obu filmach) czy „Testament Orfeusza” (1960) Jean Cocteau (elementy surrealizmu oraz osoba aktorki Anette Vadim). Wpływy zatem zacne, ale na szczęście na tyle subtelne, że w żaden sposób nie odbierają oryginalności obrazowi Vadima.

Oryginalność „…i umrzeć z rozkoszy” jest w głównej mierze dziełem śmiałego i umiejętnego połączenia wielu skrajnych elementów. Otrzymujemy zatem najważniejsze atrybuty typowego filmu grozy: mroczną tajemnicę z przeszłości, wampira ( i to płci pięknej), opętanie, tajemnicze zgony itp. Ale jednocześnie opowieść Vadima to klasyczny melodramat, którego akcja koncentruje się wokół miłosnego trójkąta. Jakby tego było mało, i horror, i melodramat, podlane są gęstym erotycznym sosem. Wątek romansowy trzyma się jak najbardziej realistycznej konwencji, horror zbliża się do poetyki sennego koszmaru, osiągając w zaskakująco udanej surrealistycznej sekwencji snu Giorgi swe apogeum. Unoszący się nad całością erotyzm przypomina klasykę kina erotycznego – „Emmanuelle”, ale jest o wiele bardziej urzekający i subtelny. A przy tym wywołuje niezwykłe napięcie (scena w szklarni, gdy dwie piękne odtwórczynie głównych ról, w mokrych włosach, zbliżają do siebie usta posiada rzadko spotykany ładunek erotycznego napięcia). Najbardziej zdumiewające wydaje się jednak odważne sięganie po stylistkę jawnego kiczu. W „…i umrzeć z rozkoszy” pojawia się mnóstwo obrazów, które bez wahania nazwalibyśmy patetycznymi, tandetnymi czy kiczowatymi. Przechadzająca się w białej sukni po parku Carmilla, niknąca w jednej chwili czerwień róży, plama krwi rozrastająca się na bieli sukni, zwisająca na ogrodzeniu z drutu kolczastego bohaterka – te obrazy jednocześnie irytują tanią psychoanalityczna symboliką i zachwycają siłą lirycznego piękna. To w nich sztuka niska podaje dłoń sztuce wysokiej. W 1960 r. taki związek skazywał film na niezrozumienie, dziś dostrzegamy w nich poezję kiczu.

„…i umrzeć z rozkoszy” nie urzekałby tak bardzo, gdyby nie gwiazda filmu – Anette Vadim. Blondowłosa piękność pojawiła się w życiu Vadima tuż po rozstaniu z Brigitte Bardot w 1958 r.. Niezwykłe fizyczne podobieństwo obu aktorek sugeruje, że reżyser chyba nie do końca pogodził się z odejściem młodej Bardot. Zasadnicza różnica pomiędzy Francuzką, a pochodzącą z Danii, Strøyberg (jeszcze nie Vadim) polegała na tym, że ta druga miała szczęście zagrać w znacznie lepszych filmach męża: ”Niebezpiecznych związkach” (1959) oraz „…i umrzeć z rozkoszy”. W tym filmie stworzyła interesujący portret kobiety, co do której nie mamy pewności czy rzeczywiście została opętana przez ducha Mircalli czy raczej tajemnicze powinowactwo z wampirzycą jest skutkiem zaburzeń psychicznych bohaterki. Z jednej strony jest postacią, nieco nierealną i efemeryczną z drugiej ślepo zakochaną bohaterką z krwi i kości. Taki ekranowy wizerunek doskonale wpisuje się w stylistykę filmu rozgrywającą się między jawą a snem. Trudno zagrać postać rozdartą między konkretem a poetyckim niedomówieniem, tym większe więc uznanie dla aktorki. Uznanie należy się także Elsie Martinelli, urodziwej partnerce Anette Vadim z „…i umrzeć z rozkoszy”. Między Martinelli a Vadim mamy prawdziwą chemię, nawet większą niż między grającym Leopolda Melem Ferrerem. Erotyczna intensywność bardzo się filmowi przysłużyła, pogłębiając niezwykłą oniryczną atmosferę obrazu.

„…i umrzeć z rozkoszy” daleki jest od doskonałości. Wymaga szczególnej wrażliwości oraz cierpliwości – akcja toczy się w sennym tempie, jest niemal zupełnie pozbawiona mocniejszych akcentów. Jeśli więc niektórych widzów znudzi, będzie to zrozumiałe. Nawet jednak znudzeni widzowie nie odbiorą filmowi Vadima jego wyjątkowości. Wprawdzie, Jean Rollina, stworzył wiele obrazów w podobnej wampiryczno-erotycznej stylistyce, lecz nie udało mu się osiągnąć poziomu „…i umrzeć z rozkoszy”.

Screeny

HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir HO, TO DIE WITH PLEASURE a.k.a Et mourir de plaisir

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jedna z najbardziej interesujących adaptacji „Carmilli” Le Fanu
+ oniryczno-erotyczna atmosfera
+ melanż kiczu i piękna
+ subtelny erotyzm
+ surrealistyczna sekwencja snu
+ niejednoznaczny charakter głównej bohaterki
+ piękne aktorki

Minusy:

- powolne tempo
- niewiele typowego horroru
- poezja kiczu może nie wszystkim odpowiadać
- manieryzm

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -