Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DOROTHY MILLS

DOROTHY MILLS

Egzorcyzmy Dorothy Mills

ocena:8
Rok prod.:2008
Reżyser:Agnès Merlet
Kraj prod.:Francja/Irlandia
Obsada:Carice van Houten, Jenn Murray, Gary Lewis, Eamonn Owens, Charlene McKenna, Gavin O'Connor, David Wilmot
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.25
Głosów:12
Inne oceny redakcji:

Zamknięte, odizolowane i ustanawiające własne prawa małe społeczności to idealny materiał na film fabularny, w którym można zobrazować zorganizowany terror większości wobec wybijającej się i walczącej o niezależność jednostki. Jego sensacyjna, budząca grozę warstwa może stanowić doskonałą rozrywkę dla rzeszy widzów, jednak możliwość wprowadzenia do świata przedstawionego bohatera zbiorowego pozwala twórcom wypełnić film jak najbardziej współczesnymi i aktualnymi refleksjami dotyczącymi kondycji moralnej ludzi żyjących w różnych wspólnotach. Na przestrzeni lat w każdej z nich zawsze istniał jakiś indywidualista, outsider, „inny”, który wyróżniał się na tle grupy i miał ogromne problemy z przystosowaniem się do niej. Demokracja, z liberalnym traktowaniem obyczajów, stawiając jako jeden z priorytetów rozwój niezależności jednostki, systemowo rozwiązała ten problem (tak budowane społeczeństwa mają wiele zalet, ale i mnóstwo wad). Jednak zamknięte społeczności bardzo rzadko postępowały według prawideł demokracji i jakikolwiek krok podejmowany przez pojedynczego człowieka zawsze rozpatrywany był w kontekście pożytku dla ogółu. Każde odstępstwo od powyższego modelu potraktowane mogło być jako zagrożenie dla wspólnoty, co dość często wiązało się jeśli nie z konkretną karą, to z bolesnym ostracyzmem. Doskonałym horrorem, niezwykle sugestywnie obrazującym funkcjonowanie odizolowanej społeczności był „Wicker Man”, pochodzący z 1973 roku film w reżyserii Robina Hardy’ego. Główny nurt w tej tematyce zapisał się choćby przejmującymi obrazami Larsa von Triera „Breaking the Waves” i „Dogville” z fantastycznymi rolami Emily Watson i Nicole Kidman. Nieprzypadkowo piszę o tych trzech filmach, ponieważ w pewnym stopniu związane są one z dziełem „Dorothy Mills” Agnès Merlet, świetnym, działającym na emocje i wyjątkowo dobrze zagranym obrazem, przedstawiającym proces podporządkowania sobie przez drapieżną społeczność wyjątkowej i wrażliwej istoty ludzkiej.

Na jednej z niewielkich irlandzkich wysp zamieszkiwanych przez zajmujących się rolnictwem wspólnot dochodzi do wstrząsającego wydarzenia. Piętnastoletnia dziewczyna, którą po raz pierwszy zostawiono z małym dzieckiem, o mało co nie pozbawia go życia. Wzburzeni mieszkańcy chcą jak najszybszego osądzenia młodej opiekunki. W celu zbadania jej i napisania specjalistycznej ekspertyzy niezbędnej w procesie sądowym na wyspę przybywa psycholog, Jane Morton. Już pierwsze spotkanie z lokalną społecznością uświadamia jej, że jest niemile widzianą, by nie powiedzieć wrogą osobą na wyspie. Ludzie bowiem są przekonani, iż po zbadaniu Dorothy Mills lekarka wyda opinię o niepoczytalności i dziewczyna uniknie kary. Zresztą w ogóle są negatywnie nastawieni do obcych, a tym bardziej do kogoś, za kim nie idzie wiara w Boga, a uzbrojona w dyplomy uniwersyteckie i pewność siebie nauka. Niezrażona niesprzyjającymi okolicznościami, z rodzącą się pasją Jane Morton coraz głębiej zaczyna drążyć w osobowości dziwnej, zjawiskowej piętnastolatki. Dziewczyna, zarówno z ludzkiego, jak i naukowego punku widzenia zaczyna ją fascynować. Dorothy jest sierotą mieszkającą u oschłej i starzejącej się ciotki. Nie ma więc co liczyć na matczyną, pełną miłości i zrozumienia opiekę. Jane jako matka, która jakiś czas temu straciła dziecko, bardzo jej współczuje i stara się pomóc ze szczerego serca. Jako psycholog stwierdza u nastolatki zaburzenie dysocjacyjne zwane osobowością mnogą. Dorothy nie zdaje sobie sprawy, iż w jej umyśle egzystują jeszcze cztery osoby. Nie rozumie tego, co się z nią dzieje. Cierpi widząc wokół siebie samych wrogów, którzy ciągle czegoś od niej chcą i stale o coś oskarżają. Jej sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, kiedy wiejską społecznością zaczynają wstrząsać kolejne tragiczne wydarzenia. Jane Morton, broniąc niezwykłej dziewczyny z coraz większym poświęceniem, odkrywa, iż zarówno choroba Dorothy, jak i szokujące spokojną dotąd wspólnotę zdarzenia mają ścisły związek z tajemnicą z przeszłości, którą poszczególni mieszkańcy wsi ukrywają przed resztą grupy. Ujawnienie jej stanie się dla wszystkich członków wspólnoty prawdziwie traumatycznym przeżyciem, wiążącym się z daleko idącymi konsekwencjami.

Największą zaletą filmu Agnès Merlet jest bardzo frapująca i emocjonująca opowieść. Tak naprawdę od samego początku, kiedy główna bohaterka filmu cudem wychodzi cało z wypadku samochodowego i styka się z niechęcią żyjącej na uboczy cywilizacyjnym społeczności, widać jak powoli, w stonowany, lecz sugestywny sposób zaciska się wokół niej pętla zagrożenia. Merlet nie epatuje krwawymi scenami obrazującymi bezsensowne okrucieństwo jednego człowieka wobec drugiego. Nie chce szokować, jej głównym celem jest zaintrygować widza, pokazać mu, czym może skończyć się ingerencja intruza w skostniałe i wręcz zrytualizowane życie konserwatywnej wspólnoty. Owa żyjąca w izolacji społeczność, jako nadrzędny cel stawiająca sobie jedność i bezkrytyczne oddanie religijnym regułom, została w „Dorothy Mills” przedstawiona na tyle wiarygodnie, iż można o niej powiedzieć jako o bohaterze zbiorowym nie tylko stanowiącym tło dla akcji filmu, lecz będącym jedną z najistotniejszych składników świata przedstawionego. Reżyserka w jej portretowaniu posłużyła się ciekawym kontrastem, polegającym na skonfrontowaniu ze sobą na pozór bogobojnej, lecz po cichu tolerującej różne występki społeczności z oskarżoną o najróżniejsze bezeceństwa Dorothy Mills, w której niewinność wierzy dopiero Jane Morton. Dzięki takiemu zestawieniu z całą jaskrawością widać jak obłuda i hipokryzja grupy ludzi może stać się normą społeczną, zachowaniem, w którym nie dostrzega się niczego zdrożnego. Dopóki bowiem jest się lojalnym wobec społeczności, ta wybaczy i zapomni wszystkie ciemne sprawki jej poszczególnych członków. Jeśli jednak ktoś wyłamie się i przestanie być spolegliwy, nawet najdrobniejsza przewina w oczach większości urośnie do gigantycznego grzechu i stanie się przyczyną narastającego ostracyzmu.

Na szczególną jednak uwagę zasługuje tytułowa postać filmu Agnès Merlet. Cały obraz opiera się tak naprawdę na rewelacyjnej roli Jenn Murray, która wręcz rewelacyjnie wybrnęła z karkołomnego przecież zadania, mianowicie odegrania w jednym filmie kilku diametralnie różniących się od siebie postaci. Rzadko kiedy udaje się to doświadczonym aktorom, a co dopiero powiedzieć o debiutantce? Murray ma niesamowitą, oryginalna i zjawiskową urodę, która nie pozwala od siebie oderwać wzroku. Nawet kiedy odgrywa kogoś o powściągliwym i spokojnym usposobieniu, w jej spojrzeniu jest siła już w tak młodym wieku znamionująca świadomość rzemiosła aktorskiego. Widząc ją na ekranie przypomniałem sobie rozmowę z fenomenalnym polskim aktorem, Krzysztofem Majchrzakiem, który przy produkcji „Pornografii” zapytany został, czy będzie umiał zagrać homoseksualistę. Znany ze swej bezkompromisowości oraz niezwykłego szacunku wobec sztuki filmowej, aktor odpowiedział, iż nie będzie grał homoseksualisty, on się nim stanie na czas kręcenia filmu. O podobnym zaangażowaniu można chyba także powiedzieć w przypadku Jenn Murray. Dzięki talentowi i współpracy z reżyserką, podczas projekcji można było odnieś wrażenie, iż silne zespolenie aktorki z postaciami daje niesamowity efekt obcowania nie z jedną, ale z wieloma, najczęściej skrajnie różniącymi się osobami. Warto zapamiętać nazwisko Jenn Murray jako potencjalnej gwiazdy aktorstwa charakterystycznego.

Jednym z najważniejszych elementów świata przedstawionego w „Dorothy Mills” jest miejsce akcji i składające się na niego plenery. Irlandzka, niewielka wyspa łączy w sobie piękno prawie dziewiczej i nieskażonej cywilizacją przyrody z dzikością i niedostępnością. Oddalenie od większych społeczności, a tym samym brak jakiegokolwiek przemysłu wymusza na ludziach ścisłą koegzystencje z naturą. Człowiek żyjący w takim miejscu nie ma innego wyjścia, jak przyzwyczaić się do twardych warunków stawianych przez środowisko naturalne. Można pójść nawet dalej i powiedzieć, iż mieszkańcy wyspy wtopili się w naturę i stali się jej dopełnieniem. Są bowiem zahartowani, niedostępni, lecz także nieprzewidywalni. Żyją zgodnie z rytmem wyznaczanym przez pory roku, a ich jedyny kontakt z kulturą to religia, której są bezgranicznie oddani. Wiara symbolizuje także niechęć do cywilizacji, a więc tego wszystkiego, co związane jest z nauką i prymatem rozumu. Ich filozofia życiowa sprowadza się tak naprawdę do uczuć i emocji, związanych przede wszystkim ze wspólnym przeżywaniem wszystkich radości i niedoli. Postęp zagraża więc zarówno im jako związanej silnymi więzami społeczności, ale także naturze będącej dla mieszkańców wyspy czymś więcej niż tylko domem. Jednak jak napisałem wcześniej, zło nie musi mieć źródła w czymś, co przybywa z zewnątrz. Może się narodzić w ludziach, w których dotąd widzieliśmy uosobienie dobra. Rasa ludzka jest nieprzewidywalna i tak jak w przyrodzie mogą zachodzić zjawiska trudne do wytłumaczenia, tak człowiek może nagle zrobić coś, czego konsekwencje będzie ponosił do końca życia. Ów pierwiastek chaosu, wynikający z pierwotnej, zwierzęcej natury istoty ludzkiej na irlandzkiej wyspie staje się początkiem nieszczęścia.

We wstępie wspomniałem o trzech znakomitych filmach, które pod kilkoma względami podobne są do „Dorothy Mills” Agnès Merlet. Asocjacje z „Wicker Man” to klimat na pozór idealniej, odizolowanej i zgodnie współżyjącej z naturą społeczności, mającej jednak swoje mroczne tajemnice. Zaś oba filmy Larsa von Triera pokazują terror zamkniętej wspólnoty wobec niemogącej się do niej przystosować jednostki. „Innym” jest kobieta nie potrafiąca bezkrytycznie egzystować w kieracie narzuconym przede wszystkim przez męską część małej grupy społecznej. Wreszcie „Breaking the Waves” jak i „Dogville” to doskonałe, zapadające głęboko w pamięć kreacje kobiece (Emily Watson i Nicole Kidman), przy których rola Jenn Murray świeci własnym, silnym i charakterystycznym światłem.

Screeny

HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS HO, DOROTHY MILLS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niezwykle angażująca opowieść
+ obraz małej, opresyjnej społeczności
+ pięknie sfotografowane plenery
+ brawurowa kreacja aktorska Jenn Murray

Minusy:

- rola Carice van Houten
- słabo wykorzystany wątek śmierci dziecka głównej bohaterki

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -