Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEMONIC BEAUTY a.k.a Krasue

DEMONIC BEAUTY a.k.a Krasue

Krasue

ocena:5
Rok prod.:2002
Reżyser:Bin Bunluerit
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:Lakana Wattanawongsiri, Ekapun Bunluerit , Natthorn Somkanae, Nak-rob Traipoe
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Krasue ( albo Kra-Sue) to część południowoazjatyckiej mitologii i popularna istota w folklorze m.in Kambodży, Indonezji, Malezji, Laosu i Tajlandii. Krasue jest latającą głową wampirycznego ducha kobiety, która za dnia wygląda jak ludzka istota. Dopiero w nocy głowa krasue oraz jej zwisające z szyi wnętrzności oddzielają się od reszty ciała. Głowa unosi się w powietrzu i wyrusza na łowy w pobliskiej okolicy, wysysając krew głownie z domowego inwentarza, ale czasem też atakując ludzi.
/IMDB, Wikipedia/

Wiek XVIII. Tajowie (wtedy jeszcze Syjamowie) podbijają ościenne królestwo Khmerów. Biorą niewolników, wśród których znajduje się również khmerska księżniczka Tarawatee. Uroda dziewczyny zwraca uwagę tajskiego księcia Hamsuka, który zamierza uczynić z niej jedną ze swoich żon. Tarawatee jest jednak z wzajemnością zakochana w kim innym - w wojowniku Fajangu. Gdy dwoje zakochanych zostaje przyłapanych na miłosnej schadzce, Hamsuk wpada w gniew i każe ściąć głowę Falanga, a dziewczynę spalić na stosie. Babka Tarawatee jest jednak szamanką i z pomocą czarnej magii przenosi w ostatniej chwili, gdy płomienie ogarniają cały stos, duszę księżniczki do ciała wieśniaczki Daow, mieszkającej w pobliskiej wiosce. Daow jest bliźniaczo podobna do Tarawatee, zatem nikt nie domyśla się, że jedna z mieszkanek osady nie jest już sobą. Wkrótce okaże się, że obca dusza w ciele Daow to nie jedyne zmartwienie bohaterki. Każdej nocy dziewczyna przemienia się w krasue - wampirycznego demona, polującego na domowe zwierzęta. Wieśniacy podejrzewają, że za spustoszenia w żywym inwentarzu odpowiada mieszkająca na peryferiach wioski staruszka Chan. Palą jej chatę i zamierzają przepędzić kobietę, lecz powstrzymuje ich buddyjski mnich. Pewnej nocy dwie młode dziewczyny z wioski dostrzegają fruwającą w powietrzu głowę. Głowa wlatuje do chaty Daow...

Latająca głowa wysysająca krew to stwór cieszący sporą popularnością na Dalekim Wschodzie. Znany jest zarówno w Japonii pod określeniem nukekubi, jak w Laosie (pi-kasu), Indonezji (leyak), Malezji (penanggalan) czy na Filipinach (manananggal). Wszystkie łączy wiele cech (wampiryczny charakter, zdolność przybierania ludzkiej, kobiecej postaci itp.), ale też istnieją między nimi różnice. Na przykład malajski penanggalan (słowo to znaczy: „te, które wyjmują wnętrzności z ciała”) i jego filipiński odpowiednik - manananggal w sposób szczególny upodobały sobie krew kobiet wkrótce po porodzie. Pochodzący z indonezyjskiej wyspy Bali leyak natomiast nie gardzi gnijącymi zwłokami na cmentarzach i potrafi przemieniać się w zwierzęta, zwłaszcza świnie i muchy. Z kolei japońskie nukekubi zanim wgryzą się w szyję ofiary wydają z siebie przeraźliwe wrzaski, by przestraszyć nieszczęśnika, którego sobie upatrzyły.

Co by nie powiedzieć latająca głowa ze zwisającymi z niej wnętrznościami to makabrycznie efektowna figura, której twórcy filmowej grozy nie mogli przepuścić. Dlatego też postać kobiety (pięknej) ulegającej w nocy przerażającej metamorfozie w potwora często pojawia się w azjatyckich filmach grozy. Poza pochodzącym z 2002 r. „Demonic Beauty” wspomnieć warto o chińskiej “Witch with the Flying Head” (1977), o indonezyjskim „Mystics In Bali” (1981), o tajlandzkim „Krasue Valentine” (2006) oraz o kambodżańskim „Lady Vampire”. Z wymienionych filmów widziałem tylko pierwszy, ale recenzje, które można przeczytać o filmach z fruwającą głową w roli głównej, pozwalają sądzić, że krasue nie ma szczęścia do udanych filmowych występów. Niestety niewiele dobrego można powiedzieć o „Demonic Beauty” debiutującego tym filmem na dużym ekranie popularnego tajlandzkiego aktora Bina Bunluerita.

Film zaczyna się wielce obiecująco. Jesteśmy rzuceni we wir zażartej walki między Khmerami a Tajami. Leje się krew a aktorzy demonstrują nam efektowne walki z bronią i bez broni. Na początku filmu pojawia się też chyba najlepsze ujęcie w filmie: odcięta maczetą głowa spada z konara i toczy się wprost na ustawioną bliską grunt kamerę. W prologu poznajemy też główną bohaterkę - piękną księżniczkę Tarawatee (w tej roli ponętna Lakana Wattanawongsiri zwana Aum), co z pewnością ucieszy widzów płci brzydkiej. Niestety po zachęcającym początku i sprawnie zawiązanej akcji, to właśnie uroda Aum okazuje się być największa atrakcją filmu. Oczywiście horror, w którym najwięcej emocji wywołuje wdzięk aktorek (uczciwie trzeba dodać, że także odtwórczynie pozostałych kobiecych ról wyglądają tak jakby prosto z wybiegu dla modelek zaangażowano je do filmu) nie może być udaną produkcją.

Akcja po pierwszych kilkunastu minutach nie tylko zwalnia swe tempo tak bardzo, że ma się wrażenie, że zatrzymała się w miejscu, ale co gorsza sama fabuła zaczyna rozłazić się w szwach. Mnożą się wątki i postacie, ale nic z nich konkretnego dla rozwoju filmu nie wynika. W dodatku zaraz na początku historii podanie na tacy kim jest krasue niweczy wszelkie napięcie, tajemnicę i atmosferę grozy. Dramaturgia filmu nawet z wyłożeniem wszystkich jej atutów mogłaby sobie poradzić, gdyby twórcy filmu wiedzieli co chcą opowiedzieć i nie cierpieli na zanik artystycznej weny. Niestety, scenariusz to najsłabsze ogniwo filmu, więc nic niezwykłego, że najbardziej dramatycznym wydarzeniem przygotowanym przez scenarzystów jest podstępne podgryzienie pośladków przez krasue. Ale jakby tego było mało reżyser każe swym bohaterom niemal bez przerwy wygłaszać drętwe dialogi, dublować słowami wydarzenia, które widz już zobaczył i pozwalać bohaterom gadać o przysłowiowej d... Maryny. Na dodatek przerzucenie ciężaru opowieści na nieszczęśliwą harlequinową miłość między skrywającą straszliwą tajemnicę Daow i wiernym jej w swym uczuciu Roongu przywodzi na myśl jak najgorsze skojarzenia z wenezuelskimi telenowelami. Tyle tylko, że rozgrywającymi się na kompletnie nie wykorzystanej malowniczej tajlandzkiej prowincji Rzecz jasna, niepokojące zgony domowej zwierzyny oraz latająca po okolicy głowa wręcz wymuszają na twórcach także pewne elementy grozy. Szkoda tylko, że ich nad wyraz oszczędna obecność oraz pozbawione wyczucia inscenizowanie unicestwiają do reszty efekty komputerowe rodem z „Power Rangers” i slapstickowy humor.

Dlaczego jednak „Demonic Beauty” nie jest filmem złym? Nie chodzi tylko o urok tajlandzkich aktorek i plenerów. Obraz Bunluerita, być może nawet nieco wbrew intencjom jego realizatorów, uwodzi bowiem czymś jeszcze - kiczem i tandetą B-klasowych produkcji, nieporadnością twórców i zwracającym uwagę pogwałceniem choćby pozorów realizmu. Sam pomysł na przeniesie duszy do ciała zmarłej nie jest niczym zaskakującym - wątki reinkarnacyjne pojawiają się w prawie co drugim tajlandzkim horrorze. Fabuła prezentuje się co najmniej jak drugiej świeżości, pełno w niej niekonsekwencji, bohaterowie z trudem udają żywe postaci. Słowem nic nie trzyma się tutaj - za przeproszeniem - kupy. Wiele jest też w „Demonie Beauty” obnażających nieudolność realizatorów wpadek. Okazuje się choćby, że w wiosce poza starą Chan, zamieszkują same młode atrakcyjne dziewczęta, ich wiejskie ubrania wyglądają tak schludnie i czysto, że można odnieść wrażenie, iż w osadzie pojawił się Zygmunt Chajzer z ciężarówką Vizira. Nie widzimy również by mieszkańcy wioski zajmowali się czymś innym niż nieustannym rozprawianiem o tym, do kogo może należeć latając głowa lub ewentualnie bezskładnym bieganiem po lesie. Osobny komentarz należałby się tandetnym efektom komputerowym, których jakość wzbudza salwy niezamierzonego śmiechu, lecz jak mówi przysłowie nie kopie się leżącego (speca od efektów). Krótko mówiąc miłośnicy filmów w rodzaju „Chińskich duchów” i ekranowego kiczu z pewnością na obrazie Bunluerita się nie zawiodą. O ile nie przysną.

Screeny

HO, DEMONIC BEAUTY a.k.a Krasue HO, DEMONIC BEAUTY a.k.a Krasue HO, DEMONIC BEAUTY a.k.a Krasue HO, DEMONIC BEAUTY a.k.a Krasue

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawna realizacja
+ obiecujący początek
+ sceneria
+ uroda aktorek
+ scena egzekucji
+ ponętna Lakana Wattanawongsiri
+ urok kiczu

Minusy:

- rozłażąca się w szwach fabuła
- scenariusz
- przegadany
- bez grozy i napięcia
- niestety wieje nudą
- efekty komputerowe

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -