Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE

WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE

Witch Who Came From The Sea, The

ocena:5
Rok prod.:1976
Reżyser:Matt Cimber
Kraj prod.:USA
Obsada:Millie Perkins, Lonny Chapman, Vanessa Brown, Peggy Feury
Autor recenzji:Katarzyna Sawicka
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

„The Witch Who Came from the Sea” (1976) wpisuje się w nurt kina eksploatacji, a konkretniej obrazów spod znaku rape/revenge. Podgatunek ten święcił swój triumf w latach siedemdziesiątych; wtedy to właśnie powstały takie kultowe produkcje jak „The Last House on the Left” czy „I Spit on Your Grave”. Jednak – mimo oczywistych elementów wspólnych – „The Witch Who Came from the Sea” wyraźnie różni się od sztandarowych przedstawicieli rape/revenge. W jaki sposób? I czy aby z korzyścią dla filmu?

Mollie (Millie Perkins) pracuje jako kelnerka w barze o wymownej nazwie „The Boathouse”. Wymownej, bo wszystko, co związane z morzem zajmuje w życiu Mollie (i zresztą w całym filmie) pozycję wyjątkową. Kobieta niemal obsesyjnie czci ojca, bohaterskiego kapitana, który zaginął właśnie na morzu. Albo przynajmniej w taką wersje Mollie chce wierzyć. Okazuje się, bowiem, że ojciec nie tylko nie był bohaterem, ale był uzależniony od alkoholu i co gorsza wykorzystywał małoletnią córkę seksualnie. Dorosła już Mollie cierpi na zaburzenia psychiczne. Z jednej strony, czuje podziw i pociąg do płci przeciwnej, z drugiej podświadomą, zakorzenioną w psychice nienawiść. Zaczyna fantazjować o okaleczaniu i mordowaniu mężczyzn. Ale czy to na pewno tylko fantazje?

„The Witch Who Came from the Sea” zapowiada się intrygująco i kontrowersyjnie. Zainteresowanie budzi już sam zagadkowy, kojarzący się z gatunkiem fantasy tytuł oraz okładka przedstawiająca demoniczną kobietę, triumfalnie dzierżącą w jednej dłoni kosę, w drugiej uciętą głowę mężczyzny. Oczekiwania podsyca również fakt, iż obraz Cimbera figurował na liście video nasties. I rzeczywiście, film dotyka kwestii drażliwych, postrzeganych jako tabu (kazirodztwo, pedofilia, kastracja). Dawka przemocy jest tutaj jednak znacznie mniejsza i dozowana subtelniej niż w klasykach gatunku wymienionych we wstępie. Kontrowersyjne i brutalne czyny dzieją się niejednokrotnie poza kadrem, są w większości sugerowane albo zostały przedstawione w sposób odrealniony, mało autentyczny (nieprzekonujące podcinanie gardła maszynką do golenia). Mimo częstego braku dosłowności i realizmu, wspomniane sceny nie pozostawiają widza obojętnym; trudno przecież zachować zimną krew będąc świadkiem kastracji żyletką, nawet jeśli nie wszystko dokładnie widać... Najbardziej kontrowersyjne i napawające odrazą są zdecydowanie akty pedofilii; jest niemalże pewne, iż to właśnie one zadecydowały o wpisaniu filmu na listę video nasties.

Stosunkowo niewielka ilość przemocy w „The Witch Who Came from the Sea” wynika z położenia nacisku nie na litry rozlanej krwi, a na sferę psychologiczną. Film Cimbera można by określić mianem studium szaleństwa, z wykorzystaniem i zemstą w tle. Mollie to nie postać z okładki filmu, nierealistycznie wręcz waleczna heroina, humanoidalna maszyna do zabijania. Mollie to po prostu człowiek, z różnorakimi uczuciami i emocjami; to jednostka o psychice wypaczonej przez traumatyczne wydarzenia; niezwykle złożona, pełna rozbieżności, skrajności, a przez to budząca mieszane uczucia. Złożoność tyczy się, co oczywiste, statusu ofiary i oprawcy w obrębie jednej postaci. Bohaterka budzi jednocześnie i zrozumienie i jego brak, jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało. Mollie została przecież strasznie skrzywdzona, ma więc absolutne prawo do odczuwania nienawiści i pragnienia zemsty; współczujemy jej również jako osobie z zaburzeniami psychicznymi. Z drugiej strony – pomijając już kwestię moralności spod znaku „oko za oko…” – mści się przecież nie na bezpośrednim sprawcy cierpienia, a na osobnikach, których głównym grzechem jest to, że są płci męskiej… Choć ofiary Mollie wykazują jeszcze inne cechy wspólne; łączą ich nienaganna aparycja i przebojowość, przy czym, ogromną „zaletą” jest bycie postacią znaną z telewizji, na punkcie której kobieta ma obsesję. Co ciekawe, mężczyźni ci budzą w Mollie nie tylko zbrodnicze instynkty, ale i fascynację i podziw. Są w jej oczach kimś na kształt bohaterów (tak właśnie postrzega ojca). Zdaje się nawet, że nie planuje ona swych zbrodni, a działa podświadomie; uwodzi mężczyzn, bo naprawdę ich pożąda, a zbrodnicze instynkty manifestują się później. Słysząc o jednym z popełnionych przez siebie morderstw w wiadomościach, szczerze opłakuje ofiary, nie może uwierzyć w tragiczne wydarzenie. Magia telewizji? A może Mollie po prostu nawet nie pamięta, że jest morderczynią? Rozbieżność dotycząca stosunku Mollie do płci brzydkiej odzwierciedla jej nastawienie do ojca – mieszankę podziwu i obrzydzenia.

Ale złożoność postaci uwidacznia się nie tylko poprzez jej relacje z mężczyznami. Ambiwalentne reakcje budzą w Mollie również kobiety; ambiwalentne, choć jednak oscylujące w stronę emocji negatywnych. O swojej siostrze mówi: „kocham ją, ale czasem mam ochotę dać jej w zęby”. Rozgrzesza jej męża, który zostawił rodzinę, i obarcza całkowitą odpowiedzialnością właśnie siostrę. Bez skrupułów uwodzi mężczyzn, w obecności ich partnerek. Upokarza kobiety werbalnie, upokarza swoim zachowaniem. Udowadnia, że nie tylko daleko jej do heroicznej mścicielki - pogromczyni mężczyzn, ale na pewno nie jest też obrończynią kobiet. Portret psychologiczny bohaterki dopełniony jest nieprzyjemnym, smutnym zakończeniem, które nie jest dla Mollie ani triumfem ani karą; przynosi jej za to fizyczno-symboliczne uwolnienie.

Niestety, mimo niewątpliwych zalet – z wielopłaszczyznowym portretem psychologicznym na czele – „The Witch Who Came from the Sea” posiada jedną znaczącą wadę: nuży. Obraz zdaje się przegadany, wypełniony sporą ilością scen obyczajowych; tempo jest powolne a jednocześnie brakuje klimatu czy intensywności, które mogłyby to równoważyć. Film zawiera co prawda kilka fragmentów niepokojących, dziwacznych oraz scen quasi-onirycznych, symbolicznych, ale nie przekładają się one na klimatyczność całości. Co więcej, kilka scen jest po prostu śmiesznych (najbardziej idiotyczna z nich przedstawia blondynkę ostrzeliwującą w ataku furii samochód kochanka, który odszedł do Mollie, i Azjatów, komentujących zdarzenie zza drzewa).

Biorąc pod uwagę kontrowersyjne wątki, rozbudowaną warstwę psychologiczną i symbolikę nie sposób oprzeć się wrażeniu, że film Cimbera mógł być znacznie bardziej intensywny. Jest za to chwilami intrygujący, ale ogólnie nie wzbudza silniejszych emocji i nie zapada w pamięci, w przeciwieństwie do wspomnianych we wstępie dwóch innych, pochodzących z tego samego okresu tytułów z kategorii rape/revenge.

Screeny

HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE HO, WITCH WHO CAME FROM THE SEA, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ nieco inne podejście do podgatunku rape/revenge, kontrastujące z większością produkcji z lat 70-tych, z akcentem położonym na warstwę psychologiczną a nie na przemoc
+ ciekawy, złożony portret psychologiczny głównej bohaterki
+ kilka scen symbolicznych i niepokojących
+ kontrowersyjne wątki

Minusy:

- nużący
- wolne tempo, przy jednoczesnym braku klimatu czy intensywności, które mogłyby to zrównoważyć
- parę scen, które można by uznać za zbędne
- mały realizm towarzyszący niektórym morderstwom

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -