Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:THAT LITTLE MONSTER

THAT LITTLE MONSTER

That Little Monster

ocena:7
Rok prod.:1994
Reżyser:Paul Bunnell
Kraj prod.:USA
Obsada:Melissa Baum, Andie Wenning, William Mills, Forrest J Ackerman, Reggie Bannister,
Autor recenzji:Katarzyna Sawicka
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Moim głównym celem jest tworzenie filmów, które zabiorą widza w świat fantazji – miejsce, gdzie można bezpiecznie śmiać się, płakać, krzyczeć. Nie chcę, aby widz czuł się „uwięziony”. Filmy powinny być ucieczką – mamy wystarczająco dużo rzeczywistości w wieczornych wiadomościach. Jeśli film jest ZBYT realny, może być niemiłym doświadczeniem.”
* - Paul Bunnell

Przebywająca na wymianie zagranicznej Jamie (Melissa Baum) najmuje się jako opiekunka do dziecka w domu państwa Willcock (Andie Wenning i William Mills). Rodzice wybierają się na bal kostiumowy, a pod opieką dziewczyny zostawiają małego Wolpera, który zgodnie z deklaracjami rodzicieli jest brzdącem uroczym, ale od czasu do czasu potrafi też być prawdziwym potworkiem. Jak bardzo prawdziwym, Jamie przekona się na własnej skórze.

„That Little Monster” to trwający zaledwie 56 minut obraz niezależny, który pierwotnie miał być jedynie kolejnym odcinkiem telewizyjnej serii „Monsters”. Reżyser filmu, Paul Bunnell, serwuje prostą, mało wyszukaną historię w wyjątkowo stylowej, efektownej formie, wyraźnie – i umiejętnie – inspirując się wielkimi twórcami i istotnymi produkcjami ze świata grozy, od klasyki do współczesności. Już sam wstęp jest dokładną kopią wprowadzenia z „Frankensteina” Jamesa Whale’a; w humorystycznym komentarzu, Forrest J Akerman – pisarz i zagorzały propagator gatunku science fiction – ostrzega widzów przed przerażającymi treściami, które zaraz nastąpią. „Przerażające treści” przedstawione są w stylu retro, w czarno-białej kolorystyce, z kolejnymi rozdziałami opowieści obwieszczanymi za pomocą tablic z napisami, rodem z kina niemego. W filmie wyraźnie czuć wpływ „The Twilight Zone”, z obowiązkową zaskakującą końcówką dopełniającą całości. Bunnell zresztą otwarcie przyznaje się w wywiadach do fascynacji serią. Przyznaje się również do podziwu dla twórczości Davida Lyncha, i – ponownie – wpływ Lyncha jest w „That Little Monster” bardzo widoczny. Początek filmu jest jak kalka „Eraserhead”, obrazowi towarzyszy nawet podobny, bucząco-szumiący dźwięk. Pojawia się Lynchowski surrealizm, dziwaczność, łącznie z – tak częstymi w dziełach Lyncha – scenami, w których bohater, często zupełnie niespodziewanie, wykonuje piosenkę.

Delikatna dawka humoru obecna w zaczerpniętym z „Frankensteina” wstępie charakteryzuje cały film Bunnella. Nie znaczy to, że brak tu grozy czy napięcia. Rzecz jasna, „klasyczne” elementy stosowane dawniej do budowania klimatu (mgła, pająki) trzeba potraktować raczej z sentymentem i przymrużeniem oka. Atmosfera grozy i niepokoju obecna jest głównie w quasi-Lynchowskich momentach. Bunnell sprawnie buduje napięcie, np. niemiłosiernie przeciągając scenę, w której Jamie idzie spowitym mrokiem korytarzem na pierwsze spotkanie z Wolperem czy okazjonalnie wplatając w fabułę scenki pokazujące pokój i efekty poczynań małego Willcocka (skryte w półmroku łóżeczko, makabryczne rysunki, rozczłonkowane lalki) zanim jeszcze widz go pozna; bo sam, ukazany już pod koniec filmu, rozbrajająco kiczowaty potworek wywołuje raczej uśmiech aniżeli dreszcze. Klimatyczności i stylu dodają obrazowi genialne operowanie światłem i różnorodne, dziwaczne kąty, pod którymi pracuje oko kamery.

„That Little Monster” to prosta treść podana w bardzo stylowej formie. To również swego rodzaju ukłon w kierunku ważnych dla kina grozy postaci i obrazów; ukłon wykonany umiejętnie i z pasją, który – zgodnie z założeniem reżysera – pozwala przenieść się na chwilę do świata fantazji.

*Cytat pochodzi z wywiadu z reżyserem, przeprowadzonego przez Deana Winkelspechta, DVDtown.com

Screeny

HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER HO, THAT LITTLE MONSTER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ bardzo atrakcyjny wizualnie
+ umiejętnie wykorzystane inspiracje, od klasyki kina poprzez „The Twilight Zone” do Lyncha
+ smaczki w postaci epizodycznych występów rozpoznawalnych postaci związanych z science fiction, horrorem i komedią (odpowiednio: Forrest J Ackerman, Reggie Bannister i Bob Hope)

Minusy:

- nie dla tych, którzy nie gustują w obrazach grozy opowiedzianych z przymrużeniem oka

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -