Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:VINYAN

VINYAN

Vinyan

ocena:5
Rok prod.:2008
Reżyser:Fabrice du Welz
Kraj prod.:Belgia / Francja / Wielka Brytania
Obsada:Emmanuelle Béart, Rufus Sewell, Julie Dreyfus, Borhan Du Welz
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5.67
Głosów:6
Inne oceny redakcji:

Nazwisko belgijskiego reżysera, Fabrice Du Welza fanom ambitnego i nietuzinkowego kina grozy nie powinno być obce. W 2004 roku zobaczyć bowiem mogliśmy jego długometrażowy fabularny debiut, mroczną i wieloznaczną „Kalwarię”. Podobnie jak w swoim pierwszym filmie, w „Vinyan” Belg również ucieka od gatunkowego zaszufladkowania obrazu. Pokazując dramat i ludzką tragedię bazuje co prawda na konwencji horroru, lecz stara się bardziej wykorzystać jej oniryczno-symboliczną niż naturalistyczną naturę, która spychać by mogła film w kierunku brutalnego gore. Z drugiej strony ucieczka od jednoznaczności i jasności przekazu wielu filmowców zaprowadziła na interpretacyjne manowce, wywołując w odbiorcach niesmak pretensjonalnością czy pustą ekstrawagancją. Mam wrażenie, iż Du Welz chcąc pokazać w najnowszej produkcji coś nowego i nieszablonowego, wpadł w „pułapkę oryginalności” tworząc co prawda film intrygujący, lecz przez zbyt dalekie pójście w wymiar metaforyczno-symboliczny ocierający się o znaczeniową pustkę.

„Vinyan” zaczyna się bardzo obiecująco, ponieważ jego punktem wyjścia jest prawdziwe wydarzenie, mianowicie tsunami, które w 2004 roku w Indonezji i na Tajlandii pochłonęło ok. 300 tys. istnień ludzkich. Wśród ofiar znalazło się mnóstwo zagranicznych turystów, których liczna rzesza jak co roku odpoczywała na rajskich, azjatyckich plażach. Tragedia ta zmieniła również życie filmowego małżeństwa, Janet i Paula Belhmerów, którym piętnastometrowe fale zabrały syna. Po pół roku bezowocnych poszukiwań ciała Joshuy, Janet dostrzegła jego postać na jednym z dokumentów pokazujących niezwykle trudne warunki bytowe dzieci żyjących w opanowanej przez wojskową juntę Birmie. Przekonana o tym, że jej syn nie zginął, a został tylko porwany przez nieznanych sprawców, namawia męża na wyprawę w birmańską dżunglę. Tam jednak, mając za przewodników ludzi o bardzo podejrzanej konduicie, trafiają na koszmar dużo gorszy niż los mieszkańców poddanych totalitarnemu reżimowi.

W „Vinyan” intrygującym chwytem jest nie tylko wplecenie w fabułę filmu prawdziwych wydarzeń, lecz przede wszystkim wykorzystanie motywu cierpiącej matki jako dominanty kompozycyjnej obrazu. Dla kina popularnego postać kobiety rozpaczającej z powodu utraty ukochanego dziecka jest zarówno atrakcyjna fabularnie jak i i nobilitująca z powodu narzucających się kontekstów i nawiązań. Zdesperowana matka, pragnąca znowu mieć przy sobie najdroższy skarb, jest zdolna do każdego poświęcenia przybliżającego ją do odnalezienia czy uratowania najbliższej sobie osoby. Najmniejsza poszlaka będzie dla niej ostatecznym dowodem, a nawet najbardziej odrażający czyn nie będzie stanowił moralnego odszczepienia w drodze do osiągnięcia celu, którym jest życie albo zdrowie dziecka. Du Welz posłużył się w swoim filmie motywem mater dolorosa – matki cierpiącej. Główna bohaterka, Janet, niczym Niobe i Demeter nie zamyka się w cierpieniu, nie rozdrapuje w samotności psychicznych ran, lecz okazując wszem i wobec swój ból rozpaczliwie grzęznąc w iluzyjnej tylko szansie odnalezienia synka.

Kiedy w pełnej emocji rozmowie z mężem bohaterce udaje się go przekonać do niebezpiecznej wyprawy w lasy Birmy, film intryguje coraz bardziej, bo trudno przewidzieć, jakie przeciwności losu mogą spotkać Belhmerów na terenie totalitarnego państwa. Później jednak widzowie zostają wystawieni na ogromną próbę cierpliwości. Bohaterowie bowiem zaczynają wędrować po tajskich spelunach, burdelach i melinach w poszukiwaniu kogoś, kto nielegalnie przewiezie ich do zamkniętego przed światem państwa. Na swej drodze spotykają rzeszę cynicznych i zdeprawowanych indywiduów, którzy za każdą informację życzą sobie ogromne sumy pieniędzy. Wreszcie jeden z gangsterów zgadza się przerzucić ich na tereny Birmy do wioski, w której widziano białego chłopca. Szybko okazuje się, iż to kolejni naciągacze, którzy najzwyczajniej chcą sprzedać Belhmerom azjatyckie dziecko. Jednak kiedy Janet zgadza się zapłacić jeszcze więcej, przewodnik decyduje się na dalszą wędrówkę w głąb puszczy w poszukiwaniu kolejnych wiosek. Zamiast nich bohaterowie odnajdują żyjący wśród leśnych ostępów tajemniczy szczep tubylców, składający się z kilkudziesięciu chłopców. Pomalowane niczym upiory dzieci, znające każdy skrawek birmańskiej, wilgotnej puszczy, zaczynają koszmarne polowanie na członków ekspedycji.

Fabuła filmu Du Welza jest bardzo prosta, jednak jej znaczenie dosłowne, literalne zapewne w zamierzeniu reżysera nie było tym najważniejszym. O co tak naprawdę chodzi w „Vinyan”? Zarówno droga pośród tajskich, nielegalnych domów publicznych, jak i późniejsza wędrówka po wrogim dla zachodnich turystów kraju symbolizować ma bezgraniczne poświęcenie celowi, którym jest odnalezienie dziecka. Janet, niczym mityczny Orfeusz, gotowa jest zejść do piekła, by tam móc piekielnym siłom wyszarpnąć lub wybłagać życie ukochanego Joshuy. I rzeczywiście, droga Belhmerów przypomina podróż po coraz to niższych kręgach piekielnych, z których każdy charakteryzuje się jakimś stopniem deprawacji i zezwierzęcenia. Bohaterowie mają do czynienia i z narkomanią, i prostytucją. W Tajlandii korupcja i przekupstwo są na porządku dziennym. Poza tajskimi metropoliami, głęboko na prowincji, stykają się z handlem kobietami oraz dziećmi w celach seksualnych. Paul niby Odyseusz kuszony jest wdziękami zarówno bardzo młodych tajskich dziwek, jak i kobiet z Zachodu załatwiających pod przykrywką pracy charytatywnej różne ciemne interesy. Wreszcie w piekle birmańskiej dżungli przestają obowiązywać jakiekolwiek normy moralne. Napotkane i prześladujące podróżników dzieci widzą w przybyszach ofiary, z którymi można zrobić wszystko.

Pomimo niewątpliwych zalet i próby twórczego wykorzystania konwencji grozy, „Vinyan” Fabrice Du Welza jest filmem nieudanym. Reżyser przez cały seans próbuje nam wmówić, iż ma do powiedzenia coś niezwykle istotnego. Najpierw podrzuca nam nagranie, w którym co prawda nie ma nic znaczącego, jednak bohaterka odnajduje w nim przez pół roku niewidzianego syna (czyżby nawiązanie do „Powiększenia” Antonioniego?). Reżyser nie boi się także filmować za pomocą długich, niekiedy statycznych ujęć. Spowalnia to bardzo film, jednak często daje widzowi czas na przemyślenie niezwykle istotnych rzeczy zawartych w obrazie. Taką metodę stosowali zarówno Tarkowski, Peter Weir, jak i wyżej wspominany Antonioni. Jednak w filmach mistrzów owe „pauzy” czemuś służyły, stanowiły punkt wyjścia do refleksji i rozważań nad ważkimi, nieraz skomplikowanymi problemami, o których dało się rozmawiać tylko i wyłącznie za pomocą obrazów. Z zastosowania podobnych chwytów formalnych w filmie Fabrice Du Welza nic nie wynika. Nie pogłębiają one ani wiedzy odbiorcy o świecie przedstawionym, ani nie podrzucają tropów sugerujących odczytanie dzieła filmowego.

To wszystko jednak cierpliwy widz jest w stanie znieść, o ile zostanie usatysfakcjonowany jakimś oryginalnym i zaskakującym konceptem w finale filmu. W tym aspekcie belgijski reżyser poległ na całej linii. Ostatnia cześć filmu, jakieś 15 minut, wygląda jakby żywcem została wyjęta z zakończenia „Czasu Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli. Bohaterowie bowiem uciekając przed niebezpieczeństwem coraz bardziej zagłębiają się w prastarą, dziką, azjatycką dżunglę. Tam, w ruinach dawno wymarłej, acz w przeszłości potężnej cywilizacji, znajdują swoje przeznaczenie.

Fabrice Du Welz swoimi dwoma filmami udowodnił, iż jest reżyserem poszukującym w konwencji kina grozy nowych środków wyrazu, które pozwoliłyby mu na opowiadanie niezwykłych i odbiegających od schematów historii. Z drugiej jednak strony jego twórcza droga nie może prowadzić do dziwaczności i silenia się na oryginalność, ponieważ spotkać go może zniechęcenie zarówno widzów jak i producentów skazujące go na mało ciekawe piekło zamieszkiwane przez artystów przez swą pretensjonalność niezrozumiałych i odrzuconych.

Screeny

HO, VINYAN HO, VINYAN HO, VINYAN HO, VINYAN HO, VINYAN HO, VINYAN HO, VINYAN HO, VINYAN HO, VINYAN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ interesujący punkt wyjścia filmu
+ próba poszukiwań w konwencji kina grozy czegoś nowego
+ wiarygodne aktorstwo Emmanuelle Béart i Rufusa Sewella
+ plenery
+ zdjęcia

Minusy:

- nużące dłużyzny
- słaby scenariusz, a może nawet jego brak
- pomysł na krótkometrażową fabułę rozciągnięty na pełny metraż
- momentami brak sensu w filmie
- ostatnie kilkanaście minut zbyt mocno kojarzy się z „Czasem Apokalipsy”

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -