Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CTHULHU

CTHULHU

Cthulhu

ocena:6
Rok prod.:2007
Reżyser:Dan Gildark
Kraj prod.:USA
Obsada:Jason Cottle, Richard Garfield, Scott Green, Cara Buono, Tori Spelling, Nancy Stark
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:5.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Twórczość Howarda Philipa Lovecrafta od dziesiątek lat stanowi źródło inspiracji dla wielu artystów w ich najróżniejszych przedsięwzięciach. Jeszcze za życia Samotnik z Providence miał wianuszek adoratorów, widzących w jego pisarstwie coś więcej niż tylko opowieści o zaginionych cywilizacjach. Później, za sprawą kilku popularyzatorów jego twórczości, proza Lovecrafta zaczęła oddziaływać nie tylko na wyobraźnię pisarzy, scenarzystów czy reżyserów, lecz przede wszystkim na miliony czytelników z całego świata. Tacy mistrzowie horroru jak Stephen King, Graham Masterton, Brian Lumley czy Clive Barker po wielokroć w wywiadach i esejach potwierdzali, iż to jego powieści i opowiadania dały początek nowoczesnej literaturze spod znaku grozy. Trudno znaleźć choć jednego uznanego prozaika parającego się horrorem, który w swojej twórczości nie miałby przynajmniej kilku tekstów wykorzystujących uniwersum mitów Cthulhu. Zresztą twórczość Lovecrafta nie zajmowała tylko literatów znanych fanom z pisania horrorów. Jego fenomenem zajmowali się również twórcy kojarzeni z mainstreamem literackim, jak chociażby Michel Houellebecq, spod ręki którego wyszła świetna książka poświęcona Levecraftowi „H. P. Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu”. Nie trzeba było także długo czekać, by twórczość autora „Zew Cthulhu” „pochwyciło” kino. Na podstawie jego powieści i opowiadań powstała niezliczona ilość filmowych horrorów. Nie sposób tu wszystkich wymienić, bo ich ilość, łącznie z tymi luźno nawiązującymi do twórczości Locecrafta, stanowić by mogła materiał na niejedną pracę doktorską. Oprócz literatury i kina, pisarstwem autora mitów Cthulhu zainteresowali się także twórcy gier komputerowych (Necronomicon: The Gateway to Beyond, Prisoner of Ice, Shadow of the comet, Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth) oraz fabularnych („Call of Cthulhu” Sandy’ego Petersena).

W 2007 roku światło dzienne ujrzał film pod wiele mówiącym tytułem, „Cthulhu”, który zapewne niejednego fana twórczości Howarda Philipa Lovecrafta przyprawił o palpitację serca. Nie chodzi tu o obezwładniającą grozę płynącą z każdego kadru rzeczonego obrazu, lecz wplecione w treść filmu wątki homoseksualne. Trudno doszukiwać się ich w twórczości H.P. Lovecrafta, więc warto przyjrzeć się, jakimi motywacjami kierował się reżyser, decydując się zawrzeć je w swoim dziele.

Russel, Znany i doceniany profesor jednej z najbardziej szanowanych uczelni w Stanach Zjednoczonych przyjeżdża do swojego rodzinnego miasta położonego na wyspie na pogrzeb matki. Podczas ceremonii spotyka całą rodzinę, z którą po wyjeździe na studia nie utrzymywał żadnych kontaktów. Już od początku pobytu w rodzinnych stronach wokół niego zaczynają się dziać niezwykłe i pełne grozy wydarzenia. Ojciec, kapłan Ezoterycznego Porządku Dagona, wyrzuca bohaterowi jego homoseksualną orientację. Chce, aby syn wrócił na wyspę, ożenił się z kobietą i dał mu wnuka. Również inni mieszkańcy wyspy sprawiają wrażenie, jakby od dłuższego czasu czekali na powrót „syna marnotrawnego”. Wiążą z nim bowiem jakieś nadzieje, o których bohater nie ma najmniejszego pojęcia. Russ z czasem odkrywa, iż na wyspie mają miejsce niezwykłe zdarzenia związane z tajemniczymi bóstwami, o których w dzieciństwie nasłuchał się od ojca. Jego przerażenie staje się jeszcze większe, kiedy odkrywa, iż na przestrzeni lat wskutek niewyjaśnionych okoliczności na wyspie zaginęło bardzo dużo ludzi. Wszystko wskazuje na to, iż Russel będzie kolejną ofiarą złożoną na ołtarzu Wielkich Przedwiecznych.

Dan Gildark nie sfilmował konkretnego opowiadania Howarda Philipa Lovecrafta. Raczej wykorzystał kilka motywów z jego twórczości oraz zapożyczył sposób konstruowania historii, którym wielokrotnie posługiwał się autor „Przypadku Charlesa Dextera Warda”. W dość odludnym miejscu istnieje kult czczący bóstwa czekające na wynurzenie się z R’lyeh, legendarnego miasta zatopionego w odmętach oceanu. Z pokolenia na pokolenie przekazuje się tajemnice i historię kontaktów człowieka z wysłannikami Wielkiego Cthulhu. W świątyniach na wyspie składa się ofiary Dagonowi, władcy istot z głębin morskich. Przybywając do rodzinnego miasta, bohater musi zmierzyć się z zagadkami, z którymi zetknął się już w dzieciństwie. Nie pojmuje, iż wszyscy mieszkańcy wyspy oczekują czegoś od niego i wiążą z nim wielkie nadzieje. Russ bowiem zaraz po pogrzebie i licytacji domu matki pragnie jak najszybciej wyjechać i zająć się rozwojem kariery naukowej. W międzyczasie jednak zaczyna odkrywać sekrety związane z kultem mrocznych bóstw. Jedna tajemnica prowadzi do następnej, co z kolei przybliża go do sedna sprawy związanej nie tylko z niewyjaśnionymi zaginięciami mieszkańców wyspy, lecz przede wszystkim odsłania przed mężczyzną istotę jego przeznaczenia.

Historia Russela to klasyczny motyw bohatera, który jako dorosły i dojrzały człowiek musi zmierzyć się z demonami przeszłości. Przyjazd na wyspę ma charakter symboliczny, ponieważ Russ, pokonując kolejne mosty, łączące ją ze stałym lądem, zostawia za sobą teraźniejszość, by stanąć twarzą w twarz z czymś, o czym chciał raz na zawsze zapomnieć. Po pewnym czasie uświadamia sobie jednak, iż nie będzie to proste, ponieważ lata wczesnej młodości, z jej radosnymi i mrocznymi chwilami, bardzo mocno tkwią w jego pamięci. Russel boleśnie odczuwa fakt, iż przez rodzinę nigdy nie był i nie będzie akceptowany taki, jakim jest. Jeszcze bardziej oddziałują na niego wydarzenia, mające miejsce na wyspie. Bohater po raz pierwszy w życiu zamiast uciekać, postanawia stawić czoło wrogiej rzeczywistości. Pozbywając się modnej, można by rzecz inteligenckiej, fryzury na rzecz praktycznej, charakteryzującej wojowników, w sposób symboliczny daje do zrozumienia, iż tym razem jest gotowy na zmierzenie się ze wszystkimi coraz bardziej dręczącymi go zmorami.

Większa cześć film Dana Gildarka intryguje aurą zagadkowości i tajemniczości. Nie narzuca się widzowi, nie próbuje zatuszować scenariuszowych mielizn dzikim montażem czy efektami gore. Wizualne wyznaczniki „Cthulhu” to statyczne, często z wykorzystaniem pełnych planów, zdjęcia o zimnym, błękitno-niebieskim odcieniu oraz duża ilość długich, kontemplacyjnych ujęć pięknego, jednocześnie surowego nadmorskiego krajobrazu. Kilka pięknych ujęć kręconych z lotu ptaka sprawia wrażenie, jakbyśmy obserwowali świat okiem kogoś, kto ma moc patrzenia na wszystko w taki właśnie sposób. Stworzona ludzkimi rękami cywilizacja wydaje się wtedy nikła i krucha, tak mało znacząca, że wystarczyłby jeden silniejszy podmuch z zaświatów, by zniszczyć ją całkowicie. Później jednak, w części zmierzającej ku zakończeniu, reżyser zmienia styl narracji, dynamizuje akcję, wprowadzając m. in. wątki apokaliptyczne oraz elementy wizyjno-oniryczne, których celem jest nadanie filmowi metafizycznej głębi.

Na tle produkowanych masowo horrorów spod znaku remake’ów, sequeli oraz obrazów epatujących bezsensowną brutalnością, „Cthulhu” jest filmem co najmniej intrygującym. Jednak jest w nim, niestety, pęknięcie, które gdzieś od połowy seansu zaczyna coraz bardziej irytować. Tak naprawdę bowiem nie wiadomo, jaki cel przyświecał twórcom podczas produkcji – nakręcenie filmu w konwencji grozy, czy przedstawienie odbiorcy dramatu obyczajowego. Jak na horror zdecydowanie za słabo wykorzystany jest wątek mitów Cthulhu. Nie wykorzystana także została szansa stworzenia atmosfery izolacji i czyhającego zewsząd zagrożenia. Nie w tym rzecz, aby przez 90% seansu epatować krwawą przemocą i wyuzdaną erotyką, lecz horror, nawet najdelikatniejszy, jakiś pazur powinien mieć. Obrazowi Gildarka tego zabrakło. Z drugiej strony, jeśli filmowcy chcieli zwrócić uwagę odbiorcy na problemy głównego bohatera – brak akceptacji przez konserwatywnie usposobioną rodzinę jego orientacji seksualnej, nieumiejętność odnalezienia się we współczesnym świecie, wreszcie budząca stały niepokój przeszłość – po co nakręcili film w konwencji horroru? Na pewno można było tak przekształcić scenariusz, aby na jego podstawie zrealizować lepszy lub gorszy dramat obyczajowy.

Jestem pewny, iż znajdą się kinomani, których zafascynuje film Dana Gildarka. Przede wszystkim dlatego, iż nawiązuje do twórczości Howarda Philipa Lovecrafta. Dojrzalsi widzowie docenią także intencje twórców sprowadzające się do przekazania w filmie jakichś ważkich treści, mówiących o naturze istot ludzkich. Tym, którzy oczekują do horroru obfitych ilości krwi, spermy i wylewających się z ekranu wnętrzności zdecydowanie odradzam seans „Cthulhu”.

Screeny

HO, CTHULHU HO, CTHULHU HO, CTHULHU HO, CTHULHU HO, CTHULHU HO, CTHULHU HO, CTHULHU HO, CTHULHU HO, CTHULHU HO, CTHULHU

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wykorzystanie mitów Cthulhu
+ intrygująca atmosfera filmu
+ zdjęcia nadmorskich plenerów
+ interesująca historia człowieka mierzącego się z własną przeszłością

Minusy:

- mało istotny wątek homoseksualny
- brak zdecydowania twórców co do konwencji realizowanego filmu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -