Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MARY SHELLEY’S FRANKENSTEIN

MARY SHELLEY’S FRANKENSTEIN

Frankenstein

ocena:8
Rok prod.:1994
Reżyser:Kenneth Branagh
Kraj prod.:USA / Wielka Brytania
Obsada:Kenneth Branagh, Robert De Niro, Ian Holm, Helena Bonham Carter, John Cleese,
Autor recenzji:Przemo Mieszkowski.
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:8.14
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

Demoniczny, opętany żądzą wiedzy doktor Frankentein oraz (przede wszystkim) tworzone przez niego Monstrum są niewątpliwie jednymi z najbardziej rozpoznawalnych produktów poetyki grozy. Filmowcy sięgali po ten mit masowej świadomości wielokrotnie, włączając w to klasyczną już , ekspresjonistyczną wersję z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Z kolei w 1994, znany reżyser filmowy i teatralny Kenneth Branagh nakręcił swoją własną wersję opowieści o cierpiącym monstrum, która dziś już nieco zapomniana, okazała się najlepszym przedstawieniem tejże historii od czasu wspomnianego wcześniej obrazu z Borisem Karloffem.

Zarys fabularny jest zapewne z grubsza znany każdemu, kto choćby w minimalnym stopniu zetknął się z historią literatury lub kultury popularnej. Mamy tu młodego, ambitnego naukowca – Viktora Frankensteina (Kenneth Branagh), który wielokrotnie w swoim życiu zetknąwszy się ze śmiercią bliskich osób, obsesyjnie zgłębia tematykę ożywiania martwej tkanki. Rozpoczyna naukę na renomowanym, lecz bardzo konserwatywnym uniwersytecie, gdzie poznaje jedynego, wolno myślącego wykładowcę (John Cleese) – profesora Waldmana. Nobliwy badacz dzieli się z młodym studentem rezultatami swych dotychczasowych badań nad przekraczaniem granicy śmierci, i to staje się motorem napędowym do ożywienia odrażającego stwora składającego się z fragmentów skradzionych zwłok...

Pierwszym, co cieszy oczy po rozpoczęciu seansu opisywanego tu filmu jest niewątpliwie niesamowity rozmach, jakim obraz ten się cechuje. Zapierające dech w piersiach plenery oraz urządzone z artystycznym smakiem wnętrza bezbłędnie wprowadzają nas w klimat tej mrocznej opowieści, pełnymi garściami czerpiąc z tego, co najlepsze w możliwościach hollywoodzkich scenografów. Ekstrawagancja niektórych wystrojów łączy się z faktem zamiłowania reżysera (i jednocześnie odtwórcy tytułowej roli) do teatru, co jest widoczne na każdym kroku - czy to w nieco przerysowanej grze aktorów, czy w nacisku na charakterystyczne motywy, dobrze znane z poprzednich opowieści o Frankensteinie. Branagh, u którego rozpoznawalnym jest ekranizowanie dzieł Szekspira (m.in. Hamlet lub Wiele hałasu o nic) z premedytacją wprowadza do dobrze znanego horroru estetykę teatralnej sztuki. Warto wspomnieć, że świetną scenografię dopełniają efekty specjalne, a w szczególności charakteryzacja Monstrum, która w moim mniemaniu jest najlepszym projektem wyglądu Potwora Frankensteina w dotychczasowej historii kina. Nie ma tu miejsca na śrubki w skroniach czy przerysowane sińce pod oczami – tutaj wygląd Monstrum przedstawiono bardzo realistycznie, z głębokimi bliznami szpecącymi całe ciało.

Równie ważnym elementem jak strona techniczna filmu jest gra aktorska i tu wystarczy wymienić nazwiska, które udało się zgromadzić reżyserowi aby w ciemno zaufać w jakości odtwarzania ról. Na drugim planie oglądamy Iana Holma (znany m.in. z „Władcy pierścieni” oraz „Nagiego lunchu”), ulubienicę Tima Burtona - Helenę Bonham Carter czy Johna Cleesa, który zadziwiająco dobrze wypadł w poważnej roli tajemniczego profesora. Prawdziwy koncert gry aktorskiej daje jednak tandem dwóch głównych bohaterów. Kenneth Branagh bardzo wiarygodnie odtwarza postać balansującego na granicy szaleństwa naukowca, a Robert De Niro skryty pod charakteryzacją Monstrum zapada w pamięć jeszcze na długo po seansie. Stworzył on postać idealnie łączącą w sobie wrogość i agresję z przerażeniem i desperackim pragnieniem akceptacji.

Fabuła opisywanego tu filmu bardzo stara się trzymać blisko swojego książkowego pierwowzoru, jednakże pod koniec akcja bardzo widocznie traci swój dotychczasowy dynamizm, rozwlekając się w kilku miejscach na męczące dłużyzny i jest to bodaj najpoważniejszy minus tej produkcji. Drugim zastrzeżeniem, przeszkadzający jednak tylko z punktu widzenia widza oczekującego solidnych dreszczy przerażenia, jest właśnie w pewnym stopniu brak tego, ulubionego przez nas – horrormaniaków elementu. Nie odejdziemy od ekranu wstrząśnięci do szpiku kości, a problemy ze snem będą nawiedzać jedynie tych najwrażliwszych.

Podsumowując, pochodząca z 1994 filmowa wersja opowieści o doktorze Frankensteinie jest niewątpliwie godna uwagi. Wpisując się w teatralny, wysmakowany nurt podobny „Draculi” F.F.Coppoli moim zdaniem jest najlepszym przedstawieniem tej, doskonale wszystkim znanego historii o destrukcyjnym wpływie obsesji i odrzucenia.

Screeny

HO, MARY SHELLEY’S FRANKENSTEIN HO, MARY SHELLEY’S FRANKENSTEIN HO, MARY SHELLEY’S FRANKENSTEIN HO, MARY SHELLEY’S FRANKENSTEIN HO, MARY SHELLEY’S FRANKENSTEIN HO, MARY SHELLEY’S FRANKENSTEIN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zdjęcia i scenografia
+ projekt wyglądu Potwora
+ pierwszorzędna obsada

Minusy:

- pod koniec bardzo widoczne dłużyzny
- nieco mały ładunek strachu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -