Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEVIL’S TOMB, THE

DEVIL’S TOMB, THE

Devil’s Tomb, The

ocena:4
Rok prod.:2009
Reżyser:Jason Connery
Kraj prod.:USA
Obsada:Cuba Gooding Jr., Ray Winstone, Ron Perlman, Taryn Manning, Henry Rollins, Valerie Cruz
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:2.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Na początek mała zagadka. Z kim kojarzy się nam najczęściej (o ile, oczywiście, kojarzy się w ogóle) Jason Connery, syn sławnego i nie mniej utalentowanego Seana? Brawa dla tych, którzy pamiętają go z innych filmów niż trzecia seria legendarnego brytyjskiego Robin Hooda (Robin of Sherwood), gdzie wcielił się w „reinkarnację” mitycznego obrońcy uciśnionych z lasu Sherwood. W moim odczuciu była to słaba i wymęczona kontynuacja poprzednich dwóch, dziś powiedzielibyśmy – „sezonów” – serialu. Inne dokonania aktorskie Jasona są słabo znane i sądzę, że ma to uzasadnienie. Moim zdaniem, facet nie jest szczególnie utalentowanym aktorem, a sława ojca zaszkodziła mu na tyle, że po dziś dzień tuła się po peryferiach świata aktorskiego i, wziąwszy pod uwagę jego wiek, nie ma widoków na zmianę sytuacji. Tyle tytułem wprowadzenia do dramatis personae.

W nawiązaniu do powyższego, dokonania reżyserskie pana Connery juniora są nader skromne. Jego portfolio reżyserskie obejmuje dwa filmy: Pandemic z 2008 roku i The Devil’s Tomb z roku 2009. Przyznam, że nie znam pierwszego tytułu, a widok nazwiska Connery w czołówce filmu The Devil’s Tomb był nawet intrygujący. Na początek zanurzmy się nieco w fabułę tegoż dzieła, aby odpowiednio nastroić się do dokonania na nim dalszej wiwisekcji.

Rzecz rozgrywa się w najbliższej nam współczesności, gdzieś na Bliskim Wschodzie. Grupa najemników pod dowództwem niejakiego Macka (Cuba Gooding Jr.) ląduje na pustyni, aby pomóc pewnej pani naukowiec, dr Cardell (Valerie Cruz), dostać się do wnętrza ukrytego głęboko pod piaskami stanowiska archeologicznego i wydostać stamtąd innego naukowca, dra Lee Wesleya (Ron Perlman). Już na samym początku filmu okazuje się, że uwięziony naukowiec to ojciec pani Cardell, a prace archeologiczne wykonywane we wnętrzu podziemnego laboratorium objęte są klauzulą najwyższej tajności. Zadanie jest jasne: jedynym celem operacji jest wydostanie żywego dra Wesleya. Nic innego nie może wyjść na powierzchnię. Najemnicy wraz z dr Cardell schodzą do podziemi, gdzie, naturalną kolejną rzeczy, rozpętuje się piekło… Od tej chwili film zamienia się z kina akcji w horror, a dalszy bieg wypadków to próba zbudowania wiarygodnej i koherentnej historii, połączona z postępującą anihilacją drużyny najemników.

Przejdę od razu do sedna sprawy. Film jest przykładem absolutnej nieudolności pod każdym niemalże względem. Jason Connery nie tylko niszczy gatunek nieumiejętnością zbudowania wiarygodnej historii, która wytworzyłaby chociaż minimum napięcia, ale także nie potrafi nadać jej choćby odrobiny grozy i tajemnicy. Już sam tytuł to jakaś pomyłka – co tu robi diabeł to wielka zagadka, bo „istota”, którą bohaterowie odnajdują pod koniec filmu, na pewno nim nie jest. Podejrzewam, że to jedynie zagrywka medialna, która ma przykuć uwagę zgrabnym słowem-kluczem. Błędy i skróty fabularne mnożą się wykładniczo, a film zaczyna nużyć już po „ustawowych” 15 minutach, które z reguły daję każdemu filmowi jako „kwadrans szansy”. Zastosowana przez reżysera technika kręcenia poszczególnych scen przypomina kolaż prowadzenia kamery w filmach akcji z próbą stosowania wydłużonych, nieco statycznych ujęć, których celem miało być zapewne nadanie filmowi głębi. Na obu tych polach Jason Connery sobie nie radzi. Wydaje mi się, że zmierzył się z gatunkiem, którego nie rozumie, albo zapatrzył się w gnioty typu „Alien Vs. Predator” czy „Ruiny”. Nastawienie na dynamikę i działanie byłoby wyborem słusznym, gdyby nie miałkość scenariusza i mnożenie idiotycznych zachowań poszczególnych postaci, o czym szerzej za moment. Aby uniknąć pułapki opowiadania liniowej historii (a tym właśnie ten film de facto jest), Jason Connery sięgnął po mocno wyświechtany zabieg retrospekcji i odtwarzania poszczególnych elementów układanki na podstawie fragmentów taśm wideo i opowieści kolejnych osób, które nasi protagoniści napotykają w podziemiach. Same podziemia, poprzez swoją strukturę, przypominającą nieco labirynt. Stosunkowo niewielka przestrzeń miała zapewne odegrać kluczową rolę w budowania atmosfery niepewności i zagrożenia. Niestety, bezskutecznie. Samo miejsce robi zbyt sterylne wrażenie, poszczególne pomieszczenia są zanadto uporządkowane, nie widać, tak przecież charakterystycznego dla tego typu miejsc, bałaganu, a struktura pomieszczeń sprawia wrażenie dopiero co ukończonego szczytu techniki inżynieryjnej. Powoduje to, że w czasie trwania całego filmu mamy dysonans poznawczy - ciężko jest bowiem zanurzyć się w sztuczność tego świata, uciec od rzeczywistości i wejść w inne, obce środowisko. Zamiast tego widzimy jak bohaterowie chodzą po studiu, a plastikiem pachnie na kilometr.

Parę słów o rozwoju fabuły i zwrotach akcji. Już po wejściu do wnętrza budowli, która jest po trochu stanowiskiem badawczym, laboratorium i grobowcem (tytułowym, przypominającym nieco grobowce egipskie), grupa ratunkowa dostaje się w sam środek dziwacznej serii zachowań. Otóż atakuje ich... ksiądz, pokryty bąblami, przypominającymi Czarną Śmierć. Mimo iż całe pomieszczenie zostało przeszukane (sic!) przez grupę zawodowych najemników, nikomu nie udało się go wykryć. Już na tym etapie widać, że nasi bohaterowie są żołnierzami „na papierze” i że nie należy spodziewać się po nich racjonalnych, mechanicznych zachowań, jakie cechują każdą zdyscyplinowaną formację militarną, zwłaszcza na „terytorium wroga”. Naturalnie spotkanie z „księdzem-zombie” nie powoduje u nikogo zdziwienia i grupa kontynuuje przeszukiwanie pomieszczeń. W dalszą drogę udają się windą, która zjeżdża w dół aż do głębokości 1000 m... Aż dziw bierze, że potrafimy budować tak rozległe struktury na takiej głębokości - doprawdy, niejeden inżynier by się zdziwił. Na dole grupa natrafia na kolejną dziwną postać, której wygląd jest na tyle sugestywny, że ktoś powinien skojarzyć, że nie dzieją się tu normalne rzeczy. Niestety, logika tego świata jest na tyle sypka, że nie możemy się spodziewać typowych ludzkich zachowań. Nikt nie ma żadnych wątpliwości, nie podnosi się napięcie, oddział nie robi się uważniejszy, nie tworzy się atmosfera grozy - na ścianach jest krew, zaczynają wypełzać postaci, które mówią o dziwnych rzeczach, mają na sobie znamiona choroby, na piersiach jakieś symbole, ale nic to – dla naszych najemników to chleb powszedni, nie takie rzeczy już widzieli. Nasza pani doktor jest także tajemnicza, udaje, że nic nie wie, a akcja wymyka się spod kontroli. Wiele już do opowiadania nie ma. W miarę zagłębiania się w podziemia nasi bohaterowie są po kolei eliminowani, a następnie przechodzą mutację, która zamienia je w „bąblaste” zombiaki, które wprawdzie zachowują ludzki intelekt, ale, jak to zombie, chcą przeciągnąć na swoją stronę jak najwięcej kolejnych ofiar. Film nie jest jednak typowym „slasherem” - właściwie nie wiadomo, czym on jest. To taka mieszanina SF, kina akcji i horroru. Trup nie ściele się gęsto, nikt nie strzela bez opamiętania, a punktem kulminacyjnym okazuje się spotkanie.. anioła o bardzo specyficznym wyglądzie – nie zdradzę o co dokładnie chodzi, ale pomysł jest tak karkołomny i śmieszny, że aż budzi politowanie.

Słów kilka o zachowaniach bohaterów. Osobiście nie znoszę, gdy reżyser/twórca scenariusza uważa widza za idiotę, który przełknie wszystko. Może to jest dobre dla Amerykanów, ale w Europie nie działa. Przyjrzyjmy się naszym najemnikom. Na samym początku widzimy ich w kompletnych mundurach pustynnych armii amerykańskiej, a wiadomo przecież, że najemnicy nie mogą takowych nosić, ponieważ nie należą do żadnej armii. To primo. Secundo, tacy ludzie są z reguły przeszkoleni, bo mają za sobą służbę w armii i stanowią zdyscyplinowany monolit, jeśli długo walczą w tym samym składzie osobowym. A co robią nasi bohaterowie? Oto łażą sobie bezładnie gdzie im się podoba, nie meldują dowódcy o niczym, a następnie oddalają się bez rozkazu i bez informowania kogokolwiek. Rezultat takich działań jest wiadomy. Do tego mamy dowódcę Macka, który przez cały czas trwania filmu oddaje się wspomnieniom jakiejś misji, w której był zmuszony zabić swojego przełożonego (za co, tego się już nie dowiadujemy). Ogólne wrażenie jest porażające - zamiast wyszkolonych zabójców (za coś w końcu akurat ich do tej misji wybrać musieli) mamy bandę pseudokomandosów, której kazali ubrać się w mundury i kogoś odbić. Na próżno też poszukiwać głębi psychologicznej postaci - nie ma jej ani u pani doktor Cardell, ani u jej ojca, którego grupa poszukiwawcza odnajduje niby przypadkowo, ale wygląda, że on na nich od dawna czekał, ani u Macka – pustka, ino wiatr wieje. Dodatkowo rozczarowujące jest brnięcie w polityczną poprawność, bo czym innym nazwać grupę najemników złożoną nie tylko z obojga płci, ale także z różnych narodowości i ras – pełen serwis, tylko Polaków zabrakło...

Na sam koniec parę słów o środkach artystycznych i budowie nastroju. Bohaterowie wypowiadają tylko niezbędne kwestie, nie ma między nimi żadnych rozmów, a kwestie dialogowe służą jedynie popychaniu akcji do przodu. Słowem, niewiele się z rozmów dowiadujemy, a kulminacja poszczególnych wątków, zwłaszcza głównego, powoduje jedynie pusty śmiech. Reżyser postanowił nie korzystać z typowych zagrywek znanych z horrorów – wrzasków, gasnącego światła, ryku potworów czy dziwacznych odgłosów. Nie ma także osobowego antagonisty, przeciwnika, który zmuszałby do zmiany planów itd. Mamy do czynienia jedynie z grupą zmutowanych „sług nie-wiadomo-kogo” oraz halucynacjami bohaterów, którym ukazują się manifestacje ich pragnień, naturalnie, prowadzące ich do zguby. Do tego szalony ksiądz (Henry Rollins), który nie wprowadza do opowieści ani grozy, ani tajemnicy. Jego relacja jest tak żenująco płytka, że aż nie do wiary. W żadnym momencie nie da się podczas tego filmu naprawdę przestraszyć czy zaintrygować – wszystko, co nas przy nim czeka, to mozolne dotrwanie do końca.

Rozumiem, po co ten film został nakręcony – tego oczekuje teraz widownia, miałkiej fabuły i sprawnie zmontowanego obrazu, wchodzący jak cola, którą popija się popcorn w kinie. Nie rozumiem natomiast, co robią w nim aktorzy pokroju Rona Perlmana czy Raya Winstona, kreując marginalne postaci i trwoniąc swój talent w trzeciorzędnym kinie skierowanym do skrajnie niewymagającego widza. Rozumiem, że trzeba zarabiać, ale nie sądzę, żeby obaj panowie dostawali aż tak mało scenariuszy do czytania, żeby uciekać się do zagrania w takim gniocie. Dla Perlmana to kolejna słaba rola (po kreacji w „Ostatniej zimie”), a Ray Winston zwyczajnie tu nie pasuje. O Cubie Goodingu nie mówię, bo on jest u szczytu kariery i taka rola nie powinna mu nadmiernie zaszkodzić.

W podsumowaniu, a przed opuszczeniem kurtyny na to żałosne widowisko, wypada mi jedynie życzyć panu Jasonowi Connery, aby odnalazł gatunek filmowy, który do niego przemówi i natchnie go na tyle, aby kolejne próby reżyserskie nie pozwoliły mu na zawsze trafić na cmentarzysko reżyserów, których filmy nie pozostawiają nic poza kilometrami zmarnowanego celuloidu (ewentualnie kart cyfrowego zapisu).

Screeny

HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE HO, DEVIL’S TOMB, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dobry montaż i sprawnie poprowadzona kamera
+ przyzwoite aktorstwo
+ obecność Henry’ego Rollinsa, jako akcent humorystyczny dla wielbicieli jego osoby (ewentualnie muzyki)

Minusy:

- miałki scenariusz, który nuży krótko po rozpoczęciu filmu (właściwie taki film można by nakręcić z kartki papieru, wypisując na niej podstawowe założenia i improwizując dialogi)
- przewidywalny rozwój akcji, płytkie zachowania bohaterów
- całkowity brak napięcia, grozy czy atmosfery
- papierowe postaci, których motywacje do działania są najwyżej śmieszne
- brak pomysłu na wyzyskanie miejsca akcji i jego walorów
- nadmierne zapatrzenie w schematy plastikowych horrorów amerykańskich z początku XXI wieku, brak krztyny oryginalności

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -