Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CHANTING, THE a.k.a Kuntilanak

CHANTING, THE a.k.a Kuntilanak

Chanting, The

ocena:8
Rok prod.:2006
Reżyser:Rizal Mantovani
Kraj prod.:Indonezja
Obsada:Julie Estelle, Evan Sanders, Ratu Felisha, Alice Iskak
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:7.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Straszenie widzów w Azji wydaje się dość prostym zajęciem. Przynajmniej w Indonezji. Wystarczy sięgnąć po którąś z licznych demonicznych postaci z rodzimego folkloru, zbudować wokół niej pretekstową fabułę oraz ukryć brak twórczej inwencji kilkoma pożyczonymi scenami grozy z klasyki azjatyckiego horroru, a dokładnie ghost story. Wedle tej receptury powstało też wiele indonezyjskich horrorów, których bohaterem był kuntilanak –miejscowa odmiana, niezwykle popularnego w Azji Południowo-Wschodniej kobiecego wampira. Istnieje wiele lokalnych mutacji tej istoty, ale w najbardziej rozpowszechnionej wersji tę demoniczną istotą staje się zmarła podczas porodu młoda kobieta. Wampir przybiera postać pięknej kobiety, która uwodzi mężczyzn a następnie rozszarpuje pazurami ich brzuchy i zjada wnętrzności. W kinie indonezyjskim, tylko w ostatnich czterech latach powstało siedem filmów z kuntilanakiem, ale godnym uwagi pozostaje jedynie horror Rizala Mantovaniego ( i ewentualnie jego dwa sequele) z 2006 r..

Sam, młoda dziewczyna z problemami, po śmierci matki mieszka z ojczymem, ale łączą ich raczej mało przyjazne stosunki. W końcu bohaterka podejmuje długo odkładaną decyzję i wyprowadza się z domu. Znajduje lokum w akademiku położonym na peryferiach Dżakarty. Okolica jest dość szczególna. W pobliżu znajduje się stary opuszczony cmentarz, po środku którego stoi wielkie wiekowe drzewo. Sam budynek jest potężnym ponurym gmachem, który od dziesiątek lat zdaje się nie był remontowany. Miejscowi mieszkańcy opowiadają sobie legendy o „kuntilanaku” – straszliwym upiorze. Dziewczyna stara się jednak nie przejmować złą sława miejsca. Nawiązuje nowe znajomości i próbuje odbudować związek z byłym chłopakiem, Aungiem. Wkrótce jednak zła energia emanująca z akademika i pobliskiego otoczenia daje o sobie znać. Sam zaczyna widzieć tajemniczą i przerażającą postać – paskudną staruchę z długimi pazurami i kopytami zamiast stóp. Wygląda, że to kuntilanak…Ale okazuje się coś jeszcze. Bohaterka obdarzona jest niezwykłym darem – potrafi przywoływać upiora, choć nie ma najmniejszego zamiaru. Ilekroć jednak ktoś stanie na przeszkodzie Sam, dziewczyna wpada w dziwny trans i zaczyna nucić pradawną pieśń. Przywołuje upiora. Ten zaś rozprawia się z każdym, kto zalazł bohaterce za skórę. Wkrótce w akademiku zaczynają się mnożyć tajemnicze zgony lokatorów…

Spokojnie, spokojnie…ten film jest lepszy niż pobieżne streszczenie jego fabuły. Obraz Rizala Mantovaniego, młodego indonezyjskiego reżysera, który zanim nakręcił „The Chanting” mógł się pochwalić m.in. horrorem „Jelangkung” („The Uninvited”) – dość przeciętną ghost story. Nic nie wskazywało, że jego kolejny film grozy do scenariusza Ve Handojo okaże się wielkim sukcesem, zarówno komercyjnym jak i artystycznym oraz, że doczeka się dwóch przyzwoitych sequeli. Cóż zatem takiego się stało, że na tle typowej indonezyjskiej produkcji grozy film Mantovaniego wydaje się dziełem zupełnie wyjątkowym?

Pierwsze co zwraca uwagę to w pełni profesjonale wykonanie, które w niczym nie ustępuje realizacjom koreańskim czy tajlandzkim. Od pierwszych minut (a właściwie już od nastrojowej posępnej czołówki) zdajemy sobie sprawę, że twórcy filmu nie wzięli kasy za odwalenie roboty. W „The Chanting” każde niemal ujęcie jest popisem filmowego rzemiosła, czego dowodzi choćby prolog, w którym otrzymujemy mnóstwo istotnych informacji podanych w sposób naturalny a jednocześnie niezwykle filmowy. Dowiadujemy się jakie łączą bohaterkę filmu relacje z ojczymem, dowiadujemy się także co zdarzyło się w przeszłości (śmierci) matki, poznajemy zamiary dziewczyny (spakowana walizka), poznajemy, że dziewczyna ma problemy ze sobą (wciąż ten sam senny koszmar) oraz dowiadujemy się co czeka ją w przyszłości (pojawiająca się w śnie twarz upiora oraz trzy przedmioty, które odegrają ważną rolę w późniejszych wydarzeniach. A to wszystko dosłownie w kilku minutach! Mantovani w dalszej części filmu nie stosuje już tak wielkiej kumulacji ważnych dla historii informacji, ale biegłość w prowadzeniu intrygi nie opuszcza go do napisów końcowych. Na dodatek „The Chanting” jest zilustrowany może nieoryginalną, ale nastrojową muzyką Andi Rianto, w sposób niezwykle przemyślany użytą w filmie. Słowa uznania należą się także autorowi zdjęć Teguh Uche Santoso, który całą opowieść sfilmował z wyczuciem filmowej grozy. Jedyne zgrzyty, ocenianej strony warsztatowej, które wybredne oko widza dostrzeże, pojawiają się w scenach morderstw. Można odnieść wrażenie, że za ich zmontowanie wziął się zniecierpliwiony montażysta. Mimo tych nielicznych realizacyjnych potknięć obraz Mantovaniego ogląda się z prawdziwą przyjemnością. A to przecież nie jedyne atuty „The Chanting”.

Te bowiem wiążą się z fabułą filmu umiejętnie łączącą elementy ghost story, horroru okultystycznego, satanistycznego oraz licznych psychoanalitycznych tropów. Historia, którą opowiadają twórcy filmu, zaskakuje z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że „The Chanting” określany w wielu recenzjach mianem ghost story z całą pewnością nie jest nią, przynajmniej w konwencjonalnym ujęciu. Wyłom w konwencji stanowi choćby filmowa zjawa, tytułowy kuntilanka (różni się nawet od folklorystycznego wizerunku). Pod względem wyglądu upiora (czyżby indonezyjska horrorowa wersja Baby Jagi?) jak i motywacji (nie mści się za doznane w przyszłości krzywdy, lecz jest narzędziem zemsty) nie jest to kolejny klon Sadako czy Kayako. Choćby za to odstępstwo do schematu, szczególnie silnie zakorzenionym w indonezyjskim kinie grozy, należą się brawa dla twórców filmu.

Ale jeszcze większą rewolucją w konwencji asian ghost story okazuje się związek, który łączy bohaterkę z upiorem. W typowej opowieści o duchu zależność ta opierała się na krzywdzie i zemście, co oznaczało, że wcześniej czy później celem mściwej zjawy stawał się bohater/ka filmu. W „The Chanting” tej relacji nadano zupełnie innych, psychonalityczny charakter, aczkolwiek twórcy grozy nie często, lecz jednak sięgają po takie właśnie zcharakteryzowanie związku między główną postacią filmu a „złym” bohaterem (np. „Sąsiad spod trzynastki”). Ważne, że cały ten fabularny chwyt przeprowadzony został konsekwentnie i w granicach prawdopodobieństwa. To w wątku tajemniczych relacji łączących Sam a kuntilanaka można dopatrzyć się najwięcej psychoanalitycznych nawiązań.

Podsumujmy. „The Chanting” jest solidnie zrealizowanym nastrojowym horrorem, z interesująca fabułą, precyzyjnie poprowadzoną intrygą. Co jednak z grozą? I tutaj znów czeka na nas niespodzianka, aczkolwiek nieco już mniejsza. Niektóre straszne sceny dość jednoznacznie przywodzą na myśl konkretne tytuły – „Klątwa Ju-on”, „The Shutter” czy „Into the Mirror”. W kontekście udanej całości nie rażą, zwłaszcza, że reżyser filmu nadaje im odrealniony charakter. Wprowadza też kilka innowacji, które przynamniej mnie zaskoczyły (np. upiorne dzieci kuntilanaka prezentujące się zarazem zabawnie co strasznie). Warto też podkreślić, że o ile zmorą większości miernych horrorów jest zamęczanie widzów nieustanną obecnością zjawy wyskakującej z każdego kąta i miejsca, o tyle Mantovani upiorem gospodaruje z umiarem. Dość powiedzieć, że pokazuje go widzom dopiero w 32 minucie trwania filmu. Nad doraźny efekt straszenia przerażająca facjatą zjawy, reżyser przedkłada bowiem solidnie zaprezentowany portret bohaterki uwikłanej w przykre doświadczenia i starającej się ułożyć sobie życie. Kto wie, czy uczynienie z postaci Sam centrum zainteresowania, Mantovani nie dokonał największego wyłomu w konwencji ghost story, traktującej bohaterów jako pretekst do prześladowań przez filmowego upiora. W każdym razie dzięki dobrze napisanej roli i przekonującej gry Julie Estelle jako Sam,. której pochmurna uroda i niewątpliwy talent, idealnie zgrały się w odtwarzanej postaci, filmowa bohaterka niemal od razu skupia na sobie uwagę.

Sukces „The Chanting”, z bynajmniej nie gorszym skutkiem starały się powtórzyć dwa kolejne sequele – „The Chanting 2” z 2007 r. oraz „Kuntilanak 3” (2008 r.). Wszystkie wyreżyserował Mantovani a główną rolę zagrała Julie Esttelle, co już samo w sobie okazało się gwarantem jakości. Niemniej seans trzeciej części upewnił mnie w przekonaniu, że ujęcie opowieści o Sam i kuntilanaku w trylogię jest optymalnym rozwiązaniem. Każda następna część może popsuć jedynie dobrą markę serii

Screeny

HO, CHANTING, THE a.k.a Kuntilanak HO, CHANTING, THE a.k.a Kuntilanak HO, CHANTING, THE a.k.a Kuntilanak

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ znakomita realizacja
+ muzyka, zdjęcia
+ interesująca fabuła
+ sprawnie prowadzona intryga
+ umiejętnie dawkowana groza
+ dość nietypowa zjawa
+ kilka godnych zauważenia odstępstw od konwencji ghost story
+ psychoanalityczne tropy
+ Julie Estelle jako Sam

Minusy:

- sceny zabójstw
- kilka zapożyczeń z klasyki azjatyckiej ghost story

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -