Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEAD SNOW a.k.a. Død snø

DEAD SNOW a.k.a. Død snø

Dead Snow

ocena:7
Rok prod.:2009
Reżyser:Tommy Wirkola
Kraj prod.:Norwegia
Obsada:Stig Frode Henriksen, Ørjan Gamst, Ane Dahl Torp, Charlotte Frogner, Lasse Valdal, Jeppe Laursen, Bjørn Sundquist
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.25
Głosów:12
Inne oceny redakcji:

O ile ktoś wcześniej nie słyszał o filmie Tommy’ego Wirkoli, już pierwsze sceny dobitnie uświadomią mu, że podczas seansu będzie miał do czynienia z horrorem, który podlany będzie solidną dawką niewybrednego humoru. W początkowych minutach widzimy bowiem kobietę uciekającą przez las przed grupą tajemniczych napastników. Bohaterka dokonuje nadludzkich wysiłków, by oddalić się od czyhającego na nią niebezpieczeństwa. Nie ułatwia jej tego ani dzika przyroda norweskich gór, ani zimowa aura utrudniająca znacznie bieg. Wreszcie tajemniczy oprawcy dopadają skrajnie zmęczoną ofiarę i w okrutny sposób pozbawiają ją życia. I byłaby to scena niczym nieróżniąca się od innych, występujących w setkach filmów grozy, gdyby nie jej oprawa muzyczna. Tłem bowiem od opisanej przeze mnie sekwencji jest utwór „W grocie Króla Gór” Edwarda Griega dźwiękowo przedstawiający ucieczkę Peer Gynta przed trollem. Kto zna ów klasyczny kawałek, ten wie, iż do poważnych treści pasuje jak pięść do nosa.

Dalej jest oczywiście tylko lepiej. Grupa wyluzowanych norweskich studentów medycyny w ramach odpoczynku postanawia wyjechać na weekend do odległej chatki położonej w trudno dostępnych górach w Norwegii. Uszczęśliwieni pięknem okolicznej przyrody oraz smakiem piwa baraszkują w śniegu niczym małe dzieci. Dopiero wieczorem nieznany mężczyzna uświadamia ich co do historii miejsca, w którym młodzież postanowiła urządzić sobie imprezownię. Niedługo, bo zaraz po jego wyjściu, zaczyna się koszmar. Bohaterowie zostają zmuszeni do stoczenia walki z hordą zombie, pozostałością po oddziałach SS, które stacjonowały w górach podczas II wojny światowej. Na czele niemieckiego oddziału stoi owiany bardzo złą sławą, demoniczny pułkownik Herzog. Noc oraz następujący po niej dzień staną się dla bohaterów gehenną, jakiej świadkami dotąd byli tylko podczas seansów filmów grozy.

„Dead Snow” Tommy’ego Wirkoli do horror zrobiony przez fanów gatunku, dla innych amatorów krwawego gore podlanego smoliście czarnym i niewybrednym humorem. Już sam pomysł konfrontacji studenciaków lubujących się w alkoholu i panienkach z hordą żywych trupów odzianych w mundury SS niejednego widza mógłby porządnie zbić z tropu i wywołać uśmiech politowania. Ale nie w tym rzecz. Zwolennicy tego typu produkcji filmowych co rusz będą mogli poczuć się usatysfakcjonowani nie tylko podawanymi na wesoło obrzydliwościami, lecz także mnóstwem cytatów z klasyki kina grozy. Znaleźć możemy odniesienia przede wszystkim do „Evil Dead” i „Braindead”. Duch obu tytułów przez cały czas towarzyszy seansowi „Dead Snow”. Oprócz tego w produkcji Wirkoli znaleźć można wręcz cytaty z ostatnich hitów kina skandynawskiego – „Dark Woods” Pål Øie i oczywiście „Cold Prey” Roara Uthauga. Nie zabrakło także ukłonów w stronę klasyki kina grozy. Wręcz przezabawna jest scena heroicznego pojedynku jednej z bohaterek z niezwykle agresywnym ptakiem. Do jakiego dzieła jest to nawiązanie, chyba nie muszę pisać.

Wirkoli niezwykle trafnie punktuje wszystkie rafy scenariuszowe, jakich w produkcjach spod znaku „ręka, noga, mózg na ścianie” nie brakuje. Pierwszą rzeczą, którą bohaterowie dostrzegają w norweskiej głuszy, jest to, że ich telefony komórkowe nie mają zasięgu. Jeden ze studentów natychmiast konstatuje, iż tak dzieje we wszystkich horrorach, w których postacie będą w spektakularny sposób ginęły jedna po drugiej. Bardzo szybko także poszczególni członkowie imprezowej wyprawy, z przeciętnych, niczym niewyróżniających się studentów, zamieniają się w bezwzględnych killerów mordujących czym popadnie ożywionych nazistowskich truposzy. Okazuje się, że mają doskonale opanowaną walkę wręcz oraz biegle posługują się różnymi typami broni. W końcówce więc, niczym mityczni herosi, w niezwykle widowiskowy sposób szlachtują kolejne tabuny upstrzonych w swastyki zombie.

Trudno do treści „Dead Snow” podejść z powagą, siłą rzeczy więc i na warsztat twórców nie patrzy się z przesadną wnikliwością. Jednak taryfa ulgowa w tym wypadku potrzebna nie jest, film bowiem zrobiony jest bardzo profesjonalnie. Zdjęcia, montaż, praca kamery, efekty specjalne – wszystko to niczym nie odbiega od poziomu kina grozy, do jakiego przyzwyczaili nas filmowcy zza oceanu. Szczególnie usatysfakcjonowani powinni być fascynaci kina gore – rozrywania ciał, wylewania flaków, siorbania krwi, zażerania się wnętrznościami, wreszcie towarzyszących uśmiercaniu fontann posoki jest w filmie norweskiego reżysera mnóstwo.

„Dead Snow” to specyficzny rodzaj rozrywki, na pewno robionej nie ze wskazaniem na masowego odbiorcę. Za to wśród fanów horroru, za luz, dystans, znajomość konwencji oraz niezbędną dawkę absurdu, powinien film Wirkoli znaleźć niejednego zwolennika. Kto lubi tego typu filmowe „kwiaty”, powinien jak najszybciej zapoznać się z kolejnym wartym obejrzenia skandynawskim dziełem spod znaku makabry.

Screeny

HO, DEAD SNOW a.k.a. Død snø HO, DEAD SNOW a.k.a. Død snø HO, DEAD SNOW a.k.a. Død snø HO, DEAD SNOW a.k.a. Død snø HO, DEAD SNOW a.k.a. Død snø HO, DEAD SNOW a.k.a. Død snø HO, DEAD SNOW a.k.a. Død snø HO, DEAD SNOW a.k.a. Død snø

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ solidna dawka absurdu
+ smoliście czarny humor
+ ogromny dystans twórców do swojej produkcji
+ profesjonalnie wykonanie
+ mnóstwo nawiązań do wielu znanych horrorów
+ spore „oblatanie” w konwencji
+ dużo gore

Minusy:

- trochę mało dopracowani, a co za tym idzie, podobni do siebie zombie-naziole

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -