Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PERKINS' 14

PERKINS' 14

Perkins' 14

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Craig Singer
Kraj prod.:USA
Obsada:Shayla Beesley, Patrick O'Kane, Mihaela Mihut, Richard Brake, Michale Graves
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:3
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Truizmem będzie stwierdzenie, iż obecnie maistreamowe kino grozy przypomina ultranowoczesną kserokopiarkę, potrafiącą bez końca wypluwać produkty, charakteryzujące się co prawda świetną jakością, lecz tak naprawdę wszystkie do siebie podobne. Duże budżety kolejnych remake’ów i sequeli wiążą się ze ścisłym nadzorem producentów, aby przypadkiem scenarzysta czy reżyser nie wykazał się nowatorstwem lub nie daj Boże twórczą inwencją, przez którą potencjalni widzowie, czyli amerykańskie kilkunastolatki, włączając procesy myślowe mogliby zrobić sobie krzywdę podczas seansu. Kino producenckie to przemysł, nic więc dziwnego, że filmy robione są według sztancy. Produkt finalny bowiem ma być lekki, łatwy, a przede wszystkim przewidywalny, by odbiorca docelowy, czyli kilkunastolatek, mógł go sobie zaraz umieścić w jakiejś szufladce. Jeśli jednak zadamy sobie trud, by poszukać w anglosaskim morzu jednakowości czegoś niebanalnego, nasze starania mogą zakończyć się sukcesem. Istnieją twórcy, którzy do konwencji grozy podchodzą w sposób twórczy i nie zadowalają się filmową tandetą, upstrzoną realistycznymi efektami gore. Czasami jednak usilne poszukiwania nowości i świeżości skończyć się mogą wydumanym półproduktem, który zamiast ciekawić i intrygować, wywołuje grymas niesmaku. Wręcz doskonałym przykładem ilustrującym powyższy mechanizm może być obraz „Perkins 14”, jeden z filmów pokazywanych w trzeciej edycji After Dark Horrorfest.

Dwayne Hopper jest policjantem w pięknie położonym, często odwiedzanym przez turystów miasteczku Stone Cove. Jednak jego życie od wielu lat wyzbyte jest z jakiegokolwiek sensu. Nie potrafi cieszyć się pracą, nie sprawdza się jako mąż oraz ojciec kilkunastoletniej córki. Stale rozpamiętuje, często w towarzystwie solidnej ilości alkoholu, wydarzenie sprzed dziesięciu lat. Wtedy to, nocą, nieznany sprawca porwał jego ukochanego syna. Nie było to jednostkowe wydarzenie. W Stone Cove odebrano rodzicom kilkanaścioro dzieci, syn policjanta, Kyle, był ostatnią, czternastą, ofiarą. Podczas rutynowego obchodu swojego posterunku, funkcjonariusz Hopper dostrzega w celi zamkniętego wcześniej pirata drogowego. Jego cecha charakterystyczna, brak palca, uwalnia w policjancie lawinę traumatycznych wspomnień. Jednym z nich jest ostatni zachowany w pamięci obraz syna, który w akcie desperacji gryzie napastnika w palec. Hopper uczepiwszy się tej reminiscencji niczym tonący brzytwy, na przekór procedurom i rozsądkowi postanawia zbadać przeszłość siedzącego w celi człowieka. Śledztwo doprowadza policjanta do położonego za miastem domostwa Ronalda Perkinsa. Tam odkrywa prawdziwy koszmar, będący jednocześnie rozwiązaniem zagadki tajemniczego zniknięcia czternaściorga dzieci. Nie jest mu jednak dane ani zatopić się w żałobie po gehennie, jaką przeszedł jego syn pod wieloletnią „kuratelą” Perkinsa, ani oddać się zemście za powtórne cierpienia, jakie ów człowiek zaaplikował kilkanaściorgu dzieciakom. W miasteczku bowiem zaczyna dziać się coś niedobrego, co niewątpliwie ma związek z makabrą odkrytą w rozległych piwnicach, należących do Ronalda Perkinsa.

Siłą rzeczy recenzja ta musi opierać się na ogólnikach, bowiem głębsza analiza filmu musiałaby wiązać się z wyjaśnieniem kilku zagadek, których fundament opiera się na zaskoczeniu. Początek filmu to raczej dramat psychologiczny, niż rasowy, pełnokrwisty horror. Twórcy próbują przybliżyć nam postać człowieka, który po stracie dziecka, przez lata pogrąża się w coraz większej apatii i wewnętrznej rozpaczy. Codzienne czynności, rozmowy z ludźmi, córka i żona przestają mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Niby martwi się o dorastającą Daisy, ale jego kontakty z nią pozbawione są jakiegokolwiek ciepła i zrozumienia dla jej trudnego wieku. Zamknięty w sobie, drażliwy, z żoną nie potrafi porozumieć się w najprostszej nawet sprawie. Dopiero pojawiające się nagle zagrożenie budzi w nim poczucie odpowiedzialności za rodzinę. Mężczyzna jest gotowy poświęcić życie w walce z rozszalałymi monstrami. Także jego kobiety, zagubione i pozbawione męskiego wsparcia, dostrzegają w nim wreszcie dawnego ojca i męża, który kochał ich ponad wszystko.

„Perkins 14” Craiga Singera to typowy średniak, który po ciekawym i intrygującym początku, gdzieś od połowy zaczyna się pogrążać w schematach i pomysłach, które już mnóstwo razy widzieliśmy w lepszych i gorszych filmach grozy. Na pewno autorzy założyli sobie, iż zaskakującym i nowym pomysłem będą motywacje, jakimi kieruje się Ronald Perkins, czyli czarny charakter filmu. Jednak próba uwiarygodnienia jego poczynań wypada tak absurdalnie, iż trudno ją zaakceptować nawet w nurcie kina grozy, a więc konwencji liberalnie tratującej realizm świata przedstawionego. Kiedy dokonuje się to, co zamierzył sobie „zły pan”, film zamienia się w polowanie na głównych bohaterów. Ze względu na niewielki budżet produkcji, nie widzimy potworów atakujących mieszkańców Stone Cove. Znaczna część filmu rozgrywa się w zamkniętych przestrzeniach. Ostatnią bezpieczną ostoją chroniącą bohaterów przed niebezpieczeństwem staje się komenda policji w Stone Cove. Tam też mają miejsce kluczowe dla filmu finałowe sceny obrazu. Dopiero zakończenie, mocno odbiegające od happy endów wieńczących horrorowe superprodukcje, zaskakuje i tak naprawdę ratuje film od artystycznej klapy.

Największą jednak wadą „Perkins 14” jest fatalnie rozłożone napięcie. Craig Singer nie ma pojęcia, w jaki sposób kreuje się dramaturgię filmu. Nie można jej ciągnąć cały czas na najwyższych obrotach, bowiem oglądając ponad półgodzinną scenę finałową po dłuższej chwili czeka się z narastającym znużeniem na napisy końcowe. Wszak dzieło filmowe niczym dobrze skomponowana suita musi posiadać zróżnicowane tempo, zaskakujące zwroty oraz urozmaiconą tematykę, ciągle jednak doskonale komponującą się z nadrzędną ideą danego utworu.

Film Craiga Singera jest również doskonałym przykładem dzieła, w którym nie wykorzystano potencjału w nim drzemiącego. Horror jako gatunek zmierzający ku różnego rodzaju perwersji może sobie pozwolić na dosłowność w wyrażaniu pomysłów i idei, o których większość ludzi nie chce nawet słyszeć. Horror może epatować drapieżnością oraz przemocą, o ile ma ona logiczne umocowanie w świecie przedstawionym filmu. Twórcom „Perkins 14” zabrakło albo odwagi, albo pomysłowości, żeby dosadnie i bardzo stanowczo opowiedzieć o potworach żyjących w ludzkich społeczeństwach. Rezygnując bowiem z warstwy fantastycznej, nadprzyrodzonej, Singer w „Perkins 14” przedstawia historie o nas, o ludziach, którzy wobec drugiego człowieka zdolni są do najbardziej okrutnych i perwersyjnych czynów. Demony, duchy, zombie czy wampiry jako byty fikcyjne żyją tylko w naszej wyobraźni, o ludziach zaś bezwzględnych, czerpiących satysfakcję z wyrządzania krzywdy prawie codziennie możemy przeczytać w prasie lub posłuchać w telewizyjnych wiadomościach.

Screeny

HO, PERKINS' 14 HO, PERKINS' 14 HO, PERKINS' 14 HO, PERKINS' 14 HO, PERKINS' 14 HO, PERKINS' 14

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka ciekawych pomysłów
+ dokładne nakreślenie sytuacji rodzinnej i psychicznej głównego bohatera
+ parę interesujących efektów specjalnych
+ zakończenie

Minusy:

- małe prawdopodobieństwo wielu sytuacji
- absurdalne motywacje Ronalda Perkinsa
- nieumiejętne rozłożenie napięcia w filmie
- papierowe postacie drugoplanowe
- spowodowany małym budżetem brak ciekawych inscenizacji ataku monstrów na społeczność miasteczka

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -