Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ZEE OUI

ZEE OUI

Zee Oui

ocena:6
Rok prod.:2004
Reżyser:Buranee Rachjaibun Nida Suthat Na Ayutthaya
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:Long Duan, Premsinee Rattanasopar, Chatchai Plengpanich, Surasak Chai-Aut
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:6
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Dzieci powinny trzymać się z dala od horroru. Ale horror często sięga po postać dziecka. Bo nie można chyba dosadniej wyrazić potęgi zła, jak zderzając dziecięcą niewinność z okrucieństwem i bezwzględnością horrorowych potworów (w tym także, tych ukrytych pod ludzką powłoką). Nie rzadko jednak same dzieci wykorzystując swój dziecięcy urok sieją grozę i spustoszenie. Bywają zabójcami, psychopatami, dziećmi Szatana, źródłem wszelkiego zła. Jednak w przypadku tajlandzkiego filmu, „Zee Oui” zrealizowanego przez reżyserski duet, Buranee Rachjaibuna i Nida Suthat Na Ayutthaya, dzieci nie czynią zła - są ofiarami seryjnego mordercy. Twórcy obrazu starają się jednak udowodnić, że ofiarą jest także ich zabójca. Czy można im wierzyć?

Jest rok 1946. Chiński rolnik, Li Hui przybywa do Tajlandii z nadzieją na lepsze życie. Urzędnik emigracyjny, zapisujący dane młodego przybysza, błędnie zapisuje jego imię i nazwisko jako Zee Oui. Li Hui z niechcianym, ale nowym imieniem i nazwiskiem rozpoczyna najważniejszy etap swego życia. Nie jest to łatwe, ponieważ Zee Oui jest słabowitym mężczyzną, chorym na astmę. W końcu znajduje zatrudnienie w chińskiej dzielnicy Bangkoku u bogatego Chińczyka. Nie jest to miejsce, w którym chciałby zostać. Właściciel, jego żona oraz kilkuletnie córki traktują bohatera z odrazą i nieufnością. Szczególnie dokuczliwe są dziewczynki, wyczuwające słabość Zee Oui. Mężczyzna w odwecie okrada Chińczyka i ucieka. Błąka się po kraju, znacząc swój ślad pierwszymi zamordowanymi dziecięcymi ofiarami. Zatrzymuje się u Tajlandczyka, u którego wynajmuje się do noszenia ciężkich worków. Szybko okazuje się, że jest zbyt słaby do tak wyczerpującej pracy. Staje się pośmiewiskiem innych robotników. Tylko kilkuletnia córka właściciela, Mei okazuje mu sympatię. Niestety, w czasie sennego koszmaru, Zee Oui przypadkowo dusi dziewczynkę. Znowu musi uciekać. W ślad za nim rusza młoda dziennikarka Dara, która w dzieciństwie była świadkiem porwania jej siostry przez nieznajomego napastnika. Spotkanie z nim opłaciła ciężkim zranieniem. Jako osobiście zainteresowana w sprawę zabójstw dzieci, rusza za mordercą. Tymczasem Zee Oui po raz trzeci stara sobie ułożyć życie. Zostaje rolnikiem, lecz potężna ulewa niszczy uprawy. Na domiar złego miejscowe dzieciaki znów mu dokuczają a objawy astmy coraz bardziej się nasilają. Zee Oui postanawia wyruszyć na miejscowy festyn. Żeby się zemścić. Żeby znaleźć dziecko i wykroić mu serce.

„Zee Oui” przedstawia historię rzekomo autentycznego mordercy dzieci, który tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej grasował w Tajlandii. Nie udało mi się znaleźć więcej informacji na ten temat, ale początek filmu pokazuje nam tytułowego bohatera jako bestię. Prolog jest mocny. Ponure pomieszczenie, w którym jakiś mężczyzna przyrządza sobie posiłek z ludzkich wnętrzności. Mężczyzną jest tytułowy bohater a wnętrzności należą do zamordowanych dzieci. Prolog filmu to nie tylko efektowne rozpoczęcie opowiadanej historii, to także świadomy zamysł twórców „Zee Oui”. Przedstawiają głównego bohatera w ten sposób by zagrać na emocjach widzów. Zasadnicza część fabuły to retrospekcja ukazująca dzieje Zee Oui (bardzo dobry Long Duan), w których bohater prezentuje się zgoła odmiennie niż sugerowałby początek obrazu tajlandzkich reżyserów. Mężczyzna jawi się w nich bynajmniej nie jako bezduszny potwór, nawet dziecięcej niewinności nie szanujący, lecz raczej jako ofiara „społecznych uwarunkowań”.

Trzeba uczciwie przyznać, że teza jakoby społeczeństwo ukształtowało bohatera filmu na podobieństwa bestii znajduje całkiem przekonujące uzasadnienie w fabule. To „społeczeństwo” wznieca bowiem bestialskie wojny. Reminiscencje z czasów japońskiej okupacji a następnie wyzwolenia przez wojska chińskich komunistów powtarzają się często i są one bardziej wstrząsające niż sceny zabójstw dzieci. Są one istotne, ponieważ ukazują bohatera na tle agonii człowieczeństwa. Zabijani mężczyźni, gwałcone kobiety, niemowlęta nabijane na bagnety oraz głód tak wielki, że do ust włoży się każdy kawałek mięsa. Obojętnie skąd on pochodzi. W takich warunkach tylko psychika ze stali, być może, jest w stanie wytrzymać. Ale takiej odporności nie posiadał Zee Oui.

Oskarżenie społeczeństwa nie sięga tylko czasów tak dramatycznych jak wojna. Także w czasach pokoju „społeczeństwo” okazuje się ksenofobiczne, bezlitosne i okrutne. Można odnieść wrażenie, że z sadystyczną rozkoszą pastwi się nad słabymi, bezbronnymi i zagubionymi jednostkami, ale wcale nie są nimi dzieci. Ba!, dzieci okazują się najgorsze, bo są zbyt niedojrzałe by wykształcić w sobie takie uczucia jak współczucie czy empatia. Ich okrucieństwo jest bezinteresowne. Czyste. Ale nie wymagajmy od nich zbyt wiele. Całe otoczenie Zee Oui, jeśli akurat nie znęca się nad chorym i samotnym bohaterem, okazuje się być kompletnie nie czułe. Nic dziwnego, że zaszczuty bohater upodobnia się do psa, który początkowo reaguje na zaczepki warknięciem, a w końcu zrywa się z łańcucha i rzuca się na prześladowców.

Zee Oui nie rzuca się jednak na dorosłych mężczyzny czy nawet na kobiety. Za swoje krzywdy mści się na najcenniejszej części społeczeństwa - dzieciach. Nie wszystkie zabójstwa popełnione przez bohatera mają charakter odwetu. Tęskniący za matką (jedyną dobrą dla niego ludzką istotą), coraz bardziej chory, psychicznie sponiewierany Zee Oui popada w obłęd. Dochodzi do wniosku, że najlepszym lekarstwem na jego postępującą astmę będzie zupka przyrządzona z dziecięcego serca. Aby je zdobyć rusza na polowanie.

Sceny „polowań” na ofiary są najlepsze w filmie. Oddają one bowiem sposób postępowania wielu autentycznych seryjnych zabójców: wyszukiwanie z tłumu samotnych ofiar, zwabianie w odludne miejsce i atakowanie. Jednocześnie jest w scenach, gdy morderca typuje ofiarę wśród ludzi, coś złowieszczego. Niebezpieczeństwo nie kryje się w nawiedzonych miejscach, ale pośród bawiących się z nieświadomością zagrożenia uczestników festynu.

Niestety, twórcy filmu postanowili wzbogacić historię Zee Oui i wprowadzili wątek dziennikarki Dary. Owszem, aktorka odtwarzająca tę postać jest niezwykle atrakcyjna, ale czy to istotnie dobry powód by rozbudowywać fabułę o jeszcze jedną główną postać? Wydaje się, że wątek pani reporter podążającej za mordercą dzieci mógłby spokojnie pozostać sobie w sferze niezrealizowanych pomysłów. Bo nie tylko nie ubogaca historii Zee Oui, ale skutecznie odciąga uwagę i odbiera ostrości temu najważniejszemu wątkowi. Co gorsza opowieść o pięknej Darze sprawia wrażenie dodanego na siłę, zupełnie nienaturalnie powiązanego z wątkiem mordercy. Dziewczyna ma bowiem wyjątkowy fart i nieustannie wpada na Zee Oui, z łatwością zapamiętuje też nóż – narzędzie zbrodni oraz w scenie pochwycenia zabójcy z bez problemu przy asyście przerażonych policjantów rozbraja mężczyznę. Te nieprawdopodobieństwa głośno zgrzytają na tle realistycznie ( i logicznie) nakreślonego portretu głównego bohatera.

Kolejną złą wiadomością, zwłaszcza dla miłośników mocnych scen, jest łagodność tego obrazu, który tylko w prologu obiecuje wiele krwawych atrakcji, a potem tej obietnicy nie dotrzymuje. Choć jest w historii Zee Oui wiele momentów drastycznych, to drastyczne pozostają one tylko na papierze. Nie żal mi jakoś szczególnie anatomicznej przemocy, ale wydaje się, że kilka brutalniejszych akcentów mogłoby nadać fabule bardziej emocjonalnego charakteru. Ale być może twórcy filmu pragnęli by przynajmniej współczucie widza do końca pozostało po stronie mordercy. Bo cóż tego, że zabijał dzieci? Zabijał, ale nie z premedytacją, nie z czystego okrucieństwa. To „społeczeństwo” z czystym okrucieństwem zabiło w nim człowieka.

A jednak nie do końca wierzę twórcom, którzy chcą wzbudzić we mnie nie tylko współczucie dla swego bohatera, ale też rozgrzeszenie. Na świecie istnieją setki tysięcy ludzi, którzy doświadczają w swoim życiu większej gehenny niż Zee Oui, a jednak nie mordują dzieci. Dla morderców nie ma bowiem rozgrzeszenia. Przynajmniej tego moralnego.

Czy rozgrzeszony czy tez nie, obraz Buranee Rachjaibuna i Nida Suthat Na Ayutthaya, jest interesującym przedstawicielem serial killer movie, ale pozostaje filmem zmarnowanej szansy. Niedopracowany scenariusz, „cudowne zbiegi okoliczności” oraz zbyt ostentacyjne sympatyzowanie z mordercą odbierają wielkość temu filmowi. A mógł ją posiąść gdyby twórcy z większą starannością przyłożyli się do swego dzieła. Pozostaje zatem „Zee Oui” obrazem, niestety, tylko trochę ponad przeciętność.

Screeny

HO, ZEE OUI HO, ZEE OUI HO, ZEE OUI HO, ZEE OUI HO, ZEE OUI HO, ZEE OUI

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ interesujący serial killer movie
+ realistycznie, a momentami przejmująco, nakreślony portret mordercy
+ obraz społeczeństwa kreującego bestię
+ sceny „polowań” na ofiary
+ historia, która nie nudzi

Minusy:

- nieudany, zbędny wątek dziennikarki
- liczne nieprawdopodobieństwa
- miejscami zbyt nachalne próby wymuszenia współczucia
- nazbyt łagodne potraktowanie przemocy, która jest przecież istotnym elementem fabuły

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -