Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg

GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg

Kanibal z Rotenburga

ocena:8
Rok prod.:2006
Reżyser:Martin Weisz
Kraj prod.:Niemcy / USA
Obsada:Thomas Kretschmann, Thomas Huber, Thomas Huber, Axel Wedekind, Nikolai Kinski
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6
Głosów:6
Inne oceny redakcji:

Najpierw fakty. Od 1999 roku Armin Meiwes poszukuje w Internecie mężczyzny, który dałby mu skonsumować własne ciało. W marcu 2001 roku pojawia się w jego domu w Rotenburgu 43-letni Bernd Juergen Brandes. Pragnie zostać zabity i zjedzony przez innego człowieka. Odurzony lekami i alkoholem całkowicie poddaje się woli Meiwesa. Ten najpierw zjada członka swojej ofiary, po czym zabija go i ćwiartuje. Całość skrupulatnie filmuje. Przez jakiś czas żywi się mięsem Brandesa. W pierwszym procesie, w 2004 roku, zostaje skazany za zabójstwo na 8,5 lat więzienia. Jednak oskarżyciele złożyli apelację, której celem miała być zmiana kwalifikacji czynu. W maju 2006 roku sąd wyższej instancji we Frankfurcie nad Menem unieważnił tamto orzeczenie, odrzucając argument, że Meiwes działał na życzenie swej ofiary. Kanibal został skazany na dożywocie za morderstwo. Wyrok jest już prawomocny. Warto nadmienić także, iż w 2006 roku sąd niemiecki, na skutek pozwu wniesionego przez Armina Meiwesa, zakazał rozpowszechniania filmu „Rohtenburg” Martina Weisza na terenie Niemiec.

Teraz fikcja oparta na powyższych faktach. Katie Armstrong przyjeżdża z USA do Niemiec, by napisać pracę magisterką dotyczącą kanibalizmu. Fascynuje ją przypadek, który miał miejsce właśnie w Niemczech. Pewnej nocy Oliver Hartwin, po wcześniejszym porozumieniu się z ofiarą, zabija, ćwiartuje i zjada Simona Grombeka. Dziewczyna, czytając doniesienia prasowe o zabójstwie, odwiedzając miejsca, w których przebywał Hartwin, wreszcie włamując się do jego opuszczonego domu, próbuje zgłębić tajemnicę szokującej umowy między dwoma mężczyznami. Jej myśli coraz bardziej zaprzątnięte są zachowaniem dwóch ludzi, z których jeden owładnięty jest przez żądzą skonsumowania ludzkiego ciała, drugi zaś za wszelką cenę pragnie być zjedzonym. Dopiero zdobyta nielegalnie taśma wideo z nagraniem całego zdarzenia, uświadamia bohaterce, jakiego potwornego czynu dopuścili się obaj mężczyźni. Prawda, do której tak dążyła okazuje się dla niej zbyt szokująca, by przejść nad nią do porządku dziennego. Ciemność oraz perwersja kłębiące się w umysłach Hartwina i Grombeka stają się dla Katie Armstrong prawdziwym traumatycznym ciosem, którego skutki niby wściekle dokuczająca drzazga pozostać mogą w niej przez bardzo długi czas.

Obraz Martina Weisza, szerszej publiczności znanego przede wszystkim jako autora sequela „The Hills Have Eyes”, już od pierwszych scen zapowiada, iż będzie wędrówką w najmroczniejsze zakamarki ludzkiej psychiki, odpowiadającej za najbardziej chore i perwersyjne czyny. Bohaterka bowiem, wygłaszając monolog, informuje o swojej otwartości na całą potworność, do której zdolny jest człowiek. Może z nieświadomości, a może z braku życiowego doświadczenia pragnie z nią konfrontacji. Wędrówka bohaterki po śladach Hartwina, człowieka naznaczonego piętnem samotności i alienacji, jest niczym innym jak nurzaniem się w coraz głębszym bagnie. Zaintrygowana kolejnymi informacjami o kanibalu z Rotenburga, przestaje dostrzegać cokolwiek poza nimi. Weisz wpadł na rewelacyjny pomysł, by stan ducha swojej bohaterki oddać nie słowami, a obrazem. Miejsca, w których pojawia się studentka, wypełnione są mrokiem oraz pustką. Świat, po którym się porusza, sprawia wrażenie wymarłego, jakby pełna cierpienia samotność była w nim normą, czymś, z czym ludzie się zżyli i pogodzili. We wszystkich fragmentach ilustrujących poszukiwania Katie dominuje pomroka, jakby nawet światło słoneczne bało się wejrzeć w pewne aspekty życia ludzkiego.

Nie inaczej jest w wątkach obrazujących życie Olivera Hartwina i Simona Grombeka. Pesymizm oraz niedopasowanie do otaczającego ich świata stają się dominantą w egzystencji obu bohaterów. Pierwszego poznajemy w momencie, kiedy ojciec wraz z drugim synem opuszczają na zawsze rodzinny dom. Mieszkający na głębokiej prowincji Oliver zostaje sam z despotyczną i roszczeniowo nastawioną do świata matką. Całkowicie jej podporządkowany przez następnych kilkanaście lat praktycznie nie opuszcza domu. Śmierć matki zamiast jawić się jako początek wolności, dla bohatera okazuje się być początkiem zapaści, samobójczej wędrówki ku niemożliwej do okiełznania perwersji. Grombek znowu zostaje osierocony, kiedy jego matka popełnia samobójstwo. Ojciec nie radzi sobie z wychowaniem małego Simona. Dzieciak sam musi radzić sobie ze swoimi problemami. Jako dorosły mężczyzna desperacko próbuje radzić sobie z samotnością. Pocieszenia szuka przede wszystkim w męskich ramionach. Post autorstwa Hartwina na forum poświęconym kanibalizmowi okazuje się dla niego zbawieniem. Przestaje myśleć o czymkolwiek, jego idée fixe staje się myśl o byciu zjedzonym przez drugiego człowieka.

Oliver Hartwin swoją postawą i zachowaniem uosabia desperata, którego marzeniem jest całkowite i ostateczne zapanowanie nad inną istotą ludzką (przez większość życia to nad nim panowano). Dokonać może tego tylko przez skonsumowanie jej ciała. Miażdżony latami przez silną osobowość matki tylko w kanibalizmie widzi ratunek przed destrukcją własnego ja. Znowu przez Grombeka przemawia niewyobrażalna rozpacz. Jest inny, niedopasowanie do rzeczywistości przyzwyczaiło go do bycia ofiarą. Pragnie więc zostać zredukowany w sposób ekstremalny i ostateczny, do mięsa, które posłuży jako pokarm dla silnego zdobywcy.

Nie tylko warstwa znaczeniowa „Kanibala z Rotenburga” intryguje i zmusza do refleksji. Również forma i warsztat twórców budzą szacunek. Świadomym wyborem Martina Weisza była rezygnacja z jakichkolwiek sztuczek i efektów na rzecz skrupulatnego oraz konsekwentnego budowania dusznej, osaczającej widza atmosfery ludzkiego wynaturzenia. Akcja filmu jest powolna i niespieszna. Twórcy nawet nie próbują grać na naszej wrażliwości za pomocą prymitywnych trików stosowanych nagminnie w większości obrazów grozy. Weisz za pomocą przemyślanej i zaskakującej konstrukcji filmu (rewelacyjnie skomponowane retrospekcje) cały czas konfrontuje ze sobą bohaterów czasu rzeczywistego (Katie Armstrong) z Hartwinem i Grombekiem, czyli głównymi postaciami wydarzeń z przeszłości. W niesamowitym finale wszyscy oni spotykają się, wskutek czego tykająca przez cały film emocjonalna bomba wybucha z ogromną siłą.

Stara i niezwykle trafna maksyma odnosząca się do filmowej grozy mówi, iż największy strach wywołują te elementy filmu, których nie widzimy. Największy więc potencjał w oddziaływaniu na widza mają niedopowiedzenia. Martin Weisz mógł ulec pokusie, by z „Kanibala z Rotenburga” zrobić obrzydliwy film gore. Na szczęście odrzucił ją. Zapewne dlatego, iż jego celem nie było zrobienie krwawego horroru, a raczej stworzenie dramatu psychologicznego podejmującego temat ludzkiego wynaturzenia. To bowiem, co budzi kontrowersje, szokuje i wprawia w zakłopotanie, wcale nie musi być wyrażone wprost. Filmowiec jako swoisty magik, iluzjonista czy sztukmistrz powinien umiejętnie manipulować naszymi uczuciami i emocjami za pomocą obrazu, słowa, dźwięku i montażu. Weiszowi w swoim debiucie udało się to znakomicie. Sekwencji finałowej filmu towarzyszyć mogą odbiorcy tak samo sile wrażenia, jak wstrząs Katie Armstrong podczas seansu filmu nakręconego przez Olivera Hartwina. I nic dziwnego, wspólnie bowiem oglądamy ten sam film, ilustrujący wyzucie istoty ludzkiej ze wszelakiej moralności, sfery, która odróżnia nas od zwierzęcia przez całe swe życie zaprzątniętego zaspokajaniem tylko i wyłącznie fizycznych potrzeb.

Ktoś zapyta, po co taki film, pesymistyczny, niepokojący, pokazujący najobrzydliwsze strony człowieczeństwa. A choćby po to, abyśmy, pyszni i dumni ze swych cywilizacyjnych osiągnięć, nie zastygli w przekonaniu, iż człowiek to twór doskonały, pełen cnót i zdolny jedynie do wielkich rzeczy. Taki „Kanibal z Rotenburg” Martina Weisza może być dla wielu ludzi zarówno terapią szokową, pokazującą człowieka zredukowanego do wyłącznie biologicznych potrzeb, jak również przyczynkiem do dyskusji nad liberalną demokracją, doszukującej się w ekstremalnej nawet inności pierwiastków indywidualizmu i satysfakcji z samorealizacji.

Screeny

HO, GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg HO, GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg HO, GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg HO, GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg HO, GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg HO, GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg HO, GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg HO, GRIMM LOVE a.k.a Rohtenburg

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ film oparty na faktach
+ świetnie opowiedziana, przemyślana historia
+ wiarygodni bohaterowie
+ szokuje, ale nie za pomocą efektów i prymitywnych trików
+ skłania do refleksji
+ zdjęcia
+ rewelacyjny montaż
+ aktorstwo, zwłaszcza Thomasa Kretschmanna

Minusy:

- dla wielu leniwe tempo akcji może z miejsca zdyskwalifikować film

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -