Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SIMON SAYS

SIMON SAYS

Śmiertelna wyliczanka

ocena:2
Rok prod.:2006
Reżyser:William Dear
Kraj prod.:USA
Obsada:Crispin Glover, Margo Harshman, Greg Cipes, Carrie Finklea
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:3.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Słowa „Simon says” nieodparcie kojarzą się z dziecięcą grą, która chyba nie jest zbyt popularna wśród polskich pociech. Horror Williama Deara pokazuje, że nawet z pozoru niewinnie brzmiące słowa w ustach skrzywionego psychicznie maniaka mogą wywoływać gęsią skórkę na całym ciele. Co jednak z tego, skoro całokształt budzi jedynie niesmak i politowanie.

Piątka nastolatków postanawia zrobić sobie wypad za miasto. Żeby się rozerwać, trochę zabawić i choć na chwilę zapomnieć o bożym świecie. Już na dzień dobry trafiają na przedziwnego sprzedawcę, którego zachowanie jest, delikatnie mówiąc, dalece odbiegające od normy. Wkrótce znika w niewyjaśnionych okolicznościach jeden z imprezowiczów. Samochód nastolatków zostaje uszkodzony, a oni sami stają się więźniami w leśnej głuszy, gdzie czyha psychopata, który nie cofnie się przed niczym.

Obraz Williama Deara, specjalizującego się w kinie klasy B i produkcjach telewizyjnych, korzysta ze schematów grozy najgorszego sortu. Już sam typ bohaterów jest tak papierowy, że można by z niego zrobić czapkę malarską. Jest oto wiecznie bujający w obłokach imprezowicz, poważnie zadłużony w marihuanie, jest typ playboy’a, który nie przepuści żadnej niewieście, jest kobieta-wamp, no i jest cnotliwe dziewczę, które gardzi swoimi puszczalskimi rówieśnicami. Krótko mówiąc, postacie znane na pamięć z setek innych filmów o amerykańskiej młodzieży. Do pewnego momentu jest nawet całkiem sympatycznie. Crispin Glover, znany fanom grozy chociażby z „Friday the 13th: The Final Chapter”, czy “Willard’a” stara się wycisnąć ze schwarzcharaktera, co tylko się da. Wybucha niekontrolowanymi spazmami śmiechu, przewierca na wylot swym mętnym wzrokiem, miewa huśtawki nastrojów. Przez jego obłęd przebija jednak pewna teatralność, czy nawet groteskowość. A jego pułapki, czy całe machiny śmierci trącą zwykłą przesadą. Nie wiem, czy Deara poniosła nadto wyobraźnia, czy naprawdę uwierzył w swój film, ale to, co widzimy na ekranie jest dość kuriozalne. I piszę to, będąc w pełni świadomym, że robione było to wszystko z przymrużeniem oka i trochę dla zgrywy, żeby wydusić z widza jeden uśmiech więcej.

„Śmiertelnej wyliczance” nie pomogły również nawiązania do nieśmiertelnej „Psychozy” Alfreda Hitchcocka, które tak naprawdę w końcowym twiście aż biją po oczach. Paradoksalnie, to właśnie wspomniane nawiązania są gwoździem do trumny tej produkcji. Bo gdyby „Śmiertelna wyliczanka” nie udawała, że próbuje być czymś więcej niż kampową zgrywą, pełną gore i „serowych” twistów, można by machnąć na to wszystko ręką. Gdy jednak twórcy „Simon Says” wycierają sobie usta Hitchcockiem i jego „Psychozą”, do tego w tak niezdarny sposób, zakrawa to wszystko na pewne przekroczenie granic i filmową nieudolność. Fanom posoki z pewnością przypadnie do gustu pokaźna liczba scen, w których krew tryska niczym gejzer. Efekty gore całkiem przyzwoicie bronią produkcji Williama Deara, choć i tak nie są w stanie zrównoważyć pozostałych braków „Simon Says”. Nie dajcie się zwieść nazwisku Crispina Glovera, które zachęca do obejrzenia filmu, bo to zwykły trik marketingowy i robienie ludzi w balona.

Poziom ”Śmiertelnej wyliczanki” prawie dotyka ziemi, historia jest absurdalna i korzysta z kalek filmowych w całkowicie nieprzemyślany sposób. Filmowi masochiści, którzy szczycą się oglądaniem najbardziej spartaczonych filmów, pewnie łykną to bez popitki i nawet nie dostaną zgagi. Kto jednak ceni gatunek grozy nie tylko za silikonowe piersi nastoletnich blondynek, erupcję szkarłatu krwi i szuka w horrorze czegoś więcej niż taniej rozrywki na piątkowy wieczór, powinien unikać „Simon Says” niczym ognia. A sam William Dear powinien smażyć się w piekle dla filmowców i zostać skazany na wieczne dźganie widłami i kąpiele w smole za to, co uczynił ze „Śmiertelną wyliczanką”. Powtórzę raz jeszcze: pod żadnym pozorem nie oglądać tej produkcji.

Screeny

HO, SIMON SAYS HO, SIMON SAYS HO, SIMON SAYS HO, SIMON SAYS HO, SIMON SAYS HO, SIMON SAYS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ gore
+ do pewnego stopnia Crispin Glover

Minusy:

- niedorzeczność
- nieprzemyślana kalkomania
- posiada w sobie wszystkie błędy slasherów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -