Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LAST HOUSE ON THE LEFT, THE

LAST HOUSE ON THE LEFT, THE

Ostatni dom po lewej

ocena:7
Rok prod.:2009
Reżyser:Dennis Iliadis
Kraj prod.:USA
Obsada:Sara Paxton, Garret Dillahunt, Spencer Treat Clark, Riki Lindhome, Monica Potter, Tony Goldwyn
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:7.11
Głosów:9
Inne oceny redakcji:

Debiut reżyserski Wesa Cravena z 1972 roku, „Last House on the Left”, bardzo zmienił sposób pojmowania horroru zarówno przez twórców, jak i odbiorców. Dotychczas gatunek ten kojarzony był przede wszystkim z istotami i zjawiskami pochodzącymi ze świata nadprzyrodzonego, magicznego, niemającego racjonalnego umocowania w naszej rzeczywistości. W obrazach grozy dominowały dotąd duchy, wilkołaki, wampiry, zombie, potwory zamieszkujące odległe przestrzenie kosmiczne. Craven w bardzo brutalny i bezpośredni sposób pokazał, iż źródło zła drzemie nie w duchach i całej nadprzyrodzonej menażerii, ale w nas, ludziach. To przecież my w imię najróżniejszych pobudek potrafimy zabić z całą bezwzględnością drugiego człowieka. My w imię ideologii i pod wpływem indoktrynacji speców od socjotechniki idziemy na wojnę lub co najmniej popieramy konflikty zbrojne. Craven z całą stanowczością, ubierając w ramy prościutkiego filmu, pokazał coś, od czego próbujemy uciec - takie morderstwa jak „W ostatnim domu po lewej” popełniane są przez ludzi żyjących wokół nas. Niby wierzymy w to, niby od czasu do czasu słuchamy wiadomości, ale otoczeni swoim luksusowym światkiem nie dopuszczamy do świadomości, iż taki czy inny zwyrodnialec może stanąć na drodze naszej lub kogoś z kręgu naszych najbliższych.

Nie zdziwiłem się specjalnie, kiedy na filmowych portalach internetowych pojawiła się informacja o tym, iż podjęto pracę nad remake’em owianego aurą skandalu filmu Cravena. Ponad trzydzieści lat temu budził on ogromne kontrowersje i szokował niezwykle realistycznymi aktami przemocy. Dzisiaj, kiedy w co drugim horrorze amerykańskim twórcy stają na głowie, by pokazać nam, w jak okrutny sposób można kogoś zamordować, gwałt nie budzi jakichś szczególnych emocji. Przyzwyczailiśmy się już do bestialskich mordów skrupulatnie filmowanych przez wszędobylską kamerę. W jakim celu więc Craven i Sean S. Cunningham (teraz jako producenci) postanowili po raz kolejny pokazać historię czwórki wynaturzonych przestępców dokonujących masakry na dwóch kilkunastoletnich dziewczynach? Odpowiedź jest wręcz banalna – dla pieniędzy. W przeciwieństwie jednak do Marcusa Nispela, reżysera nowego „Friday the 13th”, twórcy „Last House on the Left” z bliżej mi nieznanym Dennisem Iliadisem na czele odwalili kawał naprawę solidnej roboty.

Historia remake’u z 2009 roku zasadniczo nie różni się od pierwowzoru wyreżyserowanego przez Wesa Cravena. Na przejeździe kolejowym troje przestępców odbija z rąk policji swojego przywódcę, Kruga. Policyjni konwojenci zostają oczywiście w brutalny sposób pozbawieni życia, zaś czwórka zwyrodnialców oddala się w nieznanym kierunku. Podczas pobytu w niewielkim miasteczku w ich ręce wpadają dwie młode dziewczyny. Uciekinierzy, trzech mężczyzn i kobieta, zaczynają psychicznie i fizycznie znęcać się nad ofiarami. Obie formy przemocy ukazane są w sposób niezwykle sugestywny. Odbiór tego okrucieństwa jest tym bardziej dojmujący, iż dla dręczycieli wymyślne akty przemocy są chlebem powszednim, czymś, nad czym się nawet nie zastanawiają. Kiedy czwórka morderców zaczyna czuć w mieście niebezpieczeństwo, samochodem należącym do jednej z dziewczyn wywożą ofiary do pobliskiego lasu. Tam, pośród pięknej przyrody, dochodzi do eskalacji tortur. Zwyrodnialcy, nie czując najmniejszych skrupułów, stosują coraz wymyślniejsze tortury. Wreszcie w bestialski sposób zabijają jedną z dziewczyn, a drugą poważnie ranią. Pozbywszy się balastu, trafiają do letniego domu należącego do rodziców jednej z ofiar. Ci szybko dowiadują się, z kim mają do czynienia i w akcie skrajnej desperacji postanawiają własnoręcznie wymierzyć sprawiedliwość. Nie muszę nadmieniać, że wymierzają ją w bardzo zdecydowany, by nie powiedzieć sadystyczny, sposób.

W porównaniu w pierwowzorem film Iliadisa jest zdecydowanie lepszy pod względem warsztatowym. Co prawda dzieło Cravena niektórych porywało swoim minimalizmem i surowością, jednak mistrz w swoim pierwszym filmie nie uniknął pewnych potknięć. Pomimo nowatorskiego podejścia do gatunku, obraz Cravena czasami razi warsztatowymi niedoróbkami i niekonsekwencją charakteryzującą często debiutantów. Owe niedociągnięcia to słaba gra aktorów, wyłączywszy Davida Hessa, oraz błędny logiczne (raz bohaterka jest po innej stronie rzeki niż przestępcy, by za chwilę znaleźć się obok nich). Nie bardzo także wyszło reżyserowi zastosowanie kontrastu, zderzającego ze sobą pięknie i słodkie piosenki charakterystyczne dla kontrkultury dzieci-kwiatów z obrazami brutalnych tortur zadawanych ofiarom. Miał on zapewne wywołać efekt szoku, uświadamiając, że człowiek nawet w dobie propagowania ruchów wolnościowych, kultury pokoju, miłości i tolerancji, może popełniać aż tak brutalne gwałty. Kontrapunktem posłużył się w swoim filmie również Dennis Iliadis. Akty bestialskiej i bezsensownej przemocy przeciwstawił pięknej przyrodzie kojarzącej się dotąd tamtejszym mieszkańcom z weekendowym albo wakacyjnym odpoczynkiem. Widz, uspokojony sielskimi obrazkami lasów i jezior, nagle zostaje zaatakowany aktem okrutnego gwałtu dokonanego na kruchej nastolatce. W finale grecki reżyser wycisnął z tego chwytu maksimum, zestawiając ze sobą widok pogrążonego w słońcu letniego domu z niezwykłą sceną zemsty.

Podobnie jak film Cravena trzydzieści siedem lat temu, remake nie jest tylko produkcją skupiającą się przede wszystkim na eksponowaniu przemocy autorstwa grupy zwyrodnialców. Na szczęście Dennis Iliadis nie jest reżyserem pokroju twórców „Hosteli” i „Pił” i w jego filmie brutalność ma czemuś służyć. Truizmem będzie konstatacja, iż ludzi pokroju Kruga i jego towarzyszy na świecie pęczkami można zbierać. Co jednak może się stać, kiedy na ich drodze stanie człowiek, którego jedynymi przejawami agresji były brzydkie słowa podczas oglądania meczu piłkarskiego? Zaatakowany znienacka, pozbawiony woli walki i motywacji do niej, szybko stanie się martwą ofiarą oprawców. Jednak do czego może być zdolny ktoś, kto tylko w zemście dostrzega jedyny akt sprawiedliwości, by nie powiedzieć, że znajduje w niej nadrzędny cel w życiu? Wszak czytając doniesienia prasowe lub przeglądając przekazy medialne co i rusz dowiadujemy się o bestialstwie np. wobec dzieci, które wymyka się jakimkolwiek sądom i ocenom. Co zrobić ma rodzic, którego dziecko spotkała niesłychana wręcz krzywda? Zaufać instytucjom stojącym na straży porządku i sprawiedliwości? Wierzyć, iż sprawcę spotka kiedyś surowa kara? I wreszcie jaką karę można wymierzyć komuś, kto bez żadnej przyczyny torturuje, gwałci i morduje całkowicie bezbronną ofiarę? Rzadkością w kinie grozy są filmy, których seans może zrodzić w widzu tego typu pytania. Nawet jeśli nie mają takiej siły rażenia jak chociażby „Funny Games” Michaela Haneke i tak pozostawiają po sobie ślad nie do zatarcia.

„Last House on the Left” Iliadisa wyróżnia się bardzo dobrą realizacją. Uwagę zwracają świetne, budujące klimat nadciągającego kataklizmu zdjęcia. Twórcy nie spieszyli się do tego, by z jednej sekwencji pełnej przemocy przejść do następnej. Świetnie wkomponowują się w całość urocze zdjęcia pięknej, kojarzącej się z relaksem natury. Z drugiej zaś strony, kiedy na ekranie mamy do czynienia z gwałtem, kamera staje się dużo bardziej ruchliwa, jakby swym okiem chciała objąć każdy szczegół kaźni zadawanej jednemu człowiekowi przez drugiego. Do pewnego momentu greckiemu reżyserowi kapitalnie udaje się budować napięcie. Pozornie niemrawy początek (niezbędny, by nakreślić wiarygodne portrety bohaterów) szybko przechodzi w emocjonującą serię tortur zadawanych dwóm nastolatkom. Wiemy, że są bez szans, jednak reżyser umiejętnie podsyca nadzieję, iż dziewczynom uda się wyrwać z rąk oprawców. Wszak remake wcale nie musi iść dokładnie tymi samymi torami fabularnymi co pierwowzór. Ostatecznie Iliadisa zgubiła albo pycha, albo reżyserski brak doświadczenia. Jak na horror „Last House on the Left” jest dość długim filmem, trwa bowiem prawie dwie godziny. Połowa z tego dzieje się w domostwie Collingwoodów, kiedy Krug i jego ferajna próbują w nim skryć się przed nadciągającą burzą. Niestety, w trakcie trwającej ponad pięćdziesiąt minut sceny finałowej nie da się budować napięcia tak, aby widz przez ten czas siedział z nosem przyklejonym do kinowego obrazu. Grek stara się jak może, ale wykorzystuje do tego przede wszystkim ograne motywy – deszczową noc, pioruny oraz eksponowanie takich narzędzi zbrodni jak pistolet czy duży młotek. Pod koniec filmu o ekscytacji, nerwach czy podniesionym poziomie adrenaliny mowy już być nie może. Wymęczeni wcześniejszymi fragmentami na ostatnie minuty filmu patrzymy się już bez większych emocji.

Gdybyśmy zza oceanu dostawali tylko takie remake’i, cały ten amerykański proceder naśladowania, kopiowania i odgrzewania starych filmów były w miarę znośny. „Last House on the Left” Dennisa Iliadisa (zapewne przy sporej pomocy wyżej wspomnianych Wesa Cravena oraz Seana S. Cunninghama) ogląda się z dużą satysfakcją, a przede wszystkim z uwagą, której towarzyszą niemałe emocje. Szkoda jednak, że twórcy i producenci zamiast angażować się w nowe, mogące w przyszłości stać się klasykami projekty, z wyrachowaniem, dla kasy, odcinają kupony od swoich starych produkcji. Jakby cynicznie się uśmiechając, chcieli nam powiedzieć: „Znacie? To obejrzyjcie raz jeszcze”.

Screeny

HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE HO, LAST HOUSE ON THE LEFT, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetna realizacja
+ znakomite zdjęcia
+ do pewnego momentu bardzo emocjonujący
+ wiarygodne portrety bohaterów, zwłaszcza rodziny Collingwoodów
+ kilka wbijających w fotel scen

Minusy:

- to tylko kolejny remake
- zbyt mocno rozciągnięty finał filmu
- wykorzystywanie znanych z mnóstwa produkcji grozy chwytów i gadżetów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -