Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BODY#19 a.k.a Body sob 19

BODY#19 a.k.a Body sob 19

Ciało Nr 19

ocena:6
Rok prod.:2007
Reżyser:Paween Purikitpanya
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:Patharawarin Timkul, Kritteera Inpornwijit, Plai Paramej, Ornjira Lamwilai
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Efekt czy treść – oto jest pytanie. Czy postawić na treść, czyli na historię z przesłaniem, która jest w filmie najważniejsza, czy na efekt – zachwycającą formę dla niekoniecznie głębokiej historii.? Wątpliwości tego rodzaju dopadają twórców nie tylko filmowej grozy. Tajlandzki horror „Body #19” w reżyserii Paweena Purikitpanya to bez wątpienia „kino efektu”, bo nawet zakręcona fabuła jest w nim obmyślona wedle strategii efektowności. Oczywiście, takie podejście ma swoje plusy i minusy, lecz jedno nie pozostawia wątpliwości – „Body #19” potrafi wgnieść w fotel. Nawet jeśli nie zawsze ze strachu.

Chon mieszka razem z siostrą P`Ae. Cierpi z powodu przerażających wizji, które go nawiedzają. Wizje są tak realistyczne, że chłopak nie może normalnie funkcjonować. Widzi w nich czarnego kota, poruszający się embrion, odrażającego potwora przypominającego kobietę i pokój, w którym nieznajomy mężczyzna ćwiartuje czyjeś zwłoki. Gdy pewnego razu pod wpływem jednej z nich omal nie udusił P`Ae, Chon godzi się spotkać z psychiatrią dr Usa. Lekarka sądzi, że kluczem do choroby Chona może być kobiece imię „Dararai”, które bohater zapisał podczas seansu hipnotycznego. Postanawia odnaleźć kobietę o tym imieniu –być może grozi jej niebezpieczeństwo lub została zamordowana. Chon również stara się odnaleźć tajemnicza „Dararai”. Jakiś głos podczas wizji rozkazuje chłopakowi, by go odnalazł. Ktoś (a może coś) nie chce jednak by szukana kobieta została odnaleziona. Zaczynają ginąć ludzie…

To, że tajlandzkie kino grozy (podobnie jak koreańskie) oferuje widzom produkcje o najwyższym poziomie realizacyjnym wiadomo nie od dziś. Ale „Body #19” pod tym względem sprawia autentycznie imponujące wrażenie. Już czołówka wiele obiecuje – pędząca korytarzami kanalizacyjnymi kamera niczym myśliwiec Yedai po tunelach Planety Śmierci zatrzymuje się dopiero w pokoju, w którym zagadkowa postać z pomocą tasaka ćwiartuje ciało. Obietnica, że będzie efektownie, krwawo i tajemniczo zostaje spełniona. Co więcej okazuje się, że będzie także całkiem strasznie, przynajmniej w kilku pomysłowo zainscenizowanych scenach.

Bo w „Body #19” groza jest nie tylko efektowna, ale jest jej sporo i może pochwalić się kilkoma udanymi „jump” scenami. To, że nie brak pośród nich tak niemiłosiernie wyświechtanych chwytów jak ręka chwytająca znienacka bohatera, nie ma wpływu na jej skuteczność. W obrazie Purikitpanya odnajdziemy też kilka nastrojowych momentów, choć raczej jako wstęp do gwałtownych scen. Bo nie ma wątpliwości, że twórcy filmu stawiają na szokowanie a nie na subtelne niepokojenie nastrojem. Temu celowi służy nie tylko metoda gwałtownej ewokacji grozy, lecz liczne efekty gore, czasem nieco trącące nadmiernym skomputeryzowaniem. Zresztą efektów CGI jest w „Body #19” tak dużo, że momentami film zbliża się do kina science-fiction (na myśl przychodzi zwłaszcza „Matrix”, ale tylko w odniesieniu do strony technicznej). Mimo tego, w przeciwieństwie do wielu innych tajlandzkich horrorów, korzystających obficie z dobrodziejstwa techniki komputerowej, sceny z efektami CGI są zrobione z głową i wypadają bardzo efektownie (m.in. scena finałowa, kiedy dziesiątki metalowych prętów wbija się w ciało jednego z bohaterów). Przede wszystkim jednak idealnie wpisują się w ideę „kina efektu”. To, że komputerowe sztuczki psują naturalność filmowych wydarzeń i zabijają nastrój niepokojącej grozy jest rzeczą przykrą, ale bez znaczenia, jeśli stawia się na oszołomienie widza niezwykłością filmowych kadrów.

Oprócz scen wyczarowanych w komputerze, twórcy filmu czarują niezwykłymi travellingami (scena, w której kamera goni za turlającą się obrączką), ustawieniami kamery (tzw. żabia perspektywa), teledyskowym montażem i technikami filmowania (czarno-białe zdjęcia). Nie da się ukryć – wszystkie te realizatorskie zabiegi robią wrażenie.

Czy zatem forma całkowicie zdominowała treść? Na szczęście nie, niemniej historia opowiedziana w filmie nie kryje, że została obmyślona tak, by była jak najbardziej efektowna. Nie wydaje mi się, żeby scenarzysta starał się zawrzeć w niej ważkie przesłania czy zamierzał skłonić widza do głębokich refleksji. Intryga w „Body #19” jest zakręcona jak bawoli róg, a finałowy twist może wywołać zawrót głowy. Niestety, mimo że obraz Purikitpanya stara się wyłamać ze schematu konwencji asian ghost story, właśnie fabuła wypada najgorzej. Twórcy filmu, jak się zdaje, zapatrzyli się w klasykę współczesnego koreańskiego horroru – „Opowieść o dwóch siostrach”, „Spider Forest” czy „Epitafium”, lecz jest to zapatrzenie powierzchowne. Zaplątana fabuła, a szczególnie finałowa puenta, gdy poznajmy prawdziwą tożsamość głównego bohatera, nie staje się pretekstem do przekazania widzom ważnej prawdy – to tylko kolejne czary-mary reżysera. Żeby chociaż finałowy twist znalazł wystarczające uzasadnienie, ale gdzie tam! Owszem, jest mowa o osobowości wielorakiej (potocznie: rozdwojenie jaźni), ale na dobrą sprawę nic z tego nie wynika. Zbyt wiele pytań, które pojawiają się w filmie Purikitpanya, pozostają bez odpowiedzi. Jakby tego było mało ostatnich kilkanaście minut filmu wydaje się zbędne. Twórcy filmu dopowiadają w nim tragiczną historię Dararai a dopowiedzenie to sprawia wrażenie, jakby przestraszyli się, że ich film za bardzo odstaje od schematu opowieści o duchach. I dlatego też opowiadają historię zakochanej kobiety, która została skrzywdzona, ale która nie ma zamiaru, nawet po śmierci, tej krzywdy darować. Tak, tak wdzieliśmy setki razy. Szkoda. Jako horror psychopatologiczny (ukazujący psychiczną patologię) jest znacznie ciekawszy, choć nie zachwycający.

„Body #19”, jeśli nawet grzeszy efekciarstwem za wszelką cenę (kosztem nastroju, logiki i głębi), jest horrorem wyróżniającym się nie tylko na tle tajlandzkich filmów grozy. Dziewięć nominacji ( w tym nagroda dla twórców efektów specjalnych) przyznana przez krajowe stowarzyszenie filmowe oraz olbrzymi sukces komercyjny dowodzą, że Tajlandczykom film bardzo się spodobał. Można go też polecić miłośnikom ultranowoczesnego (choć opowiadającego starą jak konwencja ghost story opowieść) horroru, lecz pozostałym widzom niekoniecznie.

Screeny

HO, BODY#19 a.k.a Body sob 19 HO, BODY#19 a.k.a Body sob 19 HO, BODY#19 a.k.a Body sob 19 HO, BODY#19 a.k.a Body sob 19 HO, BODY#19 a.k.a Body sob 19 HO, BODY#19 a.k.a Body sob 19

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ efektowna realizacja
+ zakręcona fabuła
+ próba wyjścia poza schemat ghost story
+ zaskakujący finał
+ kilka udanych ”jump” scen
+ jest krwawo
+ efekty CGI w służbie horroru

Minusy:

- efekciarstwo kosztem nastroju, logiki i głębi
- zbyt wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi by przymknąć na nie oko
- zbędne ostatnie kilkanaście minut
- miłośnicy bardziej klasycznego horroru raczej nie polubią tego filmu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -