Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HAUNTING IN CONNECTICUT, THE

HAUNTING IN CONNECTICUT, THE

Udręczeni

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Peter Cornwell
Kraj prod.:USA
Obsada:Virginia Madsen, Elias Koteas, Kyle Gallner, Martin Donovan
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:5.57
Głosów:14
Inne oceny redakcji:

Ostatnimi czasy, oczekując na seans nowej produkcji grozy ze Stanów Zjednoczonych nie będącej żadnym remake’m ani sequelem czy prequelem, zastanawiam się, jaki schemat amerykańscy twórcy wezmą tym razem na warsztat. Chyba przestałem się już łudzić, iż idąc na horror pochodzący z USA, zobaczę kino tak znaczące jak chociażby „Exorcist” Williama Friedkina czy „Alien” Ridley’a Scotta. Chciałbym być świadkiem narodzin legendy, która podobnie jak wyżej wymienione przeze mnie filmy, stałaby się kamieniem milowym w konwencji grozy. Ostatnim tego typu obrazem, świadczącym o tym, że gatunek żyje i nie przypomina zgniłego bohatera filmów Romero, był „Blair Witch Project” duetu Myrick & Sánchez. Od tamtej pory skazani jesteśmy albo na cyniczne podróbki żerujące na legendach w rodzaju „Friday the 13th” Nispela, albo pozbawione sensu filmowe masakry („Hostel” czy „Saw”) pełne przemocy i wylewającej się hektolitrami z ekranów krwi.

Co prawda „Haunting in Connecticut” Petera Cornwella nie należy do żadnej z powyższych kategorii, jednak biorąc pod uwagę, iż jest filmem stanowiącym zlepek znanych motywów i tematów, to epokową i znaczącą produkcją grozy także trudno go nazwać. Cornwell, doskonale zdając sobie sprawę z wtórności realizowanego przez siebie scenariusza, bawi się filmową materią, jawnie nawiązując do klasyków kina grozy – „Exorcist” (postać Nicholasa Popescu), „Poltergeist” Tobe Hoopera (fruwające przedmioty domowego użytku), „Psycho” Hitchcocka (motyw pod prysznicem), „Birds” tegoż (motyw ptaków nie tylko jako odwołanie się do słynnego filmu, lecz także prościutka metafora uwięzienia kogoś lubującego się dotąd w wolności) oraz „Amityville Horror” Stuarta Rosenberga (dom kumulujący w sobie emocje ludzi, których spotkała w nim jakaś wielka tragedia). Mam nawet wrażenie, że oba domy, ten u Cornwella jak i u Rosenberga, są do siebie niezwykle podobne.

Fabularny debiut Cornwella opowiada historię sześcioosobowej rodziny, która zmuszona zostaje do osiedlenia się niedaleko szpitala, w którym leczony będzie Matt, nastoletni syn państwa Campbell. Mając bardzo skromne środki finansowe, Sara Campbell, nie konsultując tego z mężem, postanawia wynająć lokum, będące w przeszłości domem pogrzebowym. Jak nietrudno się domyślić, zaraz po wprowadzeniu, wszyscy członkowie rodziny zaczynają dostrzegać, iż miejsce, do którego się wprowadzili, jest nawiedzone. Zło, w coraz bardziej przerażający sposób manifestujące swoją obecność, zaczyna skupiać się na drążonym przez raka nastolatku. Ten, po odkryciu jego istoty, wraz z przyjacielem, również chorym na raka pastorem Popescu, postanawia stawić mu czoło. Znajdując się jedną nogą w krainie umarłych, Matt pragnie poświęcić ostatnie chwile swojego życia na ratowanie pozostałych członków rodziny.

„Haunting in Connecticut” to podobno filmowa historia oparta na faktach. Nie wierzę w te rewelacje, a poprzedzający film napis o prawdziwości prezentowanych przez niego wydarzeń, traktuję jako jeszcze jeden element kampanii promocyjnej. Kto zresztą, dysponując choćby minimalnym zmysłem krytycznego myślenia, potraktowałby na serio taką historię? Zresztą we wstępie do „Powrotu żywych trupów” także jest napisane „Wszystkie wydarzenia przedstawione w tym filmie są prawdziwe”. Nie to jest jednak najważniejsze w opowieści serwowanej nam przez Cornwella. Fan horroru może się przekonać do dowolnej fabuły, byle była ona opowiedziana w sposób niebanalny i profesjonalny. Czy tymi epitetami można opatrzyć „Haunting in Connecticut”?

Reżyser postanowił uwiarygodnić swój film, wplatając elementy konwencji grozy w dramat rodzinny. Początkowo bowiem na pierwszy plan wysuwają się zmagania Sary i Petera Campbellów z chorobą ich syna, Matta. Ich jedyną szansą jest terapia w szpitalu położonym setki mil od ich dotychczasowego miejsca zamieszkania. Walce z nowotworem poświęcają nie tylko coraz bardziej nadwątlone siły, lecz także szczęście pozostałych członków rodziny. Kolejną komplikacją, odgrywającą w całej sytuacji ogromną rolę, są niewielkie zasoby finansowe Campbellów. Choroba syna doprowadziła ich na skraj bankructwa. To ono tak naprawdę zdecydowało o wynajęciu owianego złą sławą domu.

Historią potwornie cierpiącego młodzieńca nie przejąłby się chyba tylko człowiek o kamiennym sercu. Nic więc dziwnego, że jego zmagania z coraz bardziej natarczywą hordą umarłych początkowo ogląda się z rosnącym zainteresowaniem. Nie wiemy bowiem do końca, czy widziani przez niego nieżyjący są tylko polekową halucynacją, czy jak najbardziej rzeczywistym zagrożeniem. Cornwella nie bawią jednak dwuznaczności, nie ma zamiaru trzymać widza do końca w niepewności niczym Roman Polański w „Rosemary's Baby”. Zaraz po ukazaniu się Mattowi, duchy przypuszczają atak już na całą rodzinę, dręcząc każdego z osobna i wszystkich razem. Od tej pory „Haunting in Connecticut” zaczyna pogrążać się w po wielokroć widzianych w produkcjach grozy kliszach i schematach niczym Titanic w oceanicznych odmętach. I nawet nie to irytuje najbardziej, wszak twórcy horrorów, nawet tych najlepszych, rzadko kiedy zgłaszają aspiracje do bycia odkrywcą nowych ścieżek w dziedzinie kinematografii. Kino grozy jest częścią popkultury, artyzm więc nie musi być jego domeną. Ale z drugiej strony dobre „straszydło” musi czymś zaskakiwać. A jakąż sensacją może być film, który od połowy zmontowany jest z przyprawiającą o ból głowy jednostajnością? W filmie Cornwella, kiedy już rozbestwione umrzyki przestają dokuczać nowym lokatorom domu pogrzebowego, obserwujemy rozpacz poszczególnych członków rodziny nad prawie beznadzieją sytuacją zdrowotną nastoletniego Matta. Zaraz po tym poznajemy stopniowo odkrywane tajemnice eksperymentów dokonywanych przez poprzedniego właściciela złowrogiego budynku. Kiedy jakaś zagadka, czy to za sprawą retrospekcji, których uczestnikiem jest Matt, czy dzięki znalezionym na strychu notatnikom poprzedniego właściciela kostnicy, zostaje wywleczona na światło dzienne, zaraz duchy przypuszczają atak i znowu Campbellowie molestowani są przez przemykające zjawy i trzaskające wściekle drzwi.

Finał oczywiście jest, efektowny, bo z „zaskakującym” twistem, czyli zwrotem akcji, mającym przysłowiowym ostatnim gwoździem dobić maksymalnie zestrachaną dziatwę zgromadzoną w multipleksach na całym świecie. I dzieciaki na pewno „łykną” tę produkcję z zachwytem, bo film trzyma tempo, nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku umysłowego, a i wszystkie tajemnice na końcu zostają wyłożone niczym kawa na ławę. Dla nich też (dzieciaków) zapewne przygotowany został podnoszący adrenalinę jeszcze przed projekcją slogan PR-owski „Film oparty na faktach” oraz happy end (debiutant nie mógł przecież odrzucić „sugestii” producenckich z tych ”nie do odrzucenia”).

Pomimo nuty ironii w ostatnich dwóch akapitach, nie uważam „Haunting in Connecticut” za film, którego należy za wszelką cenę unikać. Jest przecież mnóstwo gorszych obrazów, niekoniecznie horrorów, licznie nawiedzających nasze kina. A ten, choćby dzięki profesjonalnie wykonanym zdjęciom (warto zwrócić uwagę na intrygujące retrospekcje), wiarygodnej, oddającej klimat nawiedzonego domu scenografii oraz niezłym rolom Eliasa Koteasa i Kyle’a Gallnera, może stanowić doskonały dodatek do wieczornej sjesty przy butelce wyśmienitego, wysokoprocentowego alkoholu.

Screeny

HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE HO, HAUNTING IN CONNECTICUT, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ profesjonalna realizacja
+ niezłe zdjęcia
+ role Eliasa Koteasa i Kyle’a Gallnera
+ nienachalne efekty specjalne
+ intrygujące sceny retrospekcji

Minusy:

- kolejny film o nawiedzonym domu ze stukającymi o framugę drzwiami
- zlepek motywów z dziesiątek znanych horrorów
- sposoby straszenia widziane już w setkach, jak nie tysiącach filmów grozy
- zakończenie jak z łzawego dramatu rodzinnego
- od połowy przestaje interesować i angażować

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -