Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MR MURDER

MR MURDER

Zwierciadło zbrodni

ocena:4
Rok prod.:1998
Reżyser:Dick Lowry
Kraj prod.:USA
Obsada:Stephen Baldwin, James Coburn, Julie Warner, Bill Smitrovich
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Liczni znawcy wciąż powtarzają wszechwiedzącym tonem, że nikt jeszcze nie zdołał nakręcić dobrej ekranizacji książki Stephena Kinga. Osobiście nie zgodzę się z tym (coraz rzadszym, na szczęście) poglądem i nie wątpię, że w swym przekonaniu nie jestem odosobniony. Jednak gotów jestem się założyć z każdym i o każdą cenę, że nikomu jeszcze nie udało się dokonać czynu na pozór znacznie prostszego. Dean Koontz, autor nierzadko z Kingiem porównywany, do tej pory nie doczekał się ani jednego przyzwoitego filmu na podstawie swojej powieści. Rozpoczynając poniższą recenzję, muszę z przykrością stwierdzić, że „Zwierciadło zbrodni” bynajmniej nie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Przede wszystkim, twórcy omawianego filmu wzięli na tapetę jedną z mniej udanych książek Koontza. Być może niektórym śmiertelnie narażę się tym stwierdzeniem, lecz uważam, iż literacki oryginał – niedawno wznowiony pod tytułem „Niezniszczalny” – zdecydowanie przegrywa w pojedynku z innymi dziełami pisarza. W telegraficznym skrócie, treść książki dotyczyła wiodącego spokojne i układne życie autora kryminałów Martina Stillwatera, który na swoje nieszczęście zetknął się z wyglądającym identycznie jak on zabójcą. Dodajmy, że tajemniczy sobowtór posiadał zdolność częściowej regeneracji zdrowia, co czyniło zeń maszynę do zabijania niemal tak niebezpieczną, jak filmowy Terminator.

O tym samym traktuje również film. Już na początku widzimy, jak w szpitalu zamienione zostają dwie próbki krwi i w efekcie stworzony przez rządowy zespół naukowców zabójca na zlecenie otrzymuje twarz znanego pisarza. Wszystko zmierza ku nieuchronnej konfrontacji, mimo usilnych starań agentów, odpowiadającego za projekt złowieszczego Drew Osletta oraz jego ojca, którego wątek wydaje się upchnięty na siłę (zapewne tylko po to, by znalazła się właściwa rola dla siwowłosego Jamesa Coburna, który wbrew wszystkiemu i tak gra najbardziej przekonująco ze wszystkich występujących w filmie aktorów). Ogólnie rzecz ujmując, fabuła, która w powieści Koontza nosiła wyraźne znamiona nieprawdopodobieństwa i wydawała się cokolwiek naciągana, tu zostaje wzbogacona o kolejne wątki, jeszcze gorzej wpływające na odbiór całości. Dodatkowo w przekładzie ulotnił się też tajemniczy, pełen napięcia klimat, który sprawiał, że pomimo wad książkową wersję „Zwierciadła zbrodni” czytało się z przyjemnością.

Film jest do bólu schematyczny i przewidywalny, a co gorsza przeraźliwie długi (trwa około 170 minut). Każda kolejna sekunda żuje się jak kłąb drutu kolczastego, a końca wciąż nie widać. Gdyby nie recenzencki obowiązek, zapewne przebrnąłbym przez kilka szczególnie „odkrywczych” i „błyskotliwych” dialogów na szybkim przewijaniu, niezależnie od tego, czy mowa o nerwowych rozważaniach agentów rządu, czy równie sielskich, co idiotycznych konwersacjach rodziny Stillwaterów. „Zwierciadło zbrodni” generuje bardzo słabe i raczej sporadyczne napięcie, nie wspominając już o czystej grozie, której tutaj po prostu nie uświadczycie. O wiele lepiej sprawdzała się książka, która potrafiła porządnie zaniepokoić, czasami nawet przestraszyć.

„Zwierciadło zbrodni” jest filmem wyreżyserowanym na telewizyjną modłę, czasami wręcz czerpiąc inspirację z kiepskich seriali sensacyjnych. Nie wiem, czy kogoś jeszcze zaskakuje nagłe zaciemnianie i rozjaśnianie obrazu w najbardziej dramatycznych momentach (może tylko poza fanami „Mody na sukces”, którzy pewnie uważając podobne rozwiązanie za szczyt realizatorskiego kunsztu), ale w poważnym filmie łączącym elementy thrillera, horroru oraz science fiction podobne tanie chwyty prezentują się wręcz komicznie.

Aktorstwo też stoi na poziomie kiepskiego serialu telewizyjnego. Najlepiej sprawdza się James Coburn, a to wbrew pozorom nie lada sztuka, ponieważ odgrywa jedną z najmniej przekonujących postaci, jakie miałem okazję oglądać przez kilka ostatnich lat. Odtwórca dwóch najważniejszych ról (Martina Stillwatera oraz jego klona), Stephen Baldwin, ani razu nie zachwyca widza zaangażowaniem czy wypracowaną mimiką. Nie budzi współczucia jako zdesperowany ojciec rodziny, ani obawy jako bezwzględny morderca. Wypada blado tym bardziej, jeśli widzieliśmy, jak znakomicie z podobnymi podwójnymi rolami radzili sobie przed nim inni aktorzy. Na szczęście bardzo przyzwoicie prezentują się role córek oraz żony filmowego bohatera. Inny szwarccharakter, bezwzględny Drew Oslett, nie budzi zastrzeżeń: sprawia odpowiednio złowieszcze wrażenie.

Czy „Zwierciadło zbrodni” posiada w ogóle jakieś zalety? Wbrew pozorom, owszem. Jeżeli nastawimy się na obejrzenie niewymagającego, nieskomplikowanego filmu (i podzielimy seans na dwie lub trzy części, żeby nie zdążył nam się znudzić), powyższy obraz powinien spełnić swoje zadanie. W małych dawkach może mieć niezgorsze właściwości relaksujące, nawet wszystkie jego wady stracą nieco na uciążliwości. Ostatecznie fabuła potrafi wciągnąć, o ile tylko nie znamy książkowego pierwowzoru ani nie jesteśmy wychowani na thrillerach oraz kinie science fiction. Czy należy zatem polecać „Zwierciadło zbrodni”? Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Może po prostu warto dać mu szansę, jeśli znajomy pożyczy nam DVD lub jeżeli będziemy mieli ochotę na wieczorny seans w telewizji.

Na zakończenie wiadomość dla fanów twórczości Deana Koontza: film jest zauważalnie słabszy chociażby od ekranizacji „Ostatniej ocalonej”, może stanąć w szranki z dosyć starą już filmową „Ścianą strachu” i jest bez wątpienia o dwie długości lepszy od haniebnego gwałtu, jaki zadano „Opiekunom” (do dziś staram się wymazać z pamięci tragiczną porażkę, jaką okazał się tamten film). Mówiąc krótko: możecie obejrzeć z ciekawości, ale raczej nie nastawiajcie się na rewelacje.

Screeny

HO, MR MURDER HO, MR MURDER HO, MR MURDER HO, MR MURDER HO, MR MURDER HO, MR MURDER HO, MR MURDER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ może odprężać, pod warunkiem że nie znamy książki i dawkujemy bez pośpiechu
+ dość wierny oryginałowi (ciężko stwierdzić, czy wyszło to na dobre, ale odnotowuję na wszelki wypadek)
+ pod koniec trochę przyspiesza
+ lepszy od „Mody na sukces”

Minusy:

- za długi
- nudny i przegadany
- przewidywalny
- kiepsko zagrany
- przeciętnie zrealizowany
- wyzuty z napięcia
- pozbawiony klimatu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -