Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DOODEIND

DOODEIND

Doodeind

ocena:8
Rok prod.:2006
Reżyser:Erwin van den Eshof
Kraj prod.:Holandia
Obsada:Anniek Pheifer, Everon Jackson Hooi, Victoria Koblenko, Terence Schreurs, Alwien Tulner
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:5.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Przyznam się szczerze, iż o kinie holenderskim wiem bardzo mało. Słyszałem oczywiście o najbardziej znanym niderlandzkim reżyserze, Paulu Verhoevenie. Każdy szanujący się kinoman zna także fenomenalny film Mike’a van Diema „Character”, zdobywcę Oscara w 1998 roku w kategorii „Najlepszy film nieanglojęzyczny”. W listopadzie 2005 roku bardzo głośno było o Theo van Goghu, holenderskim kontrowersyjnym dokumentaliście, zamordowanym przez muzułmańskiego ekstremistę. Jeśli chodzi o kino mające coś wspólnego z poetyką grozy, przychodzi mi do głowy jedynie rewelacyjne „Zniknięcie”, będące koprodukcją holendersko-francuską. Nic więc dziwnego, iż szukając odrobiny egzotyki w horrorze, sięgnąłem po nakręcony w 2006 roku holenderski film „DoodEind” w reżyserii Erwina van den Eshofa.

Po trwających pół roku przygotowaniach siedmioro przyjaciół wyrusza na wspólną wyprawę po Szkocji. Rozmawiając o życiowych problemach, bawiąc, a przede wszystkim ciesząc się ze swojego towarzystwa przemierzają busem szkockie bezdroża. Wyspiarska wędrówka kończy się jednak tragicznie. Podczas wieczornej zabawy przy ognisku grupę turystów napadają dwa wielkie i niezwykle agresywne rottweilery. Jeden z bohaterów wskutek pogryzienia przez psy zostaje bardzo poważnie ranny. Uciekając przez zagrożeniem, przyjaciele z ogromnym pośpiechem wskakują do busa i wyruszają w dalszą drogę. Nocna jazda po szkockich lasach szybko kończy się na jednym z drzew. Dopiero po chwili przerażeni i poobijani bohaterowie odkrywają, iż ulegli wypadkowi nieopodal pięknego i ogromnego domostwa. Szukając w nim schronienia i pomocy, znajdują jednak miejsce, które stanie się dla nich gehenną.

Odrobina egzotyki w filmie van den Eshofa sprowadza się do języka holenderskiego, którym posługują się bohaterowie. Reszta bowiem to schematy i kalki od lat podejmowane przez twórców w setkach produkcji anglosaskich. W obrazie jednak, wykorzystującym jako fundament konwencję grozy, naśladownictwo nie zawsze oznacza artystyczną porażkę. W „DoodEind” rozwiązanie takie może stanowić wręcz próbę konfrontacji z amerykańskimi horrorami traktującymi o grupie młodzieży i czyhającym na nich niebezpieczeństwie. Powyższa konstatacja wzięła się stąd, iż film van den Eshofa zrobiony zapewne za niewielkie pieniądze w porównaniu choćby z filmami Nispela zdecydowanie bije je na głowę. Skąd taki efekt? Ano stąd, iż dysponując relatywnie niewielkim budżetem, holenderscy filmowcy zmuszeni zostali do gruntownego przemyślenia tego, czym zaskoczyć widza. Ich pierwszą, i trzeba przyznać trafioną, koncepcją okazało się położenie nacisku na wykreowanie wyrazistych i zapadających w pamięć postaci. Dzięki kilku krótkim retrospekcjom w pierwszych minutach filmu dowiadujemy się wielu ciekawych informacji o siódemce głównych bohaterów. Przez to śledząc kolejne minuty seansu nie patrzymy na nich jak na bezosobowe manekiny do zarżnięcia, lecz jak na wiarygodne postacie, losami których można się przejąć. Niezwykle ważną rolę w „DoodEind” odgrywa scenografia. Zdecydowana większość akcji dzieje się w jednym miejscu, ogromnym domu położonym w środku bezkresnych szkockich lasów. Specjaliści od scenografii poświęcili mnóstwo czasu i wykazali się niezwykłym wyczuciem, aby stworzyć niebywale stylowe, klimatyczne i cieszące oko fana grozy wnętrza. Tak naprawdę odgrywają one niebagatelną rolę w filmie van den Eshofa, bowiem dom nie jest tylko i wyłącznie miejscem akcji, a również jednym z bohaterów. Żyje, śledzi poczynania bohaterów, a przede wszystkim nie pozwala wymknąć się im ze swojego wnętrza. Co takiego tchnęło życie w stare, szkockie mury? Co sprawiło, iż młodzi ludzie, walcząc o przeżycie, cierpią nie tylko z powodu zadawanego im bólu, lecz także odczuwają pokłady innych emocji, wypełniających dom i naznaczonych piętnem tragedii? Pytania te muszą zostać bez odpowiedzi, bowiem każde kolejne wyjaśnienie mogłoby popsuć zabawę podczas seansu tego naprawdę dobrego horroru.

Scenografia, solidne aktorstwo, wiarygodni bohaterowie to nie jedyne elementy filmowego warsztatu, na jakie należy zwrócić uwagę w holenderskim „DoodEind”. Ogromną rolę, zwłaszcza w budowaniu napięcia oraz kreowaniu klimatu zagrożenia stale towarzyszącego bohaterom, pełni konsekwentny dobór planów do poszczególnych ujęć. Ze względu na miejsce akcji, jakim jest stary dom z mnóstwem zagraconym pokoi oraz wąskich, długich korytarzy, twórcy prawie w ogóle zrezygnowali z planów pełnych i ogólnych. Wędrując z bohaterami po kolejnych częściach domostwa, kamera znajduje się cały czas blisko nich. Siłą rzeczy cała moc zdjęć musi wynikać z planów bliskich oraz zbliżeń. Na szczęście kamera nie jest statyczna i nie oferuje nam wąskiego asortymentu wyżej wymienionych chwytów operatorskich. Kiedy trzeba filmuje bohaterów i wydarzenia z ich udziałem pod dziwnym, deformującym ekranową rzeczywistość kątem. W momentach nagłego przyspieszenia akcji podąża za nimi, nie dbając o wyrazistość ujęć ani poprawną kompozycję kadru. Dzięki temu jednak wzrasta realizm danej sytuacji, na chwilę przestajemy myśleć o motywacjach bohaterów, a skupiamy się na ich walce o przeżycie. Całość zabiegów operatorskich, których tylko część omówiłem, służy jednemu celowi – wywołać w odbiorcy choćby minimalne poczucie zagrożenia, wynikające z ciągłego przebywania bohaterów w ciasnych, zamkniętych przestrzeniach. Moim zdaniem twórcom „DoodEind” udało się to samo, co w 1997 autorom filmu „Cube”. Dzięki konsekwentnej wizji zdjęć oraz przemyślanemu, raz spowalniającemu akcję, a kiedy trzeba nadającemu jej nagłego przyspieszenia, montażowi, udało się stworzyć niesamowity klimat oblepiającej wszystkich klaustrofobii spotęgowanej czyhającym dosłownie zewsząd na bohaterów zagrożenia.

Sama historia opowiedziana w filmie van den Eshofa do wybitnych i szczególnie oryginalnych nie należy. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z klasycznym motywem nawiedzonego domu, z drugiej zaś z opowieścią o niezwykle intensywnych uczuciach towarzyszącym ludziom od zarania – miłości, cierpieniu, pragnieniu zemsty, nienawiści. Gdzieś między wierszami uważny widz znajdzie także przypowieść o tym, do czego może doprowadzić brak tolerancji oraz zrozumienia dla czegoś, co przez swą inność nie zawsze pasuje do kanonu zachowań czy systemu wartości uznawanego przez większość. Nieposzanowanie odrębności i indywidualności bardzo często może być początkiem eskalacji przemocy na niewyobrażalną skalę. I o tym traktuje właśnie „DoodEind” – o krzywdzie tak wielkiej, iż jej zadośćuczynieniu nigdy nie będzie końca.

Screeny

HO, DOODEIND HO, DOODEIND HO, DOODEIND HO, DOODEIND HO, DOODEIND HO, DOODEIND HO, DOODEIND HO, DOODEIND HO, DOODEIND HO, DOODEIND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kapitalnie opowiedziana, trzymająca cały czas w napięciu historia
+ naprawdę straszy
+ przemyślana i dopracowana scenografia
+ wiarygodni bohaterowie
+ efektowna, świetnie kreująca klimat praca kamery
+ zakończenie

Minusy:

- niektóre efekty specjalne

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -