Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren

DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren

Duch topielca

ocena:5
Rok prod.:2004
Reżyser:Mikael Hafstrom
Kraj prod.:Szwecja
Obsada:Rebecka Hemse, Jenny Ulving, Jesper Salén, Peter Eggers, Anders Ekborg
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Fanom horroru nazwisko Mikaela Hafstroma nie powinno być obce. W 2007 roku na ekranach kin gościł wyreżyserowany przez niego znakomity film „1408” zrealizowany na podstawie opowiadania Stephena Kinga. Jednak nie była to pierwsza przygoda Szweda z konwencją kina grozy. Trzy lata wcześniej spod jego ręki wyszedł film „Strandvaskaren”, do którego reżyser napisał także scenariusz. Porównując oba obrazy, nawet laik bez większego problemu wskaże, który z filmów Hafstroma dzięki profesjonalnej realizacji oraz bardzo dobremu scenariuszowi z większą siłą oddziałuje na widza. „1408” to nie tylko historia wymyślona przez nie byle kogo, bo przez samego Stephena Kinga, lecz przede wszystkim duży budżet, a co za tym idzie zatrudnienie hollywoodzkich specjalistów (niezwykle uzdolniony operator, Benoît Delhomme) oraz gwiazd, Johna Cusacka i Samuela L. Jacksona.

Wcześniejsza, jeszcze szwedzka produkcja Hafstroma, to próba zmierzenia się z odmianą filmowego horroru, zwaną slasherem. Jak wiadomo, w tego typu produkcjach bohaterami są najczęściej młodzi ludzie służący zamaskowanemu, psychopatycznemu mordercy za rzeźne bydło. Ów czarny charakter to prawie zawsze mściciel pragnący w efektowny sposób szukać sprawiedliwości za jakieś urazy z przeszłości. Niebagatelną rolę w slasherach pełni finał filmu, który musi wykorzystywać motyw „zabili go i uciekł”. Co prawda w wielu amerykańskich horrorach tego typu zły pan zostaje pokonany, jednak my, widzowie w ostatnich sekundach dostajemy sygnał, iż za jakiś czas znowu spotkamy się z zamaskowanym siepaczem. Wreszcie nie można także pominąć niezwykle ważnego elementu konwencji, jakim jest miejsce akcji slashera, czyli odosobniona, kreująca atmosferę izolacji, oddalona od cywilizacji przestrzeń, w której morderca czuje się jak ryba w wodzie.

„Strandvaskaren” wręcz podręcznikowo wykorzystuje opisane wyżej przeze mnie prawidła stosowane w filmach o zamaskowanym zabójcy. Opowiedziana jest w nim bowiem historia o elitarnej szwedzkiej szkole, w której zaczynają ginąć uczniowie. Jedna z bohaterek, Sara, pisząc pracę dotyczącą historii szkoły odkrywa, iż równo sto lat wcześniej mieszkający nieopodal uczelni autochton zaszlachtował kosą trzech uczęszczających do niej chłopców. Im bliżej okrągłej rocznicy tego tragicznego wydarzenia, tym coraz częściej na terenie szkoły oraz okalającego ją parku dochodzi do tajemniczych zniknięć kolejnych nastolatków. Najszybciej kojarząca fakty, wspomniana wyżej Sara, w pewnym momencie uświadamia sobie, iż ofiary przyczyniły się do samobójstwa jeden z uczennic, które miało miejsce rok wcześniej. Zbyt późno jednak zdaje sobie sprawę, iż dzieląc się swą wiedzą z innymi, naraża własne życie na ogromne niebezpieczeństwo.

Czym różni się slasher wyprodukowany przez Szwedów od tych eksportowanych z Hollywood? Biorąc pod uwagę jakieś fundamentalne różnice, wskazujące na jego nowatorstwo i oryginalność, to właściwie niczym. Historia opowiedziana przez Hafstroma mogłaby się wydarzyć wszędzie tam, gdzie system edukacyjny aprobuje prywatne szkolnictwo, czyli właściwie w większości krajów zachodniej demokracji. Wykorzystana w filmie legenda o topielcu, jest na tyle ogólna i uniwersalna, że mogłaby stać się częścią lokalnego folkloru zarówno w Szwecji, jak i w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych. Może Hafstrom, pisząc scenariusz do „Strandvaskaren”, tworzył go nie tyle z myślą o wąskim rynku szwedzkim czy nawet europejskim, co o możliwości jego realizacji za amerykańskie pieniądze? Stąd może brak w skandynawskiej produkcji twórcy późniejszego „1408” jakiegokolwiek kontekstu regionalnego, odróżniającego ją od podobnych obrazów powstających na całym świecie.

W porównaniu z amerykańskimi obrazami grozy film Hafstroma w wielu fragmentach razi realizacyjnym ubóstwem. Wymieniając liczne wady hollywoodzkich horrorów, ostatnio masowo produkowanych przede wszystkim w postaci „odgrzewanych kotletów”, czyli remake’ów, sequeli i prequeli, wśród nich na pewno nie znajdzie się zarzut o warsztatową amatorszczyznę czy nadmierną wizualną skromność. Na ich tle „Strandvaskaren” Hafstroma przypomina proste filmy robione dla telewizji, w których ze względu na niewielki budżet oraz sposób odbioru wszelaka audiowizualna wirtuozeria nie jest brana przez producentów w ogóle pod uwagę. Slasher to dynamiczne kino, które oprócz obowiązkowych scen pełnych przemocy i lejącej się zewsząd posoki powinno być utrzymane w szybkim, cały czas angażującym uwagę widza tempie. W „Strandvaskaren” niby cały czas coś się dzieje – już początek miał być zapewne Hitchcockowym trzęsieniem ziemi. Dalej również nie brakuje wydarzeń, które powinny podnosić poziom adrenaliny wśród odbiorców. Powinny, ale nie podnoszą. Zarówno bowiem jeśli chodzi o zdjęcia, jak i rozwiązania montażowe, film Hafstroma nie wychodzi poza poprawność, o którą pokusić się mógłby zapewne niejeden student kończący szkołę filmową. Nie najlepiej sprawa wygląda również z bohaterami. Albo są tak przerysowani, że aż komiczni (postać dyrektorki szkoły, studenta Mansa oraz jego ojca Pedera Weine), albo pod każdym względem nijacy (choćby główna bohaterka, Sara). Zwolennicy mocnych scen również nie mają w filmie szwedzkiego reżysera czego szukać. „Strandvaskaren” to bowiem horror, który spokojnie mógłby zostać wyemitowany w publicznych telewizjach zaraz po wczesnowieczornych serwisach informacyjnych. Sceny morderstw, owszem, są, ale tak zrealizowane, że ich szczegóły pozostawione zostały bujnej wyobraźni widzów. A chyba nie o to chodzi we współczesnych horrorach. Nie jestem zwolennikiem filmów w każdym ujęciu przedstawiających horrendalne sceny kaźni, ale z pomysłem zrealizowana, dobrze zmontowana i co najważniejsze, umotywowana scena przemocy może tylko uwiarygodnić przedstawianą w obrazie filmowym historię podejmującą szeroko rozumianą tematykę grozy.

Przymiotnikiem najtrafniej opisującym film „Strandvaskaren” jest wyrażenie przeciętny. Widziałem bowiem zdecydowanie lepiej zrealizowane produkcje, choć ich scenariusze pozostawiały bardzo dużo do życzenia, przede wszystkim jeśli chodzi o logikę i prawdopodobieństwo poczynań bohaterów. Film Mikaela Hafstroma może jest pozbawiony tychże mankamentów, jednak jego sennie i bardzo przewidywalnie rozwijająca się akcja szybko nuży i zniechęca do dalszego oglądania. Jednak nie zdziwiłbym się, gdyby zapaleńcy i oddani fani slasherów ocenili ten film dużo wyżej niż ja.

Screeny

HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren HO, DROWNING GHOST a.k.a Strandvaskaren

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka ciekawych scen
+ intrygujący początek
+ dla wielu wierne zastosowanie się do reguł konwencji może być atutem filmu

Minusy:

- nieciekawi bohaterowie
- oklepana historia
- realizacyjna mizeria
- brak jakiegokolwiek napięcia, nie mówiąc już o strachu
- w wielu fragmentach wieje nudą
- słabe aktorstwo

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -