Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RED MIST

RED MIST

Red Mist

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Paddy Breathnach
Kraj prod.:USA
Obsada:Arielle Kebbel, Sarah Carter, Stephen Dillane, Andrew Lee Potts, Alex Wyndham, Michael J. Reynolds
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:4
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Tym razem nie zamierzam pisać specjalnych wstępów. Po pierwsze dlatego, że ma być krótko i ad rem: jesteśmy na wakacjach, więc nic się nie chce, a już na pewno czytać przydługich wstępów. Po drugie dlatego, że film nie prowokuje refleksji nad jakąś konkretną i frapującą kwestią etyczno-moralną. Tym razem więc postanowiłem napisać krótki wstęp o tym, że nie napiszę wstępu.

Red Mist dałoby się podciągnąć pod kategorię horroru medycznego. Jeżeli ta kategoria wywołuje u kogoś szczególne dreszcze entuzjazmu, to zdecydowanie nie będzie się nudził przy tym filmie, chociaż nie należy on do orłów w swojej kategorii wagowej. Moim skromnym zdanie każdy, kto postanawia zmierzyć się ze światem medycyny, powinien wykazać się nie tylko dalece posuniętą powściągliwością, która pozwoli mu uchronić się przed śmiesznością i popełnianiem szkolnych błędów merytorycznych, ale również pokazać, że zna się trochę na rzeczy. Starając się zachować maksymalny obiektywizm oceniam, że pan Paddy Breathnach wywiązał się z zadania na zadowalające 3+. Ocena to może i słaba, ale nie oglądamy tego typu horrorów, żeby uczyć się biologii i medycyny, ale żeby uczestniczyć w historii, która ma choćby zręby wiarygodności.

Film serwuje prostą opowieść. Oto mamy grupę studentów medycyny, którzy uczestniczą w praktykach w miejscowych szpitalu miejskim w Forthaven. To zdolni młodzi ludzie z aspiracjami, którzy marzą o karierze lekarskiej. Słabością ich charakteru jest skłonność do hulaszczej zabawy, suto zakrapianej alkoholem i środkami farmakologicznymi, które zdobywają w szpitalu. Pech chce, że jedną z takich zabaw wzmacnianych tajemniczymi czerwonymi tabletkami filmuje niejaki Kenneth Chisholm, pracownik szpitalnej kostnicy. Kenneth trzyma się na uboczu życia szpitalnego, a poznajemy go w chwili, gdy filmuje swoim telefonem komórkowym zamarznięte zwłoki kobiety. Kenneth to w ogóle persona, która nie wydaje się stabilna emocjonalnie i wykazuje chorobliwą chęć filmowania świata wokół siebie. Początkowe sceny filmu sugerują, że jego matka była prostytutką i została pobita (lub zabita) na oczach syna przez jednego z jej klientów. Od tego czasu Kenneth się jąka i zachowuje w sposób budzący jednoznaczne skojarzenia z poważnymi problemami psychicznymi. Z tego powodu nie ma szans na zacieśnienie stosunków społecznych ze studentami w szpitalu. Skąd zatem znalazł się w barze razem z grupą studentów medycyny? Kenneth zapałał namiętnością do Cat, jednej ze studentek, i najprawdopodobniej chce być zawsze blisko niej. Niestety, filmowanie bawiącej się Cat powoduje, że Kenneth rejestruje moment, gdy Sean wyciąga z kieszeni feralne tabletki. Dalej wypadki toczą się szybko. Kenneth próbuje nawiązać rozmowę z Cat, ale zostaje nieuprzejmie przegoniony przez resztę imprezującej grupy. Wtedy oznajmia, że ma przy sobie nagranie pokazujące, jak zażywają nielegalne środki farmakologiczne. Ich przyszłość wisi na włosku, więc namawiają Cat, aby zaprosiła Kennetha do stołu. W tym czasie reszta przygotuje mieszankę alkoholu i leków, aby odurzyć Kennetha i skasować zawartość jego telefonu. Nieszkodliwy pomysł okazuje się tragiczny, gdy odurzony Kenneth przechodzi atak epilepsji pod wpływem szalejącego stroboskopu. Ponieważ zawiezienie go do szpitala nie wchodzi w grę, porzucają go przed wejściem do szpitala Forthaven i postanawiają trzymać język za zębami. Wypadki jednak nadal nie idą po myśli studentów. Kenneth wpada w śpiączkę, a dręczona wyrzutami sumienia Cat jako jedyna z grupy postanawia zainteresować się losem Kennetha. Gdy dowiaduje się, że mózg chłopaka nie wykazuje żadnej aktywności i wkrótce zostanie odłączony od urządzeń podtrzymujących funkcje życiowe, Cat postanawia działać. Dowiaduje się o istnieniu badań nad eksperymentalnym połączeniem leków, które mogą wybudzać pacjentów nawet z głębokiej śpiączki. Nieświadoma efektów ubocznych, w tajemnicy i zupełnie poza etyką lekarską, podaje Kennethowi pierwszą dawkę leków…

Jak łatwo odgadnąć, dalsza część filmu koncentruje się wokół efektów ubocznych działania eksperymentalnego leku. Powodują one, że dusza pacjenta, a może raczej osobowość, uzyskuje zdolność do opuszczenia ciała i wniknięcia w ciało innej osoby, przejmując nad nią całkowitą kontrolę. Do tego momentu, przyznam, film buduje dość ciekawą historię. I nawet, jeśli nie jest ona jakoś szczególnie porywająca, wzbudziła moje zainteresowanie. Szkoda, że reżyser skupił się na motywie zemsty i wszystkie mordy dotyczą zemsty Kennetha na grupie studentów, którzy w barze wyzwali go od dziwolągów i używali w stosunku do niego słów powszechnie uważanych za wulgarne. Zakładam, że reżyser chciał wykorzystać klaustrofobiczne korytarze szpitalne, w których jak zwykle nikogo nie ma po zmierzchu (jak to się dzieje, że one są zawsze takie wyludnione?), do wytworzenia atmosfery osaczenia i grozy. Pomysł może i nienajgorszy, ale trzeba go dobrze wykonać. Tutaj zabrakło już tej konsekwencji. Mordy nie są specjalnie wyrafinowane – no, może z wyjątkiem jednej, rozgrywającej się w schowku na środki czyszczące – a przechodzeniu „duszy” Kennetha z ciała do ciała nie towarzyszy tajemniczość i poczucie obcowania ze zjawiskiem z pogranicza poznania. Szkoda tym bardziej, że całościowo pomysł na film wypada dobrze i mógłby okazać się nieźle spreparowanym straszydłem spod znaku skalpela i strzykawki. Film traci równie wiele przez nadmierną sterylność pokazywanej przestrzeni, co przypominało mi nieznośnie polski serial „Na dobre i na złe”, który pokazywał szpital idealny: sterylny, doskonale wyposażony i zupełnie oderwany od realności. Z całym szacunkiem, ale szpitale tak nie wyglądają. Gdzie harmider izby przyjęć? Gdzie podziały się zawalone sprzętem korytarze, zabieganie lekarze i pielęgniarki, gdzie jest chaos codzienności szpitalnej? A jeżeli już rezygnuje się z tego, to dlaczego nie skorzystać ze wzorców Larsa Von Triera i pokazać szpital przypominający ten z genialnego „Królestwa”? Gdyby w filmie Breathnacha szpital ożył, stał się samodzielnym bytem, który jest nieprzyjazny i złowrogi, przydałoby to filmowi dodatkowej dawki grozy – nawet za cenę posądzeń o sztampę. Bardzo żałuję, że tak się nie stało.

Film jest dynamiczny i ogląda się go dobrze. Nie ma irytujących dłużyzn ani scen, które powodują, że wątpimy w inteligencję rodzaju ludzkiego. Co zatem jest z nim nie tak, że dostał tylko 5 punktów?

Zarzut najpoważniejszy dla każdego horroru: nie wywołuje strachu. Reżyser zbudował składną historię, zadbał o detale scenariusza, ale zapomniał, że warto także doinwestować w najzwyklejszą grozę. Red Mist ogląda się jak 90-minutowy odcinek serialu medycznego połączonego z Archiwum X. Wszystko jest zrobione poprawnie, czasem nawet bardzo poprawnie, ale w pamięć nie zapada w zasadzie żaden moment, który spowodował przyspieszone bicie serca. Wszystko to za ładne, zbyt czytelne i za mało tajemnicze.

Zarzut drugi: aktorstwo. Domeną horrorów jest zatrudnianie mało znanych aktorów, którzy nie dostają lepszych angaży, bo albo ich nie ma, albo ich warsztat nadaje się jedynie do niskobudżetówek. Red Mist to analiza tego drugiego przypadku: role są na tyle skąpo rozpisane, że aktorzy i tak wiele z postaci nie wycisną, ale w omawianym filmie nie widać nawet żeby się specjalnie starali. Grają bez emocji i chwilami wydają się znudzeni. Nawet dwie najbardziej pierwszoplanowe postaci: Cat i Kennetha są szablonowe i jednowymiarowe. Do końca filmu nie dowiadujemy się nawet, dlaczego Kenneth w chwilach wzburzenia emocjonalnego silnie zaciska lewą pięść. Czy to objaw typowy dla epileptyków? Czy to pozostałość po traumie z dzieciństwa?

Zarzut trzeci: na wstępie dałem filmowi ocenę 3+ za warstwę merytoryczną. Powodem jest to, że reżyser poszedł na skróty. Po pierwsze, dostęp do leków eksperymentalnych powinien być utrudniony, a z filmu wynika, że są one w szpitalnej aptece. Po drugie, każdy porządny student medycyny zapoznałby się z dokumentacją na temat leków przed ich podaniem. A tak wychodzi, że studenci medycyny w USA to nieuki. I wreszcie po trzecie: nikt nie odłączy pacjenta od systemu podtrzymywania życia już po kilku dniach, jak to pokazano w filmie. To cała procedura, co nieco o niej czytałem. Do tego jest to działanie o znamionach eutanazji, więc wymaga zupełnie specjalnego traktowania. Nie jestem specem od kwestii medycznych, zatem uznaję, że reszta pokazanych w filmie aspektów istnienia szpitala/leczenia jest jako-tako zgodna z rzeczywistością.

Podsumowując, Red Mist to obraz udany, ale pozbawiony charakterystycznego dla horrorów brudu i chaosu. Jest zbyt uporządkowany, aby porządnie przestraszyć, ale dość ciekawie podany, aby zadowolić dawnych wielbicieli Archiwum X czy mniej wymagających widzów.

Screeny

HO, RED MIST HO, RED MIST HO, RED MIST HO, RED MIST HO, RED MIST HO, RED MIST HO, RED MIST HO, RED MIST HO, RED MIST HO, RED MIST

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dobrze skonstruowany scenariusz
+ dbałość o szczegóły, scenografię i ciągłość logiczną wydarzeń
+ historia osadzona w realnym świecie i prawdopodobna na poziomie faktów

Minusy:

- mimo wielu wysiłków reżysera, film nie straszy
- akcja osadzona jest w zbyt sterylnym środowisku, które kojarzy się ze studiem serialowym
- mało przekonująca gra aktorska
- film jest zbyt ładny i zbyt uporządkowany, aby zapaść w pamięć

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -