Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SLAUGHTER

SLAUGHTER

Rzeźnia

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Stewart Hopewell
Kraj prod.:USA
Obsada:Antonia Bernath, Amy Shiels, Lucy Holt, Craig Robert Young
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Duch „The Texas Chain Saw Massacre” Tobe Hoopera unoszący się nad Hollywood, niczym postać Włodzimierza Ilicza Lenina w moskiewskim mauzoleum, jest wiecznie żywy. Wielu amerykańskich twórców filmów grozy tworząc swoje produkcje, świadomie lub nie, nawiązuje do krwawego klasyka. Kiedy tylko bowiem akcja przenosi się na amerykańską prowincję, nie wiadomo dlaczego zacofaną, brudną, pokrytą rdzą i upstrzoną zarośniętymi trawą wrakami samochodów, pewnym jest, iż czarnymi charakterami okaże się zwyrodniała, pozbawiona jakichkolwiek hamulców moralnych familia, lubująca się w zarzynaniu obcych przypadkowo trafiających na jej teren. Nie inaczej jest w kolejnej produkcji pokazywanej w ramach After Dark Horrorfest, „Slaughter” Stewarta Hopewella.

Jej bohaterką jest młoda dziewczyna, Faith, która uciekając przed swym skorym do przemocy chłopakiem, postanawia przenieść się do dużego miasta, by tam rozkoszować się anonimowością i spokojem. Narzeczony jednak, grożąc pistoletem, dowiaduje się od przyjaciółki dziewczyny, dokąd uciekła jego luba. Spanikowana Faith postanawia zaszyć się na wsi, w gospodarstwie należącym do ojca Loli, nowej znajomej, którą bohaterka poznała na jednej z imprez. Początkowo obie dziewczyny zachwycone są wspólnym spędzaniem czasu, śniadaniami na werandzie oraz wypadami na nocne hulanki. Później jednak Faith, coraz bardziej zainteresowana poczynaniami reszty rodziny mieszkającej na farmie, ojca i dwóch braci Loli, zaczyna dostrzegać, iż na terenie gospodarstwa mają miejsce dziwne wydarzenia, o których nikt nie chce rozmawiać. Kiedy bohaterka odkrywa tajemnicę rodziny, zostaje za to bardzo srogo ukarana.

Hopewell w swoim debiucie filmowym wykreował świat, w którym kobieta jest ofiarą piekła stworzonego jej przez mężczyzn. Męska część społeczności, według reżysera, to zwyrodnialcy i degeneraci, którzy stosując najróżniejsze formy przemocy, starają się uprzedmiotowić kobietę, uczynić z niej maszynę do zaspokajania swoich seksualnych fantazji. Nie interesują ich kobiece uczucia, emocje oraz potrzeby. W świecie zdominowanym przez pieniądze i kult posiadania, kobiety są kolejnym elementem rzeczywistości konsumpcyjnej, który za odpowiednią sumę można kupić. Jakakolwiek forma buntu albo próba wyswobodzenia się z pułapki kończy się wybuchem niepohamowanej agresji, co skutkuje nieraz wielkim cierpieniem ofiar. W „Slaughter” jedynym męskim bohaterem, który widzi w kobiecie przede wszystkim wrażliwego człowieka, jest kilkuletni chłopiec. Jednak i on czerpiąc z na co dzień widzianego wzorca w postaci ojca i brata, w przyszłości stanie się kolejnym mężczyzną przyczyniającym się do krzywdy żeńskiej części społeczeństwa. Zakończenie filmu nie pozostawia co do tego najmniejszych złudzeń.

Czy wizja świata Hopewella jest wiarygodna? Można jej oczywiście zarzucić uproszczenia, schematyczność i nieprawdopodobieństwa w poczynaniach niektórych bohaterów. Coś jednak jest na rzeczy. W wielu społeczeństwach mających się za cywilizowane, postępowe i wyedukowane męska dominacja spycha kobiety do ściśle określonych ról, z których wyłamanie się często związane jest z różnymi formami przemocy. Nie chodzi tu oczywiście o agresję fizyczną, ale o wszelakiego rodzaju dyskryminację, która w kulturze patriarchalnej jest na porządku dziennym. Kto nie wierzy lub odnosi się sceptycznie do powyższych słów, niech obejrzy film „Lwica” Pablo Trapero albo zapozna się z sytuacją kobiet umieszczonych w Zakładzie Karnym w Grudziądzu. Wtedy losy kobiecych bohaterek w „Slaughter” przestaną być tylko i wyłącznie wydumaną i mało związaną z realiami współczesnego świata fikcją filmową.

Pomimo wagi podejmowanych problemów, nie tylko zresztą związanych z sytuacją kobiet w męskim świecie, „Slaughter” Stewarta Hopewella dziełem epokowym w konwencji grozy nazwać na pewno nie można. I nie chodzi tu tylko o to, iż garściami czerpie on z klasyki kina gore, mianowicie z „The Texas Chain Saw Massacre” oraz podobnych jemu filmów ze zwyrodnialcami grasującymi na zabitej deskami amerykańskiej prowincji. Rzecz w tym, iż oprócz kilku ciekawie zaaranżowanych scen, jako horror „Slaughter” ma dość mało do zaoferowania. Utrwalone na taśmie filmowej wyrafinowane akty przemocy obeznanego z „Piłami” i „Hostelami” fana kina grozy już za specjalnie nie ruszają. Jeśli na dodatek nie wynikają z jakichś sensownych przesłanek, wtedy wręcz śmieszą albo najzwyczajniej w świecie irytują. Dokładnie tak rzecz się ma w filmie Hopewella. Kiedy już czarny charakter ujawnia się w całej krasie i za pomocą najróżniejszych przyrządów, które można znaleźć w każdej rzeźni rozpoczyna jatkę, logika szybko wymyka się na piwo, a bzdury zaczynają gonić się z zawrotną szybkością. Bohaterowie epizodyczni wyskakują niczym diabeł z pudełka, tylko po to, by za chwilę paść ofiarą bezwzględnego mordercy. Inni, którym jest dane trochę dłużej pożyć, zamiast ratować swój tyłek i uciekać, gdzie pieprz rośnie, robią wszystko, by jak najszybciej dostać się pod nóż szaleńca. Momentami wiarygodność bohaterów oraz ich poczynań przyprawiają o ból zębów. Hopewell ma też problemy z jeszcze jedną umiejętnością warsztatową niezbędną przede wszystkim przy realizacji horrorów, mianowicie z przykuwającym uwagę odbiorcy rozłożeniem napięcia w filmie. Są fragmenty w „Slaughter”, które kompletnie nic nie wnoszą do filmu, przedłużają go niepotrzebnie i sprawiają, iż zamiast koncentrować się na akcji, zaczynamy myśleć o czymś innym. Praktycznie w każdym filmie jest jakaś „wata”, jednak wielu twórców potrafi ją zagospodarować, a to kilkoma urzekającymi plenerowymi ujęciami, a to skrzącym się od dowcipu dialogiem lub też efektownymi perypetiami bohatera drugo- albo trzecioplanowego. Hopewell najwyraźniej tego nie potrafi lub nie miał odpowiedniej motywacji, by dopracować scenariusz pod kątem dramaturgii przedstawianych wydarzeń.

Pomimo tego „Slaughter” nie należy do rzeszy filmów spod znaku „ręka, noga, mózg na ścianie”, które należy omijać szerokim łukiem. Podejmuje jak na tego typu kino kilka poważnych problemów natury społecznej i choćby za to należy mu się szacunek. Nie można mu też odmówić profesjonalnej oprawy audiowizualnej oraz stworzenia specyficznego klimatu za pomocą może trochę ogranych, ale ciągle pobudzających wyobraźnię plenerów amerykańskiej prowincji zamieszkiwanej przez zarośniętych i krzywo patrzących na obcych farmerów.

Screeny

HO, SLAUGHTER HO, SLAUGHTER HO, SLAUGHTER HO, SLAUGHTER HO, SLAUGHTER HO, SLAUGHTER HO, SLAUGHTER HO, SLAUGHTER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ poruszone w filmie problemy
+ niezłe zdjęcia
+ kapitalne zakończenie
+ kilka interesujących, dobrze sfilmowanych scen

Minusy:

- zbyt podobne do kina spod znaku „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”
- wiele nielogicznych zachowań bohaterów
- momentami nudny
- kilka beznadziejnych rozwiązań fabularnych

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -