Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GRACE

GRACE

Grace

ocena:7
Rok prod.:2009
Reżyser:Paul Solet
Kraj prod.:USA
Obsada:Jordan Ladd, Stephen Park, Gabrielle Rose, Serge Houde, Samantha Ferris
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:4
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Horrory to taki gatunek filmowy, który nie ucieka przed podejmowaniem nawet najbardziej absurdalnej czy kontrowersyjnej tematyki. Niezależnie od tego, czy złożymy to na karb eklektyzmu, jakim cechują się filmy grozy, łącząc w sobie dramat, komedię, fantastykę, S-F czy choćby romans, czy też uznamy, że horror to symbol filmowego śmietniska, do którego można wrzucić wszystko bez obawy o przekroczenie granic dobrego smaku, jedno jest pewne: niespodzianki wiszą w powietrzu. Prawdą jest, że lwia część filmów grozy to z gruntu kicz i obraza dla naszej inteligencji, ale to tym bardziej obliguje nas do szukania tych wartościowszych pozycji. Satysfakcja płynąca z obejrzenia naprawdę nieprzeciętnego obrazu to już wystarczająca nagroda, a przecież niejednokrotnie można w ten sposób odkryć istną perłę, która zmieni naszą perspektywę patrzenia na pewne aspekty rzeczywistości. Na tym jednak nie koniec niespodzianek. Co jakiś czas bowiem zdarza się, że film podejmuje tematykę stosunkowo rzadką, a inteligentne i subtelne podejście do danego tematu owocuje powstaniem oryginalnego dzieła. Sztuka w tym, aby umiejętnie dobrać proporcje i nie zamienić poważnego tematu w tandetne straszydło o czajniku, w którym reinkarnował się duch 19 prezydenta USA. Dlaczego akurat 19? A wie ktoś, jak się nazywał? Nie? A, no właśnie!

„Grace” to film, który mierzy się z dość delikatną tematyką macierzyństwa i związku emocjonalnego pomiędzy matką a dzieckiem. Przyznam od razu, że znajomość tematu, a zwłaszcza zdolność do zrozumienia przemian, jakie zachodzą w psychice młodych matek (młodych stażem, a nie wiekiem), to znaczna pomoc w uzmysłowieniu sobie i zaakceptowaniu rozgrywających się na ekranie wydarzeń. Uspokoję także tych, którzy już zdążyli zaniepokoić się, że mamy do czynienia z kinem kobiecym. Film nie został sprofilowany z myślą o kobiecej widowni, choć dotyczy on kobiet, a 90% obsady aktorskiej to także płeć piękna. „Grace” to przede wszystkim film grozy, osnuty na kanwie wydarzeń, które nie mogłyby raczej wydarzyć się w rzeczywistości, ale poddane odpowiedniej modyfikacji, mogłyby omawiać autentyczne zdarzenia. Problematyka narodzin martwych niemowląt i związana z tym trauma matek to tematyka poważna i obarczona kontrowersjami. Jeżeli się w nią zagłębimy to dowiemy się, że postępowanie szpitali i lekarzy względem matek oraz ich dzieci jest często dalekie od wyobrażeń, a procedury dotyczące martwych noworodków to studium brutalności i niewrażliwości na ludzką tragedię. Dodajmy do tego blizny, które takie zdarzenie zostawia w psychice matki, a będziemy mieli do dyspozycji podbudowę pozwalającą na nieco odmienne spojrzenie na wydarzenia rozgrywające się w „Grace”.

Film dotyczy dramatu Madeline, która musi zmagać się z zagrożoną ciążą, niechęcią teściowej oraz, jak się wydaje, dość nadwerężonym małżeństwem. Madeline to specyficzna kobieta, zamknięta w sobie i nietryskająca nadmiernym entuzjazmem życiowym. Podłożem tego zachowania jest zaawansowana ciąża i poprzednie poronienia, które zagrażają nie tylko obecnemu dziecku, ale także jakimkolwiek szansom na urodzenie zdrowego dziecka. W cieniu tych problemów znajduje się teściowa, Vivian, apodyktyczna sędzina, która trzyma swojego męża na krótkim łańcuchu i nie kryje niechęci do Madeline. Osią konfliktu między teściową i synową okazuje się metoda porodu: Madeline zdecydowała się na poród naturalny w wodzie (w prywatnej klinice), a Vivian jest fanatyczną zwolenniczką rodzenia w szpitalu, uważając wszelkie inne rozwiązania za niedopuszczalne. Relacje pomiędzy teściami a Madeline i jej mężem można uznać najwyżej za poprawne, co dodatkowo przekłada się na ponurą atmosferę otaczającą ciążę i jej pomyślny przebieg.

Reżyserowi sprawnie udaje się nie tylko zbudować, ale także podtrzymać swoistą mgłę, jaka spowija życie Madeline. Służą do tego bardzo proste środki: wplątanie w wydarzenie jedynie niewielkiej grupy osób, ograniczenie przestrzeni dla rozgrywających się wydarzeń, częste granie ciszą oraz minimalizm środków wyrazu aktorskiego. Akcja rozgrywa się w dużej mierze na poziomie intuicyjnym. Bohaterowie nie werbalizują zbyt często swoich przemyśleń, a podejmowane przez nich działania są impulsywne i chaotyczne. To zadaniem widza jest zrozumieć zachowania bohaterów i powiązać je z podejmowanymi przez nich działaniami. Przyznam, że mi to bardzo odpowiadało: nie lubię, gdy robi się ze mnie warzywo, które dostaje wszystkie odpowiedzi od razu z objaśnieniami. Nie wszystko też wymaga omawiania, a odrobina chaosu ma zwykle korzystny wpływ na dynamikę i charakter filmu. Zważywszy, że tematyka „Grace” jest ex definitione nacechowana emocjami i lekkim szaleństwem, impulsywność i determinacja bohaterów wydają się całkowicie na miejscu.

Życie Madeline dokonuje gwałtownego zwrotu, gdy za sprawą pirata drogowego w samochodzie, którym jedzie z mężem, wybucha poduszka powietrzna. W wypadku ginie mąż, a Madeline trafia do kliniki w stanie, który wskazuje, że sprawy nie mają się dobrze. Obfite krwawienie wyraźnie sugeruje, że ciąża została utracona. Kobieta pozostaje w klinice i postanawia donosić ciążę do końca. Finał jest oczywisty. Scena pokazująca Madeline tulącą do piersi martwe niemowlę jest bardzo sugestywna i należy do jednej z najlepszych w filmie, chociaż ociera się nieco o kicz. W tym momencie film wykonuje przeskok. W kolejnej scenie widzimy jak Madeline trzyma ramionach i krami piersią zdrową i całkiem żywą córeczkę. Film nie oferuje jednak wyjaśnienia jak do tego doszło: musimy uznać na wiarę, że nastąpił cud. To punkt przełomowy filmu: jeżeli w tym momencie nie zaczniemy powątpiewać w racjonalizm reżysera oraz logikę oglądanych wydarzeń, uda nam się dotrwać do końca bez nadmiernych obrażeń na umyśle. W przeciwnym razie czeka nas zjazd kolejką górską wprost ku otchłani absurdu i sztampy. Na ratunek przychodzi jednak sama konwencja, która nie tylko wprowadza nas w nowy wymiar świata przedstawionego, ale również pozwala na rozpędzenie filmu aż do krwawego finału. Nie chcę przez to powiedzieć, że dynamika filmu nagle przybiera rozmiary wyścigów samochodowych – wręcz przeciwnie.

Od chwili narodzin dziecka Madeline zamyka się w domu i zajmuje się wyłącznie opieką nad córką, która pozornie przypomina każde inne dziecko. Film zwalnia tempo, a reżyser skupia się na odmalowania klaustrofobicznej atmosfery dusznego i odciętego od świata domu, w którym czai się szaleństwo. Tu znowu widać, jak bardzo służy temu filmowi minimalizm i cisza. Ograniczenie przestrzeni i skupienie akcji na matce, która walczy o swoje dziecko, to doskonałe rozwiązanie, które zaciekawia i zmusza do śledzenia kolejnych wydarzeń. Swoją klaustrofobią i spiralą postępującego szaleństwa bohaterki przypomina to momentami nawet przesławny „Wstręt” – samotna kobieta, która musi zmierzyć się z demonami. Mam nadzieję, że reżyser nie cytował tego dosłownie, bo wolałbym wierzyć, że pomysł był oryginalnie jego od samego początku.

Na drugim planie widzimy teściową, Vivian, która zrozpaczona śmiercią swojego syna podejmuje działania, których celem jest odebranie wnuczki Madeline. Postać Vivian jest dość solidnie zbudowana i psychotyczna, co gwarantuje, że finalne starcie pomiędzy teściową a synową będzie brutalne i obliczone na całkowite zwycięstwo, bez względu na cenę. Oba wątki filmu biegną równolegle i skupiają się na walce o dziecko. W tym trójkącie złożonym z trzech kobiet szamocze się istota macierzyństwa: bezgraniczna, pierwotna walka o ocalenie potomstwa, która cechuje samice większości gatunków ssaków, a szczególnie ssaków rozumnych. Myślę, że wątek starcia teściowej z synową, odarty z nadnaturalnej osnowy, byłby zupełnie znajomą opowieścią o dramacie wielu rodzin, gdzie nienawiść i ludzka zazdrość rodzą tragedie i rozpacz. Determinacja obu kobiet jest tak duża, że widz nie ma złudzeń, że konfrontacja skończy się kompromisem – gdyby nie był to film grozy, może skończyłoby się na sprawie w sądzie i morzu łez. W tym przypadku finał zapowiada się jednak krwawo.

Co sprawia jednak, że film jest horrorem? Nietrudno wywnioskować, że spoiwem i motorem całego filmu jest cudownie ocalone niemowlę, Grace. Okazuje się bowiem, że powrót do życia ma swoją cenę: żeby żyć, dziewczynka musi przejść na dość specyficzną dietę, która nie cieszy się wzięciem wśród wielbicieli wyrafinowanej kuchni. Pokarmem Grace jest krew. Jeżeli uznamy to za motyw wampiryczny, to nasuwa się naturalna konkluzja: Grace jest wampirzycą, która ani nie żyje, ani nie jest zupełnie martwa. Możemy oczywiście zapomnieć o powiązaniach z jakimikolwiek mitami o wampirach, ale trudno oprzeć się takiej etykiecie: ludzie mają skłonność do nazywania wampirem każdej istoty, która pije krew. Różnica jest tylko taka, że Grace nie pije jej jeszcze sama: to matka musiała odkryć, że jej dziecko nie jest zwyczajne oraz, że zachowanie jej przy życiu wymaga nadzwyczajnych ofiar. Do mocnych punktów filmu należy większość scen dotycząca Grace – już sam widok jej pokoju obwieszonego taśmami wabiącymi muchy, które nader często zlatują się nad łóżeczko, szczelnie zasłoniętego okna i całkowity brak zabawek robi wrażenie. W kuchni gniją owoce, nad Grace zlatują się muchy, w domu panuje półmrok, a wśród tego wszystkiego widzimy zaniedbaną matkę, która leci do córeczki na każde jej kwilenie, karmiąc ją z butelki krwią wyciśniętą z mięsa. To może wydawać się kiczowate, ale zapewniam, że buduje niezłą atmosferę. Finał całego przedstawienia jest udanym podsumowaniem wszystkich podjętych przez film wątków, a zakończenie filmu, mimo iż nieco zbyt nachalne, powoduje mimowolny sadystyczny uśmiech. No, przynajmniej u mnie.

Do mocnych stron filmu należy jego zdecydowane sfeminizowanie: całość akcji kręci się wokół kobiet (oprócz omówionych pań ważną rolę odegra z czasem kierowniczka prywatnej kliniki) i ich emocji. Reżyser podlewa to także erotycznym sosem. Sceny karmienia piersią oraz widok Vivian, która wywołuje u siebie laktację (przemilczmy, czy jest to w ogóle możliwe) to wyraźne aluzje erotyczne, które przenoszą film na poziom pierwotnych reakcji samic, które walczą o dziecko – aluzje do świata zwierząt, na przykład pingwinów królewskich, są jak najbardziej zasadne. Cały film nasycony jest rywalizacją kobiet, które nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć cel. Paul Solet uniknął nadmiernej sztampy (razić mogą jedynie zbędne obrazy pochodzące jakoby z Animal Planet – szlachtowanego czy rozrywanego na strzępy przez drapieżniki mięsa) i z powodzeniem zbudował opowieść minimalistyczną, która nie epatuje przemocą czy banalnymi starciami z potworem, a stawia na pierwotną walkę o potomstwo i kreowanie atmosfery. Polecam szczególnie wielbicielom horrorów, którzy nie mają problemów z akceptacją konwencji, która dowolnie poczyna sobie z faktami i prawdopodobieństwem. Pozostałym widzom oferuję radę: pozostawcie w szufladzie mędrca szkiełko i oko, a zapewnicie sobie 1,5 h godziwej rozrywki.

Screeny

HO, GRACE HO, GRACE HO, GRACE HO, GRACE HO, GRACE HO, GRACE HO, GRACE HO, GRACE HO, GRACE HO, GRACE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wciągająca, duszna atmosfera
+ minimalizm, dobre operowanie ciszą i dźwiękiem
+ odwołanie się do pierwotnych instynktów i zderzenie ze sobą wyrazistych, mocnych charakterów
+ ograniczenie przestrzeni i liczby dramatis personae
+ impulsywność i kontrolowana chaotyczność zachowań bohaterów
+ feminizacja świata przedstawionego
+ stosunkowo ciekawy pomysł na rozwój akcji

Minusy:

- nieco nadmierne spowolnienie akcji
- zagranie va banque z widzem względem konwencji: osoby, które nie zaakceptują pomysłu reżysera czeka zderzenie z kiczem
- reżyser idzie na skróty i pomija kilka, wydawałoby się, ważnych wątków, np. skąd bohaterka bierze środki na utrzymanie, na ubranka dla dziecka, jedzenie itd.

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -