Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LONG WEEKEND, THE

LONG WEEKEND, THE

Długi weekend

ocena:8
Rok prod.:1978
Reżyser:Colin Eggleston
Kraj prod.:Australia
Obsada:John Hargreaves, Briony Behets
Autor recenzji:Katarzyna Sawicka
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.67
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

W historii kina grozy aż roi się od filmów, w których zagrożenie pochodzi ze strony fauny i flory. Atakowało już niemal wszystko. Krwiożercze żaby, pijawki, mrówki, pająki, ptaki, rekiny, drzewa – lista wydaje się nie mieć końca. Zabijają w pojedynkę i w grupach. Czasem, przyczyna ataków nie jest jasna. Najczęściej jednak, okazuje się, że winny jest – jak żeby inaczej – człowiek. W większości przypadków, nieproszony wkracza na nieswoje terytorium i zakłóca spokój tamtejszych mieszkańców albo manipuluje przyrodą, mniej lub bardziej świadomie, doprowadzając do powstania morderczych mutantów. Tak zwany „eco-horror” przeżywał renesans w latach 70-tych, wskutek wzrostu świadomości ekologicznej. Do nurtu zalicza się pochodzący właśnie z końca owego okresu australijski niskobudżetowiec „The Long Weekend”. Film ten jednak wpisuje się we wspomniany podgatunek w sposób wyjątkowy i jest ważną, choć nieco zapomnianą, pozycją w historii całego gatunku.

Małżonkowie Peter (John Hargreaves) i Marcia (Briony Behets) wybierają się na łono natury, w celu podratowania rozpadającego się związku. Planowany spokojny weekend na plaży, z dala od zgiełku miasta, jest prawdziwą odmianą w ich codziennym grafiku, wypełnionym robieniem pieniędzy i organizowaniem przyjęć dla przyjaciół. Ale już sama podróż samochodem nie ma nic wspólnego ze spokojem; naszpikowana jest kłótniami, pretensjami i wzajemną niechęcią. Jednak Peter i Marcia są nieprzyjaźni nie tylko sobie nawzajem, ale również w stosunku do Matki Natury – po drodze wyrzucają przez okno niedopałki papierosów i potrącają kangura, po czym nawet się nie zatrzymują. A to dopiero początek. Kiedy tracą orientację i nie udaje im się dotrzeć w planowane miejsce, rozbijają w nocy obóz gdzieś w lesie – jak się jednak później okazuje, całkiem niedaleko docelowej plaży. Po początkowym, aczkolwiek krótkotrwałym, ociepleniu stosunków, następuje eskalacja wzajemnej niechęci. I cały szereg – pozornie drobnych – czynności, krzywdzących naturę. Peter śmieci, strzela, w co popadnie, bezmyślnie testując swoje „zabawki”, w końcu zabija krowę morską. Marcia z kolei zagazowuje mrówki sprayem owadobójczym i przywłaszcza sobie jajko orła. Natura nie pozostaje dłużna. Zaczyna się niewinnie, ataki wydają się przypadkowe, wytłumaczalne. Coraz bardziej jednak nakręca się spirala wrogości, w której uwięzieni są Peter, Marcia i Matka Natura, każdy wrogiem każdego, świadomym czy też nie.

Dwie kwestie odróżniają „The Long Weekend” od większości produkcji spod znaku eco-horroru. Po pierwsze, nie pojawia się w filmie jeden, konkretny przedstawiciel królestwa fauny i flory, z którego strony nadchodzi zagrożenie. Groźna wydaje się cała natura. Co więcej, zwierzaki i rośliny nie mają nadnaturalnych zdolności, nie są zmutowane, a przede wszystkim nie przejawiają morderczych skłonności w sposób stuprocentowo oczywisty. I można by tak naprawdę zastanawiać się, czy natura rzeczywiście się na człowieka uwzięła, chce go skrzywdzić albo postawiła sobie za cel zabicie go, i to w dodatku poprzez zorganizowany atak. Australijscy yuppies muszą, co prawda, zmierzyć się i z oposem, i z orłem, i z kaczkami, straszeni są rozpaczliwymi zawodzeniami krowy morskiej (które – z perspektywy widza – są wyjątkowo klimatyczne i intrygująco-niepokojące), ale, z drugiej strony, natura przecież JEST dzika i MOŻE być groźna; bohaterowie sami próbują znaleźć wyjaśnienie agresywnych zachowań zwierząt – na przykład, po ataku orła i zdziwieniu, bo „przecież orły nie atakują ludzi”, racjonalizują sytuację, tłumacząc sobie – i widzowi – że orzeł, przyciągnięty został zapachem psującego się mięsa, albo przyleciał po jajko. Tyle, że agresja ta wydaje się tutaj podejrzanie ZA częsta…

Pozostawienie odrobiny miejsca na wątpliwości, zastanawianie się, czym tak naprawdę powodowani są mieszkańcy lasu, niewątpliwie wprowadza aurę niepewności i tajemniczości. Zresztą w całym obrazie doskonale kreowana jest atmosfera, najpierw delikatnego niepokoju, potem narastającej dezorientacji, aż do osaczenia i przerażenia, kiedy bohaterowie poczują się jak w pułapce, trudno powiedzieć, czy bardziej fizycznej czy psychologicznej; w kreowaniu klimatu, doskonale wykorzystywany jest dźwięk i światło. Pod koniec, tego dość powolnego, filmu, robi się bardziej dynamicznie, gorączkowo; sam finał pokazuje natomiast, że głównym zagrożeniem dla innych i samego siebie jest – i tu brak zaskoczenia – jednak człowiek. Warto nadmienić przy okazji, że i reprezentanci świata ludzi nie są w „The Long Weekend” jednowymiarowi czy całkowicie źli, chociaż z pewnością nie budzą sympatii. Wydaje się, że krzywdzą Matkę Naturę raczej nieświadomie, powodowani brakiem refleksji, głupotą. Kluczowy wydaje się dialog między Peterem i Marcią, na samym początku ich pobytu na odludziu. Kiedy Marcia pyta Petera, dlaczego ścina drzewo, ten beztrosko odpowiada „A czemu nie?”

Wymiar ekologiczny, jest w „The Long Weekend” równie ważny, co warstwa psychologiczna. Film to swego rodzaju studium kryzysu w związku, w którym wciąż jest jakaś tam bliskość i pożądanie, ale który przede wszystkim toczony jest żalem i pretensjami. A tutaj, jak się okazuje w dalszej części obrazu, żal i pretensje dotyczą kwestii niezwykle drażliwych i intymnych, w zasadzie traumatycznych. Można by się nawet pokusić o stwierdzenie, że Peter i Marcia już przed przyjazdem do lasu, dokonali nie tyle wykroczenia, co zbrodni przeciwko naturze, jeśli uznamy człowieka za jej część. Że to za to spotyka ich kara. W filmie roi się od symboliki – mamy jajko orła, które Marcia rozbija o drzewo i z którego wycieka krew, mamy płacz opuszczonego dziecka krowy morskiej, i w końcu szczątki przyjęcia dla lalek, porzucone przez jakieś dziecko w środku lasu. Sam wyjazd mógłby być nawet potraktowany stricte metafizycznie, jako wyprawa do osobistego piekła, w którym bohaterowie muszą zmierzyć się głównie z samymi sobą i z tym, co zrobili. Co ciekawe, wybierają się na tak zwaną Moonda Beach, ale kiedy Peter wspomina o miejscu w lokalnym pubie, nikt o nim nie słyszał. Czy to miejsce w ogóle istnieje w sensie fizycznym?

„The Long Weekend” to film złożony, wielopłaszczyznowy, prowokujący do myślenia. Ale poza tym, że stanowi pożywkę intelektualną, po prostu bardzo dobrze się go ogląda, nie nudząc się ani przez minutę. W 2008 roku powstał remake obrazu. Dość udany, ale przecież niepotrzebny, biorąc pod uwagę fakt, że oryginał ani trochę się nie postarzał i wciąż trafia do widza współczesnego.

Screeny

HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE HO, LONG WEEKEND, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wspaniale budowana atmosfera, najpierw delikatnego niepokoju, potem narastającej dezorientacji, aż do osaczenia i przerażenia
+ ciekawa tematyka
+ wielopłaszczyznowy
+ prowokuje do myślenia, daje możliwość różnych interpretacji
+ oryginalny, na tle typowych pozycji spod znaku eco-horroru
+ australijskie zwierzaki

Minusy:

- nie ma

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -