Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEADGIRL

DEADGIRL

Martwa dziewczyna

ocena:8
Rok prod.:2008
Reżyser:Gadi Harel, Marcel Sarmiento
Kraj prod.:USA
Obsada:Shiloh Fernandez, Noah Segan, Michael Bowen, Andrew DiPalma, Eric Podnar, Nolan Gerard Funk
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.5
Głosów:6
Inne oceny redakcji:

Jonathan Littell, autor powieści „Łaskawe”, opisującej bestialstwo oddziałów SS pacyfikujących ludność Europy Wschodniej, wysnuł odważną, a przede wszystkim niezwykle kontrowersyjną tezę, iż to nie naród niemiecki, a tym samym poszczególni jego członkowie, jest odpowiedzialny za poczynione zbrodnie, a okoliczności, które wyzwoliły z nich okrutne, pozbawione jakichkolwiek skrupułów bestie. Prozaik próbuje przekonać swych czytelników, iż naród, który znalazłby się w identycznym położeniu co Niemcy po 1918 roku, z czasem zacząłby dopuszczać się tych samych zbrodni, co naziści. Tym samym Littell daje do zrozumienia, iż tak naprawdę w każdym z nas czai się potwór skory do łamania tabu i zadawania bólu drugiemu człowiekowi. Kluczem od oswobodzenia drzemiącego w człowieku zwyrodnialca są więc okoliczności, w jakich może się znaleźć. To one, a nie przyswajane z czasem wartości tworzące kręgosłup moralny każdego z nas, determinują działania zdecydowanej większości ludzi.

Nie miejsce i czas, by dyskutować tu nad słusznością twierdzeń Jonathana Littella. Niech każdy czytelnik sam wyrobi sobie zdanie na ten temat podczas lektury „Łaskawych” (pomimo kontrowersji, pasjonująca powieść). Na pewno jednak nie można nad nimi przejść do porządku dziennego, ponieważ to, co napisał Littell ma nie tyle kontekst historyczny, co uniwersalny. Odnosi się więc nie tylko do ludzi postawionych w sytuacji ekstremalnej, lecz także żyjących dniem codziennym, zwyczajnym, nieraz całkowicie wypranym z emocji. Czy jakieś zdarzenie, zagadkowe, niespodziewane, może na tyle zmienić nasze podejście do świata i ludzi, by stać się wobec niego zimnym, pozbawionym skrupułów, okrutnym oprawcą? Dwaj reżyserzy, Gadi Harel i Marcel Sarmiento, twórcy filmu „Deadgirl” w bezkompromisowy i niezwykle sugestywny sposób, próbują nas przekonać, iż w wielu, pozornie spokojnych i jak najbardziej zwyczajnych ludziach, może nagle obudzić się zdolny do wszystkiego potwór, pragnący za wszelką cenę przejąć władzę nad drugim człowiekiem.

Bohaterami tego niezwykłego filmu są dwaj amerykańscy licealiści, Rickie i JT. Znudzeni życiem w podmiejskiej, betonowej dżungli oraz niedającą im satysfakcji szkołą postanawiają wybrać się na wagary do opuszczonego od wielu lat szpitala psychiatrycznego. Paląc papierosy i pijąc piwo niszczą wszystko to, co dotąd nie uległo dewastacji. Chodząc po opuszczonych i brudnych korytarzach, bohaterowie znajdują wejście do rozległych piwnic. Pod wpływem impulsu postanawiają zobaczyć, jakie tajemnice skrywają podziemia pod szpitalem psychiatrycznym. Tam, uciekając przed ogromnym psem, natrafiają na pomieszczenie, w którym do szpitalnego łóżka przywiązana jest młoda, naga dziewczyna. Rickie i JT szybko orientują się, iż kobieta jest co prawda nieprzytomna, jednak na pewno żyje. JT prawie natychmiast próbuje wykorzystać sytuację i z coraz większą natarczywością zaczyna dobierać się do dziwnej, bezbronnej ofiary. W Rickie’m co prawda rodzi się niezgoda na takie zachowanie, jednak nie ma on wystarczającej siły przebicia, by skutecznie przeciwstawić się charyzmatycznemu koledze. Tak zaczyna się nie tylko kaźń nieznanej dziewczyny, lecz przede wszystkim metamorfoza wszystkich, którzy przez Rickiego i JT trafiają do podziemi szpitala.

Najlepszy horror, czyli taki, który najbardziej wpływa na emocje widzów, to obraz wykorzystujący konwencję grozy tylko jako pretekst to powiedzenia czegoś ważnego o człowieku lub świecie, jaki go otacza. Opowieść bowiem podporządkowana regułom konwencji często okazuje się albo zgrywą dla fanów gatunku, albo pustą rozrywką mającą charakter czysto komercyjnego przedsięwzięcia. Na szczęście dla widzów i filmu, reżyserskiego duetu, Harel & Sarmiento, nawet nie podkusiło, by z „Deadgirl” zrobić kolejną krwawą łaźnię, jakie królują obecnie w amerykańskiej kinach. O czym jest więc ten nietuzinkowy, pokusiłbym się nawet o epitet oryginalny (jak na horror), film?

Jego bohaterami są młodzi ludzie, uczniowie szkoły średniej, których życie wypełnia pustka. Oczywiście, niektórzy oddają się temu, co lubią najbardziej, a więc futbolowi, zaliczaniu kolejnych panienek, piciu, jaraniu trawki czy przesiadywaniu z rówieśnikami. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, iż to wszystko nie kręci ich. Zachowują się tak, jakby potrzebowali czegoś więcej, czegoś, co mogłoby nadać ich działaniom jakiś sens. Świat dorosłych tak naprawdę dla nich nie istnieje, chyba że jako fantom w postaci programów telewizyjnych. Rodzice ani nauczyciele nic dla nich nie znaczą, ponieważ z góry przekreślają sposób rozumowania, jaki reprezentuje współczesna młodzież. System nakazów, zakazów oraz umoralniających pogadanek to dla bohaterów „Deadgirl” „martwica mózgu”, świat, który przez swe skostnienie i zapatrzenie w siebie nawet nie próbuje zrozumieć nastolatków. Po co się więc nim przejmować? Życie bohaterów nagle odmienia się, kiedy na skutek przypadku, jak dorośli, mogą decydować o losie drugiego człowieka. Odnaleziona w piwnicznych korytarzach przez Rickiego i JT dziewczyna, niczym dziecko, zależy tylko i wyłącznie od ich decyzji. Co jednak może się stać, kiedy decydenci są zdemoralizowanymi degeneratami, którym nikt nigdy nie wytłumaczył, gdzie przebiega granica między dobrem a złem? Dorosłość wtedy szybko okazuje się być pustym frazesem, sprowadzającym się do narzędzia dającego jakoby władzę nad dzieckiem, kobietą czy kimkolwiek słabszym. Tak rodzi się tragedia, dla ofiar zaś nieraz trwające latami pasmo udręk i cierpień.

Gdzie w „Deadgirl” horror? Tego nie zdradzę, bo niektórych przyjęty przez reżyserów sztafaż grozy może zaskoczyć. Uatrakcyjnia on film, nadaje mu dynamizmu i aury tajemniczości, nie jest jednak najważniejszy. Jego zadaniem jest pokazanie, do czego może doprowadzić nie tylko bezrefleksyjne oddanie się hedonizmowi, lecz przede wszystkim próba uprzedmiotowienia drugiej istoty ludzkiej. W czasach, kiedy najwyższym dobrem staje się reprezentujący wartość materialną przedmiot, człowiek coraz częściej sprowadzany jest do roli rzeczy, z którą można zrobić dosłownie wszystko. Można go wykorzystać, zadać mu cierpienie, wyszydzić, a kiedy się znudzi, pozbawić życia. Pomimo bardzo istotnego etycznego wymiaru „Deadgirl” ogląda się jak rasowy dreszczowiec, który nie tylko nie nudzi, lecz momentami znacznie podnosi adrenalinę. Kiedy bowiem orientujemy się, iż twórcom udało się raz nas zaskoczyć, czekamy z niecierpliwością na kolejne intrygujące pomysły. Owa wspomniana przeze mnie oryginalność oraz przemyślane elementy zaskoczenia wynikają także z bezkompromisowości, na jaką zdecydowali się twórcy kręcący „Deadgirl”. Dysponując naprawdę niewielkim budżetem, filmowcy musieli poszukać innego sposobu trafienia od odbiorcy niż wizualne triki czy szokowanie nagością tudzież wyjątkowo okrutnymi scenami przemocy. Unikając scen gore i pławienia się w bezsensownym okrucieństwie, z całą dosłownością opowiedzieli wiarygodną historię o mającym podłoże seksualne odarciu człowieka z elementarnej godności, jaka mu się zawsze i wszędzie należy. Pokazali także, gdzie i w jaki sposób może skończyć mody człowiek, którego światopogląd pozbawiony jest oparcia w uniwersalnych wartościach pozwalających bez szkody dla innych funkcjonować we współczesnym świecie. Czyżby więc zamiast w konsumpcyjnym raju mielibyśmy w niedalekiej przyszłości funkcjonować w społeczeństwie naszpikowanym wydrenowanymi ze wszelakiej duchowości barbarzyńcami pokroju bohaterów z „Deadgirl”? A może podobne akty przemocy zawsze miały miejsce, lecz w dobie urzeczywistnienia idei globalnej wioski oraz dziennikarskiego pędu za newsem żaden z nich nie umyka percepcji opinii publicznej tworząc, nie tyle rzeczywisty, co wirtualny obraz coraz bardziej lubującej się w gwałcie rasy ludzkiej.

Jakkolwiek by nie oceniać profetycznych inklinacji filmu reżyserskiego duetu Harel & Sarmiento nie zmienia to faktu, iż „Deadgirl” to kino nietuzinkowe nie tylko w gatunkowym kontekście, lecz także jako prezentacja interesujących refleksji na temat kondycji moralnej człowieka. Na szacunek zasługuje więc zarówno oryginalne wykorzystanie konwencji horroru, jak i odważne, ale pozbawione efekciarstwa podejście do tematu. Krzepiące jest to, iż od czasu do czasu w zalewie filmowej tandety, epatującej pustą przemocą, pojawia się obraz szukający w kinie grozy przede wszystkim inspiracji do opowiedzenia niebanalnej historii o problemach współcześnie żyjących ludzi.

Screeny

HO, DEADGIRL HO, DEADGIRL HO, DEADGIRL HO, DEADGIRL HO, DEADGIRL HO, DEADGIRL HO, DEADGIRL HO, DEADGIRL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ oryginalny, nietuzinkowy i bardzo intrygujący film
+ bardzo sprawnie opowiedziana historia, pomimo niewielkiego budżetu
+ dobra gra aktorska
+ interesujące lokalizacje (podziemia szpitala psychiatrycznego) i związane z nimi konotacje
+ kontrowersyjna, ale frapująca wymowa filmu
+ wiele celnych spostrzeżeń na temat zachowań ludzkich

Minusy:

- właściwie żadnych

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -