Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ECHO, THE

ECHO, THE

Echo

ocena:7
Rok prod.:2008
Reżyser:Yam Larnas
Kraj prod.:USA
Obsada:Jesse Bradford, Kevin Durand, Louise Linton, Iza Calzado, Amelia Warner
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.43
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

Przemoc w rodzinie to zamierzone, wykorzystujące przewagę sił, działanie przeciw członkowi rodziny, naruszające prawa i dobra osobiste, powodujące cierpienie i szkody. Przemoc w rodzinie charakteryzuje się tym, że:
- jest intencjonalna, tzn. jest zamierzonym działaniem człowieka, ma na celu kontrolowanie i podporządkowanie sobie ofiary;
- siły są nierówne – jedna strona ma przewagę nad drugą, ofiara jest słabsza, a sprawca silniejszy;
- narusza prawa i dobra osobiste, tzn. wykorzystuje przewagę siły i narusza podstawowe prawa ofiary (do nietykalności fizycznej, godności, szacunku);
- powoduje cierpienie i ból – sprawca naraża zdrowie i życie ofiary na poważne szkody.
Doświadczanie bólu i cierpienia sprawia, że ofiara ma z czasem coraz mniejszą zdolność do samoobrony. Jej energia psychiczna wyczerpuje się z powodu życia w ciągłym stresie.

A. Kwiecińska „Żródła i rodzaje przemocy w rodzinie”

Powyższy tekst to tylko słowa, definicja, która żadną miarą nie oddaje ogromu cierpienia, jakiego doświadczają ofiary przemocy domowej – szykanowane, wyśmiewane, poddawane torturom fizycznym i psychicznym, wreszcie nierzadko więzione i gwałcone. W czterech ścianach swojego domu, w miejscu, które powinno być azylem, oazą bezpieczeństwa, latami nieraz, pokrzywdzeni przeżywają piekło, które na trwałe zapisuje się w ich świadomości. Często ów dom dla kobiet i ich pociech (to oni według statystyk prawie zawsze są ofiarami przemocy domowej) staje się matnią, pułapką, z którego nie ma wyjścia. W społeczeństwie bowiem coraz bardziej zdominowanym przez znieczulicę i brak zainteresowania losami drugiego człowieka nie mają szansy liczyć na pomoc kogokolwiek z zewnątrz. To kolejna patologia, o której należy bardzo głośno mówić. Najczęściej o fakcie przemocy w rodzinie wie nie tylko policja, ale przede wszystkim najbliżsi, przyjaciele, znajomi. I oni nie podejmują działań, oni milczą, nie ingerują. Dopiero, gdy dochodzi do tragedii – niestety, niekiedy dopiero nad trumną, dopiero na cmentarzu pada pytanie – dlaczego nie było policji, dlaczego nikt nie ingerował, przecież ofiara mogła żyć. Nikt nie ingerował – to prawda, ale pytanie – dlaczego? Okazuje się, że o tak ważnych problemach można również opowiadać, wykorzystując do tego konwencję grozy, która przez opinię publiczną kojarzona jest przede wszystkim z filmami mało ambitnymi. Przejmującą historię o piekle rodzinnej przemocy dwa razy opowiedział Yam Laranas, najpierw w swoim rodzinnym kraju, Filipinach („Sigaw”), później w amerykańskim remake’u zatytułowanym „Echo”. Poniższy tekst traktuje o tej drugiej produkcji.

Bobby, przesiedziawszy kilka lat w więzieniu, zostaje z niego warunkowo zwolniony. Do zakładu trafił jako zabójca – przekroczył zasady obrony koniecznej, chroniąc swoją dziewczynę przed atakiem bandyty i zabił go. Po wyjściu na wolność pragnie ułożyć sobie życie na nowo. Nie czuje się kryminalistą, lecz przez wszystkich jest tak traktowany. Przyjaciele unikają go, a pracodawcy nie chcą z nim rozmawiać, kiedy dowiadują się, iż dopiero co wyszedł z więzienia. Jedynie była dziewczyna jeszcze coś do niego czuje, wie bowiem, jakie okoliczności wpłynęły na to, że Bobby trafił do pudła. Bohater zamieszkuje w mieszkaniu swojej matki, która zmarła, kiedy ten odsiadywał wyrok. Dość szybko mężczyzna orientuje się, iż jedyna bliska mu osoba nie zakończyła żywota w sposób naturalny. Ktoś zmusił ją do tego, by zabarykadowała się w jednej z szaf i umarła tam z głodu i wycieńczenia. Oprócz tego bohater zaczyna słyszeć odgłosy kaźni, jaką jego sąsiad codziennie urządza żonie i małej córeczce.

Początek filmu jest dosyć niemrawy, ponieważ realizatorzy nie wpadli na jakiś oryginalny sposób wprowadzający widza w akcję. Kiedy już jednak zaczynamy się orientować, z kim mamy do czynienia, kiedy wreszcie wydarzenia nabierają „rumieńców” charakterystycznych dla konwencji grozy, „Echo” z każdą minutą coraz bardziej intryguje i przykuwa uwagę. Od razu napisze, że największą zaletą filmu Yama Laranasa jest stopniowe i rozsądne budowanie nastroju zagrożenia. Bowiem im więcej bohater dowiaduje się o wydarzeniach, jakie przyczyniły się do śmierci jego matki, tym większe niebezpieczeństwo zagraża jemu samemu. W pewnym momencie, otoczony tajemnicami i ludzkim cierpieniem, uświadamia sobie z przerażeniem, że znalazł się w ogromnym niebezpieczeństwie, a jedyną szansą ratunku będzie stawienie czoła panoszącemu się wokół złu.

„Echo” to doskonały przykład solidnej filmowej roboty, która co prawda nie zachwyca swą oryginalnością, ale dzięki niezłemu klimatowi, konsekwentnie budowanemu napięciu oraz umiejętnemu wpleceniu wątku dotyczącego przemocy w rodzinie wzbudza zainteresowanie, a przede wszystkim nie nudzi. Co prawda jest to opowieść o nawiedzonym domu, a więc wykorzystująca jeden z najbardziej wyeksploatowanych motywu w historii horroru, jednak dzięki kilku szczegółom inaczej akcentującym elementy konwencji (sposób funkcjonowania świata nadprzyrodzonego, motywacje zjaw czy przenikanie się dwóch rzeczywistości) film intryguje i z minuty na minutę coraz bardziej angażuje. Swój udział w tym sukcesie ma także Jesse Bradford, któremu przy dużym współudziale scenarzystów, udało się stworzyć ciekawą, a przede wszystkim wiarygodną postać. Z jednej strony doskonale wiemy, iż bohater ma na sumieniu śmierć człowieka. Z drugiej zaś jako jedyny naprawdę przyjmuje się losem maltretowanej przez domowego tyrana rodziny. Ryzykując czymś więcej niż tylko powtórnym uwięzieniem postanawia pomóc cierpiącym ludziom. Nie stoi z boku jak inni świadkowie, tylko w sposób, co prawda chaotyczny, lecz niepozbawiony szczerych intencji, zaczyna robić cokolwiek w obronie pokrzywdzonych.

Czy horror podejmujący społeczną tematykę może straszyć? Yam Laranas udowadnia, iż jedno drugiemu nie przeszkadza. Podstawą budowania atmosfery zagrożenia oraz izolacji w filmie Filipińczyka jest umieszczenie większości akcji w zamkniętej przestrzeni ogromnej, zaniedbanej, wielkomiejskiej kamienicy. Ludzie żyjący w niej nawet nie próbują utrzymywać jakichkolwiek sąsiedzkich kontaktów. Szybko przemykają wąskimi, ciemnymi korytarzami, by za chwilę zamknąć się w swoim mieszkaniu. Podskórnie czują bowiem, że w budynku czai się zło, które karmi się ich strachem. Laranas, pokazując świat nadprzyrodzony, ingerujący w życie ludzi, nie wymyśla Ameryki, raczej bardzo sprawie realizuje patenty niejednokrotnie sprawdzające się w produkcjach grozy z całego świata. Umiejętnie operuje zbliżeniami, które w połączeniu z subiektywną wizją świata pokazują narastający strach bohaterów, znajdujących się w obliczu nieznanego. Podobnie rzecz się ma z montażem. Reżyser z dużą wprawą za pomocą natychmiastowego zdynamizowania akcji (łączenie długich i krótkich ujęć) potrafi wpłynąć na widzów, a tym samym podnieść im poziom adrenaliny we krwi. Zastosowanie jump scenes co poniektórych widzów może zniesmaczyć (uciekanie się do tanich, prymitywnych chwytów), jednak w obrazie Laranas jest ich naprawdę niedużo, więc można je potraktować jak delikatną przyprawę podkreślającą smak jakiegoś delikatesu kulinarnego. Na mnie największe wrażenie zrobiła charakteryzacja niektórych postaci. Umiejętnie i wiarygodnie dokonana deformacja ludzkiego ciała (czy to przez charakteryzatorów czy też speców od technik komputerowych) może zrobić na odbiorcy większe wrażenie, niż najbardziej zaskakująca jump scene. I w filmie „Echo” ich znaczenie jest naprawdę niebagatelne, bowiem wygląd mających wywołać w nas niepokój istot związany jest z ich pełną niezawinionych cierpień przeszłością.

Okazuje się, że amerykańskie remake’i nie zawsze muszą być pozbawionymi polotu kalkami swoich pierwowzorów. Czasami na podstawie jednego pomysłu można nakręcić dwa solidne obrazy grozy, które może nie są arcydziełami gatunku, lecz dzięki swoim zaletom zapewniają godziwą rozrywkę na wysokim poziomie. Tak jest z oboma filami Yama Laranasa. Oczywiście szkodliwe dla kina jest podejście amerykańskich producentów, widzących istotę kinematografii w zysku, jaki ona przynosi, jednak gdyby wszystkie remake’i prezentowały poziom „Echa” zdecydowana większość fanów horroru przełknęłaby ów „przeróbkowy proceder” bez większego utyskiwania.

Screeny

HO, ECHO, THE HO, ECHO, THE HO, ECHO, THE HO, ECHO, THE HO, ECHO, THE HO, ECHO, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ całkiem sprawnie opowiedziana historia
+ klimat i atmosfera
+ umiejętne budowanie napięcia
+ wiarygodna scenografia
+ momentami naprawdę starszy
+ poruszana problematyka patologii społecznych

Minusy:

- to tylko remake, tym bardziej, że reżyserem jest autor pierwowzoru

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -