Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:1920

1920

1920

ocena:7
Rok prod.:2008
Reżyser:Vikram Bhatt
Kraj prod.:Indie
Obsada:Rajneesh Duggal, Adah Sharma, Anjori Alagh, Raj Zutshi, Vipin Sharma
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Na słowo „Bollywood” w kieszeniach większości miłośników sztuki filmowej ze zgrzytem otwierają się scyzoryki. Bollywood wzbudza bowiem jak najgorsze skojarzenia. Kicz, tandeta, oraz szmirowate wokalno-taneczne popisy upychane do każdego filmu. Słowem egzotyczna cepelia i masówka dla niewybrednych widzów. Czasy się jednak zmieniają i dzisiejsze Bollywood to nie tylko największy po Hollywood ośrodek filmowy na świecie, ale coraz częściej także miejsce, w którym specyfika indyjskiej kinematografii rozrywkowej łączy się z najlepszymi światowymi wzorcami współczesnego kina. W Bollywood, rzecz jasna, nadal realizuje się filmy w rodzaju znanego z polskich ekranów „Czasem słońce, czasem deszcz”, ale jednocześnie powstają takie obrazy, jak na przykład „Lagaan” (2001) Ashutosha Gowarikera, indyjska superprodukcja w niczym nie ustępująca chińskim eposom historycznym. W Bollywood produkuje się także horrory. Niegdyś prym wśród bollywoodzkich filmów grozy wiodły niskobudżetowe produkcje braci Ramsay, dziś obok różnych rodzimych wersji światowych przebojów (np. „Click” z 2009 r., czyli indyjska wersja „The Shutter-Widmo”), kręci się nowocześnie zrealizowane obrazy z pierwszoligowymi gwiazdami (np. „Bhoot” Rampala Gopala Varmy). Modnym nurtem w bollywoodzkim kinie grozy są także produkcje, które starają się łączyć tradycję indyjskiego filmu popularnego z zachodnimi wzorcami. Specjalistą w tej dziedzinie jest reżyser, Vikram Bhatt, o którym zrobiło się głośno za sprawą sukcesu jego horroru, „Secret” („Raaz”), zainspirowanego amerykańskim „Gdzie leży prawda?” Roberta Zemeckisa. Obraz „1920” to jedna z najnowszych produkcji, w której Bhatt próbuje połączyć słynnego „Egzorcystę” ze specyfiką indyjskiego kina. I dokonuje tego w sposób nadspodziewanie udany.

Arjun i Lisa są młodym, zakochanym w sobie małżeństwem. Otrzymują w spadku olbrzymią rezydencje, właściwie pałac, który Arjun, z zawodu architekt, ma zamiar zburzyć i wybudować na jego miejscu luksusowy hotel dla prominentnych gości. Lisa wyczuwa w budynku coś niepokojącego. Stara się jednak nie przykładać większej wagi do swych odczuć, zwłaszcza, że jej mąż z entuzjazmem podchodzi do nowego miejsca pobytu i planów jego przebudowy. Niestety, zmuszony jest do częstych wyjazdów, by omówić sprawy związane z budową hotelu, toteż jego młoda małżonka spędza wiele czasu samotnie w imponującym swymi rozmiarami pałacu. Dziewczynę zaczynają prześladować tajemnicze odgłosy, zamknięte drzwi nagle się otwierają, w korytarzach słychać czyjeś kroki. W końcu któregoś dnia Lisa dostrzega tajemniczą sylwetkę, która nagle znika. Arjun nie daje wiary relacjom coraz bardziej zaniepokojonej małżonki, dlatego też dziewczyna zwierza się katolickiemu księdzu. Ksiądz wyczuwa, że w rezydencji zagnieździło się coś przerażającego. Jego ostrzeżenia, że Lisa znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie nie docierają jednak do zajętego interesami Arjuna. Kiedy mężczyzna wraca z delegacji jest już za późno. Potężne siły zła opętały Lisę. Arjun ma tylko cztery dni na uratowanie ukochanej.

Miła niespodzianka! Aby jednak docenić wartość horroru Bhatta, konieczne jest wykazanie się choćby minimalnym doświadczenia w obcowaniu z indyjskim kinem grozy. Jest ono bowiem na tyle specyficzne, że to co w ocenie zachodniego widza uchodzi za normę, na tle całości produkcji grozy z Indii wypada jako wybijające się z tłumu przeciętności. Ten tłum stanowią bowiem przeróbki zagranicznych horrorów oraz tradycja B-klasowego kina, która przez wiele lat dominowała na rynku filmowej grozy. „1920” jest więc obrazem świeżym, jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy realia indyjskiego horroru. Czy więc zaskakuje? Przede wszystkim jest to horror jak najbardziej serio. Nie znajdziemy w nim żadnych idiotycznych, i tylko z założenia, zabawnych scen. Nie znajdziemy w nim również wepchniętych na siłę kiczowatych numerów taneczno-wokalnych, choć jak nakazuje tradycja rodzimego kina pojawiają się w filmie piosenki. Są one jednak w filmie jedynie ilustracją umiejętnie połączoną z obrazem, żadnych tanecznych popisów (może z wyjątkiem sceny w lokalu, ale jest to scena sprytnie zgrana z fabuła filmu). „1920” wyróżnia także w miarę zwarta gatunkowa jednorodność, nie ma w nim miejsca na kiczowaty misz-masz gatunków filmowych, choć z pewnością możemy w przedstawionej historii wyróżnić oprócz elementów horroru także elementy melodramatu. Ten ostatni jest podporządkowany stylistyce grozy. Do „innowacji” można także zaliczyć fakt, że obraz Bhatta obywa się bez długowłosych upiorów oraz w zdecydowanej większości bez zgranych chwytów na przestraszenie widza.

Skoro zahaczyliśmy o strach, to także na tym polu reżyser „1920” ucieka się do rzadko obecnej we współczesnym horrorze metody wywoływania grozy. Można by tę metodę nazwać „staroświecką”, lecz paradoksalnie właśnie w owej „staroświeckości” tkwi świeżość. Dzisiejszy horror nastawiony jest na szokowanie widza, albo drastycznością albo przytłaczającą ilością „strasznych momentów”. Współczesny horror cierpi na nadmiar mocnych wrażeń, które w ostatecznym rozrachunku zamiast budzić emocje, budzą jedynie znużenie. Zdaje się, że indyjski twórca doskonale zdaje sobie sprawę z tej przypadłości dzisiejszego kina grozy, bo z rozmysłem jest nad wyraz oszczędny w stosowanych środkach filmowych mających na celu wywołanie grozy, jak też w ilości „strasznych” scen. Z rozmysłem ucieka się do, tak zdawałoby się, anachronicznych patentów jak niepokojące odgłosy, same otwierające się drzwi, włączający się nagle patefon, falujące kotary w korytarzu (skojarzenie z „Upadkiem domu Usherów” J.Epsteina jak najbardziej na miejscu), tajemnicza postać migająca na tle wielkiego okna, czy pękające ogromne lustro. W ten subtelny sposób film być może nikogo nie przestraszy, lecz za jego twórca kreuje niezwykły nastrój tajemnicy i niepokoju. W budowaniu atmosfery niesamowitości pomaga również imponująca sceneria pałacu (w rzeczywistości jest to Allerton Castle, w angielskim hrabstwie North Yorkshire), z olbrzymi schodami, ciągnącymi się w nieskończoność korytarzami i labiryntem przestronnych komnat.

Nie można jednak narzekać na całkowity brak mocniejszych wrażeń, bo te pojawiają się wraz z opętaniem Lisy przez złego demona. Ten fragment filmu jest najbardziej emocjonujący, choć może także narazić się na zarzut wtórności wobec słynnego „Egzorcysty” W. Friedkina. Bo mamy i opętaną dziewczynę wykrzykującą męskim basowym głosem bluźnierstwa (ale o wiele mniej drastyczne niż w oryginale), mamy scenę lewitacji, katolickiego księdza bezskutecznie starającego się przepędzić demona, mamy również postępującą degradację ciała ofiary. Z pewnością jest kwestią indywidualnej oceny, lecz w mojej opinii ani te podobieństwa nie są nazbyt istotne ani natrętne. Doskonale za to dowodzą, że umiar w szafowaniu mocnymi akcentami może wyjść z pożytkiem dla filmu. Opętanie, które oglądamy w „1920” nie jest być może ani tak efektowne i bluźniercze jak w „Egzorcyście’, ale za to sprawia wrażenie bardziej realistycznego. Oczywiście, małą Megan opętał o wiele potężniejszy i groźniejszy demon niż mściwy duch żołnierza, zdrajcy i mordercy („1920”), lecz bynajmniej brak scen masturbacji krucyfiksem czy obracającej się dookoła głowy nie czyni opętanie z indyjskiego horroru mniej przekonującym. Niesamowite wrażenie sprawia przeobrażenie zjawiskowo pięknej Adah Sharmy (Lisa) w przerażającego demona. Aż się nie chce wierzyć, że opętaną bohaterkę gra ta sama aktorka!

Do wszystkich pochwał dodajmy także sprawną realizację oraz taką też sprawnie się rozwijająca intrygę. No i oczywiście niesamowitą urodę utalentowanej Adah Sharmy. Rzecz jasna, nie jest to obraz bez wad. Można sobie zadawać pytanie, dlaczego Arjun chciał zburzyć taką imponujący pałac, zamiast przystosować wnętrze już istniejącej budowli na potrzeby hotelu. Można się przyczepić, że wątek poprzedniej właścicielki rezydencji i zakochanego w niej żołnierza-zdrajcy ostatecznie w niczym nie pomaga Arjunowi w pokonaniu demona. Nieco zabawnie wypada także finał, w którym nieoczekiwanie pobrzmiewa antykatolicka nuta. Okazuje się bowiem, że dopiero buddyjskie zaklęcia a nie katolickie egzorcyzmy, stanowią skuteczną broń w walce z siłami zła. Można także ponarzekać na powolne tempo i aż dwie godziny projekcji, lecz szczerze powiedziawszy wszystko są to drobiazgi, które nie mogą w znaczący sposób zepsuć wrażenia obcowania z przyzwoitym obrazem grozy. Jak na realia indyjskiego kina grozy to naprawdę wiele.

Screeny

HO, 1920 HO, 1920 HO, 1920 HO, 1920 HO, 1920 HO, 1920 HO, 1920 HO, 1920 HO, 1920 HO, 1920

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ realizacja bez zarzutu
+ zwarta, sprawnie się rozwijająca się fabuła
+ w miarę udane unikanie kiczu
+ nastrój
+ staroświeckość jako zaleta
+ wiarygodnie ukazane opętanie
+ imponująca sceneria pałacu
+ zjawiskowo piękna Adah Sharma

Minusy:

- dla wielu może być to tylko gorsza wersja „Egzorcysty”
- kilka nielogiczności
- wolne tempo
- finał mógł wypaść lepiej

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -