Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:THAW, THE a.k.a Frozen

THAW, THE a.k.a Frozen

Thaw, The

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Mark A. Lewis
Kraj prod.:USA
Obsada:Val Kilmer, Alexandra Staseson, William B. Davis, Gary Chalk, Anne Marie DeLuise
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Około 3 tygodnie temu ukazał się na portalu tygodnika „Polityka” felieton (patrz: http://archiwum.polityka.pl/art/homo-catastrophicus,425601.html) dotyczący rankingu czynników, które mogłyby okazać się potencjalnie zabójcze dla ludzkości rozumianej jako gatunek. Przedstawiono zestawienie najbardziej popularnych teorii, które są powszechnie uznawane za prawdopodobne, w tym, między innymi, upadki planetoid i komet, wybuchy wulkanów czy sztuczna inteligencja. Wśród takich koncepcji poczesne miejsce zajmuje teoria wirusowa, która zakłada, że wyjątkowo zjadliwy wirus zdziesiątkuje ludzkość w mgnieniu oka, a przy „odrobinie szczęścia” zgładzi ją doszczętnie. Przyznać trzeba, że jest to teoria ciesząca się powodzeniem i wielu wierzy, że w tzw. tajnych laboratoriach wojskowych gdzieś na świecie już istnieje taki zabójca. Wystarczy tylko go wypuścić. Wszystko to niby proste, ale, tu pozwolę się powołać na wspomniany felieton: „Wyprodukowanie wirusa w laboratorium to jedno, a sprawienie, by zadziałał, to zupełnie co innego; to trochę jak z tymi specjalnymi, nieprzenoszącymi chorób zakaźnych komarami. Kiedy wypuszczono je z laboratoriów, okazało się, że w naturze radzą sobie kiepsko”.

Film, o którym chcę pisać, bazuje, niestety, na takim właśnie błędnym przeświadczeniu, że jeden wirus może nas wszystkim natychmiast zabić. Gdybym wierzył w takie historie, to może wymowa filmu byłaby bardziej przytłaczająca, a tak, od samego początku, mamy do czynienia z historią, której prawdopodobieństwo ociera się o teorie spiskowe. Ocenę tego, czy pojedynczy wirus jest w stanie zasiać takie spustoszenie na naszej planecie, zostawiam wirusologom oraz specjalistom od teorii wszelakich i rachunku prawdopodobieństwa. Ja tego nie kupuję przede wszystkim dlatego, że ludzkość już te parę tysięcy lat istnieje, wciąż nas przybywa, a żadna z wielkich epidemii dotąd nas nie powaliła. Nie wiem jak długo tak pozostanie, ale jestem raczej sceptykiem, jeśli mam stawiać na jakiś niewidoczny, choćby najbardziej zabójczy wirus.

Arktyka. Niewielka grupa naukowców, pod komendą dr Davida Kruipena, mocno zaangażowanego w kwestię globalnego ocieplenia i walkę o ocalenie środowiska odkrywa, że pokrywa lodowcowa topnieje w zastraszającym tempie, a obszary, które jeszcze rok wcześniej pokrywał lód, dziś są go niemal pozbawione. Podczas rutynowego wypadu w teren naukowcy odkrywają samotnego białego niedźwiedzia, który został odcięty od możliwości powrotu na lód. Niedźwiedź zajmuje się akurat posilaniem na bliżej nieokreślonej padlinie. Po uśpieniu niedźwiedzia, naukowcy zbliżają się do żerowiska i ze zdumieniem odkrywają, że źródłem pożywienia był rozmarznięty mamut. Jest to znaczące odkrycie nie tylko dlatego, że niewiele mamutów odnaleziono dotąd w stanie nienaruszonym (nasłynniejszy to tzw. Mamut Jarkowa), ale także z uwagi na to, że ciało mamuta zamieszkuje nieznany pasożyt. O nim więcej niebawem.

Drugim wątkiem filmu jest grupa studentów, która ma przybyć do stacji na Arktyce celem odbycia praktyk. Wśród nich znajduje się córka dra Kruipena, która poróżniła się z ojcem po śmierci matki. Nie może mu wybaczyć, że zaangażowanie w pracę nie pozwoliło mu na pojawienie się na jej pogrzebie. Kruipen namawia jednak córkę, aby przyleciała z grupą studentów do jego stacji badawczej. W chwili, gdy okazuje się, że pasożyt na ciele mamuta jest żywy i groźny, dr Kruipen stara się zapobiec pojawieniu się córki w strefie zagrożenia, ale jest oczywiście za późno. Kilkoro studentów ląduje w samym sercu topniejącej Arktyki i wkrótce przyjdzie im się zmierzyć z przybyszem, który może zniszczyć cały znany świat.

Nie ma sensu opowiadać więcej. Akcja rozgrywa się dość sennie, skrupulatnie dodając jednak kolejne elementy układanki i nieuchronnie zagęszczając wydarzenia, aż do osiągnięcia punktu krytycznego, w którym bohaterowie muszą stanąć do walki z niebezpieczeństwem. Scenariusz pomyślany jest dość schematycznie i liniowo, bo większość dziejących się wydarzeń jest tyleż przewidywalna, co nieunikniona. Odcięci na końcu świata młodzi, niedoświadczeni studenci, muszą spróbować zatrzymać rozprzestrzenianie się epidemii, nad którą nie można będzie zapanować, jeśli zostanie przeniesiona do większych skupisk ludzkich. Nie chcę przez to powiedzieć, że film ogląda się, ziewając. Przeciwnie, akcja jest dość wciągająca, a sceny interakcji z pasożytem o dość specyficznym wyglądzie powodują mimowolny wzrost poziomu adrenaliny. Atmosfera izolacji, ograniczona przestrzeń i brak zaawansowanej technologii powoduje, że walka z wrogiem przybiera charakter dość pierwotny. Trzeba naprędce sięgać po jakiekolwiek rozwiązania, byle były choć trochę skuteczne. To kolejna mocna strona filmu – grupa ludzi rzucona w wir wydarzeń, których nie kontrolują, a które zmuszają do podejmowania decyzji z pogranicza życia i śmierci. Może nam się nie podobać takie czy inne działanie poszczególnych bohaterów, ale musimy pamiętać, że my w danej chwili także chwytalibyśmy się czegokolwiek, a nasze działania mogłyby wydawać się zupełnie chybione.

Film nie jest jednak kopią legendarnego „The Thing”. Zagrożenie, owszem, pojawia się znikąd i niewiele o nim wiadomo, choć naukowcy zbadali obcy organizm dokładnie i zamieścili wiele rysunków anatomicznych. Nie jest to jednak jednostkowy twór, a raczej armia istot, których jedynym celem wydaje się rozprzestrzenianie po możliwie największym obszarze. Są więc symbolem epidemii, czegoś na kształt wirusa eboli, ponieważ śmierć następuje szybko i jest niezwykle bolesna i krwawa. Szybko okazuje się, że naukowcy z grupy dra Kruipena mają inne plany względem tej nowej broni biologicznej, niż wynikałoby to z ich zawodowej etyki. Ich plan jest śmiały i szaleńczy, ale podyktowany pobudkami, które oni uznali za szlachetne. Chcą uświadomić ludzkość, że planeta umiera, a ponieważ konwencjonalne metody oddziaływania na świadomość zawodzą, postanawiają uciec się do metod, które historia zwykła nazywać zbrodniczymi. Plan powiódłby się, gdyby na drodze ekologów-rewolucjonistów nie stanęła nieco zabłąkana grupa studentów. Finał tego starcia polecam obejrzeć samodzielnie.

Siłą filmu jest izolacja i minimalizm. Nie ma tu wielu aktorów ani wyszukanej technologii. Atmosfera zagrożenia oraz świadomość, że właściwie nie ma dokąd uciec, to oczywiście sztampowe zabiegi, których jest bez liku w wielu filmach grozy, ale ich urok polega na tym, że zwykle działają. Napięcie podawane jest partiami, ale nieustannie wzrasta, nie odpuszczając do samego końca. Walka z obcym organizmem to archetyp walki pierwotnej o przetrwanie gatunku, co przydaje filmowi pewnej etnologicznej aury. Pojawiają się, przynajmniej u mnie, nieodparte skojarzenia z klimatem „The Thing”, ale to żaden zarzut – walka z obcym jest tu podobnie brutalna i toczona rozpaczliwie, na wszelkie sposoby. Aktorstwo jest oszczędne, chwilami razić może niedoświadczenie aktorów młodszego pokolenia, ale całokształt wypada pozytywnie: nie ma zadęcia i przerysowań. Nawet Val Kilmer, który wiecznie balansuje pomiędzy zawodowym aktorstwem a kiczem, rysuje udany portret naukowca, który za wszelką cenę chce doprowadzić swój plan do końca. Mówiąc zupełnie oględnie, filmowi nie można odmówić klimatyczności i konsekwencji.

Co może się nie podobać? Cóż, oprócz wspomnianego we wstępie małego prawdopodobieństwa, jakie cechuje ukazywane wydarzenia (czy niedźwiedź może jeść rozmarzniętego mamuta?), film nie nokautuje. Samo napięcie, obecność namacalnego zagrożenia i odwoływanie się do wzniosłej idei ratowania ludzkości nie stworzy jeszcze obrazu zapadającego w pamięć. Razić może także żerowanie na mielonym przez media w nieskończoność zagadnieniu globalnego ocieplenia i odpowiedzialności za jego powstanie. Nie chcę się wypowiadać o tym, czy jest to zagrożenie realne czy nie, ale reżyser starał się przemycić w filmie jakieś głębsze przesłanie ekologiczne, co osłabiło wymowę filmu. Zamiast 100% horroru dostajemy mieszankę filmu grozy i dokumentu rodem z Discovery. Oba składniki są wymieszane w niemal równych proporcjach, co sprawia, że ani przejmiemy się zagrożeniem, ani nie wzbudzi to w nas wyrzutów sumienia wobec topniejących lodowców czy innych objawów zmian w środowisku naturalnym. Szkoda tym bardziej, że film ma potencjał i mógł zostać naprawdę dobrze poprowadzony, gdyby reżyserowi nie przyszło do głowy próbować zagrać na zbyt nośnym medialnie temacie. Cios zdecydowanie w próżnię.

Screeny

HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen HO, THAW, THE a.k.a Frozen

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ atmosfera izolacji i zagrożenia
+ motyw pierwotnej walki o przetrwanie ludzkości
+ zachowania bohaterów nie są sztuczne i ukazują chaos, w jakim się znaleźli
+ stonowane aktorstwo, nieprzegadane sceny
+ klimat miejsca i krajobrazy
+ konsekwentny rozwój sytuacji i brak jednoznacznego zakończenia

Minusy:

- niewielkie prawdopodobieństwo zaistnienia pokazywanych wydarzeń
- tematyka filmu nie pobudza do większej refleksji
- próba przemycenia przesłania moralnego w konwencji horroru to chybiony strzał
- nie do końca wiadomo, czy film to horror czy moralitet o zacięciu ekologicznym

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -