Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ALIEN RAIDERS

ALIEN RAIDERS

Inwazja obcych

ocena:7
Rok prod.:2008
Reżyser:Ben Rock
Kraj prod.:USA
Obsada:Carlos Bernard, Mathew St. Patrick, Rockmond Dunbar, Courtney Ford, Bonita Friedericy, Samantha Streets
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Obcy. Jakkolwiek nie interpretowalibyśmy tego terminu, kino grozy starało się od dawien dawna kojarzyć go z krwiożerczymi stworami, które pojawiają się na naszej planecie wyłącznie w celach eksterminacji rasy ludzkiej. Czy nam się to podoba czy nie, ten stereotyp utrwalił się na tyle mocno, że zrobienie sondy ulicznej o wyobrażeniach i oczekiwaniach związanych z odkryciem istnienia innej cywilizacji w kosmosie z pewnością wykazałoby, że znaczna część naszej populacji raczej spodziewałaby się z ich strony inwazji i wojny totalnej niż próby nawiązania kontaktu międzygalaktycznego. Im więcej ogląda się filmów dotyczących wszelkich form bytności „obcych” na naszej Ziemi, tym trudniej oprzeć się wrażeniu, że prędzej czy później doszłoby do krwawej jatki. Najeźdźcy przyjmują rozmaite formy i mają zróżnicowane metody działania, ale finał niezmiennie przyjmuje formę rozgrywki w rodzaju „my albo oni”.

Nie inaczej rzecz ma się w niskobudżetowym dziele „Alien Raiders”. Grupa zapaleńców tropi inwazję obcych organizmów, którzy zaatakowali Ziemię i wnikają w organizmy ludzkie, aby się rozmnażać. Cel inwazji wydaje się jasny: chodzi o walkę gatunków, o przejęcie całkowitej kontroli nad planetą, ale nie poprzez otwartą walkę, a infekowanie rodzaju ludzkiego i jego zamianę w bezwolną masę posłusznych „nosicieli”. Taką przynajmniej interpretację można założyć, ponieważ film nie oferuje wielu wyjaśnień – stan rzeczy jest zastany, obserwujemy jedynie kolejną fazę walki, a początki całego zjawiska nie pojawiają się nawet w rozmowach naszych bohaterów. Grupa tropicieli obcych jest dowodzona przez niespecjalnie charyzmatycznego, ale z pewnością oddanego sprawie Rittera, który poświęcił życie wielu swoich bliskich, aby dopiąć celu –zakończyć najazd obcych. Wśród tropicieli znajduje się ktoś w rodzaju medium, niejaki Spooky, który potrafi wykryć w człowieku obecność obcego organizmu poprzez dotknięcie jego skroni. Skąd ma takie moce, nie do końca wiadomo – dopiero później dowiadujemy się, że potrafią to ludzie, którzy zostali zarażeni „obcymi”, ale z jakiegoś powodu oparli się ich wpływowi. Pogoń za wrogiem doprowadza grupę bojową Rittera do 25-tysięcznego miasteczka Buck Lake, a ściślej do supermarketu Hastings, w którym ukrywa się wróg. Wszystko wskazuje na to, że tej nocy rozegra się finalne starcie.

Film zaczyna się bardzo dynamicznie i nie zwalnia tempa do samego końca. Nie ma tu ani wstępu, ani wielu okazji do uzyskania szerszego tła dla rozgrywających się wydarzeń. Grupa Rittera zajmuje sklep w bardzo zorganizowany sposób pozorując napad z bronią, aby natychmiast przejąć inicjatywę nad wydarzeniami. Od razu widać, że robili to już wcześniej, bo ich taktyka i metodyka działania są bardzo chłodne i rzeczowe. Dodatkowym walorem, który przykuwa uwagę do ekranu, jest obecność ręcznej kamery, która filmuje akcję w sklepie – grupa Rittera prowadzi dokumentację wideo z każdego wypadu. Przeskoki pomiędzy kamerą główną a kamerą wewnątrz filmu są oszczędne, ale budują ciekawe, dwustopniowe postrzeganie rzeczywistości, które sprytnie wciąga nas w sam środek wydarzeń – czujemy się świadkami, a nie jedynie widzami poza ekranem. Wydarzenia rozgrywają się szybko, ale w sposób chaotyczny. Misternie skonstruowany plan napadu na sklep, zidentyfikowania wroga i jego wyeliminowania spełza na niczym, gdy przypadkowo obecny w sklepie policjant zabija medium. Grupa jest zmuszona do zastosowania innej, dalece brutalniejszej metody identyfikowania „swoich i obcych”, co szybko eskaluje poczucie zagrożenia i paniki wśród zakładników sklepu. Sprawy wymykają się spod kontroli, a wkrótce okazuje się, że przeciwnik jest o wiele potężniejszy niż Ritter i jego ludzie sądzili. Zaczyna się walka o przetrwanie.

Film jest minimalistyczny, prowadzony w zamkniętej przestrzeni, a przez większość czasu panuje ciemność. Utrudnia to nieco dostrzeganie szczegółów, ale także stanowi znakomity wybieg dla reżysera, aby nie uciekać się do drogich efektów specjalnych, a skupić się na klimacie i poczuciu osaczenia. W mojej ocenie jest to zabieg udany i mimo że większa klarowność w niektórych scenach byłaby pożądana, film nie wpada w pułapkę nadmiernego rozdęcia niepotrzebnymi i kosztownymi błyskotkami typu wybuchy, fruwające wokół mięso czy fontanny krwi. Przez większość filmu czujemy duszną atmosferę osaczenia i niepewności – zakładnicy szybko orientują się, że nie jest to zwykły napad, ale nie otrzymują żadnych informacji, o co rzeczywiście chodzi. Poziom chaosu i zagrożenia wzrasta z każdym kolejnym niewyjaśnionym wydarzeniem: grupa Rittera przeprowadza jakieś testy na obecność obcego w ciele, zakładnicy podejmują próbę przejęcia kontroli nad sytuacją, a liczebność zespołu tropicieli zaczyna się gwałtownie kurczyć. Reżyser nie daje nam odetchnąć i cały czas zmusza do skupienia uwagi – ja sam złapałem się na tym, że niecierpliwie czekałem na jakieś wyjaśnienia, zupełnie jak bym był jednym z zakładników! Finałowe starcie z tzw. „obcym” nie jest nadmiernie krwawe, ale nie przynosi spodziewanego rezultatu. Zabity organizm okazuje się nie być tym, kogo poszukiwała grupa Rittera. Kiedy przychodzi zrozumienie, jest już za późno. Wszystko poszło na marne.

Napisałem wcześniej, że film jest raczej niskobudżetowy, ale nie powiem, aby było to szczególnie widoczne na innym poziomie niż brak wydumanych efektów specjalnych. Gra aktorska, dbałość o szczegóły czy wreszcie bardzo sprawna praca kamery i brak rażących luk w scenariuszu to aspekty zasługujące na uznanie – reżyser obronił się znakomicie. Szkoda, że, o ile się nie mylę, film przeszedł w Polsce bez większego echa. Sądzę, że zastrzyk gotówki byłby dla reżysera tylko dodatkowym impulsem do stworzenia kolejnego, bardziej nasyconego i przestrzennego filmu grozy, który oglądałoby się z prawdziwą satysfakcją. „Inwazja obcych” to przykład solidnego i zwartego kina klasy B, które zadowoli wybrednych, a osoby szukające po prostu rozrywki może nawet zadziwić.

Screeny

HO, ALIEN RAIDERS HO, ALIEN RAIDERS HO, ALIEN RAIDERS HO, ALIEN RAIDERS HO, ALIEN RAIDERS HO, ALIEN RAIDERS HO, ALIEN RAIDERS HO, ALIEN RAIDERS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ doskonała dynamika, atmosfera i nieustanne poczucie zagrożenia
+ bardzo zaangażowana gra aktorów
+ ciągła nerwowość, napięcie i chaos rozgrywających się wydarzeń
+ brak tandety, naciąganych rozwiązań czy irytującego debilizmu zachowań bohaterów
+ ciekawa i satysfakcjonująca końcówka

Minusy:

- za dużo ciemności, która nieco zamazuje widok detali
- myślę, że podanie chociaż skrawków informacji o źródle inwazji obcych byłoby korzystne dla podsycenia i tak silnego poczucia zagrożenia

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -