Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LEFT BANK a.k.a Linkeroever

LEFT BANK a.k.a Linkeroever

Lewy brzeg

ocena:6
Rok prod.:2008
Reżyser:Pieter Van Hees
Kraj prod.:Belgia
Obsada:Sien Eggers, Matthias Schoenaerts, Marilou Mermans, Frank Vercruyssen, Robbie Cleiren
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:6.5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Sięgając po belgijską produkcję „Linkeroever” miałem nadzieję obejrzeć kino może nie pretendujące do miana kamienia milowego konwencji grozy, lecz z racji europejskich korzeni, na pewno odbiegające od hollywoodzkiego banału i zaskakujące jakimś ciekawym spojrzeniem na rzeczywistość, w jakiej osadzony został świat przedstawiony filmu. Obraz Pietera Van Heesa w pewnym stopniu spełnił moje oczekiwania. Dostałem bowiem interesującą historię, która jednak przez brak twórczej konsekwencji reżysera utopiona została w zalewie niepotrzebnych scen obyczajowych oraz onirycznych wizjach bohaterki nijak powiązanych z głównym wątkiem opowieści.

„Linkeroever” jest filmem traktującym o przeżyciach młodej, niezwykle zdolnej, lecz zamkniętej w sobie biegaczki, której na skutek poważnej niewydolności organizmu odebrana zostaje szansa uczestnictwa w niezwykle ważnych zawodach o randzie międzynarodowej. Po chwili załamania Marie postanawia zmienić coś w swoim życiu. Chcąc uwolnić się od nadopiekuńczej matki, wprowadza się do nowo poznanego chłopaka mieszkającego w jednym z bloków położonych na lewym brzegu Skaldy, rzeki przepływającej przez Antwerpię. Zauroczenie i chwile beztroskiego szczęścia kończą się, kiedy bohaterka dowiaduje się, iż mieszkająca wcześniej w apartamencie Boba lokatorka zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Marie postanawia dowiedzieć się czegoś o zaginionej. Dochodzenie stanie się okazją do zaznajomienia się z przerażającymi opowieściami, jakie od wieków snuto na temat miejsca, w którym powstało lewobrzeżne blokowisko.
Bardzo lubię filmy, w którym elementy grozy występują niejako mimochodem, jakby twórca danego dzieła chciał przekazać, iż nadnaturalność bywa nieraz tak subtelna, iż na pierwszy rzut oka jej nie dostrzegamy. Weźmy chociażby takie filmy jak „Repulsion”, „Rosemary's Baby” czy „The Tenant”, wszystkie trzy w reżyserii Romana Polańskiego. Świat nadprzyrodzony w tychże dziełach sztuki nie jest najważniejszy, nie determinuje filmu jako całości, a w końcowej interpretacji jego istnienie może nawet zostać poddane w wątpliwość. Dużo ważniejsze w tego typu obrazach jest umiejętne i ciekawe przedstawienie zmagań bohaterów z codziennością. W takiej sytuacji nagłe ich zetknięcie choćby z najdelikatniejszym przejawem grozy oddziałuje zarówno na postacie filmowe jak i na odbiorę ze zwiększoną siłą. Podobny patent na swój film miał Pieter Van Hees. W pierwszej połowie filmu obserwujemy dramat głównej bohaterki, którym jest kontuzja w najważniejszym momencie jej sportowej kariery. Bieganie jest dla niej wszystkim. Nic więc dziwnego, iż Marie, by obsesyjnie nie rozmyślać o swoich problemach, postawia radykalnie zmienić swoje życie.
Dla dziewczyny przeszłość lewego brzegu Skaldy początkowo nie odgrywa żadnego znaczenia. Kiedy jednak mgiełka miłosnego zauroczenia zaczyna rozpływać się, bohaterka powoli dostrzega, iż wokół niej dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy. Wyczuwa, iż miejsce, do którego się przeprowadziła emanuje nieznaną, a zarazem przyprawiającą o lęk mocą. Jeszcze bardziej przerażają ją ludzie, z którymi po sąsiedzku musi egzystować w wieżowcu. Żeby wypełnić czymś czas i zająć kłębiące się w jej głowie myśli, Marie pragnie skończyć to, co zaczęła była lokatorka zajmowanego przez nią i Boba mieszkania. Wraz z jej byłym narzeczonym przeczesują biblioteki w poszukiwaniu informacji na temat legend dotyczących antwerpskiego lewego brzegu.
Van Hees, chcąc przestraszyć, nie epatuje ani przemocą, ani niepasującą do koncepcji opowieści nagłością. Za pomocą bardzo długich ujęć, często mających wymiar subiektywny, interpretacyjny, pokazuje lewy brzeg Antwerpii jako miejsce przytłaczające, dla większości ludzi nieprzystępne, by nie powiedzieć groźne. Cywilizacja przegrała w nim walkę z nieokiełznaną, dziką przyrodą, nadającą mu charakter opuszczonego i słabo zaludnionego. Zdjęcia autorstwa Nicolasa Karakatsanisa bardzo sugestywnie uświadamiają widzowi, iż to nie człowiek jest panem tego terenu. Rządzi się on bowiem innymi prawami niż opanowana przez przemysł, a więc materialny wymiar ludzkiego bytowania, główna część belgijskiej metropolii. Wraz z Marie odkrywamy, iż w lewobrzeżnej Antwerpii konflikt między naturą a cywilizacją nie ma charakteru kulturowego czy symbolicznego, lecz istnieje w sposób jak najbardziej rzeczywisty. Okazuje się, iż siły i moce za nim stojące są ściśle uzależnione od ludzi, tak samo zresztą jak istoty ludzkie od nich. Obie formy egzystencji bez wzajemnej współpracy nie mogłyby istnieć, dlatego zachowanie jej w tajemnicy jest priorytetem zarówno dla jeden jak i drugiej ze stron.
Okazuje się jednak, iż ucieczka od banału i poszukiwanie oryginalności nie zawsze może oznaczać artystyczny sukces. „Linkeroever” jest tego doskonałym przykładem. Nawet w horrorze, gatunku mocno skonwencjonalizowanym, często przez dynamikę opowieści wpływającym na emocje widzów, nie jest niczym nagannym złamanie tychże zasad na rzecz powolnej, nieraz wręcz kontemplacyjnej akcji. Dzięki temu, tak jak w filmie Pietera Van Heesa, można skupić się na budowaniu specyficznej atmosfery oraz kreowaniu wielowymiarowych postaci. Jednak nie można zapomnieć o tym, iż każda opowieść powinna mieć swoje tempo. Jeśli reżyser w prologu sugeruje, iż będziemy mieli do czynienia z mroczną, wymykającą się ludzkiemu poznaniu tajemnicą, w trakcie rozwijającej się fabuły musi podsycać ciekawość widzów kolejnymi scenami ukazującymi grozę, która próbuje coraz bardziej przeniknąć życie głównej bohaterki. Dzięki temu nie tylko z narastającą uwagą moglibyśmy śledzić jej poczynania, lecz także w krytycznych momentach emocje Marie mogłyby udzielić się także nam. Niestety, Van Hees za bardo skupia się na mało istotnych szczegółach fabuły, mnoży niepotrzebne wątki oraz udziwnia swój obraz nic niewnoszącymi wizjami głównej bohaterki. W pewnym momencie nużyć także zaczynają jej perypetie związane ze wspólnym mieszkaniem z Bobem. Wszystko to sprawia, iż wraz z rozwojem akcji film staje się coraz bardziej rozwleczony i pozbawiony nerwu.
Kino belgijskie, niemające dotąd tradycji w realizacji horrorów, będzie musiało jeszcze poczekać na obraz, który jako jego przedstawiciel tej konwencji godnie zaprezentuje się światu. „Linkeroever” nie sprawdził się jako film długometrażowy. Zawarty w nim potencjał idealnie pasowałby do średniego metrażu. Ograniczenie w czasie zmusiłoby twórców do zintensyfikowania grozy, poszukania innych pomysłów na jej ukazanie oraz selekcji wątków do niezbędnego minimum. Niewątpliwie wtedy film Pietera Van Heesa byłby jednym z najciekawszych europejskich horrorów wyprodukowanym w 2008 roku.

Screeny

HO, LEFT BANK a.k.a Linkeroever HO, LEFT BANK a.k.a Linkeroever HO, LEFT BANK a.k.a Linkeroever HO, LEFT BANK a.k.a Linkeroever HO, LEFT BANK a.k.a Linkeroever HO, LEFT BANK a.k.a Linkeroever

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ inne niż hollywoodzkie spojrzenie na konwencję grozy
+ wykorzystanie antwerpskich legend w kreowaniu opowiadanej przez film historii
+ fantastyczne plenery i zamknięte przestrzenie
+ zdjęcia Dimitri Karakatsanisa
+ duszna, klaustrofobiczna atmosfera filmu
+ przekonujące kreacje aktorskie
+ zakończenie

Minusy:

- zbyt długi
- momentami nudny
- za dużo dramatu obyczajowego, za mało horroru

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -