Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PARANORMAL ACTIVITY

PARANORMAL ACTIVITY

Paranormal Activity

ocena:7
Rok prod.:2007
Reżyser:Oren Peli
Kraj prod.:USA
Obsada:Katie Featherston, Micah Sloat, Amber Armstrong, Mark Fredrichs
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.93
Głosów:27
Inne oceny redakcji:

Kino grozy, zarówno w Hollywood jak i w Europie, nadal jest na fali. Horrory zaczynają powstawać nawet w krajach, które dotąd żadnym wyjątkowym dziełem nie zapisały się w długiej przecież historii gatunku. Miłośnicy strasznych historii mogą w nich przebierać do woli, decydując się na seans takich dzieł, jakie im najbardziej odpowiadają. Od czasu do czasu jednak za sprawą potężnej machiny promocyjnej o jakimś horrorze robi się wyjątkowo głośno. Fora internetowe aż gotują się od żywiołowych dyskusji, zaś w mediach, nawet w tych niezwiązanych z filmem, często o zasięgu ogólnokrajowym, co i rusz zobaczyć można krótszą lub dłuższą zapowiedź okraszoną jakimś niezwykle chwytliwym hasłem. Ostatnio niesamowicie głośno zrobiło się o filmie „Paranormal Activity”, skromnym, rzec by można amatorskim dziele pochodzącego z Izraela debiutanta, Orena Peli. Co więc tak mocno wstrząsnęło fanami kina grozy, iż ci za namową speców od kampanii reklamowej gremialnie nawiedzili sale kinowe?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, mianowicie sprytne, profesjonalne, i co ważne, przemyślane, skopiowanie filmu Daniela Myricka & Eduardo Sáncheza zatytułowanego „Blair Witch Project”. Zwracam uwagę na słowo „skopiowanie”, ponieważ odgrywa tu ono kluczową rolę. Dla rekinów współczesnego świata show bussinesu nie ma takiego czynu, na który nie zdecydowaliby się w celu odniesienia komercyjnego sukcesu. Dlaczego więc nie mieliby skorzystać z patentu, który już raz okazał się finansowym sukcesem?

„Paranormal Activity” jest historią dwojga zamożnych młodych ludzi, którzy borykają się z niezidentyfikowaną, nadprzyrodzoną mocą coraz śmielej poczynającą sobie w ich niedawno zakupionym domu. Micah, sceptycznie nastawiony do wszystkiego, co określa się mianem paranormalne, postanawia udowodnić swojej narzeczonej, Katie, iż cokolwiek dzieje się nocą wokół nich, można racjonalnie wyjaśnić. Kupuje kamerę i za jej pomocą tworzy kronikę wszystkich zdarzeń, jakie mają miejsce w ich domu. Podłączając sprzęt audio/video do komputera, rejestruje także długie godziny, kiedy bohaterowie pogrążeni są we śnie.

Już pierwsze kilka minut filmu zdradza, iż w „Paranormal Activity” będziemy mieli do czynienia z subiektywną narracją. Cały obraz bowiem składa się tylko i wyłącznie z nagrań kręconych kamerą Micah. Film jest więc czymś w rodzaju quasi dokumentu sugerującego widzowi, iż ma do czynienia z historią, która wydarzyła się naprawdę. Nie po raz pierwszy horror sięga po tego typu rozwiązania formalne. W 1999 roku zrobili to wyżej wspomniani przez ze mnie Myrick & Sánchez w „Blair Witch Project”. Później mieliśmy jeszcze „Cloverfield” oraz dwie wersje, hiszpańską i amerykańską, filmu „[REC]”. Okazało się, iż formuła narracji wykorzystująca w przekazie filmowym tylko i wyłącznie perspektywę bohatera lub bohaterów zdobyła sobie uznanie zarówno wśród widzów jak i twórców zainteresowanych konwencją grozy.

Podczas seansu „Paranormal Activity” widz mający choćby ogólne rozeznanie w filmowych dokonaniach na polu współczesnego horroru nie uwolni się od jednego skojarzenia, o którym zresztą pisałem już kilka akapitów wyżej – obraz Orena Peli jest niemal kopią powstałego osiem lat wcześniej „Blair Witch Project”. Co do słuszności tej tezy w kontekście zastosowanej przez izraelskiego reżysera formy chyba nikt nie ma wątpliwości. Zresztą nawet sam twórca w licznych wywiadach otwarcie przyznawał się do fascynacji filmem Myricka & Sáncheza. Ale o wiele istotniejsza od zapożyczeń formalnych jest konstrukcja fabularna dzieła Orena Peli zbudowana właściwie na identycznym fundamencie co opowieść traktująca o Wiedźmie z Blair. To, co oglądamy w obu filmach, to dokumenty zarejestrowane przez uczestników wydarzeń na taśmie filmowej. W obu przypadkach zostały one pokazane światu rzekomo w takim stanie, w jakim je znaleziono. Bohaterowie tychże filmów, uzbrojeni w sprzęt audio/video rejestrujący właściwie każdy ich krok, postanawiają zmierzyć się z tym, co potocznie nazywamy ingerencją świata nadnaturalnego w na co dzień doświadczaną przez nas rzeczywistość. Tak naprawdę kamery i mikrofony w dziełach Myricka & Sáncheza oraz Peli mają dowieść, iż żadne duchy oraz żyjące w lasach wiedźmy nie istnieją. Kiedy jednak bohaterowie na własnej skórze doświadczają obecności czegoś, co dotąd negowali, wykorzystany przez nich cyfrowy sprzęt okazuje się pułapką, bowiem wątpiąc w swoje doświadczenia zmysłowe, podatne przecież na wszelakie sugestie (nawiedzony las w „Blair Witch Project”, od wielu lat prześladujący Kate duch), nie zaprzeczą temu, co zarejestrowały ich kamery i mikrofony. Okazuje się, iż narastające zagrożenie oraz będący jego skutkiem strach wcale nie zniechęcają postaci do dalszej obserwacji otaczających ich paranormalnych manifestacji. Zarówno trójka studentów szkoły filmowej jak i Micah z „Paranormal Activity” z jeszcze większym zaangażowaniem, stopniowo przeradzającym się w obsesję, zagłębiają się w rzeczywistość, która dotąd była dla nich obiektem drwin. Wszyscy nie zdają sobie sprawy z tego, iż ów świat jest dla człowieka nieznającego rządzących nim prawideł śmiertelnym niebezpieczeństwem. W obu filmach prowadząca do zatracenia chęć ogarnięcia nienazwanego prowadzi do tragicznego, a zarazem fascynującego finału. I w „Blair Witch Project”, i w „Paranormal Activity” widzowi dane jest obejrzeć tylko niewielki wycinek przerażających, będących esencją grozy wydarzeń. Wreszcie w porównywanych przez mnie obrazach nie dane jest nam poznać istoty prześladującego bohaterów zła. Sami zainteresowani nie potrafili go nazwać, tak więc i my zdani jesteśmy tylko i wyłącznie na własne domysły i liczne koncepcje interpretacyjne.

Zestawiając oba dzieła, warto także zwrócić uwagę na zachowanie występujących w nich postaci. Trudno oprzeć się wrażeniu, iż w tychże filmach bohaterowie zachowują się identycznie. Początkowo są raczej młodzieńczo zafascynowani wymyślonymi prze siebie projektami. W ich działaniach więcej jest zgrywy niż poważnego i dojrzałego podejścia do tematu. Studenci z „Blair Witch Project” wygłupiają się przed kamerą, zaś Micah z „Paranormal Activity” próbuje nawet nakręcić swoją narzeczoną w ubikacji zajętą typowymi dla tego miejsca czynnościami. Kiedy jednak budzące w nich lęk moce zaczynają oddziaływać z coraz większą siłą, postaciom z obu filmów przestaje być do śmiechu. Zaczynają szukać wyjścia ze skomplikowanej sytuacji. Początkowo współdziałają ze sobą, szukając kompromisów w sytuacjach konfliktowych albo rozwiązują problemy za pomocą mniej lub bardziej zabawnego żartu. Kiedy jednak orientują się, że ich życiu zagraża niebezpieczeństwo, w obu grupach pierwsze skrzypce zaczynają grać emocje. Bohaterowie nagle tracą zdolność porozumiewania się ze sobą, w ich działania coraz bardziej wkrada się podszyty zwierzęcym przerażeniem chaos. Szukając ratunku za wszelką cenę, przestają racjonalnie myśleć. Wreszcie w finale obu filmów tak naprawdę ma miejsce mała apokalipsa. Co to znaczy? Tego nie napiszę, bo zdradziłbym zbyt wiele, zwłaszcza jeśli chodzi o film Orena Peli.

Czy „Paranormal Activity” sprawdza się jako straszak? Pomimo iż film izraelskiego reżysera jest tylko klonem „Blair Witch Project”, ogląda się go znakomicie. Nie próbuje bowiem szokować odbiorcy wizjami tortur czy wylewających się z bohaterów wnętrzności. Nie ma także ambicji, by pod powłoką konwencji grozy przekazać widzowi jakąś ważką informację na temat kondycji moralnej takiej czy innej społeczności. Próbuje za pomocą subtelnych środków stworzyć atmosferę izolacji dwojga ludzi znajdujących się na przedmieściach wielkiego miasta. Oren Peli nie buduje fabuły swojego filmu na oczywistościach, nie wykłada niczego wprost. Reżyser (albo stojący za nim znaczący producenci) doskonale zdaje sobie sprawę, iż prawdziwy lęk budzą nie strachy szczerzące do nas wielkie kły z ekranu kinowego, lecz groza wywołana w ludzkiej wyobraźni za pomocą mniej lub bardziej subtelnej sugestii. Nie sztuką jest bowiem utopić wyobraźnię widza w hektolitrach posoki i ekskrementów. Kluczem do sukcesu jest takie jej pobudzenie, by serwowane przez nią wizje choć na chwilę wzięły górę nad zamkniętą często w kleszczach racjonalności świadomość. W pełni zgadzam się z tezą reżysera, iż nie ma nic straszniejszego, niż nieznanej proweniencji wróg skrywający się w doskonale znanym dotąd miejscu nagle opanowanym przez ciemność.

Ani wtórność „Paranormal Activity”, ani wątpliwy status kina niezależnego czy undergrudowego, nie zmieniają faktu, iż mamy do czynienia z horrorem, który nie obraża inteligencji widza. Konsekwentne prowadzenie narracji, umiejętne dawkowanie napięcia oraz rewelacyjne zakończenie sprawiają, iż odbiorca obdarzony wyobraźnią w pewnym momencie może zapomnieć, iż ma do czynienia tylko i wyłącznie ze sprytnym filmem fabularnym. A czyż właśnie nie o to chodzi w kinie grozy, byśmy za sprawą wiarygodnie i sugestywnie ukazanej wizji świata przedstawionego dokonali w naszym sposobie postrzegania rzeczywistości tzw. aktu zawieszenia niewiary?

Screeny

HO, PARANORMAL ACTIVITY HO, PARANORMAL ACTIVITY HO, PARANORMAL ACTIVITY HO, PARANORMAL ACTIVITY HO, PARANORMAL ACTIVITY HO, PARANORMAL ACTIVITY HO, PARANORMAL ACTIVITY HO, PARANORMAL ACTIVITY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kino odwołujące się do wyobraźni widza
+ kilka zapadających w pamięć scen
+ wiarygodność historii
+ dawkowanie napięcia
+ momentami naprawdę mocno straszy

Minusy:

- kopia „Blair Witch Project”
- rola Katie Featherston

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -