Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ORPHAN

ORPHAN

Sierota

ocena:8
Rok prod.:2009
Reżyser:Jaume Collet-Serra
Kraj prod.:Francja / Kanada / Niemcy / USA
Obsada:Vera Farmiga, Peter Sarsgaard, Isabelle Fuhrman, CCH Pounder, Jimmy Bennett, Margo Martindale. Karel Roden
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:7.27
Głosów:11
Inne oceny redakcji:

Oglądając najróżniejsze produkcje grozy albo czytając opisy fabuł wielu z nich, zastanawiam się, dlaczego jednym z dyżurnych tematów horrorów są złe, demoniczne i skore do nieludzkiego okrucieństwa dzieci. Nie mam tu na myśli nastolatków, którzy w wielu przypadkach potrafią rozróżniać dobro od zła i mają świadomość oceny moralnej dokonywanych przez siebie czynów. Chodzi mi o małe, kilkuletnie dzieci, które nagle stają się bezwzględnymi mordercami. Twórcy i scenarzyści swoje pomysły zapewne szybko podparliby jednym z twierdzeń Zygmunta Freuda, jakoby dzieci z gruntu były istotami złymi, które dopiero z czasem można ucywilizować i nauczyć odróżniać dobro od zła. W rzeczywistości jednak chodzi o coś innego. Wizerunek dziecka jako istoty drapieżnej, czy wręcz diabolicznej, jest wynikiem frustracji i lęku świata dorosłych, który to na prawach wyłączności ponosi całkowitą odpowiedzialność za wszelaką nikczemność wyrządzoną przez dzieciaki. To my, ludzie ich edukujący i wychowujący, a nie one, powinniśmy być pokazani jako potwory kreujące nowe potwory. Dzieci bowiem niczym gąbki chłoną to wszystko, co my, jakoby dojrzali, odpowiedzialni i roztropni, jesteśmy w stanie im dać. Jedni więc pokazują dzieciom piękno świata, inni zaś jego najciemniejsze strony.

„Orphan” Jaume Collet-Serry opowiada historię posiadającego dwójkę dzieci małżeństwa, które postanawia adoptować kolejne. Kilka lat wcześniej Kate urodziła martwą dziewczynkę. Miłość, którą wraz z Johnem chcieli dać kolejnemu dziecku, postanowili przelać na sierotę przygarniętą z przytułku. Jak nietrudno się domyślić, wzięta pod dach dziewięcioletnia dziewczynka po jakimś czasie z pięknej, niezwykle mądrej, elokwentnej i wrażliwej osoby zamienia się w bezwzględnego oprawcę, z wyrachowaniem i determinacją realizującego swój zbrodniczy plan. Głównym celem Esther jest pozbycie się Kate, stojącej na drodze do zdobycia względów nieświadomego sytuacji Johna. Kobieta, mając na uwadze dobro swoich ukochanych dzieci, Daniela i głuchoniemej Max, rozpoczyna dochodzenie w celu ustalenia tożsamości adoptowanej dziewczynki. Esther postanawia jednak nie czekać na ustalenia swojej przyrodniej matki i z jeszcze większym poświęceniem próbuje osiągnąć to, czego pragnie najbardziej.

Rzadko kiedy zdarza mi się oglądać film z takim zaangażowaniem jak „Orphan” Jaume Collet-Serry. Nawet nie spostrzegłem się, kiedy dwie godziny seansu zostały zwieńczone świetną sceną finałową. Podczas niektórych ujęć towarzyszyły mi naprawdę silne emocje. I chyba właśnie o to twórcom chodziło, żeby widz najpierw zżywszy się z bohaterami, później drżał o ich los w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. W czym więc tkwi niewątpliwy sukces filmu pochodzącego z Hiszpanii Collet-Serry?

Banalnym, lecz prawdziwym, jest stwierdzenie, iż celem zdecydowanej większości realizatorów filmowych podejmujących się stworzenia dzieła mieszczącego się w szeroko pojętej konwencji grozy jest wywołanie w odbiorcach silnych wrażeń – lęku, strachu czy choćby chwilowego niepokoju. W większości przypadków udaje się to zrobić za pomocą dość prymitywnych sztuczek, takich jak nagłe zaskoczenie głośnym dźwiękiem czy niespodziewanym wyłonieniem się bohatera, często nie wiadomo skąd. Jednak ambitniejszy reżyser będzie dążył do tego, aby trzymać widza w napięciu, niepewności oraz poczuciu stałego zagrożenia nie przez chwilę, lecz na czas prawie całego seansu. Jak można osiągnąć tego rodzaju sukces? Reżyser przede wszystkim musi przekonać nas do postaci występujących w jego filmie, czyli nadać im taki rys, abyśmy uznali ich za wiarygodnych i wielowymiarowych. Kiedy w nich uwierzymy, będziemy także przejmowali się ich losem, a tym samym zadrżymy za każdym razem, kiedy będzie grozić im nawet najmniejsze niebezpieczeństwo. Dokładnie temu służy pierwsza część filmu Collet-Serry, ponieważ reżyser przedstawia odbiorcom rodzinę Colemanów w najróżniejszych sytuacjach. Najpierw dowiadujemy się o tragicznym porodzie Kate. Wydarzenie to spowodowało, iż kobieta pogrążyła się w alkoholizmie, który o mało nie przyczynił się do śmierci córki, Max. Powyższe perturbacje bardzo mocno odbiły się na małżeństwie Kate i Johna. W pewnym momencie mężczyzna miał zamiar zabrać dzieci i odejść od pogrążającej się w destrukcji żony. Ale nie tylko ciemne strony życia odmalowane zostały w pierwszych kilkunastu minutach filmu „Sierota”. Johna i Kate poznajemy także jako odpowiedzialnych i niesamowicie ciepłych rodziców, którzy doskonale porozumiewają się ze swoimi dziećmi. Również po ciężkich chwilach między sobą na nowo odkrywają miłość i przywiązanie. Ich pragnieniem także jest zrobienie czegoś dobrego dla innych i w związku z tym postanawiają adoptować dotknięte nieszczęściem sieroctwa dziecko. Tym sposobem do ich pięknego i nowoczesnego domu trafia dziewięcioletnia Esther. Od tego momentu zaczyna się właściwa część filmu, w której nowa domowniczka najpierw zdobywa sobie miłość i zaufanie domowników, by później, umiejętnie nimi manipulując, zrealizować zamierzony plan.

Kolejnym elementem zdecydowanie wyróżniającym film Collet-Serry ponad większość współczesnych produkcji grozy są kreacje aktorskie, z genialną jak dla mnie rolą Isabelle Furman na czele. Zakładając, iż w oglądanym filmie widza mają wzruszyć sytuacje rodzinne, nie mogło być mowy o odtwórczej fuszerce. Aktorzy naprawdę musieli przyłożyć się do nakreślonych przez reżysera zadań. Zrobili to rzeczywiście przekonująco, a w niektórych momentach wręcz rewelacyjnie. Trudno cokolwiek zarzucić Verze Farmiga, jak również Peterowi Sarsgaardowi. Ta pierwsza doskonale poradziła sobie z rolą kobiety po przejściach, która obecnie stara się być nie tylko dobrą matką dla swoich dzieci oraz żoną dla męża, lecz także poprzez grę na fortepianie chce odnaleźć w życiu coś, co nada mu dodatkowego smaku. Kate potrafi być energiczna, kiedy jednak wymaga tego sytuacja, dla męża i dzieci stara się okazać jak najwięcej ciepła i zrozumienia. Jednak cały czas w jej wzroku oraz w koszmarach sennych widać, iż strasznie przeżywa utratę trzeciego dziecka. W swojej roli ojca, starającego się zrealizować każde marzenie zarówno żony jak i dzieci, bardzo dobrze wypadł również Peter Sarsgaard. To on w katolickim sierocińcu jako pierwszy wypatrzył Esther, on także stał się jej celem. W „Sierocie” świetnie także zostały poprowadzone dzieci. Młodzi aktorzy kreujący role dzieci głównych bohaterów musieli być wiarygodni, bowiem ich kreacje stanowiły klucze do próby pozbycia się przez Esther swojej głównej rywalki, czyli Kate. W pewnym momencie matka przestała wierzyć przybranej córce, coraz mniej także ufała mężowi. Tylko Daniel i Max stanowili dla niej opokę, jedyną nadzieję i najważniejszą motywację do dalszych działań.

Osobny akapit należy się Isabelle Fuhrman. Dziewięcioletnia aktorka stworzyła fenomenalną i niewiarygodnie kompletną kreację. Sprawdziła się bowiem zarówno jako słodka, inteligentna i niezwykle urocza dziewczynka, jak też przerażający demon pobawiony jakiejkolwiek moralności. Ale to nie wszystko. Wielu krytyków, omawiając filmy z dziećmi-aktorami, twierdziło, iż młodzi ludzie tak naprawdę nie potrafią grać, ponieważ ich niedojrzałość emocjonalna nie pozwala przezywać stanów, które czasami muszą zagrać. Ich sztuka więc sprowadza się tylko do mniej lub bardziej dokładnego wypełniania poleceń reżysera. Teza ta wydaje mi się mocno wątpliwa, a w przypadku Isabelle Fuhrman najzwyczajniej nieprawdziwa. Oprócz bowiem postaci słodkiego dziewczątka oraz okrutnego potwora aktorka zagrała jeszcze jedną postać. Nie mogę napisać jaką, ponieważ zdradziłbym najważniejszą tajemnicę zawartą w filmie. Nadmienię tylko, iż zrobiła to w sposób niesamowity, mogący wprawić w kompleksy niejedną dorosłą i doświadczoną aktorkę.

Dlaczego podczas projekcji „Orphan” można zapomnieć się bez reszty? Pomimo bowiem rozbudowanej płaszczyzny obyczajowej film Collet-Serry nakręcony jest w sposób niezwykle dynamiczny. I nie chodzi tu o tempo wielu horrorów zbudowane na zasadzie krótkich ujęć i szybkiego, efektownego montażu, lecz o świetnie rozłożone napięcie oraz umiejętność wodzenia widzów za nos, dzięki czemu nawet dłuższy seans wydaje się krótkim, lecz niezwykle intensywnym „filmowym setem”. Przyglądając się bliżej „Orphan”, można stwierdzić, iż reżyser, znany dotąd fanom horroru tylko z remake’u „House of Wax”, nieźle rozeznaje się w chwytach po wielokroć już wykorzystywanych w filmach mieszczących się w szeroko pojętej konwencji grozy. Collet-Serra próbuje manipulować więc emocjami widza nie tylko za pomocą scen dziejących się nocą, w mrocznych, skrywających potencjalnego oprawcę pomieszczeniach, lecz także w sytuacjach zupełnie niekojarzących się z czyhającą zewsząd grozą. Warto zwrócić uwagę choćby na rozmowy bohaterów, zwłaszcza z udziałem Esther, które przez niedopowiedzenia, sugestie czy spojrzenia, z niewinnych przeradzają się w pełne napięcia i zawoalowanych gróźb ekscytujące wymiany zdań. Collet-Serra doskonale radzi sobie także z wykorzystaniem plenerów. To, że zamarznięte jezioro można spożytkować jako „straszak”, wie każdy fan horroru. Ale reżyser, by nas zaskoczyć i przestraszyć, doskonale potrafi również twórczo wykorzystać takie miejsca jak śródmiejska ulica, dziecięcy domek na drzewie, plac zabaw pełny dzieci czy wypełniony uczniami szkolny korytarz. Dzięki temu do końca nie jesteśmy pewni, co może nas zaskoczyć i kiedy.

Niestety, oprócz rozlicznych zalet, „Orphan” posiada również kilka, moim zdaniem, bardzo istotnych wad. Reżyser zapewne postanowił sobie, iż mając w ręku takie atuty jak Isabelle Fuhrman oraz niezły scenariusz, przejdzie do porządku dziennego nad wieloma mniejszymi i większymi nielogicznościami, jakich w jego filmie nie brakuje. Nie będę ich opisywał, ponieważ musiałbym bardzo wgłębić się w treść fabuły, a to znowu skutkowałoby ujawnieniem informacji dotyczących wszystkich zwrotów akcji w obrazie Collet-Serry. Spostrzegawczemu widzowi jednak owe niedociągnięcia lub świadome przeoczenia w prowadzeniu fabuły nie umkną uwadze. Mnie one w trakcie filmu nie przeszkadzały, bowiem następujące po sobie zdarzenia oraz konflikt między dwiema głównymi bohaterkami filmu nie pozwalały na zbyt długie zastanawianie się, czy dany fakt jest prawdopodobnym, czy nie. Dopiero po seansie, kiedy emocje trochę ostygły, niekonsekwencje i braki w logice stały się zarówno w swej liczbie jak i przez wpływ na spójność historii zbyt oczywiste, by zbyć je machnięciem ręki.

Powyższa uwaga o rysach na filmowym dziele Collet-Serry nie zmienia jednak tego, iż „Orphan” to jeden z najlepszych horrorów bieżącego roku. Przykuwa uwagę nie tylko fascynującym portretem tytułowej bohaterki, lecz także elektryzuje niezwykle wprawnym prowadzeniem narracji oraz umiejętnym budowaniem napięcia. Czego można więcej żądać od filmu mającego zapewnić odbiorcy godziwą rozrywkę?

Screeny

HO, ORPHAN HO, ORPHAN HO, ORPHAN HO, ORPHAN HO, ORPHAN HO, ORPHAN HO, ORPHAN HO, ORPHAN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetna, trzymająca w napięciu historia
+ bardzo dobre aktorstwo
+ rewelacyjna rola Isabelle Fuhrman
+ intrygujące zachowanie tytułowej bohaterki
+ bardzo dobre połączenie dramatu rodzinnego z thrillerem i horrorem
+ zaskakujące zwroty akcji

Minusy:

- istotne nielogiczności i nieprawdopodobieństwa

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -