Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DREAD

DREAD

Lęk

ocena:7
Rok prod.:2009
Reżyser:Anthony DiBlasi
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Jackson Rathbone, Shaun Evans, Hanne Steen, Laura Donnelly, Jonathan Readwin
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Czy tego chcemy, czy nie, lęk to stały towarzysz naszego życia. Jedni boją się pojedynczych rzeczy, np. nieznajomych czy owadów, inni starają się zwalczyć irracjonalny lęk przed konfrontacją z ludźmi, a jeszcze inni próbują pokonać traumę, która napiętnowała ich dzieciństwo. Słowem: temat-rzeka. Nie wierzę osobom, które mówią, że nic ich nie przeraża, bo im głośniej to mówią, tym bardziej oczywiste jest, że kłamią, albo nie wiedzą, że kłamią. Wszystko, co możemy zrobić z naszym strachem, to stawiać mu czoło, wiedząc, że będziemy musieli robić to regularnie, bowiem on nie zniknie. Nie da się go całkowicie wyeliminować. W każdym przypadku, gdy konfrontujemy się z jego źródłem, nasz organizm szykuje się do walki i nie ma znaczenia, czy będzie to atak czy obrona. Tak czy siak sytuacje związane ze strachem są zawsze nadzwyczajne i nigdy nie uda nam się podejść do nich jak tak zwyczajnie jak do kupna zapałek czy krojenia marchewki – trzeba się z tym pogodzić. Strach to nic złego pod warunkiem, że nie jest irracjonalny i nie pozwala nam normalnie żyć. Strach potrafi nam przecież uratować życie, gdy zamiast wdawać się walkę z kilkoma zbirami, wybieramy ucieczkę. Takie zachowanie jest stygmatyzowane jako tchórzostwo, ale przecież nie sztuka zginąć w głupi i lekkomyślny sposób, sztuką jest wiedzieć, jakie rozwiązanie jest najlepsze. Jak mawia klasyk Sun Tzu: Bronisz się tylko wtedy, kiedy twoja siła nie jest porównywalna z siłą wroga, atakujesz, kiedy masz przewagę.

Studenci studiujący w jakiejś bliżej nieznanej szkole w Wielkiej Brytanii mają w ramach zaliczenia semestru przygotować materiał filmowy poświęcony jakiemuś interesującemu ich tematowi. Podczas jednego z wykładów akademickich poświęconych zagadniniu strachu spotyka się dwóch studentów: Craig i Stephen. Obaj są dość zwyczajni i zajmują się w wolnych chwilach tym, co robi znakomita większość studentów: chadzaniem do barów i wyrywaniem lasek. Tym, co różni obu młodych mężczyzn, jest stopień zaangażowania w przedmiot zaliczenia. Craig ma wizję, w której realizację chce wciągnąć Stephena. Chodzi o studiowanie ludzkiego strachu, ale w sposób dogłębny. Projekt musi być sfilmowany, a do tego potrzebny jest montażysta, i do zespołu dołącza Cheryl. Początkowo projekt polega na robieniu z przypadkowymi studentami wywiadów przed kamerą. Opowiadają o zwyczajnych sprawach, które są mało interesujące i Craig wyraźnie się irytuje. Szybko widać, że chłopak nie jest do końca zrównoważony i jego projekt ma inny, głęboko ukryty cel. Zależy mu, by dotrzeć do czegoś poważniejszego, dotknąć prawdziwego źródła lęku, doświadczyć go. Ta rozbieżność podejścia do projektu: dla Stephena to tylko zadanie na zaliczenie, a dla Craiga studium naukowe, powoduje, że w łonie grupy narasta konflikt. Craig miewa napady agresji, co ma z pewnością związek z odstawieniem leków, które bierze od dawna, aby stłumić ukryte wspomnienia z dzieciństwa, gdy psychopata porąbał siekierą jego rodziców (nie wiadomo jednak, dlaczego jego zostawił przy życiu). Z czasem idea przyświecająca Craigowi zaczyna przesłaniać mu cały świat – chce, by ludzie, którzy udzielili wywiadów w ramach realizacji projektu, zmierzyli się z istotą swojego lęku, z bestią, jak określa to Craig. Dalsze poczynania tego naukowca-amatora to przejażdżką kolejką górską wprost w paszczę obłąkania, gdzie ofiary czeka konfrontacja z własnym strachem. Jak mawiał herszt pingwinów w Madagaskarze: „Zamknij oczy, laleczko, finał może być mroczny”.

Podana powyżej charakterystyka wskazuje, że film podejmuje raczej odgrzewaną tematykę, która wcześniej wielokrotnie absorbowała twórców kina, i to nie tylko kina grozy. Reżyser sięga jednak po „naukowy” aspekt procesu mierzenia się z własnymi lękami, starając się nadać filmowi nieco inną optykę i uniknąć tradycyjnego amerykańskiego przepisu na horror: krótka zajawka tematu i odpalamy maszynkę do mielenia mięsa! Przyznać trzeba, że jest to zabieg o tyle udany, że nie widać w filmie nadmiernego epatowania zbytnią brutalizacją, nie ma tu ociekających krwią i śluzem stworów z piekła rodem, a obecność efektów specjalnych jest nader znikoma. Szkoda jednak, że reżyser zdecydował się w ogóle po nie sięgnąć, ponieważ nie są one zrobione zbyt fachowo, a dodatkowo psują odbiór niektórych scen. Mamy oto bowiem postać mordercy rodziców Craiga, który regularnie pojawia się w jaźni bohatera, gdy ten postanawia odstawić leki (najwyraźniej psychotropowe). Powoduje to, że Craig zaczyna widzieć rzeczy, które nie mają miejsca, ale są przerażająco rzeczywiste, przez co na jego oczach ludzie są cięci nożem czy rozczłonkowywani siekierą. W tych fragmentach widać niepotrzebne odwołanie do zabiegów tak lubianych przez Amerykanów: mnóstwo krwi i flaków, a w środku skołowany bohater, na którego wszyscy wokół patrzą jak na wariata, bo reaguje krzykiem na widok produktów jego własnej imaginacji. Mi sceny te nie przypadły do gustu i zakłóciły skrupulatnie tkaną pajęczynę zagrożenia i dwuznaczności, a wystarczyłoby przecież pokazać kilkakrotnie twarz mordercy w cieniu, aby wyzyskać efekt psychozy, bez uciekania się do tanich zagrywek o nędznej jakości. Szkoda również, że morderca rodziców Craiga zdecydował się posłużyć siekierą, który to instrument wydaje się być jednym z fetyszy twórców kina grozy. Doceniam wprawdzie drzemiącą w nim prymitywną brutalność, ale ilekroć widzę ją w akcji, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że za chwilę zza rogu wyłoni się Jack Nicholson, który zacznie zamieniać drzwi do łazienki w drzazgi.

Początek filmu jest dosyć ślamazarny, oparty na dialogach i przygotowaniach do realizacji projektu, co może nieco nużyć. Dość szybko jednak akcja nabiera wigoru i krzywa napięcia rośnie. Pragnę w tym miejscu poinformować, że nie znajdziemy w filmie jakiejś szczególnej dynamiki. Akcja rozgrywa się na płaszczyźnie psychologicznej i nie doświadczymy pościgów, wrzasków mordowanych ofiar czy ćwiartowania noworodków żyletką. Tym, dla których nie jest to dobra informacja, polecam zaprzestanie dalszej lektury recenzji. W filmie nie dzieje się także zbyt dużo. Obserwujemy raczej pogłębianie się opętania Craiga, który pragnie wznieść swój początkowy projekt na wyższy poziom, dotrzeć, jak mawia często w filmie, do granic poznania. O ile w zamyśle jest to stosunkowo tajemnicze, o tyle w realizacji polega na torturowaniu i znęcaniu się nad ofiarami wybranymi spośród studentów, którzy opowiadali o swoich lękach przed kamerą. W chwili, gdy Craig postanawia przejść od słów do czynów, filmowi pęka kręgosłup. To, co do tej pory było całkiem udanym pomysłem na podglądanie mrocznej strony osobowości człowieka, zamienia się w słaby, zainfekowany amerykańskością horror z cyklu „melodie, które już każdy słyszał”. Ostatnia część filmu to już w zasadzie tylko eskalacja przemocy i zmierzanie do finału, w którym ktoś na pewno zginie. To duże rozczarowanie dla widza. Pojawiają się skróty fabularne, reżyser zaczyna folgować sobie z zasadami logiki (jedna za studentek, bliska sercu Stephena, znika bez wieści, ale nikt, a zwłaszcza on sam, nie zgłasza tego na policję, mimo iż powinien zapytać Craiga, czy nic o tym nie wie), a w końcowych scenach gubi się cała obsesja głównego bohatera. Wychodzi na to, że Craigowi zależało od początku na znęcaniu się i zabiciu kilku osób, aby spróbować doświadczyć mistyki śmierci, przeglądając się w jej odbiciu w oczach konających i umęczonych ofiar. W tym miejscu reżyser popełnia największą gafę ze wszystkich. Nie sposób bowiem uciec od skojarzeń z koncepcją pokazaną w „Martyrs” (a także choćby w cyklu „Piła”), gdzie chęć metaforycznego dotknięcia śmierci podlana została sosem filozoficznego bełkotu i przypadkowego zestawu pojęć i fascynacji. Zniszczyło to zakończenie tego, skądinąd ciekawego, francuskiego horroru. Wpłynęło to negatywnie również na zagładę dzieła Brytyjczyka: jest nie tylko kiepskim skrótem myślowym, ale także zapożyczeniem, które dowodzi, że zabrakło oryginalnej wizji na kulminację akcji. Zawiodłem się tym bardziej, że po Brytyjczykach spodziewałem się może nie majstersztyku, ale jednak dumnego kroczenia własną ścieżką, bez oglądania się na konkurencję.

Na osłodę powiem, że film ma w sobie ten charakterystyczny wyspiarski powab. Jako tło wybrano bardzo dobry i mocny rock brytyjski, którego można prywatnie nie lubić, ale trudno nie przyznać, że dodaje filmowi tego specyficznego sznytu, tak typowego dla Albionu. Podobnie udana jest praca kamer oraz mrok, który spowija rozgrywają się akcję. O ile sięgam pamięcią, żadna ze scen nie dzieje się w świetle dziennym, co tworzy duszną atmosferę, dodatkowo wzmocnioną kręceniem ujęć w zwykłych, często podniszczonych i nieatrakcyjnych lokacjach, z domem Craiga na czele. Aktorzy dobrze radzą sobie z rolami, grają z przekonaniem i dają swoim bohaterom przekonujące osobowości. To, co się jednak nie udaje, to przekonanie widza, że to wszystko ma sens, że mogłoby się wydarzyć naprawdę. Pozornie wszystko trzyma się kupy, ale film rwie się na szwach w chwili, gdy zaczniemy składać poszczególne sceny w całość i okazuje się, ile mamy dziur. Nie chce mi się bowiem wierzyć, że to wszystko mogłoby udać się tak po prostu, bez wzbudzania niczyich podejrzeń. Najmniej wiarygodnie wypada przy tym postać Stephena, który zdając sobie sprawę z niepokojących skłonności Craiga i jego agresywnych zachowań, powinien znacznie wcześniej dojść do jakichś wniosków. Tak się jednak nie dzieje i dostajemy do oglądania kolejną, ładnie zmontowaną i dość solidnie przygotowaną opowiastkę o maniaku, która nie pozostaje w pamięci na długo. Jedynym usprawiedliwieniem i jednocześnie ratunkiem dla twórców może być fakt, że film powstał na kanwie opowiadania Clive Barkera, którego nie czytałem, ale albo było to jedno z jego słabszych dzieł, albo reżyser postanowił potraktować pierwowzór nader swobodnie.

Screeny

HO, DREAD HO, DREAD HO, DREAD HO, DREAD HO, DREAD HO, DREAD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawy pomysł podbudowany sugestywną scenografią i zaangażowaną grą aktorów
+ brak nadmiernej przemocy i niepotrzebnych wątków pobocznych, które niczemu nie służą
+ akcja jest na tyle logiczna, że nie powoduje krzyku szarych komórek masakrowanych natłokiem głupoty
+ osadzenie akcji w Wielkiej Brytanii w zwykłym mieście przydaje filmowi autentyczności

Minusy:

- niepotrzebne i nieudane zdryfowanie w kierunku amerykańskiej wizji horroru, gdzie zakłada się, że widz nadal boi się krwi i flaków
- słabe zakończenie, które zbyt jawnie karmi się produkcjami kina grozy z ostatnich lat
- znów to samo: nie ma się czego bać...

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -