Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DRAG ME TO HELL

DRAG ME TO HELL

Wrota do piekieł

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Sam Raimi
Kraj prod.:USA
Obsada:Alison Lohman, Justin Long, Lorna Raver, Dileep Rao, David Paymer, Adriana Barraza, Chelcie Ross, Reggie Lee
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:6.6
Głosów:20
Inne oceny redakcji:

Fani kina grozy na ten film zapewne czekali od lat. Znowu bowiem Sam Raimi, twórca kultowej trylogii „Martwe zło”, usiadł na reżyserskim krześle, by zawiadywać produkcją kolejnego horroru w swojej twórczej karierze. Paradoks tego niewątpliwie zdolnego i obdarzonego niezwykłym poczuciem humoru artysty polega na tym, iż pomimo posiadania w swoim twórczym dorobku niesamowicie drogich hollywoodzkich superprodukcji, kojarzony jest właśnie z cyklem „Evil Dead”, zrobionym za śmiesznie małe pieniądze. Zapewne mając świadomość, iż wąskie grono filmowych zapaleńców jest dużo wierniejszą widownią, Sam Raimi postanowił obrazem „Drag Me to Hell” wrócić do swoich artystycznych korzeni, czyli do horroru zaprawionego końską dawką smoliście czarnego humoru. Czy tym dziełem reżyser „Spider-Mana” znowu wpisze się do panteonu mistrzów makabry?

Obawiam się, że nie, ponieważ Raimiemu w „Drag Me to Hell” po prostu zabrakło campowego wyczucia, efektem czego powstał obraz tylko momentami dorównujący jego poprzednim horrorom. Film będący melanżem makabry, gore, najróżniejszego obrzydlistwa oraz bezpretensjonalnego i nieuznającego żadnego tabu dowcipu to jazda na bardzo cienkiej krawędzi. W „Evile Dead” Raimi ograniczony był tylko budżetem, jeśli chodzi o treść mógł cieszyć się niczym nieskrępowaną wolnością. Nic więc dziwnego, iż pierwsze dwie części („Armia ciemności” niewiele miała wspólnego z horrorem) spotkały się z wręcz entuzjastycznym przyjęciem. Teraz, uznanemu, cenionemu i poważanemu panu reżyserowi nie wypadało po raz kolejny pogrążyć się w stertach gnijących, rozpadających się, lecz ciągle agresywnych i wrzeszczących niemiłosiernie trupów. Jednak „ugładzenie” campowego klimatu w jego najnowszym horrorze trudno uznać za sukces, bo połączenie zabawy z makabrą oraz wysoko budżetowym widowiskiem rodem z „Mumii” okazało się zbyt trudnym wyzwaniem, by uznać je za artystyczny sukces.

Bohaterką „Drag Me to Hell” jest Christine Brown, młoda, pochodząca z prowincji pracownica banku, mająca ogromne ambicje zostać kimś więcej niż tylko konsultantem do spraw udzielania kredytów. Na skutek decyzji podjętej pod wpływem chęci przypodobania się kierownikowi oddziału, dziewczyna odmawia starszej kobiecie prolongaty w spłacie pożyczki. Wściekła staruszka rzuca klątwę na Christine. Od tej pory bohaterka nie tylko będzie musiała opędzać się od wstrętnego i potężnego demona, lecz także w ciągu trzech dni powinna odwrócić działanie klątwy, w innym bowiem przypadku rzeczony demon zabierze jej duszę na samo dno piekieł.

Prolog do filmu wcale nie sugeruje, iż będziemy mieli do czynienia z filmową zgrywą. Ginie w nim bowiem mały chłopiec, a śmierć dziecka jakoś nie wydaje mi się ani dobrym, ani szczególnie oryginalnym tematem do śmiechu. Typ zastosowanych efektów specjalnych we wstępie wskazuje także, iż w „Drag Me to Hell” nie będziemy mieli do czynienia z chałupniczymi, lecz mającymi swój nieodparty urok trikami rodem z „Evil Dead”. Dysponując gigantycznym budżetem podczas kręcenia „Spider-Manów”, Raimi zapewne przyzwyczaił się do wykorzystywania efektów komputerowych w mamieniu widzów. W najnowszym horrorze również ich nie unika, a można by nawet rzec, iż stanowią one lwią część wszystkich trików. Młodzi widzowie zapewne przyjmą to z entuzjazmem, starsi jednak, zapatrzeni w nieraz nieporadne, ale na pewno sugestywne efekty z „Martwego zła” niewątpliwie nie zaakceptują komputerowych animacji.

Na czym tak naprawdę wyłożył się Raimi w „Drag Me to Hell”? Odpowiedź jest bardzo prosta - na artystycznym niezdecydowaniu i braku konsekwencji. Podejrzewam, iż reżyser ,korzystając z doświadczeń wyniesionych z realizacji „Evil Dead”, chciał tym razem zrobić film nie dla wąskiej grupy oddanych fanów, lecz dla szerokiego grona widzów najczęściej sporadycznie trafiających do kin. Nie brakuje w tej produkcji świetnie nagranych epizodów czy zapadających w pamięć postaci. Do nich należy na pewno Sylvia Ganush, posiadająca moc rzucania klątw starowina, która jednak w żaden sposób nie potrafi sobie poradzić ze stale wypadającymi jej zaślinionymi, zżółkłymi od starości sztucznymi szczękami. Właściwe obroty przybiera na szczęście zakończenie, którego nie tylko esencja bliska jest specyficznej zabawie z „Evil Dead”, lecz także zaskakuje całkiem niezłym pomysłem na zamknięcie filmu. Większość jednak pozostawia wiele do życzenia.

Skupiając się na wadach obrazu, pierwszą, jaką należy wskazać, jest główna bohaterka zagrana przez Alison Lohman. Aktorka znana chociażby ze świetnego „Where the Truth Lies” Atoma Egoyana nie należy do tych artystów, których można by określić mianem charakterystycznych. Bruce Campbell co prawda jakimś wybitnym aktorem nie jest, lecz w repertuarze specyficznym, sprowadzającym się do grania na granicy szarży, sprawdza się znakomicie. Lohman tego rysu ekranowego szaleństwa za grosz nie posiada, nic więc dziwnego, iż w „Drag Me to Hell” wypada co najwyżej przeciętnie. Podobnie rzecz się ma z innymi aktorami. Ich postacie, składające się na drugi plan, skonstruowane zostały z kilku według schematu nakreślonych kresek, przez co grający ich artyści tak naprawdę nie mieli czym się wykazać. Nieciekawi są zarówno bajecznie bogaci rodzice narzeczonego Christie jak i sam wybranek dziewczyny, którego kreacja sprowadza się do kilku min i zwrotów – niedowierzania, ubolewania albo współczucia. Podobnie rzecz się ma ze współpracownikami bohaterki, manipulującym podwładnymi kierownikiem oraz bojącym się rodziców rywalem Christie. Na tle Sylvii Ganush blado wypadają także postacie dwojga mediów, którzy będą starali się uwolnić ofiarę od prześladującego ją coraz bardziej natarczywie demona.

W hollywoodzkim światku filmowych twórców Raimi uchodzi za artystę poszukującego nowych środków wyrazu i niebojącego się eksperymentować w swoich produkcjach. Może było tak w momencie powstawania „Martwego zła” czy „Armii ciemności”. Ostatnie dokonania twórcze reżysera sugerują, iż bliżej mu jednak do grzecznych i ugładzonych rzemieślników, którzy za wielkie pieniądze tworzą kino ściśle według wskazówek producenckich. „Drag Me to Hell” to nie kolejny ukłon w stronę wiernych fanów, a przedsięwzięcie mające charakter zdecydowanie komercyjny. Największą bowiem wadą omawianego dzieła jest schematyczna, niekonsekwentna i momentami wręcz nudna fabuła. Jak wspomniałem wyżej, najpierw mamy całkiem poważny wstęp, w którym mały chłopiec zostaje porwany przez potężnego demona. Kiedy przyglądamy się już właściwej akcji, dość szybko daje się zauważyć jej jednowymiarowość i brak jakichkolwiek ambicji w pokazaniu czegoś oryginalnego. Słabe epizody obyczajowe (ze współpracownikami w banku i rodzicami w ich ogromnej posiadłości) żywcem zostały wzięte z sitcomów na pęczki pokazywanych w telewizjach komercyjnych. Elementy horroru zaś opierają się na tym, co widzimy w większości produkcji grozy, a więc na licznych jump scenes, zalewaniu bohaterów obrzydliwymi cieczami pochodzenia organicznego i parującymi jeszcze wnętrznościami oraz sugerowaniu widzowi, że już za chwilkę, już za momencik będzie bardzo strasznie.

Oczywiście, w „Drag Me to Hell”, podobnie jak w pochodzących z lat 80-tych „Evil Dead” i Evil Dead 2”, to nie fabuła, a mieszanka specyficznego czarnego humoru i trochę kiczowatego, lecz na pewno odważnego gore odgrywa najważniejszą rolę. Tyle, że w wyżej wymienionych produkcjach widz otrzymał uderzeniową dawkę powyższych składników. W „Drag Me to Hell” została ona bardzo, ale to bardzo rozcieńczona. Starego, dobrego Raimiego dostrzec można na pewno we wszystkich scenach w roli głównej ze Sylvią Ganush, jak również w epizodach z morderczą apaszką, kozą, w którą wstępuje demon oraz w świetnym zakończeniu. Reszta to tylko widowiskowe, lecz banalne rozmienianie się na drobne.

Screeny

HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL HO, DRAG ME TO HELL

Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ na tle legionu innych produkcji grozy ogląda się nieźle
+ kilka zapadających w pamięć, zabawnych scen
+ zakończenie
+ rola Lorny Raver
+ scenografia

Minusy:

- brak reżyserskiej konsekwencji co do odbiorców dzieła
- jak na horror mało straszne, jak na komedię za mało zabawne
- ugrzeczniony film, pozbawiony charakteryzującego „wczesnego Raimiego” pazura

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -