Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:JU-ON: WHITE GHOST a.k.a. Ju-on: Shiroi rôjo

JU-ON: WHITE GHOST a.k.a. Ju-on: Shiroi rôjo

Ju-On: White Ghost

ocena:8
Rok prod.:2009
Reżyser:Ryûta Miyake
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Akina Minami, Tsuyoshi Muro, Hiroki Suzuki, Ichirôta Miyakawa, Chinami Iwamoto, Mihiro
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.17
Głosów:6
Inne oceny redakcji:

Ju-On to klątwa człowieka, który umarł w straszliwym gniewie.
Klątwa ta zbiera się w miejscu jego śmierci i staje się jego przekleństwem.
Ktokolwiek zetknie się z klątwą, umrze a jego śmierć stanie się
zaczątkiem nowej klątwy.

/ cytat z filmu /

Nastał najbardziej wyczekiwany dzień roku – Gwiazdka. Fumiya jest młodym chłopakiem, który rozwozi pizze do mieszkańców uroczej dzielnicy domków jednorodzinnych. Jeden z nich wydaje się opuszczony. Zaciekawiony chłopak zagląda do pokojów położonych na piętrze domu. W jednym z nich znajduje zwłoki dziecka pozbawione głowy, chwilę potem atakuje go zjawa starej kobiety. Jak się okazuje wiele lat temu popełniono w tym miejscu straszliwą zbrodnię. Młody mężczyzna w okrutny sposób zabił pięcioro członków rodziny sam zaś powiesił się na drzewie w pobliskim lesie. Duchy zmarłych nawiedzają nie tylko dom – arenę tragicznych zdarzeń, ale każdego kto miał z nimi kontakt za życia, sprowadzając nań przerażającą śmierć.

Po tym jak Takashi Shimizu, twórca serii słynnych horrorów o klątwie ju-on, zrezygnował z realizacji zapowiadanej trzeciej części (a piątej w ogólności), wydawało się, że oto nastał definitywny koniec cyklu. Ci, którzy tak sądzili nie doceniali jednak ogromnego potencjału tkwiącego w prostej, acz niezwykle pojemnej formule zaproponowanej przez Shimizu. Epizodyczna struktura filmów (wprawdzie tylko japońskich), mozaikowa narracja oraz genialny w swej prostocie pomysł na klątwę przypominającą nieustannie mutującego wirusa – oto powody, dla których mimo rezygnacji Shimizu, seria nie tylko nie zniknęła, ale odrodziła się na nowo. Niczym filmowa klątwa ju-on, odradzająca się ze śmiercią każdej kolejnej osoby. Rok 2009 pod tym względem okazał się rekordowym, bowiem pojawiły się trzy nowe filmy, kontynuujące wątki serii Ju-on. W USA niejaki Toby Wilkins zrealizował trzecią część „amerykańskiej odnogi” cyklu, „The Grudge 3”, którą od razu skierowana na rynek dvd. W Japonii powstały natomiast dwa sześćdziesięciominutowe obrazy: „Ju-on: White Ghost” w reżyserii Ryûta Miyake oraz „Ju-on: Black Ghost” (reż. Mari Asato). O ile o amerykańskim sequelu można dyplomatycznie napisać tylko tyle, że nie bez powodu zrezygnowano z jego kinowej dystrybucji, o tyle w przypadku japońskich kontynuacji można stwierdzić krótko, że okazały się godnymi następcami serii wyreżyserowanej przez Shimizu (japońskiej „odnogi” cyklu).

Zaskakująco dobre wrażenie wywołuje zawłaszcza obraz Miyake, twórcy specjalizującego się w telewizyjnych serialach. Na szczęście są to seriale grozy (m.in. „Tales of Terror from Tokyo”, „Tales of Terror”) i zdobyte na ich planie doświadczenie zaprocentowało przy realizacji „White Ghost”. Jako się rzekło formuła jest taka sama jak przy filmach Shimizu. Poznajemy wielu bohaterów, którym twórcy poświęcają poszczególne „epizody- rozdziały”, a których łączy tytułowa klątwa ju-on. W istocie bowiem, podobnie jak w poprzednich filmach („odnoga japońska”), głównym bohaterem filmu jest zrodzona ze straszliwej tragedii klątwa. Klątwa rozprzestrzenia się na kolejne osoby w czasie i przestrzeni, co stwarza wrażenie wszechobecności zła, rozlewającego się niczym zaraza na mieszkańców Tokio, niezależnie od czasu i miejsca. Owszem, tego rodzaju sposób przedstawienia filmowego świata jest w gruncie rzeczy powtórzeniem tego, co już widzieliśmy w filmach Shimizu z serii o ju-on. Lecz młody twórca nadaje znanemu schematowi nowej jakości, czyniąc to na dwa sposoby: mistrzowsko realizując sceny grozy oraz wprowadzając kilka nieobecnych wcześniej elementów.

Sceny grozy w „Ju-on: White Ghost” potrafią przerazić, a na pewno wywołać nieprzyjemny niepokój. Już pierwszy „rozdział” – „Fumiya” oferuje widzom rewelacyjnie zaaranżowane momenty filmowego strachu. Widać, że Miyake doskonale rozumie istotę filmowej grozy. Nie spieszy się zatem, nie przytłacza widza mechanicznym strachem, idiotycznymi jump scenami, nadmiernym efekciarstwem, lecz tworzy realistyczny obraz irracjonalnego zła stopniowo odkrywającego swe coraz bardziej przerażające oblicze. Nie ma sensu opisywać początkowej sekwencji, bo trzeba ją zobaczyć, ale warto pochwalić Asato za szacunek dla widza, którego nie traktuje jak idioty, będącego w stanie przełknąć każdą bzdurę, bylby efektywną. Warto też zauważyć, że kilkuminutowy prolog, w którym Fumiya odwiedza nawiedzony dom, jest mistrzowskim przykładem zastosowania zasady stopniowej eskalacji grozy.

W dalszej części filmu z grozą jest już różnie, ale Miyake nie schodzi poniżej wysokiego poziomu. Proponuje nam mieszankę znanych chwytów (nagle otwierające się oczy zmarłego, ręka chwytająca znienacka bohatera itp.) z surrealistycznymi pomysłami (włosy „rozkwitające” w torbie, odbicie osoby w lustrze pozostające w nim mimo, iż nikt nie stoi przed nim, odcięta głowa w torbie itp.). Efekt jest niesamowity, bowiem z tej mieszanki wyłania się gęsta od napięcia i grozy atmosfera wszechobecnego zagrożenia. Filmowi służy także krótki czas trwania filmu, dzięki czemu filmowy strach ulega kondensacji.

Choć w obrazie Miyake pojawia się kilka typowych atrakcji ghost story, nie psują one pozytywnego wrażenia z odbioru. Mamy zatem długowłosą zjawę - dość niebanalną, bo jest nią staruszka z piłką do koszykówki – ten surrealistyczny akcent nadaje jej iście demonicznego charakteru. Mamy również nawiedzony dom, śmiercionośną klątwę, nawet nawiedzoną kasetę magnetofonową (wyraźny ukłon w stronę „Ringu” Nakaty) oraz opętanie. Oprócz tych elementów znajdziemy w „White Ghost” także kilka krwawych akcentów dochodzących do głosu zwłaszcza w najlepszej w filmie sekwencji masowego mordu na rodzinie Isobe. Atsushi Isobe, opętany przez ducha – jakże by inaczej – Taeko Saekiego (bo to do domu Saekich wprowadzają się Isobe) - z zimną krwią morduje kolejnych członków rodzinnych. Najokrutniejszy los spotyka siostry chłopaka. Starszą szaleniec oblewa benzyną i podpala a młodszej ( i żyjącej) odcina piłą głowę, która wrzuca do torby i zabiera ze sobą. Choć Miyake oszczędza widzom szczegółów zbrodni, to beznamiętność sprawcy, jego nieustępliwość a nade wszystko irracjonalność tego okrutnego czynu autentycznie wstrząsają.

Sukces filmu wyznacza umiejętne balansowanie między elementami konwencji a surrealistycznymi i krwawymi momentami. Do tego dochodzi inteligentna, oszczędna reżyseria oraz przyzwoita gra aktorska. Najważniejsze jednak, że Miyake nie gubi ducha najlepszych części serii – japońskich filmów Shimizu, w którym nadprzyrodzone zło zyskało niemal namacalny wymiar. Staje się ono sugestywnym wyrazem kruchości ludzkiego życia i niemającej końca spirali zła. „Ju-on: White Ghost” jest jednak także opowieścią o szaleństwie, które wyzwala w bohaterach kontakt z nadprzyrodzonym, nadludzkim złem. Ulega mu nie tylko Atsushi Isobe, lecz także Fumiya, brutalnie mordujący swą dziewczynę Chiho, biorąc ukochaną za upiora oraz osoby, w których ręce dostała się przeklęta kaseta magnetofonowa z nagranymi na niej ostatnimi słowami wypowiadanymi przez umierającego Astsuhiego. Motyw obłędu, aczkolwiek obecny także u Shimizu, stanowi interesujące dopełnienie historii klątwy ju-on, a jednocześnie podkreśla moc ostatniej woli, tych którzy umierają w niewyobrażalnym cierpieniu i gniewie.

Gdyby chcieć zatem krótko podsumować obraz Miyake, to można by ująć to następująco: nadspodziewanie udana kontynuacja serii o klątwie ju-on, mimo że to nic więcej jak tylko kontynuacja.

Screeny

HO, JU-ON: WHITE GHOST a.k.a. Ju-on: Shiroi rôjo HO, JU-ON: WHITE GHOST a.k.a. Ju-on: Shiroi rôjo HO, JU-ON: WHITE GHOST a.k.a. Ju-on: Shiroi rôjo HO, JU-ON: WHITE GHOST a.k.a. Ju-on: Shiroi rôjo HO, JU-ON: WHITE GHOST a.k.a. Ju-on: Shiroi rôjo HO, JU-ON: WHITE GHOST a.k.a. Ju-on: Shiroi rôjo

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ realizacja
+ mozaikowa narracja
+ mistrzowska realizacja scen grozy
+ prolog oraz epilog
+ elementy surrealizmu
+ udana mieszanka konwencji, groteski i krwawych akcentów
+ bywa autentycznie przerażający
+ gra aktorska

Minusy:

- to tylko udana kontynuacja, więc bez rewolucji fabularnej, formalnej i tego wszystkiego co można by nazwać oryginalnością
- zdecydowanie nie dla tych, którzy uważają, że wszyscy Azjaci wyglądają tak samo

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -