Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HIGH LANE a.k.a Vertige

HIGH LANE a.k.a Vertige

Lęk wysokości

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Abel Ferry
Kraj prod.:Francja
Obsada:Nicolas Giraud, Raphaël Lenglet, Johan Libéreau, Fanny Valette, Maud Wyler, Justin Blanckaert
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Ostatnimi laty kino francuskie dostarczyło fanom horroru nie lada wrażeń. Wziąwszy pod uwagę coraz bardziej słabujące pod względem artystycznym anglosaskie kino grozy, zwłaszcza to ze Stanów Zjednoczonych, pogrążające się w odtwórczej manii sequeli, prequeli, rebootów i crossoverów, złakniony interesujących historii widz zaczął ich poszukiwać w kinematografiach europejskich i azjatyckich. Nic więc dziwnego, iż wiele horrorów z Europy zdobyło sobie wśród odbiorów tego typu sztuki mnóstwo uznania. Francja stała się krajem, który po roku 2000 nie tylko zaskoczył jakością realizowanych filmów, lecz także ich zróżnicowaniem tematycznym. „Ils” i „A L’interieur” oszołamiają zarówno dalekim od banału przesłaniem jak i perfekcyjnym wyczuciem stylu, „Frontiere(s)”, „Martyrs” oraz „Haute Tension” rzuciły na ziemię dynamiką i brakiem jakichkolwiek zahamowań w pokazywaniu ludzkiego okrucieństwa, zaś „Calvaire” i „Dans ma peau” udowodniły, iż posługując się konwencją horroru w hipnotyzujący wręcz sposób można pokazać najmroczniejsze strony istoty ludzkiej. Mając w pamięci powyższe produkcje, większość widzów, zobaczywszy na afiszu Francję jako kraj pochodzenia horroru, skusi się, wierząc, iż po raz kolejny zobaczy film grozy, odbiegający od schematu serwowanego nam ostatnio niemal w każdym obrazie zza wielkiej wody. Sięgając jednak po „Vertige” Abla Ferry, przekona się, iż nie wszystko, co francuskie, musi zaraz intrygować i wzbudzać zachwyt.

Grupa pięciu młodych Francuzów wyjeżdża do Chorwacji, by tam, pokonując niezwykle trudny szlak górski, dostać się na jeden z najdłuższych na świecie mostów linowych. Jak nietrudno się domyśleć, niespodziewających się niczego alpinistów spotyka pasmo nieszczęść. Scenarzyści postanowili „pójść po całości” zsyłając na biednych bohaterów tragedie, przy których plagi egipskie to małe piwo.

„Vertige” Ferry to nic innego jak przeniesiona w alpejskie rejony historia z norweskiego „Cold Prey”. Zarówno w jednym jak i w drugim obrazie młodzi i pełni energii ludzie wybierają sie w niezwykle trudno dostępny rejon, w którym nawet najbardziej „wypasione” telefony komórkowe odmawiają posłuszeństwa. Oprócz tego, podczas wędrówki ma miejsce nieszczęśliwy wypadek, na skutek którego reszta bohaterów musi zająć się unieruchomionym przez rany kolegą. Jakby tego było mało, w obu historiach, ni z tego, ni z owego, psuje się pogoda i nasi dzielni oraz wysportowani turyści muszą walczyć z napierającym na nich żywiołem. Kiedy są już u kresu wytrzymałości, nie dane im jest odetchnąć, bo dopiero teraz scenarzyści pokazują, jak bardzo potrafią pognębić wykreowane przez siebie postacie. Ranny kolega (lub koleżanka) oraz zmęczenie spowodowane przez kapryśną aurę okazują się dopiero preludium przed właściwą kaźnią. Zarówno bowiem w filmie Uthauga jak i w omawianej tutaj produkcji Abla Ferry na drodze bohaterów staje psychopata, który zrobi wszystko, by ich efektownie uśmiercić i tym samym wprawić w ekstazę siedzącą na fotelach kinowych nastoletnią dziatwę.

Skłamałbym, gdybym powiedział, iż „Vertige” nie podobał mi się. Pomimo licznych ułomności, nad którymi pochylę się w kolejnej części tekstu, film ma kilka znaczących zalet. Najważniejszą z nich jest strona wizualna obrazu. Bez względu na dziejące się na ekranie teatrum okrucieństwa, plenery sfotografowane przez Nicolasa Massarta urzekają swym pięknem, lecz także dzikością, która w każdej chwili obrócić się może przeciwko przesadnie wierzącemu w swe możliwości człowiekowi. Równie wiele dobrego można powiedzieć o ludziach odpowiedzialnych za montaż, a tym samym za utrzymywanie widzów w stanie ciągłego napięcia. Świetne są przede wszystkim sceny wspinaczkowe, które kogoś, nie mającego zbyt dużego pojęcia o alpinizmie, przejąć mogą zarówno wiarygodnością jak i dramaturgią. Twórcom udało się także tchnąć grozę w sekwencje, które dzieją się w pełnym słońcu, a więc takie, które raczej nie kojarzą się z horrorem. Wybór plenerów to kolejny atut filmu. Cokolwiek dzieje się na ekranie, lasy, góry, zamknięta przestrzeń leśnej chaty czy rozciągające sie pod nią brudne piwnice tylko podkreślają grozę sytuacji, w jakiej znajdują się poszczególni bohaterowie. Dzięki temu historia opowiedziana w filmie staje się bardziej wiarygodna, bowiem otoczenie dla przebywających akurat w nim postaci może być zarówno przyjazne jak i śmiertelnie wrogie.

Niestety, biorąc za wzór amerykańskich twórców, odpowiedzialni za „Vertige” francuscy artyści i producenci, założyli sobie, iż większość widzów na takie niuanse jak wiarygodność postaci oraz ich zachowania zwracać uwagi nie będzie. Pisząc więc scenariusz wykreowali bohaterów, na których portret psychologiczny składa się właściwie tylko płeć i imię. Poza tym nic ciekawego ani oryginalnego sobą nie reprezentują. Jeśli już twórcy próbują nadać im jakieś indywidualne cechy, robią to niezwykle nieudolnie, najczęściej przeciwstawiając sobie odmienne typy osobowości – jedna dziewczyna jest wesoła i wyluzowana, druga musi być zatem zamyślona i smutna, obecny facet jednej z bohaterek to typ chłopca, więc jej „ex” zaprezentowany jest jako nieco szorstki, lecz emanujący męskością facet. Nic dziwnego więc, że powyższa ekspozycja bohaterów z czasem po prostu zaczyna irytować.

Ów stan pogłębia jeszcze konstrukcja filmu. „Vertige” można bowiem podzielić na dwie części. W pierwszej poznajemy bohaterów oraz mniej lub bardziej ekscytujemy się ich zmaganiami z dziką naturą chorwackich gór. Kiedy znajdujący się na skraju załamania młodzi ludzie chcą odpocząć od niebezpieczeństw związanych ze wspinaczką, na ich drodze staje oprawca, który za pomocą zastawionych przez siebie pułapek będzie próbował wyeliminować nastawających na jego spokój intruzów. Nietrudno się domyśleć, iż psychopata będzie wykańczał jednego bohatera za drugim, by z ostatnim stoczyć efektowny i ekstremalnie trudny pojedynek. Otwarte zakończenie sugeruje także, iż jeśli film spodoba się nastolatkom, mogą oni liczyć na dyspozycyjność producentów, którzy w ekspresowym tempie „wysmażą” sequela. Wszak w biznesie zasada „nasz klient, nasz pan” jest święta.

„Vertige” Abla Ferry to uboższy klon takich filmów jak „Wrong Turn”, wspomnianego wyżej „Cold Prey” oraz norweskiego „Manhunt”. Żadnemu z nich nie sięga jednak do pięt. Jest przeciętnym filmem, z lepszymi i gorszymi momentami, który jednak powinien znaleźć swoich fanów. Wszystko zależy od tego, na jakiego typu produkcję mamy w danej chwili ochotę. Na zimowy wieczór więc jako dodatek do grzańca (lub grzańców) „Vertige” może okazać się nienajgorszym wyborem.

Screeny

HO, HIGH LANE a.k.a Vertige HO, HIGH LANE a.k.a Vertige HO, HIGH LANE a.k.a Vertige HO, HIGH LANE a.k.a Vertige HO, HIGH LANE a.k.a Vertige HO, HIGH LANE a.k.a Vertige HO, HIGH LANE a.k.a Vertige HO, HIGH LANE a.k.a Vertige

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ plenery
+ montaż
+ wiele ciekawych i cieszących oko ujęć
+ tempo filmu

Minusy:

- niemająca w sobie ani krztyny oryginalności historia
- mało wiarygodni bohaterowie
- nieprzekonujące aktorstwo
- beznadziejny czarny charakter
- czasami idiotyczne, przez to irytujące zachowanie bohaterów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -