Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WRONG TURN 2: DEAD END

WRONG TURN 2: DEAD END

Droga bez powrotu 2

ocena:8
Rok prod.:2007
Reżyser:Joe Lynch
Kraj prod.:USA
Obsada:Erica Leerhsen, Henry Rollins, Texas Battle, Daniella Alonso, Steve Braun, Aleksa Palladino
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6
Głosów:12
Inne oceny redakcji:

Większość wielbicieli kina zapewne się zgodzi, że sequele nie kojarzą się dzisiaj dobrze. Dawniej kolejne części filmu, który cieszył się powodzeniem, kręcono w dużych odstępach czasu i ze znacznie większą dbałością o jakość (seria Obcy czy Koszmar z Ulicy Wiązów), nie mając na względzie jedynie zysków (nieudane kontynuacje Krzyku czy tasiemiec Halloween). W czasach obecnych statystycznie co drugi film wchodzący na ekrany kin ma już zaplanowaną kontynuację, ponieważ spece od marketingu i badania preferencji odbiorców doskonale wiedzą, że serwują im papkę, którą statystyczny zjadacz popcornu w kinie będzie chciał zobaczyć ponownie, tyle że z numerem 2, 3 itd. Coraz rzadziej można natknąć się na niespodziankę w rodzaju nie tylko udanej kontynuacji, ale także i takiej, która w opinii wielu przebija oryginał. Na szczęście jest to jeszcze możliwe, co dobitnie udowodnił Joe Lynch, kręcąc Wrong Turn 2: Dead End, drugą część dobrze przyjętego slashera z roku 2003 (4 lata odstępu to przyzwoita ilość czasu, aby dobrze przygotować się do zmierzenia z sukcesem oryginału). Zatem zapnijcie pasy, bo czeka nas nielichy korkociąg.

Dziś, w imię wprowadzania co jakiś czas odmiany do skostniałych wzorców pisania recenzji filmowych, posłużę się podpunktami. Będzie jasno, klarownie i nietypowo.

1. Fabuła
Kto zna część pierwszą ten wie, o co w filmie chodzi. Kto nie zna może od razu założyć, że nie będzie się działo nic nadmiernie zawiłego, gdyż jest to horror amerykański, gdzie za dużo myśleć nie można, bo grozi to bólem głowy. W telegraficznym skrócie: gdzieś w Greenbrier Back Country w Zachodniej Wirginii doszło do rozlewu trujących chemikaliów z zamkniętej fabryki celulozy. Owe chemikalia mają tę właściwość, że powodują mutację płodów. Skażona woda jest naturalnie gdzieś przez kogoś pita. Tym kimś okazuje się być mieszkająca głęboko w lesie zdziczała rodzinka kanibali, która, z braku zwierzyny łownej, trudni się polowaniem na ludzi – naturalnie w celach kulinarnych. Nasza wesoła gromadka przypomina aparycją trolle pomieszane z bohaterami Walki o ogień, co już samo w sobie gwarantuje niezłą rozrywkę. Reżyser wprawdzie nie mógł się zdecydować, czy nasze mutanty mają bulgotać niczym pitekantropy czy też mówić jakąś łamaną angielszczyzną (robią bowiem jedno i drugie), ale ich upodobanie do picia świeżej krwi i spożywania gotowanego mięsa ludzkiego jest doprawdy roztkliwiające. W okolice dominium kontrolowanego przez kanibalistyczną familię trafia całkiem spora grupa ludzi realizujących w głębokiej głuszy reality show o wdzięcznej nazwie „Apokalipsa”. Kamery śledzić będą poczynania trzech dwuosobowych drużyn, które odgrywają uciekinierów walczących o przetrwanie w postapokaliptycznym świecie. Zakładam, że zagadka została już rozwiązana. Tak, brawo! Nasi dzielni ocaleni z zagłady świata natkną się wkrótce na wesołą gromadkę kanibali, a udawanie walki o przetrwanie zamieni się natychmiast w prawdziwą ucieczkę przed śmiercią. Zapowiada się pysznie, prawda?


2. Wykonanie
Film ogląda się znakomicie. Od samego początku widać, że twórcy postawili na traktowanie swojego dzieła jako dobrej zabawy. Zaserwowali bardzo wybuchową mieszankę wartkiej akcji, przewidywalnych zwrotów, patrzenia na rozgrywające się wydarzenia przez nieco komediowy filtr, a to wszystko okrasili bardzo gęstą polewką z krwi i flaków. Oj, zaprawdę powiadam Wam, że jatka jest w tym filmie chwilami nieziemska. Prawdziwa gratka dla wielbicieli gore. Już sam początek daje nam do zrozumienia, że nie będzie pardonu. Jeśli ktoś liczył na typowy, nieco nudnawy wstęp i rozkręcanie akcji w tempie ślimaka, zostanie natychmiast znokautowany, gdyż już na samym początku filmu na ekran chlapie jucha i mięso. Brew od razu się podnosi, a zainteresowanie dalszym biegiem wydarzeń znacznie wzrasta. Akcja, jak już pisałem, nie jest nadmiernie powikłana, ale nie mamy tu także do czynienia ze skrajnymi idiotyzmami, tępymi bohaterami czy kwadratowymi dialogami. Bohaterowie rozmawiają ze sobą tyle ile muszą, a w obliczu zagrożenia potrafią reagować i szybko uczą się przetrwania. To bardzo miła odmiana zwłaszcza jak na kino amerykańskie. Nie wypada także nie wspomnieć o zdeformowanej rodzinie kanibali, która jest zaiste ozdobą tego filmu. Nie dość, że ich wygląd jest doskonałą mieszaniną pastiszu i obrzydliwości (skrzyżowanie trolla z wczesnymi hominidami), to jeszcze ich zachowanie jest wypaczoną kalką zachowań normalnych ludzi – potrafią się bowiem i kochać (w dosłownym sensie), i dbać o siebie, a także wykazywać wobec siebie solidarność i lojalność. Co z tego, że mają specyficzną dietę i preferencje kulinarne – wolnoć Tomku w swoim domku. Zapewniam Was, że oglądanie ich w akcji to prawdziwa uczta dla maniaków horroru. Dynamika filmu zostaje utrzymana aż do samego końca, a le grand finale to kwintesencja gatunku gore, który tak dobrze znamy i wielbimy (to zaiste najlepsze wzorce, znane choćby z serii Teksańska masakra piłą mechaniczną).

3. Gore
Tu będzie krótko i węzłowato: film to prawdziwa masakra, osiągająca momentami zawrotnie wysoki poziom (zwłaszcza w finale). Czego tu nie ma: odgryzanie policzków, ogryzanie ludzkiego mięsa z rożna, odcinanie kończyn i głów, podrzynanie gardeł, rozcinanie ciał siekierą, strzelanie z łuku, strzelanie z najbliższej odległości z dubeltówki, ciachanie nożem, a na koniec maszynka do mielenia mięsa. Prawda, że smakowicie? Ostrzegam, że bardziej wrażliwi widzowie mogą mieć chwilami kłopoty, żeby wytrzymać niektóre sceny, bo są rzeczywiście bardzo krwawe. Chociaż konwencja filmu jest chwilami nieco komediowa, to sceny jatek wykorzystują najlepsze wzorce kina gore. Twórcy filmu naprawdę wiedzą, czego duszy potrzeba.

4. Henry Rollins
Kto nie zna tego pana, niech lepiej szybko nadrobi zaległości. To naprawdę nietuzinkowa postać, która przewija się od wielu dziesięcioleci w różnych niszach amerykańskiej kultury. To aktor, dziennikarz, pisarz, radiowiec, a także muzyk. Wielbicielom nieszablonowego rocka alternatywnego polecam jego kapelę o wiele mówiącej nazwie Rollins Band. Sięgnijcie zwłaszcza po teledysk do utworu Liar, bo tam Henryk pokazuje wiele ze swego szalonego wizerunku i niezwykłej ekspresji wokalno-scenicznej. Od wielu lat pan Rollins grywa epizody w różnych filmach (co raz częściej horrorach), które z reguły nie są produkcjami kasowymi, ale on niezmiennie pozostaje fenomenem w swojej własnej lidze: zawsze jest bowiem ozdobą filmu i dostaje role nie do końca zrównoważonych osób, które z reguły próbują nieudolnie ocalić świat. Charakterystycznym patentem ról Rollinsa jest to, że jego bohaterowie przeważnie giną. Jeśli o mnie chodzi, obecność Henry'ego Rollinsa w obsadzie filmu to automatyczny powód, żeby chcieć to obejrzeć. Facet wygląda tak charakterystycznie, że na pierwszy rzut oka kojarzy się z klasycznym amerykańskim tępakiem (w ichnim języku mówi się o nich, między innymi, redneck bądź hillbilly), ale niech Was nie zmylą pozory: on naprawdę wie, co robi, i nawet jeśli często gra samego siebie, to zawsze ze smakiem.

5. Aktorstwo, sceneria, efekty
To kolejne aspekty filmu, za które należą się brawa. Aktorzy znakomicie wczuwają się w swoje postaci, dodając im szczyptę charakteru, co czymi ich wiarygodnymi, o ile oczywiście pamiętamy, że nic tu nie jest do końca serio. Niektórym odtwórcom udaje się nawet wpleść w swoje role autoironię i w ich oczach widać, że musieli się tęgo śmiać podczas kręcenia pewnych scen. Na tle całej ferajny wybija się oczywiście Henry Rollins, ale film nie jest przez niego zdominowany, a inni aktorzy mają przestrzeń dla siebie. Scenerię wybrano doskonale: zielone gęstwiny lasów, wielkie drzewa, opuszczone i zniszczone chaty, a na koniec zrujnowana i pordzewiała fabryka celulozy. Całość można skwitować w słowach: forest survival. Na koniec zaś słów parę o efektach, które moją skromną osobę zachwyciły. Zadbano i o odpowiedni poziom nikczemności w wyglądzie i zachowaniu naszej rodzinki kanibali, i o drobiazgowe przygotowanie lokalizacji (starych chat i siedziby samej ludziolubnej rodziny), a nade wszystko o turpizm i dosłowność scen przemocy, które są iście soczyste. Nie przypominam sobie, abym choć raz czuł niesmak: żadnych niedoróbek, fuszerki czy pójścia na skróty. Pełen profesjonalizm.

6. Wady
Przychodzi mi na myśl tylko jedna. Film nie spodoba się tym, którzy nie lubią takiej konwencji (są tacy? ;)) – krwawej jatki połączonej z komediowym zacięciem fabuły. Jeśli ktoś woli śmiertelną powagę i przemoc natchnioną mesjanizmem czy innym cholerstwem, to jest to istotnie film nie dla nich. Tu chodzi o rozrywkę i uwypuklanie tego, co w klasycznym amerykańskim horrorze najlepsze. Wiadomo, że wszystko to już było, ale dlaczego nie zobaczyć tego jeszcze raz, skoro znamy i lubimy? Wszak człowiek czasem lubi się oddać w objęcia prostej i łopatologicznej rozrywki, gdzie krew leje się wiadrami, a ku naszym oczom lecą girlandy jelit i krwiście czerwone kawałki mięsa.

Screeny

HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END HO, WRONG TURN 2: DEAD END

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ doskonała rozrywka
+ klasyka filmu gore: mięso, krew i makabra naprawdę wysokiej próby
+ dynamiczna akcja i wiele bardzo brutalnych scen
+ wysoka dbałość o szczegóły, co dotyczy zwłaszcza tych „złych”
+ Henry Rollins

Minusy:

- jeśli ktoś nie lubi nie do końca poważnych horrorów typu gore, to ten film tylko pogłębi tę niechęć

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -