Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GIRL NEXT DOOR, THE

GIRL NEXT DOOR, THE

Dziewczyna z sąsiedztwa

ocena:8
Rok prod.:2007
Reżyser:Gregory Wilson
Kraj prod.:USA
Obsada:Blythe Auffarth, Daniel Manche, Blanche Baker, Graham Patrick Martin. Benjamin Ross Kaplan, Austin Williams, William Atherton
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.14
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

Do czego zdolny jest człowiek wobec drugiego człowieka? Spojrzawszy w miarę wnikliwie na dokonania istoty ludzkiej choćby tylko z perspektywy XX wieku, można dojść do przerażającego wniosku, że do wszystkiego. Nie ma takiego zła, którego ludzie nie wyrządziliby sobie. Okazuje się, że nie mamy wobec siebie żadnych zahamowań. I w tym chyba tkwi największy paradoks człowieczeństwa. Uważamy się za istoty obdarzone świadomością, przez co dajemy sobie prawo wywyższenia ponad wszystkie inne stworzenia żyjące na Ziemi. Co więcej, wielu, wierząc w istnienie duszy, widzi w człowieku pierwiastek boskości, a więc dowód na to, że ponad nami istnieje byt doskonały. Nie zmienia to jednak faktu, że chyba jako jedyny gatunek potrafimy być dla siebie bezwzględnymi oprawcami, tylko dlatego, że czujemy potrzebę zadawania bólu dla samego widoku cierpiącego. Oczywiście, często szukamy wymyślnych i bardzo złożonych usprawiedliwień dla swoich czynów. A to, że Bóg tak sobie życzy, albo że jedna rasa jest doskonalsza w porównaniu z innymi, czy wreszcie, że dla ogólnej szczęśliwości ludzkości należy najpierw wyeliminować wrogo nastawione elementy. Jeszcze dalej w swoich literackich majakach poszedł niejaki Donatien-Alphonse-François de Sade, który zakwestionował pojecie dobra i zła, a co za tym idzie, istnienie jakiejkolwiek moralności. Według niego, jeśli człowiek do czegoś jest zdolny, to bez oporów powinien działać tak, jak chce. Wszystko to jednak monstrualne bzdury. Istnieje w nas, w ludziach, bestia, zło, których źródło nie bierze się z piekielnych podszeptów (kolejne usprawiedliwienie stawiające istotę ludzką „tylko” w roli narzędzia jakichś mocarnych bytów), ale jest integralną częścią naszej natury. Jest to siła, której nie da się w żaden sposób precyzyjnie zdefiniować, nie mówiąc już o jego naukowej genezie. Nie zmienia to jednak faktu, że wielu, najczęściej artystów, próbuje to robić – pokazać, do czego jest zdolny człowiek. Najlepsi, Borowski, Sołżenicyn czy Herling-Grudziński bez żadnego moralizatorstwa pokazując zło, ostrzegają przed nim następne pokolenia. Inni, jak chociażby Bret Easton Ellis w „American Psycho” czy Jack Ketchum w „The Girl Next Door”, posługując się powieściową formą, próbują zgłębić jego istotę. Ostatnio genezę rodzącego się w człowieku okrucieństwa przedstawił w filmie „Biała wstążka” Michael Haneke.

Film Gregory’ego Wilsona jest swobodną adaptacją prozy Ketchuma, która oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, jakie miały miejsce w Indianie w USA. Niejaka Gertrude Baniszewski wraz z kilkorgiem dzieci przez kilka tygodni z nieludzkim okrucieństwem znęcali się nad dwiema siostrami, Sylvią i Jenny, którymi kobieta miała się opiekować. Na skutek straszliwych psychicznych i fizycznych tortur starsza z sióstr zmarła.

Głównym bohaterem filmu Gregory’ego Wilsona jest David Moran, dorosły i dojrzały już człowiek, któremu jednak spokoju nie dają wydarzenia z lat 50-tych, kiedy jako młody chłopak był świadkiem kaźni Meg Loughlin. Jego wspomnienia sięgają momentu, kiedy nad niewielkim potokiem po raz pierwszy spotkał Meg, starszą z sióstr Loughlin, które po śmierci rodziców przeprowadzają się do Ruth Chandler. Młodsza z nich, Jenny, na skutek wypadku samochodowego porusza się z trudem i zdana jest tak naprawdę na Meg. Mieszkający nieopodal Chandlerów David obserwuje cały system tortur, jakie za pozwoleniem matki stosują wobec ofiary jej synowie oraz ich koledzy i koleżanki. Chłopak próbuje pomóc cierpiącej dziewczynie, jednak jeszcze bardziej boi się Ruth i grupy posłusznych jej dzieciaków, którzy w pewnym momencie wprost grożą mu śmiercią. Bohater widząc, do czego zdolni są jego do niedawna ulubieni koledzy, postanawia do końca zostać przy kaźni Meg.

Oglądając obraz Wilsona zastanawiałem się, czy to aby na pewno przedstawienie cierpień niewinnej dziewczyny jest w „The Girl Next Door” najważniejsze. Zaintrygowały mnie bowiem słowa narratora, nazywające Amerykę lat 50-tych miejscem, w którym pod przykrywką szybko rozwijającego się imperium pleniło się zło. Jego konstatacja kłóci się trochę z powszechną wizją amerykańskiego państwa z tamtego czasu. To właśnie wtedy ludzie uwierzyli, iż może spełnić się ich „american dream”, czyli zbudowanie dostatniego i wygodnego życia poprzez zaspokojenie konsumpcyjnych potrzeb. Szczęście rodzinne i zawodowe polegało przede wszystkim na posiadaniu domu, samochodu jak również tego wszystkiego, co w powszechnym mniemaniu oznaczało luksus. Początkowo Wilson przez bardzo wierne odwzorowanie klimatu amerykańskich przedmieść lat 50-tych buduje obraz idyllicznego miejsca, w którym teoretycznie każdy może znaleźć swoją „małą ojczyznę”. Obserwujemy więc piękne i zadbane domki, czyste ulice i chodniki, wreszcie miejsca dziecięcych zabaw skąpane w słońcu letnich miesięcy. I nagle w środku tej sielanki dochodzi do potwornej zbrodni, w której za pozwoleniem dorosłych uczestniczą nawet kilkuletnie dzieci. W świetle dnia, w rytm ówczesnej, pełnej optymizmu muzyki bestialsko zakatowana zostaje niczemu winna nastoletnia ofiara. Kontrast ów posłużył reżyserowi do próby pokazania genezy tkwiącego w człowieku zła. Zarówno bowiem Wilsonowi jak i wcześniej Ketchumowi bestialski mord na Meg Loughlin posłużył tylko jako pretekst do oskarżenia społeczeństwa, które wartość swojej egzystencji określa przez pryzmat majętności. Owładnięci manią posiadania idealnego domu z idealnym ogródkiem ludzie nie zauważają dość ekscentrycznego sposobu bycia rodziny Chandlerów. Nikt także nie zainteresował się losem dwóch dziewcząt, które trafiają pod dach Ruth Chandler. Nic więc dziwnego, iż dorosła kobieta otoczona wianuszkiem nastoletniej dziatwy zaczyna coraz bardziej czuć się bezkarna. Nie widzi nic złego zarówno w uwięzieniu swoich podopiecznych, jak również w czerpaniu satysfakcji z patrzenia na ich cierpienie. Bo kogóż mogłoby zainteresować piekło nikomu nieznanych nastolatek?

Jeszcze ciekawszym zjawiskiem, świetnie ukazanym przez Wilsona, jest wpływ dorosłych na dziecięce postrzeganie świata wartości. Reżyser „The Girl Next Door” bardzo jasno daje do zrozumienia, iż odpowiedzialność za postawę dziecka ponosi tylko i wyłącznie opiekujący się nim dorosły, co tak naprawdę jest zawoalowanym oskarżeniem całego, stawiającego się przecież na piedestale cnót wszelakich, amerykańskiego społeczeństwa. Nieznające żadnych granic, bez elementarnej wiedzy o tym, co jest dobre, a co złe, kilkoro dzieci pod przemożnym wpływem charyzmatycznego i nietykalnego przewodnika, dokonuje zbrodni na kimś, kto nie może się obronić. Najpierw za wyraźną aprobatą matki, jej synowie ograniczają się tylko do wyzwisk i pojedynczych poszturchiwań Meg. Kiedy Ruth sama zaczyna brać prym w psychicznym i fizycznym szykanowaniu swojej podopiecznej, jej „pomocnicy” nie pozostają w tyle. Widząc kierunek wyznaczony przez Ruth, sami wychodzą z inicjatywą coraz to okrutniejszych tortur. Pozbawieni jakichkolwiek hamulców moralnych (bo kto miałby im je wszczepić?) nie widzą niczego złego w zadawaniu bólu drugiemu człowiekowi. Nie czują się także winni, ponieważ w konfrontacji z silniejszą osobowością niż Ruth, zawsze mogą stwierdzić, iż tylko wykonywali polecenia matki. Czy podobny mechanizm, oczywiście na dużą większą skalę, sprowadzający się do akceptowania usprawiedliwianego systemowo i ideologicznie zła, nie uczynił z Niemców w latach 30- i 40-tych najokrutniejszych katów w historii XX wieku?

Trudno cokolwiek zarzucić „The Girl Next Door” w kontekście jego realizacji i formy. Podczas seansu miałem wrażenie, jakby Wilson wręcz programowo i z pełną świadomością postanowił zrobić film prosty i pozbawiony jakichkolwiek formalnych fajerwerków. Historia „opakowana” w zgrabną, nadająca filmowemu obrazowi wymiar spowiedzi klamrę, pokazana jest w sposób linearny i opowiedziana w tonie kina obyczajowego, traktującego o mającym swoje wzloty u upadki życiu kilkorga ludzi. Bo w „The Girl Next Door” nie o manipulowanie emocjami odbiorców chodzi, a o pokazanie mentalności pewnej grupy społecznej, która w dobie materialnego dostatku zatraciła swój kręgosłup moralny. Dlatego też w scenach torturowania Meg reżyser nie epatuje przemocą, a raczej odwołuje się do wyobraźni i wrażliwości widza. Bardzo źle by o nim świadczyło, gdyby potencjał „The Girl Next Door” zbudowany był na krwawych scenach gwałtu, za którymi ziałaby znaczeniowa pustka.

Pierwszą konkluzją, jaka przyszła mi do głowy po obejrzenia adaptacji prozy Jacka Ketchuma, było słynne motto „Medalionów” Zofii Nałkowskiej, „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Biorąc pod uwagę zarówno wydarzenia z udziałem Sylvii Likens, jak również ich filmowy oraz literacki komentarz, trudno o bardziej dosadne i dające do myślenia podsumowanie.

Screeny

HO, GIRL NEXT DOOR, THE HO, GIRL NEXT DOOR, THE HO, GIRL NEXT DOOR, THE HO, GIRL NEXT DOOR, THE HO, GIRL NEXT DOOR, THE HO, GIRL NEXT DOOR, THE HO, GIRL NEXT DOOR, THE HO, GIRL NEXT DOOR, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przerażająco wiarygodna wizja tego, co jeden człowiek może zrobić drugiemu
+ przemawiające do wyobraźni pokazanie Ameryki lat 50-ych
+ kreacje aktorskie Blythe Auffarth i Blanche Baker
+ umiarkowanie w pokazywaniu aktów przemocy
+ niezwykle sugestywny klimat osaczenia
+ kilka ciekawych spostrzeżeń dotyczących natury człowieka
+ nienachalna, „przezroczysta” wręcz forma
+ film oparty na faktach
+ film bardzo oddziałujący na emocje widzów

Minusy:

- czy naprawdę młody David Moran nie mógł zrobić więcej, by zwrócić czyjąś uwagę na cierpienia Meg Loughlin?

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -