Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ORGAN

ORGAN

Organ

ocena:3
Rok prod.:1986
Reżyser:Kei Fujiwara
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Hirota Reona, Fujiwara Kei, Hasegawa Kimihiko, Nasa Takeomi, Ookubo Satoru
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:
Adach - 5

Nie każdy bełkot jest poezją
/anonimowy autor /

Numada i Tosaka są detektywami rozpracowującymi gang handlarzy ludzkimi organami. Podczas akcji mającej na celu ujęcie przestępców dochodzi do krwawej rzezi w wyniku, której Numada cudem ratuje się z opresji, lecz jego partner zostaje schwytany i wszelki ślad po nim ginie. Od tej pory ocalały detektyw rozpoczyna obsesyjne poszukiwania Tosaki, pałając żądzą zemsty na porywaczach. Własne poszukiwania prowadzi także brat bliźniak zaginionego mężczyzny. Tymczasem jeden z oprawców zwany Doktorem, brat przywódczyni gangu handlarzy organami, Yoko pracuje jako nauczyciel biologii w żeńskim liceum. W swoim gabinecie prowadzi badania nad motylami oraz morduje miejscowe uczennice. Cierpi też na dziwną chorobę wywołującą masywne, ropiejące owrzodzenia ciała. Posiada też jeszcze jeden mroczny sekret. W wielkim akwarium, wśród roślin i klatek z motylami trzyma pozbawione nóg i rąk ciało wciąż jeszcze żywego Tosaki.

O tym filmie krążą legendy a miłośnicy filmowej ekstremy padają przed nim na kolana. Określenie „kultowy” właściwie stało się synonimem tego filmu. We wszelkich klasyfikacjach na najbrutalniejszy, najkrwawszy czy najobrzydliwszy obraz w dziejach kina „Organ” plasuje się w ścisłej czołówce. Krótko mówiąc słyszałem o debiucie Kei Fujiwary same dobre rzeczy, a co otrzymałem? Bełkot. Krwawy bełkot. Zieloną breję. Grubą kobietę sikającą na materac. Matkę kastrującą własnego syna. Beznogiego i bezrękiego człowieka-warzywo. Manierycznych aktorów. Chaos potężniejszy niż ten, który istniał na początku Stworzenia. Drogę przez mękę, którą był dla mnie seans dzieła pani Fujiwary. Dawno, dawno już żaden film tak mnie nie rozczarował, jak ten słynny japoński splatter. Jasne, to tylko horror gore, który ma szokować i budzić obrzydzenie i z tego zadania film wywiązuje się bez zastrzeżeń, lecz też bez szczególnych fajerwerków. Charakteryzacja, która odgrywa w tym filmie jedną z najważniejszych ról, sprawia nieprzyjemne wrażenie (czyli w tym przypadku jak najbardziej pożądane), lecz i tak nie jest w stanie ukryć swego silikonowego charakteru. Krew przelewa się strumieniami, ale gdzie jej tam do tryskających fontann z filmów Miike, Iguchiego czy Nashimury. Deliryczna atmosfera totalnej paranoi jest tworzona w toporny, prymitywny sposób przez nagromadzenie różnego rodzaju obrzydliwości (np. wypijanie zielonej mazi z rozciętego wrzodu) i scen przemocy, dla których jedynym uzasadnieniem jest fakt, że to źli ludzie byli. A źli ludzie – wiadomo okładają się po pyskach, łamią sobie kości i wyrzynają się w pień. Dorzućmy do tego jeszcze grę aktorów polegającą głownie na strojeniu groźnych min, wydzieraniu się i napadach konwulsji. I tak pani Fujiwara, którą chyba licho podkusiło, żeby chwycić za kamerę, „nasyca film moralną zgnilizną i anarchią”. Bla, bla, bla. Proponuje obejrzeć, któryś z filmów Hisayasu Sato albo znacznie bliższy pani reżyser film Shinji Tsukamoty, „Tetsuo”, w którym Fujiwara zagrała Kobietę.

Najbardziej irytujący jest poza całą topornością intrygi i jej prymitywizmu (wszak chodzi znowu o zemstę) jest fabularny chaos. Wyczytałem w jednej z recenzji, że „Organ” najlepiej oglądać z długopisem w ręku i kartką, żeby notować „skomplikowaną” fabułę. Wolne żarty! Toć oglądam film, a nie wysłuchuje wykładu z fizyki kwantowej. Owa uwaga recenzenta była, rzecz jasna, ironiczna i odnosiła się do pełnej namnożonych niczym króliki wątków i postaci. Miało być pewnie nieszablonowo, oryginalnie i surrealistycznie, a wyszło pretensjonalnie i bełkotliwie.

W „Organ” tak naprawdę podobała mi się tylko jedna scena. Chodzi o scenę halucynacji Doktora, który widzi jak z motylego kokonu wydostaje się maleńka kobieta z dziwnym fallicznym wyrostkiem. Przez moment powiało pomysłowością i surrealistycznym urokiem a`la David Cronenberg, do którego horroru, „Mucha” film Fujiwary otwarcie się odwołuje. Szkoda tylko, że scena ta istnieje w japońskim obrazie jedynie jako przecinek rozpływający się w krwawej, żółto-zielonej brei, wylewającej się z filmu. No i jeszcze jeden plus: istnieje całe mnóstwo gorszych, głupszych i bardziej irytujących „dzieł” twórców, którym wydaje się, że są artystami. Bo zrobili kupę przed tłumem gapiów.

Screeny

HO, ORGAN HO, ORGAN HO, ORGAN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ istnieją gorsze filmy od tego
+ scena z kobietą wykluwającą się z kokona
+ dla niektórych film kultowy

Minusy:

- popłuczyny po „Musze” Cronenberga i „Tetsuo” Tsukamoty
- sprawdza się jako substytut środków wymiotnych
- i jeszcze wiele, wiele innych grzechów, których wymienianie zajęłoby zbyt wiele miejsca

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -